
Nieludzka walka z nowotworem! Nastoletnia Wiktoria prosi o pomoc.
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Mam wrażenie, że nowotwór stał się moim nieodłącznym towarzyszem. Podejmowałam tak dużo prób, aby się go pozbyć. Nie mam pojęcia, dlaczego wybrał właśnie mnie, przecież przede mną całe życie… Po kolei zaczął zabierać każdy kawałek mojego ciała i nadziei. A ja tak bardzo chciałabym poczuć smak dorosłości…
Jestem nastolatką. Bardzo chciałaby przejmować się tym, czym przejmują się osoby w moim wieku: z czego mam zdawać maturę, co robić po ukończeniu szkoły, gdzie wyprawić swoją 18. Wolałabym zamartwiać się, jak sobie poradzę po wyprowadzce z domu. To miała być moja dorosłość. Tymczasem dotknęła mnie rzeczywistość, w której muszę walczyć o życie!
Zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy kości. I chyba nawet nie jestem bardzo zdziwiona, bo rak pierwszy raz zaatakował mnie, gdy byłam jeszcze bardzo malutka!

Mając 2 lata wykryto u mnie nowotwór nerki guza Wilmsa z przerzutem do płuc… Nie rozumiałam wtedy co to oznacza, ale moi rodzice przeżyli szok i załamanie. Tylko z opowieści wiem, że leczenie było bardzo długie, intensywne i z dużymi powikłaniami. Przeszłam 12 bloków chemioterapii, naświetlania na brzuch, naświetlania na klatkę piersiową oraz 3 operacje. Tych straconych lat, które spędziłam w szpitalach, nikt mi już nie zwróci…
Po zakończonym leczeniu pozostały badania i regularne kontrole. Wszystko szło dobrze i tak minęło 14 lat.
W styczniu 2022 roku dla mnie i dla mojej rodziny świat znów się zatrzymał. Wyczułam na plecach dużego guza, który z każdym dniem był coraz większy. Badania wykazały, że jest to osteosarcoma, czyli złośliwy nowotwór kości. Wtedy dowiedziałam się, że guz jest powikłaniem po naświetlaniach sprzed lat! Pomyślałam, że wcale nie pokonałam choroby, a rak po prostu wraca, jak jakiś bumerang, w dodatku coraz silniejszy.
Koszmar wrócił. Znów stanęłam do walki z trudnym przeciwnikiem. Podano mi chemioterapię, która wiązała się z ogromnymi powikłaniami, niezliczonymi pobytami w szpitalu, przetaczaniem krwi i osocza. Nawet poparzenia w buzi mnie nie ominęły! Wszystko to strasznie osłabiło mój organizm oraz moją nadzieję na wyleczenie. Nie miałam już siły na kolejną operację…

Zabieg był jednak konieczny i koniecznym okazało się usunięcie 5 żeber, płata płuca, części przepony i mięsień przy kręgosłupie. Trzy dni spędziłam w śpiączce, a operacja spowodowała, że spadła wydolność organizmu i bardzo szybko się męczyłam. Czułam się już wystarczająco okropnie, a przede mną zaplanowana była kolejna chemioterapia. Mimo wszystko nadal miałam wolę walki i determinację, aby pokonać tego potwora. Znowu pojawiły się poparzenia, przetaczanie krwi i niekończące się pobyty w szpitalu...
Myślałam, że gorzej być już nie może. Przecież wyczerpałam swój limit pecha! Przede mną były już ostatnie chemie, gdy lekarz znowu przekazał mi piorunującą wiadomość: USZKODZENIE SZPIKU. Od razu leczenie musiało być przerwane, bo kolejna chemia mogła mnie już zabić. Mam wrażenie, że wszystko czyha na moje życie!
Później były kolejne badania kontrolne i następny szok: podejrzana zmiana, którą trzeba wyciąć i zbadać.

Jeżeli okaże się, że mam nawrót choroby, to pozostało mi tylko leczenie nierefundowane… Dodatkowo czeka mnie długotrwała rehabilitacja – skolioza, przesunięcie łopatki, skrzywienie kręgosłupa, brak 5 żeber oraz zanik mięśni z powodu długotrwałego leżenia spowodowały duże, negatywne zmiany w moim ciele.
Rehabilitacja wiąże się z długim pobytem w ośrodku rehabilitacyjnym, za który niestety trzeba zapłacić. Ubezpieczenie zdrowotne w moim przypadku okazuje się znikomą pomocą. W przyszłości czeka mnie także rekonstrukcja żeber, która także jest bardzo kosztowna.
Nie chcę, aby moja historia zakończyła się na tym rozdziale. Przede mną jeszcze bardzo długa droga powrotu do zdrowia. Sama z rodziną nie będziemy w stanie jej przejść. Potrzebuję Twojej pomocy. Proszę, pomóż mi raz na zawsze pokonać raka i odzyskać sprawność. Mimo tylu cierpień, chcę dalej żyć.
Wiktoria