
GLEJAK pnia mózgu w IV stadium❗️3-letni Bartuś toczy walkę na śmierć i życie! Pomóż❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, pomoc w trudnej sytuacji
Donate via text
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, pomoc w trudnej sytuacji
Fundraiser description
Nasz synek nie miał nawet 3 lat, gdy otrzymał najgorszy możliwy wyrok: Glejak pnia mózgu IV stopnia (DIPG) z mutacją H3K27. „To jeden z najbardziej agresywnych nowotworów dziecięcych. Być może Bartuś przeżyje jeszcze tylko rok. Bardzo mi przykro." – gdy lekarz wypowiedział te trzy koszmarne zdania, płakaliśmy jak nigdy wcześniej. Nasz synek na to nie zasłużył!
Jeszcze kilka miesięcy wcześniej Bartek był prawdziwym wulkanem energii, biegał, śmiał się i z radością odkrywał świat. Codziennie patrzyliśmy na niego z dumą i zachwytem, snuliśmy plany i marzenia na temat jego przyszłości... A dziś panicznie boimy się, że ona nie nadejdzie! Prawdziwe piekło rozpętało się w maju 2026 roku. Bartuś zaczął zmagać się z silnymi bólami głowy i nawracającymi wymiotami. W pewnym momencie było już tak źle, że trafił równowagę i władzę w prawej nóżce.

Pediatra skierował nas do szpitala, ale myśleliśmy, że to tylko coś przejściowego. Tak bardzo się myliliśmy... Po hospitalizacji objawy nie tylko nie ustępowały, ale zaczęły się nasilać! Czuliśmy, że dzieje się coś bardzo złego, dlatego udaliśmy się do Szpitala Dziecięcego w Toruniu. To tam rezonans ujawnił brutalną prawdę, na którą żaden rodzic nie jest gotowy: GUZ PNIA MÓZGU i wodogłowie.
To jedna z najcięższych i najbardziej bezlitosnych diagnoz, jakie mogą usłyszeć rodzice. Rozlany glejak linii środkowej (DMG) z mutacją H3K27 to skrajnie złośliwy nowotwór, który podstępnie i agresywnie nacieka tkanki mózgu. Jego lokalizacja w samym pniu mózgu sprawia, że operacyjne usunięcie guza jest niemożliwe. Obecnie przebywamy w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, gdzie Bartuś przechodzi radioterapię. Na koniec sierpnia rozpocznie się chemioterapia.

Do niedawna o piekle onkologii słyszeliśmy tylko z opowieści... Dziś na własnej skórze przekonujemy się, czym tak naprawdę ono jest. Każdy dzień wypełnia strach, bezsilność i ból, którego nie da się opisać. Patrzenie na cierpienie tak małego dziecka łamie serca na pół. Staramy się być silni dla Bartka… Ale prawda jest taka, że jesteśmy kompletnie załamani.
Nasz synek ciężko zniósł pierwsze tygodnie w szpitalu i nie mógł się zaklimatyzować. Bardzo bał się wszelkich zabiegów, założenia wkłucia centralnego i operacji wszczepienia zastawki komorowo-otrzewnowej... Dziś już się przyzwyczaił. Wie, że na razie nie możemy wrócić do domu. Bawi się z innymi dziećmi w miejscu, w którym co chwilę ktoś umiera. Nie tak miało być...

Życie naszej rodziny zostało całkowicie podporządkowane chorobie. Mamy jeden cel: zniszczyć raka. Wszystko inne się nie liczy. Ja, mama Bartka, musiałam zrezygnować z pracy, żeby być przy nim 24 godziny na dobę – dosłownie przeprowadziliśmy się do szpitala. Ciągłe wyjazdy do Warszawy, pobyty w szpitalu, leczenie, rehabilitacja i codzienne potrzeby związane z chorobą generują ogromne koszty, które zaczynają nas przerastać.
Czekamy na wyniki kolejnych badań, które następnie będziemy wysyłać do wielu klinik w Polsce i na świecie. Dopóki Bartuś żyje, jest nadzieja. Chwytamy się każdej deski ratunku, by go uratować. Zrobimy absolutnie wszystko, by żył. Dlatego dziś, z drżącym sercem, błagamy o pomoc. Każda złotówka to realna szansa na dalsze leczenie i nadzieja, że to jeszcze nie koniec.
Rodzice Bartusia
- GrizliPLN 10
- Anonymous donationPLN 20
- Anonymous donationPLN 10
- Anonymous donationPLN X
Niech Bóg ma Cię w swojej opiece
- Anonymous donationPLN X