
Nasz synek po narodzinach spędził w szpitalu 100 dni! Jest skrajnym wcześniakiem. Wesprzyj nas w walce o jego sprawność!
Fundraiser goal: Rehabilitacja, koncentrator tlenu
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Fundraiser goal: Rehabilitacja, koncentrator tlenu
Fundraiser description
Byłam w 23. tygodniu ciąży, gdy skierowano mnie do szpitala. Miano mi tylko dobrać nowe leki na nadciśnienie. Niestety musiałam zostać na dłużej.
Zmniejszone przepływy i hipotrofia sprawiły, że w 28. tygodniu podjęto niespodziewaną decyzję o przeprowadzeniu cesarskiego cięcia. Zdrowie i życie naszego dziecka było zagrożone. Lekarze nie mogli zwlekać.
Po narodzinach Bartuś ważył zaledwie 820 g. Był naprawdę maleńki. Pokochaliśmy go od razu. Wiedzieliśmy, że musimy zrobić wszystko, by otoczyć go najlepszą możliwą opieką.

Niestety nie mogliśmy cieszyć się naszym synkiem długo. Jeszcze tego samego dnia zabrano go do innego szpitala na intensywną terapię noworodków. Bartuś jest skrajnym wcześniakiem. Pierwsze tygodnie po narodzinach były naznaczone nieustanną walką o jego życie.
Oglądaliśmy nasze maleństwo przez szybę inkubatora, zamiast tulić je do piersi, cieszyć się bijącym od niego ciepłem i wsłuchiwać się w ciche bicie serduszka. Wracaliśmy do mieszkania i patrzyliśmy na jeszcze pusty pokoik, puste łóżeczko, nieruszone zabaweczki. Hania, nasza starsza córeczka, pytała, kiedy wreszcie jej braciszek pojawi się w domu.
Gdy synek wrócił na Pododdział Patologii Noworodków, początkowo wydawało się, że już wszystko będzie dobrze. Aż nagle coś się zmieniło. Stan jego zdrowia gwałtownie się pogorszył, a my przeżywaliśmy najgorsze chwile w życiu. Bartuś zrobił się siny. Istniało podejrzenie tachykardii. Miał wysokie tętno, oddychał przez żebra. Tak bardzo się o niego baliśmy!
Tylko dzięki szybkiej reakcji i profesjonalnemu podejściu całego personelu szpitala udało się uratować życie naszego synka. Wreszcie, po w sumie stu dniach pobytu w szpitalach, na różnych oddziałach, strachu, niepewności i chwilach grozy wreszcie zostaliśmy wypisani do domu.

Aby dojść do pełnej sprawności, synek potrzebuje nieustannej opieki specjalistów i wielu godzin rehabilitacji. Ze względu na problemy z oddychaniem Bartuś przez całą dobę musi być wspierany tlenem. Nie możemy wyjść z domu bez koncentratora, ważącego około 9 kg. Mieszkamy na czwartym piętrze w budynku bez windy. Bez małego, przenośnego kondensatora tlenu dotarcie na wizyty u lekarzy jest prawdziwym wyzwaniem. W dodatku nie wiadomo, kiedy synek przestanie go potrzebować.
Koszty wizyt u specjalistów, rehabilitacji oraz sprzętu są przytłaczające. Dlatego zdecydowaliśmy się poprosić o wsparcie. Chcemy zadbać o przyszłość naszego dziecka. Chcemy, żeby synek był sprawny i samodzielny. Cała nasza rodzina dziękuje wszystkim, którzy zaangażują się w pomoc.
Aleksandra i Jan, rodzice Bartusia