
Gdy zabrakło nadziei, podjął tragiczną decyzję... Dziś walczy o powrót do życia❗️
Fundraiser goal: Transport medyczny, leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
1 monthly supporterYour Recurring Donations may appear here.
Donate every month- Anonymousstarted monthly donation
Fundraiser goal: Transport medyczny, leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
13 kwietnia mój syn podjął najgorszą decyzję, jaką może podjąć człowiek – targnął się na własne życie.
Co wtedy czuł? Jaki ból nosił? Tego nie wie nikt…
Odnaleziono go dopiero następnego dnia…
Jesteśmy uchodźcami politycznymi z Białorusi. Ja mieszkam i pracuję w Polsce, mój syn Yakov mieszkał w Czechach.
Zawsze był mądrym, dobrym i niezwykle wrażliwym chłopakiem. Pomagał innym, nie był obojętny na cudzy ból, miał wielkie serce. Niestety, w pewnym momencie własne życie okazało się dla niego nie do udźwignięcia...

Mieszkał w ośrodku dla obcokrajowców ubiegających się o azyl. Trzy dni przed tragedią otrzymał decyzję odmowną w swojej sprawie… Musiał wracać na Białoruś.
Niestety, nie podzielił się ze mną swoimi trudnościami… Nie miał pieniędzy na prywatną pomoc prawną i nie zwrócił się do nikogo o wsparcie…
Nie wiem, co było w jego sercu i umyśle w tamte dni i jaki był prawdziwy powód tej tragicznej decyzji. Mogę się tylko domyślać, że był na skraju rozpaczy…
Droga z Polski do Czech była najdłuższą drogą w moim życiu.
Przez pierwsze dni słyszałem od lekarzy tylko to, że nie przeżyje. „Mózg został mocno uszkodzony. Sytuacja jest ciężka”. Kto z rodziców chciałby to usłyszeć?
Pojawił się jednak cień nadziei – syn poruszył powiekami. Mimo, że śpiączka nie wróżyła dobrze, to dodało mi otuchy. Uznałem to za dobry znak.
Dziś, małymi krokami, ta nadzieja staje się coraz silniejsza. Zdarza się, że Yakov już otwiera oczy, choć jeszcze nie jest w stanie skupić wzroku. Kiedy słyszy mój głos, łzy płyną po jego policzkach.
Wierzę, że mnie słyszy... Wierzę, że wraca do nas…
Yakov jest tylko bardzo młodym człowiekiem, który w trudnym momencie życia się pogubił. Dla mnie jednak jest przede wszystkim moim synem, moim dzieckiem...

Jakby mi tylko powiedział, co ma w sercu… Jakby tylko poprosił o pomoc… Poruszyłbym niebo i ziemię, by go uratować, co by się nie działo.. Ale teraz to już nie ma znaczenia…
Moje życie toczyło się tak, że zawsze musiałem być silny dla innych. Dziś jednak czuję się całkowicie bezbronny…
Chcę zabrać go do Polski, być przy nim każdego dnia i walczyć o to, by wrócił do zdrowia. Potrzebuję środków na transport medyczny z Czech do Polski, leczenie, leki, artykuły higieniczne i rehabilitację. To są duże koszty…
Dlatego błagam każdego z Was – pomóżcie mi naprawić co się stało. Pomóżcie mi dać synowi drugą szansę na życie…
Każda złotówka i każde udostępnienie zbiórki to dla niego kolejny dzień leczenia, rehabilitacji i nadziei. Proszę, nie pozwólcie mojemu synowi odejść…
Dzmitry, tata