
Tragiczny upadek – Bartek cudem uszedł z życiem❗️Potrzebna PILNA pomoc!
Fundraiser goal: Pobyt w ośrodku neurologiczno-rehabilitacyjnym, transport medyczny, leczenie
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
1 monthly supporterYour Recurring Donations may appear here.
Donate every month- Anonymoushas been supporting for 1 month
Fundraiser goal: Pobyt w ośrodku neurologiczno-rehabilitacyjnym, transport medyczny, leczenie
Fundraiser description
W 2025 roku Bartek wyruszył w podróż swoich marzeń – zaczął od wyjazdu do Ugandy, a w późniejszych miesiącach odwiedził również Kenię oraz kilka krajów Azji. Ostatnim przystankiem były Chiny. Całą rodziną z niecierpliwością czekaliśmy na jego powrót… Niestety, na ostatniej prostej doszło do tragicznego wypadku! Otrzymaliśmy telefon z ambasady polskiej w Pekinie z pytaniem, kiedy odbierzemy syna ze szpitala. Byliśmy w szoku!
Okazało się, że Bartek nieszczęśliwie spadł z wysokości. Doznał urazu płuc, wstrząsu pourazowego, miał zmiażdżone obie stopy, powyginane i połamane kości piszczelowe, zgruchotaną miednicę, złamaną prawą rękę i nadgarstek. Lekarze ocenili, że obrażenia miednicy wymagały operacji na miejscu w Pekinie i kilkutygodniowego pobytu w szpitalu na oddziale intensywnej terapii. Jakby złych wiadomości było mało, odkryliśmy, że ubezpieczenie zdrowotne, które wykupił Bartek straciło ważność… Za operację i pobyt w szpitalu w Pekinie musieliśmy zapłacić 65 tysięcy złotych, a koszt transportu do Polski wyniósł ponad 40 tysięcy złotych.

Po operacji miednicy 7 kwietnia 2026 roku w Chinach, nasz syn po 10 dniach mógł wrócić do kraju samolotem rejsowym w pozycji półleżącej. Przez cały ten czas towarzyszył mu tata, Tom Law, który w Pekinie przez dwa tygodnie czuwał przy jego szpitalnym łóżku. Niestety, po powrocie do Polski okazało się, że najtrudniejsza walka dopiero się zaczyna...
Po wielogodzinnym locie i transporcie ambulansem Bartek trafił do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie. Tam przez kolejne dni trwała diagnostyka i przygotowanie do następnej operacji. Ze względu na wysokie ryzyko powikłań zakrzepowo-zatorowych konieczne było odroczenie zabiegu. Operacja odbyła się tydzień później, 28 kwietnia, i trwała prawie osiem godzin.

Niestety nie wszystkie obrażenia mogły zostać zaopatrzone podczas tego zabiegu. Nadal pozostają nierozwiązane problemy związane z kośćmi stóp oraz prawym łokciem, którego funkcja jest obecnie poważnie ograniczona. Przed Bartkiem mogą być kolejne operacje, a nawet leczenie rekonstrukcyjne lub endoprotezoplastyka. Nie wiemy, który szpital państwowy podejmie się tych operacji. Być może trzeba to będzie robić w placówkach prywatnych.

Dodatkowym problemem okazały się powikłania związane z długotrwałym unieruchomieniem. Pojawiły się odleżyny, zakażenie układu moczowego, a wielotygodniowy pobyt w łóżku doprowadził do znacznego osłabienia organizmu. Bartek nadal nie siedzi samodzielnie. Większość czasu spędza w pozycji leżącej. Każde przeniesienie z łóżka na wózek wymaga pomocy dwóch osób. Aby dojechać na wizyty lekarskie, musimy korzystać z prywatnego transportu medycznego, którego koszt wynosi od 500 do 700 zł za jeden przejazd...
Największym wyzwaniem jest jednak rehabilitacja domowa – w ramach NFZ czas oczekiwania jest niestety zbyt długi – a my musimy działać natychmiast, bo dla Bartka każdy tydzień ma znaczenie. W przypadku tak rozległych urazów opóźnienie rehabilitacji może oznaczać utratę szansy na pełny powrót do sprawności. Dlatego już teraz korzystamy z pomocy fizjoterapeutycznej, a w przyszłości chcielibyśmy zapewnić Bartkowi intensywną rehabilitację neurologiczno-ortopedyczną w specjalistycznym ośrodku, gdzie miesięczny pobyt to koszt od 30 do 40 tysięcy złotych.

W międzyczasie nasze życie całkowicie się zmieniło. Od końca maja musiałam zrezygnować z pracy, aby opiekować się synem przez całą dobę. Razem z mężem zmieniamy się przy nim dniem i nocą. Żyjemy z ogromnym kredytem do spłacenia i bez oszczędności. Każdy lek, opatrunek, konsultacja specjalistyczna i transport medyczny to kolejne wydatki. W czasie, gdy inni trzydziestolatkowie planują wakacje, rozwijają kariery i zakładają rodziny, nasz syn walczy o to, by znów usiąść, stanąć na własnych nogach i samodzielnie przejść kilka kroków.
Do tej pory nie korzystaliśmy z żadnej pomocy Państwa Polskiego przy sprowadzeniu Bartka do kraju. Wszystkie koszty leczenia i transportu ponieśliśmy sami, przy ogromnym wsparciu od Was – ludzi dobrej woli. Jeśli możecie, pomóżcie nam sfinansować walkę o powrót do zdrowia Bartka. Każdy tydzień rehabilitacji zwiększa szansę, że nasz syn znów stanie na własnych nogach. Dziękujemy, że jesteście z nami!
Małgorzata i Tomasz Law
Rodzice Bartka