
Białaczka wróciła❗️To nie apel – to krzyk matki, która patrzy, jak jej dziecko gaśnie… Uratuj Diankę!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja po przebytym przeszczepie szpiku
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja po przebytym przeszczepie szpiku
Fundraiser description
Piszę to ze ściśniętym gardłem i sercem, które pęka każdego dnia bardziej… Moja córeczka umiera. A ja, jej mama, nie potrafię jej uratować. Patrzę, jak walczy z białaczką i boję się, że odbierze mi ją na zawsze. Nie jestem już w stanie walczyć sama, dlatego błagam Cię – pomóż nam! To nie jest apel – to krzyk matki, która patrzy, jak jej dziecko gaśnie… I zrobi wszystko, by nie stracić swojego świata, bo tym jest właśnie Dianka - całym światem...
Kiedy przyszła na świat, była zupełnie zdrowym dzieckiem. Rok - tyle dostaliśmy od losu. Diana rosła i rozwijała się bez problemu. Każdy dzień był szczęściem. Do czasu. Tydzień przed przyjęciem z okazji rpierwszych urodzin Dianka nagle zbladła, osłabła i zaczęła się mocno pocić. Powiększyły się węzły chłonne. Zabrałam córkę na SOR. Tam pobrano jej krew na badania i powiedziano mi, że jest podejrzenie białaczki...

To był szok. Jedno słowo, które zmieniło wszystko: białaczka. Lekarz powiedział to spokojnie, ale ja czułam, jak wali się cały świat. Swoje pierwsze urodziny Diana spędziła w szpitalu. Nie było radości, tylko przeraźliwy strach... Wiedziałam tylko, że na białaczkę się umiera, a u dzieci jest ona bardzo agresywna...
Dianka zaczęła chemioterapię. Z 7 miesięcy blisko 5 spędziła na oddziale intensywnej terapii... Wiedziałam, że walka z białaczką będzie trudna, ale nie sądziłam, że aż tak. Nie byłam przygotowana na to, jak bardzo będzie bolało patrzeć, jak gasną jej oczy, gdy ja nie mogę nic zrobić… Niestety, dawka chemii okazała się dla niej wyjątkowo toksyczna. Córeczka zapadła w śpiączkę, która trwała 9 dni.
Codziennie byłam przy niej i modliłam się, by otworzyła oczy. Nie wiem, jak to przeżyłyśmy... Stres był tak silny, że miałam wrażenie, że sama umieram. Kiedy Dianka po 9 dniach w końcu się obudziła, płakałam ze szczęścia. Niestety po chemii zaczęły się problemy z żołądkiem i jelitami, a na 80% skóry pojawiły się pęcherze... Dianka była w bardzo kiepskim stanie.

Wtedy na mojej drodze pojawiły się prawdziwe anioły, a ja uwierzyłam, że ktoś nad nami czuwa... Dostałam kontakt do szpitala w Turcji, gdzie na oddziale onkologicznym leczy się dużo dzieci z najcięższymi rodzajami nowotworu. Zdecydowałam się wyjechać tam z Dianką, żeby ratować jej życie. W aucie, które stało pod szpitalem kilka miesięcy, padł mi akumulator... Kiedy stałam tak z ciężko chorym dzieckiem w ramionach, na mrozie, pomogli mi je odpalić obcy ludzie. Kiedy zastanawiałam się, skąd wziąć pieniądze na leczenie, zadzwonili dziadkowie Dianki... Okazało się, że sprzedali dom, żeby ratować życie swojej ukochanej, jedynej wnuczki...
W nowym szpitalu udało się wyleczyć żołądek i jelita córeczki, a następnie dokończyć protokół leczenia. Usłyszeliśmy słowo, o które modlą się wszyscy na onkologii - remisja! Dianka kontynuowała leczenie, robiono jej badania kontrolne. Nasza walka trwała 3 długie lata... Dopiero w 2023 roku pozwolono nam wrócić do domu, a ja usłyszałam, że córeczka jest zdrowa. Zycie znów nabrało kolorów.

Dianka chodziła do przedszkola i żyła jak każde inne dziecko. O przebytej chorobie przypominały tylko wizyty kontrolne. Wizyta w maju 2025 po raz kolejny potwierdziła, że wszystko gra. Niestety białaczka uśpiła naszą czujność... 20 maja Dianka nagle zrobiła się blada jak ściana i opadła z sił. Dokładnie jak wtedy, kiedy wszystko się zaczęło. Wiedziałam, co to oznacza. 3 dni później byłyśmy już w szpitalu. Wznowa! Za nami kolejna chemia... Tym razem córka na pewno potrzebuje przeszczepu szpiku. I to jak najszybciej...
Diana przeszła przeszczep szpiku kostnego – niestety szpik pasował tylko w 50%, co sprawiało, że ryzyko było bardzo duże. Ja sama zostałam dawcą... Na szczęście wszystko przebiegło pomyślnie i dziś można powiedzieć, że Diana znajduje się w remisji – to ogromna ulga i radość dla nas wszystkich.
Żeby tu przyjechać, sprzedałam mieszkanie, w którym mieszkałam z dziećmi... Nasza rodzina nie przetrwała niestety próby, jaką była ciężka choroba nowotworowa Diany... Były mąż mówi, że on nie może być przy Diance, bo mu serce pęka, gdy widzi, jak ona cierpi... Że ja to co innego, bo jestem silna... Muszę być silna, bo Diana potrzebuje rodzica. Były mąż został w domu z naszym synkiem.

Obecnie skupiamy się na rehabilitacji, która jest wymagająca i wyczerpująca, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Każdy dzień to nowe wyzwania, ale krok po kroku radzimy sobie najlepiej, jak potrafimy, wspierając się nawzajem i czerpiąc siłę z drobnych sukcesów...
W tym trudnym czasie bardzo potrzebujemy Waszej pomocy – wsparcia w pokryciu kosztów leków oraz specjalistycznej rehabilitacji, które są niezbędne dla dalszego zdrowia i powrotu do pełnej sprawności.
Z całego serca dziękujemy za każdą formę wsparcia. Wasza pomoc daje nam nadzieję i siłę, by nie poddawać się i iść dalej.
Róża, mama Diany