Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

We use cookies and similar techniques on this site to enhance your user experience and ensure security, stability and performance of this website. Read more Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Privacy Policy .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Po życie bez raka

Wiktor Karpiński
Zbiórka zakończona

Po życie bez raka

170 385,00 zł ( 100.22% )
3552 donors
Fundraising organizer: Fundacja Siepomaga
Wiktor Karpiński
Konin, wielkopolskie
Neuroblastoma
Starts at: 10 June 2014
Ends at: 14 July 2014

Result

Dzięki zbiórce na siepomaga.pl udało nam się uzbierać brakującą kwotę na terapię eksperymentalną przeciwciałami GD2, a także na badania kontrolne. 

Wyruszyliśmy do Genovy po nowe życie 29 czerwca 2014 r. Leczenie anty-GD2 było bardzo intensywne, ale Wiktorek mimo to znosił wszystko bardzo dzielnie. Do Polski wróciliśmy 16 stycznia 2015 r., po prawie 7 miesiącach pobytu w Istituto Giannina Gaslini... Nasz mały Strażaczek miał wszystkie wyniki NEGATYWNE – nie ma nowotworu! W marcu 2015 r. byliśmy na pierwszej kontroli we Włoszech i REMISJA Wiktorka się utrzymuje. Wierzymy, że już tak zostanie na zawsze.

Aktualnie Wiktorek nadrabia dzieciństwo, które było mu zabrane przez podstępną neuroblastomę. Odwiedza dziadków, ma organizowane przez najbliższych wiele atrakcji, które go omijały przez te wszystkie lata. Tryska energią, wygląda tak zdrowo, jakby nigdy nie odwiedził oddziału onkologicznego… A to wszystko zasługa naszych darczyńców, bez których nie osiągnęlibyśmy celu związanego z ostatnim etapem leczenia.

Dziękujemy wszystkim ludziom o wielkich sercach, którzy mieli swój wkład w przysłowiowego „grosika”, bo każdy był na wagę złota! Dziękujemy każdemu, kto wpierał nas modlitwą i dobrym słowem. Kto był z nami w ciężkich, i w tych miłych chwilach. Dziękujemy za trzymanie kciuków i za wszystkie inne gesty wsparcia naszej rodziny. Dziękujemy każdemu, komu los naszego dziecka nie był obojętny…. jesteśmy Waszymi dłużnikami do końca życia!

Description

Gdybym tak mogła urodzić go po raz drugi, dając nowe życie bez choroby. Być może nie umieralibyśmy nad jego łóżeczkiem setki razy, być może nowotwór nie naznaczyłby jego życia cierpieniem, każdego dnia odmierzając czas. Być może nie nazwalibyśmy go wtedy Wiktor, bo babci nie przyśniłby się sen, w którym do naszego jeszcze wtedy nienarodzonego synka wołała „Wiktor”. Być może imię to jest znak, że na końcu tej niesprawiedliwej walki, którą toczymy, odniesiemy zwycięstwo.

Nasza walka zaczęła się 3 lata temu. Wiktor dość wcześnie zaczął chodzić, bo w wieku 7-8 miesięcy. Przewracał się, jak każde dziecko. Jednak gdy zauważyliśmy, że kuleje, zapaliła się pierwsza czerwona lampka. – Przesiliła pani dziecku nóżki! – powiedział ortopeda z reprymendą. Wyszłam na złą matkę. Wytrzeszcz oczu i guzki na głowie lekarz rodzinny też uznał za normalne u tak małego dziecka. Pewnie nabił sobie guzy podczas upadku – uspokajał. Jednak guzy nie znikały. Gdy podczas snu Wiktor nie mógł zamknąć oczu, dostaliśmy skierowanie do szpitala.

Guzy, wszędzie były guzy. Guzy w głowie, za oczami, w oczodołach. I główny guz wielkości 10 cm zlokalizowany w nadnerczu. To rak. Groźny rak, o najwyższym stopniu zaawansowania. Neuroblastoma IV stopnia z przerzutami do kości, oczodołów, głowy, szpiku, opłucnej. Wiktor miał 11 miesięcy, gdy poznaliśmy naszego wroga, który miał nam zgotować piekło w najbliższych latach, o czym przekonaliśmy się później. Wtedy modliliśmy się tylko o to, aby nie zabierał nam dziecka, bo lekarze mówili, że nie przeżyje. Dziś walczymy z rakiem już trzeci rok i w końcu mamy szansę wyrwać się z jego szponów.

Wiktor Karpiński

Jak wyobrazić sobie raka? Jaki ma kształt… jak szybko zabija… czy oszczędza swoje ofiary…Mieliśmy czas, żeby go poznać. Wiktor przeszedł kilka rodzajów chemioterapii, dwie operacje wycięcia guza, autoprzeszczep szpiku kostnego, radioterapię. Nowotwór próbował go już nam zabrać dwa razy – były wznowy. Każda wznowa jest cięższa, organizm uodparnia się na chemioterapię. A i sama chemioterapia nie celuje tylko w raka – Wiktorowi uszkodziła słuch. Po kolejnych dawkach przeszedł sepsę. Ataki zapaści, krwotoki, których nie można było zatamować. - Jeżeli gdzieś jest piekło, to tu – tak myśleliśmy. Patrzenie, jak z naszego synka uchodzi życie po megachemioterapii, to był najgorszy widok. Straszny, okropny widok, a my rodzice nie mogliśmy zrobić nic poza czekaniem. Więc trwaliśmy przy jego łóżku szpitalnym, czując, że rak uderza śmiertelnym ciosem w całą naszą rodzinę.

Rak wymusił na nas wiele poświęceń, wyrzeczeń. Dla Wiktora świat pod kroplówkami, dzielony między dom i szpital jest czymś normalnym. On uważa, że jest chory, gdy ma katar albo kaszle. Nie mówimy mu, co nosi w sobie i jak bardzo boimy się o jego życie. Przełożyliśmy ślub, żeby być z synkiem w tym najtrudniejszym czasie. Gdy na świat przyszedł młodszy synek, pobraliśmy i zabankowaliśmy krew pępowinową, która może uratować życie Wiktora, gdyby pojawiła się wznowa. Wiktor ma dobre wyniki, ale ryzyko wznowy zawsze pozostaje. Teoretycznie wykorzystaliśmy już wszystko, co było można zrobić w protokole leczenia w Polsce i zakończyliśmy leczenie. W Polsce nie jest dostępna terapia, która zmniejsza ryzyko nawrotu choroby. Dlatego musimy jechać za granicę, zakwalifikowaliśmy się do Włoch. Terapia przeciwciałami anty GD-2 kosztuje ok. 40 tysięcy euro.

Wiktor Karpiński

Gdy Wiktorek bada swojego misia, pyta go: „Gdzie cię boli? Gdzie masz swojego motyla (port naczyniowy)?” Albo mówi: „Miniu, to nic nie boli. Wypij, ale to niedoble – musisz popić.” „Miniu, chcesz płytki? Podłączę ci płytki i pojedziemy dalej… a port? Zapomniałem o porcie…” Pomóżmy Wiktorkowi przejść ten ostatni etap leczenia, żeby uchronić go przed kolejną wznową, której jego organizm może już nie wytrzymać...

WiktorA Karpiński

170 385,00 zł ( 100.22% )
3552 donors

Follow important campaigns