
Kamilek w objęciach nowotworu❗️ Tylko leczenie w Rzymie daje nadzieję!
Fundraiser goal: Leczenie onkologiczne, kontynuacja leczenia w klinice w Rzymie
Fundraiser goal: Leczenie onkologiczne, kontynuacja leczenia w klinice w Rzymie
Fundraiser description
On umiera! Tracimy nasze dziecko, wiedząc, że wciąż jest nadzieja! Kamilek ma tylko półtora roczku – to nasz kochany synek, który od kilku tygodnie żyje z wyrokiem śmierci! W Polsce nie ma już dla niego żadnej nadziei. Lekarze proponują nam hospicjum i czekanie na śmierć! Cudem dotarliśmy do kliniki w Rzymie! Tam padły słowa, których trzymamy się ze wszystkich sił – Wasz synek ma szanse, ale musicie być u nas najwcześniej, jak się da, najlepiej w ciągu 72 godzin!
Od maja 2021 roku zaczęły się problemy. Chodziliśmy z maluszkiem na wizyty prywatne oraz na NFZ. Diagnoza była jedna i powtarzana przez wielu specjalistów: zapalnie jelit i problemy z gazami. W Lipcowy wieczór 17 lipca Kamil zwymiotował i opróżnił jelita w bardzo dużej ilości a jego dziecięce nóżki przestały funkcjonować i pojawiła się bardzo wysoka gorączka. Pojechaliśmy na pogotowie, a tam postawili diagnozę grypopodobnych dolegliwości i zapewnili, że to przejdzie i wszystko będzie dobrze. Wróciliśmy do domu spokojni i z zapewnieniem, że nic wielkiego się nie dzieje. W poniedziałek 19 lipca Kamil nie mógł usiąść samodzielnie, a co gorsza rączki również przestały być aktywne. Wtedy już wiedzieliśmy, że coś dzieje się niepokojącego z naszym aniołkiem.

Natychmiast skierowaliśmy się do szpitala dziecięcego, a tam zrobiony został tomograf. Pewnie już możecie się domyślić, że od lekarzy i tym razem nic nie usłyszeliśmy. Przetransportowano Kamilka do szpitala pediatrycznego, gdzie następnego dnia na podstawie wyników badań postawiono diagnozę : zapalenie rdzenia kręgowego.
Zostało podjęte leczenie w tym konkretnym kierunku przez następne 3 tygodnie, lecz lekarze nie uzyskali takich postępów, jakich się spodziewali. Te trzy tygodnie straliciliśmy bezpowrotnie, lecząc Kamilka w zupełnie innym kierunku. Kamilek stopniowo zaczął ruszać rączkami i palcami u stóp, ale to było za mało.
W końcu zostaliśmy skierowani do Warszawy do kliniki. Warszawscy lekarze uznali, że konieczne jest zrobienie biopsji na widocznym w wynikach badań guzie. Po tygodniu czekania dostaliśmy wyrok – guz śródrdzeniowy!C3-L2. Jest to nieoperacyjny nowotwór złośliwy rdzenia kręgowego, nerwów czaszkowych i innych części centralnego systemu nerwowego. Tego samego dnia wypisano nas do domu. Ze śmiertelną diagnozą w ręce, ze łzami w oczach i przerażonym dzieckiem na rękach. Świat przestał mieć znaczenie. Nie wiedzieliśmy co teraz, jak mamy dalej żyć wiedząc, że Zycie Kamilka się kończy… Tak ogromnego bólu może doświadczyć tylko rodzic dziecka, na które czeka śmierć.

Stawiliśmy się do kliniki w Katowicach I według lekarzy z tamtejszej kliniki mamy zgodzić się na chemię, mimo że mówią nam, że nasz malutki Kamil tego nie przetrwa… Rozkładając ręce, zaproponowali nam hospicjum. Nie będą walczyć o nasze dziecko, nie będą leczyć!
Dzięki Wam i ogromnej mobilizacji, udało się wyjechać do Rzymu i rozpocząć walkę o życie naszego dziecka! Pierwszą bitwę wygraliśmy ale nowotwór wciąż jest aktywny w organizmie naszego synka!
Chcemy dalej walczyć o jego dopiero, co rozpoczęte życie. Lekarze z kliniki w Rzymie potrafią nam pomóc w ratowaniu życia Kamila – tylko oni chcę kontynuować leczenie, a my nie możemy stracić tej szansy na uratowanie dziecka! Niestety koszty są bardzo duże i nie stać nas na opłacenie leczenia. Błagamy Was o pomoc.
Rodzice Kamisia
––––––––