Fundraiser finished
Wojtuś Radosz - main photo

"Bóg się, mamo, nie pomylił"

Fundraiser goal: terapia przeszczepu komórkami macierzystymi

Wojtuś Radosz, 10 years old
Żarki, śląskie
Ischemia-hypoxia encephalopathy
Starts on: 28 June 2017
Ends on: 18 July 2017
PLN 27,798(102.83%)
Donated by 1028 people

Pledge 1.5% of tax

KRS0000396361
Purpose of 1.5% of tax0000125 Wojciech

Fundraiser goal: terapia przeszczepu komórkami macierzystymi

Wojtuś Radosz, 10 years old
Żarki, śląskie
Ischemia-hypoxia encephalopathy
Starts on: 28 June 2017
Ends on: 18 July 2017

Fundraiser result

Dzięki Waszym ogromnym sercom Wojtuś jest już po pierwszym podaniu komórek macierzystych! 

Jak pisze mama chłopca:

Wczoraj 10.10.2017 Wojtuś miał pierwsze podane komórek macierzystych. Wszystko przebiegło zgodnie z planem, szybko i sprawnie. Wojtuś po podaniu czuje się dobrze, nie miał żadnych niepokojących objawów po podaniu. Dziękujemy wszystkim, którzy pomogli Wojtusiowi. Wierzymy, że dobro powraca!

Przed Wojtusiem kolejne podania i intensywna rehabilitacja, która wzmocni efekty przeszczepu. Trzymamy kciuki!

Wojciech Radosz

Fundraiser description

Miałam mieć dwóch ślicznych, zdrowych chłopców. Oczami wyobraźni widziałam ich w wózku dla bliźniąt, ubranych w identyczne spodenki i koszulki. Tymczasem mojego synka zabrała śmierć, a drugi cudem uwolnił się z jej szponów. Zostawiła jednak swoje znamię - ciężką niepełnosprawność. To mogło spotkać każdego, dlaczego zatem przydarzyło się właśnie nam? Dziś już nie mam siły się nad tym zastanawiać. Walczę z całych sił o zdrowie mojego syneczka, który jest dla mnie całym światem. Pomóżcie… 

Wojciech Radosz

Za jego życie dziękuję Bogu każdego dnia. Cieszę się, że tu jest, że uszczęśliwia nas każdym uśmiechem. Chyba tam na górze spodziewali się, że damy sobie radę, dlatego nasz chłopczyk jest inny, niezwykły. Wiem, że Bóg się nie pomylił. Tylko tutaj, na ziemi, potrzebne są pieniądze... Miłość i wiara są ważne, ale za nie nie kupimy rehabilitacji, dzięki której mój syn nadal żyje. Dlatego musimy prosić o pomoc…

Gdy byłam w ciąży zdawało mi się, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. W końcu nosiłam w sobie bliźniaki - dwóch identycznych chłopców, którzy skradli nasze serca od chwili, gdy zobaczyłam na teście ciążowym dwie kreski. Wszystkie badania wychodziły książkowo, nikt nie spodziewał się tragedii, która wydarzyła się potem. To był 30 tydzień ciąży, zwykła kontrolna wizyta. To wtedy skończył się świat, spokojny, szczęśliwy i bezpieczny. Lekarz powiedział:

Jedno dziecko nie żyje. Drugie ledwo. Musi pani natychmiast rodzić.

Wojciech Radosz

Szok sparaliżował moje ciało, a słowa nie docierały. Nie wierzyłam, chciałam się obudzić. Czułam na zmianę gorące i zimne dreszcze, zapadałam się i sądziłam, że ja także umieram. Moje dziecko nie żyło, drugie mogło umrzeć… Jak? Jeszcze 5 minut wcześniej byłam taka szczęśliwa! Miałam iść tylko potwierdzić, że wszystko jest w porządku…

Zamiast wrócić do domu, do męża i dwójki starszych dzieci, trafiłam na stół operacyjny. Okazało się, że u bliźniaków doszło do TTTS V stopnia - zespołu przetoczenia między płodami. Nie został wcześniej wykryty, dlatego zabił mojego synka, drugiego skazując na kalectwo. Wojtuś jednak przeżył - to był prawdziwy cud. Nie dostałam go w ramiona, bo musiał trafić do inkubatora, gdzie walczył o każdy oddech. Nikt nie dawał mu szans - za bardzo uszkodzony mózg, wręcz dziurawy. Encefalopatia niedokrwienno-niedotlenieniowa spowodowała ubytki w mózgu, potem doszła padaczka, małogłowie oraz zaburzenia widzenia. 

Wojciech Radosz

Do domu wróciliśmy po ponad 2 miesiącach. Dali nam tylko skierowanie do neurologa, a ze wszystkim innym musieliśmy sobie radzić sami. Postanowiłam jednak, że mój synek będzie szczęśliwy, że wcale nie jest gorszy - jest wyjątkowy! Życie Wojtusia to prawdziwy cud, a ja ze wszystkich sił będę się starała, by trwał. Każdą złotówkę inwestowaliśmy w rehabilitację. To dzięki niej mój synek żyje, nie jest roślinką. Codziennie też modliłam się o to, by znaleźć jeszcze jakiś sposób, by mój synek w końcu zobaczył moją twarz, powiedział “mamo”, usiadł o własnych siłach…

Gdy jest źle, gdy zaczynam się załamywać, przypomina mi się ta piosenka:

Ja, który nigdy nie powiem mama,
ja, który nigdy nie zawołam tata,
ja, który pozostanę dzieckiem
tylko wzrokiem powiem wam dziękuję.
W twoich ramionach mamo, czuję się bezpiecznie,
a jeśli jestem zbyt ciężki, to połóż mnie na ziemi
Bóg się, mamo, nie pomylił - narodziłem się z miłości.
Ty, która myślałaś o mnie pięknie, później pytałaś się kim będę,
w twoich oczach widziałem smutek, zagubienie,
ale później zwyciężyła miłość, mamo.
I wiedziałaś, że musisz dać więcej miłości,
przycisnęłaś mnie do serca
i obdarzyłaś pocałunkiem, którego nie otrzyma inne dziecko.
Bóg się, mamo, nie pomylił - narodziłem się z miłości.
Ty jesteś moją przyjaciółką mamo,
ty kochasz tak jak kocha Bóg.
Nie potrafię mówić, ale ty słuchaj mojego serca, które bije tylko dla ciebie, przede wszystkim dla ciebie mamo.
Bóg się, mamo, nie pomylił - narodziłem się z miłości...

Może to banalne, ale wtedy odzyskuję siły i wiarę w to, że będzie dobrze. Znowu szukam sposobu na to, by mój syn był szczęśliwy, by mógł być zdrowy... 

Wojciech Radosz

I w końcu znalazłam ten sposób! Przeszczep komórek macierzystych - eksperymentalna terapia w Lublinie, która może pomóc mojemu synkowi! Wojtuś zasługuje na to, co najlepsze. Jest cudownym, uśmiechniętym dzieckiem. Mimo całego cierpienia, którego doświadczył, kocha życie. Jego przyjście na świat i cud, dzięki któremu żyje sprawiło, że jesteśmy szczęśliwymi rodzicami! I jak każdy rodzic - walczymy o dobro naszego dziecka. Gdy dowiedzieliśmy się, że Wojtuś został zakwalifikowany do przeszczepu komórek macierzystych, szaleliśmy ze szczęścia. Dopiero potem przypomniało nam się, że nie mamy pieniędzy. Że ledwo starcza nam na rehabilitację, a nawet na nią właściwie już brakuje...

Dlatego prosimy, pomóżcie nam w tej walce! Dzięki komórkom Wojtuś ma szansę się rozwijać - jego mózg może się zregenerować, możemy odwrócić choć część skutków ciężkiego porodu. Jedyne, czego nam brakuje, to pieniądze. To takie trudne o nie prosić… Wojtuś jest naszym szczęściem, naszym cudem. To dla niego pokonujemy wstyd i wszystkie przeciwności losu. Proszę, pomóżcie...

Select a tag
Sort by
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 50
  • Elżbieta Bańczyk
    Elżbieta Bańczyk
    Share
    PLN 500
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 50

    Poznaliśmy was w Wisełce

  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 20
  • Emilia
    Emilia
    Share
    PLN 50

    Jestescie cudowni

  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 800

This fundraiser has finished, but Wojtuś Radosz still needs your help.

DonateDonate