

Makabryczny prezent na osiemnastkę – złośliwy nowotwór i amputacja❗️Pomocy❗️
Fundraiser goal: Zakup protezy, leczenie, rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Zakup protezy, leczenie, rehabilitacja
Fundraiser description
Do osoby, która czyta naszą historię. Proszę, mój syn wciąż żyje, wciąż tu jest. Nie pozwól, by nowotwór go zabił… Nasza historia zaczęła się rok temu. Denis był u babci w Polsce. Jeździł z kolegami w parku na hulajnodze. Przewrócił się. Trochę bolało go kolano, ale to przecież nic takiego. Ale tydzień potem znów doszło do urazu i tym razem ból stał się nie do wytrzymania.
Syn wrócił do domu i od razu udaliśmy się do lekarza. Zdjęcie rentgenowskie wykazało guza, a biopsja potwierdziła, że to kostniak zarodkowy — łagodny, niezłośliwy nowotwór kości. Odbyła się operacja, guz został usunięty, dziura zamknięta tkanką kostną. Miała obrastać mięśniami. Ale 3 miesiące później kontrola wykazała, że guz wrócił…
Kazano nam szukać chirurga-onkologa. Potem znów wysłano na biopsję, która potwierdziła diagnozę. Kolejna operacja, potem rehabilitacja. Niby wszystko było dobrze, zaczynaliśmy oddychać z ulgą. 2 dni przed zakończeniem rehabilitacji na kolanie Denisa pojawił się ogromny krwiak.

„Może gdzieś przeciążył nogę”, „może gdzieś niefortunnie stanął”? Te pytania zadawaliśmy z nadzieją, która szybko została brutalnie zdeptana. Krwiak został wyssany, miał się zagoić i dalej mieliśmy kontynuować rehabilitację. Tak zrobiliśmy, ale nic się nie goiło. Noga spuchła, kolana nie szło wyprostować, nie wspominając o bólu, jaki czuł mój syn…
Zrządzeniem losu przez odległość do szpitala musieliśmy pewnego dnia rehabilitować się w innym miejscu. Lekarze w Charkowie zgodzili się przyjąć Denisa, ale powiedzieli, że najpierw muszą go sami zbadać. Do dzisiaj pamiętam, jak szybko zbladł lekarz na informację, że mój syn od 8 miesięcy nie może zgiąć nogi.
Wykonano MRI z kontrastem. Guz znowu tam był… W trybie pilnym pojechaliśmy do Lwowa na MRI, TK, na wszystkie możliwe badania. Z Kijowa przyszła wstępna odpowiedź, że lekarze spodziewają się najgorszego – złośliwego raka kości. Nie mogłam w to uwierzyć! JAK? NO JAK?! Denis miał 5 biopsji, każda potwierdziła kostniak zarodkowy. Jak to możliwe, że teraz MA RAKA?!

Przyjechaliśmy do Polski, do szpitala we Wrocławiu. Ciężko było coś ustalić, ale lekarze zauważyli malutkie przerzuty, a przecież niezłośliwy nowotwór ich nie daje… Z miejsca wysłali nas na biopsję do Warszawy. I tam usłyszałam wyrok na moje dziecko – kostniakomięsak.
Płakałam. Nie wiedziałam, co mam robić! Diagnoza przeszła z niezłośliwej na wyrok śmierci! Co gorsza, pierwszy cykl chemioterapii pogorszył sytuację. Guz szybko rósł, a razem z nim jeden z przerzutów – można było go wyczuć pod skórą! Po rezonansie wysłali nas do domu. W tym czasie najgorsza była niewiedza. Przez 5 dni umierałam powoli każdego dnia, aż zadzwonił lekarz – „Pilnie jedźcie do Warszawy! Amputacja powinna się odbyć natychmiast!”
Odbyła się 30 grudnia. Nowy rok mój syn zaczął z jedną nogą, 10 dni później miał 18 urodziny. Nie tak powinny wyglądać… Po operacji lekarze zmienili chemioterapię i jesteśmy w tracie 4. cyklu. Denis źle to znosi, a ja mogę tylko obiecać mu, że będzie dobrze. Ale już sama nie wiem, czy go okłamuję. Proszę, pomóż nam. Pomóż mi uratować mojego syna, dopóki nie jest za późno…
Olena, mama