Czy muszę umierać? To już moja ostatnia szansa na przeżycie...

Goal: Protonoterapia - leczenie guza mózgu - ratowanie życia
Closed
Verified Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 7 693 people
136 791,98 zł (101,13%)

Sławomir Sosna, 36 years

Guz mózgu - glejak Astrocytoma anaplastica w III stopniu złośliwości

Gdańsk, pomorskie

Started: 21 December 2017
Ends: 08 January 2018

Mówi się, że ludzkie życie nie ma ceny, że to największy dar i nie można przeliczyć go na pieniądze, a jednak życie mojego Męża ma cenę. Niby tak mało, jeśli chodzi o ratowanie drugiego człowieka, człowieka, którego życie jest dla mnie ważniejsze niż własne, a tak wiele, gdy trzeba te pieniądze zgromadzić, aby go ratować.

Mój mąż, Sławek choruje na to, na co nikt by nie chciał chorować. Złośliwy nowotwór mózgu – glejak Astrocytoma anaplastica, III stopień złośliwości.
Sławek jest już po dwóch operacjach mózgu i stoi przed ostatnią w swoim życiu szansą. Przed pierwszą operacją lekarze byli dobrej myśli, guz był szybko wykryty i nie był zbyt duży.

Druga operacja to był dla nas cios – pojawiły się bóle głowy, które nasilały się i występowały coraz częściej. Podczas jednego z bardzo silnych bólów głowy wezwałam pogotowie, natychmiast zabrano Sławka na SOR, zrobiono rezonans i zapadła diagnoza – wznowa.

Guz był bardzo duży, a lekarze nie wiedzieli, czy podjąć się operacji, czy tylko poprawić komfort życia. Tak powiedzieli, nie wierząc już, że można trwale mu pomóc. Zapadła decyzja o operacji, ale rokowanie nie było pomyślne. Może wystąpić afazja, częściowy niedowład, może straci pamięć…jeśli wszystko się powiedzie. Jak to, jeśli się powiedzie? Jak to? Lekarz mówił, patrząc w podłogę, a ja nie potrafiłam opanować łez. Takiego bólu, jaki wtedy czułam, takiego strachu, bezsilności nie czułam jeszcze nigdy i nawet nie jestem w stanie opisać, jak straszny może być strach o życie kogoś, kogo kocha się ponad wszystko.

Operacja trwała sześć godzin, to były najdłuższe godziny w moim życiu. Godziny pełne obaw, ale też nadziei, bo nie mogłam pozwolić, żeby mnie opuściła. Każdy lekarz idący korytarzem szpitala mógł przynieść dobrą nowinę lub… nawet nie chciałam o tym myśleć.

W końcu się doczekałam lekarza, który uśmiechnięty szedł w moim kierunku – to mogło oznaczać tylko jedno… żyje! Sławek po operacji wybudzał się naturalnie, aby organizm mógł się zregenerować i ku wielkiemu zaskoczeniu lekarzy mówił, nie stracił pamięci, logicznie odpowiadał na pytania, nie nastąpił żaden niedowład. Bardzo szybko wracał do sił – to było jak cud i to nie tylko dla mnie, ale też dla lekarzy, którzy przychodzili porozmawiać, zbadać i powrót Sławka do zdrowia obserwowali z dużym zdziwieniem, ale też radością. Po kilku tygodniach od operacji Sławek przeszedł radioterapię i chemioterapię skojarzoną. Bardzo dobrze znosił leczenie, a wyniki MRI potwierdzały, że nic złego się nie dzieje.
Przez pięć lat żyliśmy szczęśliwie i jedynie przed kontrolnym rezonansem pojawiał się niepokój, obawa, ale później radość, bo diagnoza była zawsze ta sama – brak wznowy.

Tak było aż do października tego roku…
Kolejny rezonans, niepokój, który zawsze nam towarzyszył, ale przecież będzie dobrze. Będzie dobrze, bo zawsze jest. Tym razem nie było.
Wynik i to, czego panicznie się bałam i nigdy nie chciałam zobaczyć – podejrzenie wznowy. Niedowierzanie, przerażenie, milion myśli w głowie, tłumaczenie sobie, że podejrzenie to przecież nie wznowa, to tylko podejrzenie i wcale nie musi oznaczać najgorszego.

Pilna konsultacja z neurochirurgiem, który po przejrzeniu płyt z badaniami niestety potwierdził, że wznowa jest, a guz nie jest operacyjny. Zbyt duże ryzyko uszkodzenia ważnych ośrodków w mózgu, nie będzie operacji, nie tym razem, tym razem operacja się nie uda. Lekarze się jej nie podejmą. Następny krok to pilna wizyta u onkologa i chemia – tylko chemia, bo radioterapii być nie może. Zbyt duże ryzyko uszkodzenia okalających guza tkanek.

Chemia, tylko chemia, która przy odrobinie szczęścia może opóźniać wzrost guza i wydłużyć życie mojego Męża. O ile je wydłuży, tego nikt nie jest w stanie nam powiedzieć – miesiąc, rok, może troszkę dłużej. Niestety chemioterapia jest jedyną metodą leczenia, jaka w Polsce dla nas istnieje. Leki, które odwlekają to, czego najbardziej się boję, o czym nie chcę nawet myśleć. Znalazłam klinikę w Monachium i lekarzy, którzy po przejrzeniu pełnej dokumentacji medycznej Sławka podjęli decyzję i poinformowali nas, że terapia protonami w przypadku Sławka jest jak najbardziej wskazana i oni się jej podejmą.

Jeśli po wielu miesiącach walki, ktoś pierwszy raz mówi Ci, że masz szansę żyć, jest to niemal cud!
Lekarze chcą leczyć i to szybko, aby guz się nie rozrastał, bo to bezpośrednio zagraża życiu, Sławek bardzo chce być leczony, ale jest pewien problem – pieniądze.

Koszt terapii jest gigantyczny, terapia nie jest refundowana, a my takiej sumy nie posiadamy i sami nie damy rady jej zgromadzić, dlatego proszę o pomoc w uzbieraniu pieniędzy na leczenie mojego Męża.
Sławek to dzielny facet i wygrał już kilka potyczek o własne zdrowie na przekór złym rokowaniom i zapowiedziom lekarzy, na przekór statystykom, ale przed nim kolejna walka.

Ja wiem, jak to jest tracić najbliższą osobę, a Ty, mam nadzieję, że nigdy się o tym nie dowiesz i tego nie doświadczysz. Tego życzę Ci z całego serca na te Święta. A teraz proszę, proszę, najbardziej jak tylko potrafi kochająca żona, dla której Mąż jest całym światem. Pomóż mi zgromadzić potrzebną na leczenie kwotę i zatrzymać mojego Męża na ziemi, nie pozwól, żeby odszedł...

Verified Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 7 693 people
136 791,98 zł (101,13%)

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość