Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

We use cookies and similar techniques on this site to enhance your user experience and ensure security, stability and performance of this website. Read more Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Privacy Policy .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Białaczka zniszczyła moje zdrowie! Potrzebny lek, aby ratować serce i wątrobę!

Dominika Grześko
Zbiórka zakończona

Białaczka zniszczyła moje zdrowie! Potrzebny lek, aby ratować serce i wątrobę!

79 560,85 zł ( 103.87% )
Wsparło 2739 osób
Goal:

Roczna terapia nierefundowanym lekiem chelatującym żelazo

Dominika Grześko, 20 years
Otmuchów, opolskie
Ostra białaczka limfoblastyczna
Starts at: 21 June 2021
Ends at: 01 October 2021

Description

Mało kto w wieku 20 lat ma za sobą walkę o życie. Niewiele osób tak wyraźnie zajrzało śmierci w oczy! Białaczka brzmi jak wyrok – potrafi niszczyć i zabijać i tylko nielicznym udaje się z nią wygrać! Dominika zna już głos lekarza, który mówi o diagnozie, wie, jak strach ściska gardło, kiedy rozpoczyna się leczenie. Kiedy gra toczy się o życie, lekarze nie stosują półśrodków. Ciężka chemia, godziny wlewów. To wszystko zniszczyło zdrowie na starcie życia, dlatego potrzebna jest Wasza pomoc!

Walka z białaczką wywróciła życie Dominiki do góry nogami. Dziewczyna porzuciła marzenia o fryzjerstwie i odłożyła na bok sport. W trakcie leczenia musiała na nowo nauczyć się chodzić, grzybica atakowała jej płuca, a jej wzrok znacznie się pogorszył. Teraz kiedy udało się wyjść z tego piekła, potrzebna jest pomoc!

Dominika Grześko

Powiększone węzły chłonne i wzorowa morfologia 

W październiku 2018 zauważyłam opuchliznę na szyi. Podejrzewałam, że to zwykłe przewianie, ale kiedy opuchlizna zaczęła się powiększać, poszłam do lekarza.  Usłyszałam, że to powiększone ślinianki.  Lekarz przepisał lekarstwa oraz zalecił dużo pić. Wkrótce złapałam infekcję i znów wróciłam do lekarza. Tym razem dostałam antybiotyk i skierowanie na morfologię. Kiedy odebrałam wyniki, usłyszałam, że są rewelacyjne. Opuchlizna jednak nie zniknęła...

W pierwszy dzień świąt zostałam wypisana do domu. Dopiero na wypisie zobaczyłam, że lekarze podejrzewają u mnie grasiczaka. Wpadłam w panikę. Byłam przerażona i bałam się, co mnie czeka. Nie mogłam przestać myśleć, że być może choruję na nowotwór. Dostałam skierowanie do Przylądka Nadziei w celu dalszej diagnozy i na początku stycznia 2019 roku przyjechałma do Wrocławia. Od razu zaczęła się seria badań w poszukiwaniu mojego wroga. Tym razem lekarze nie podejrzewali grasiczaka, a chłoniaka. W Dolnośląskim Szpitalu czekała mnie biopsja i trepanobiopsja węzłów chłonnych. Wyniki przeszły wszelkie przypuszczenia. Okazało się, że to żaden grasiczak ani chłoniak – to była BIAŁACZKA!

Dominika Grześko

Zmartwieni znajomi pisali do mnie smsy i pytali, ile jeszcze życia mi zostało. Ja jednak, zamiast się załamać, postanowiłam wygrać z tą straszną chorobą. Zaczęła się trudna i długa walka o zdrowie. Wycieńczająca chemia i nauka chodzenia – początek leczenia był dla mnie bardzo trudny. Podano mi chemię oraz sterydy, żeby obkurczyć węzły chłonne. Leki musiałam przyjmować przez wenflon, bo zmiany w śródpiersiu uniemożliwiały założenie broviaka.  Leczenie dało mi popalić. Z dorosłego człowieka zmieniłam się w niemowlę. Nie mogłam siadać, obrócić się na łóżku o własnych siłach, ani chodzić. We wszystkim musiała mi pomagać mama, co było dla mnie krępujące i dołujące. Stwierdzono u mnie polineuropatię, czyli głęboki zanik nerwów w mięśniach. Na szczęście odwracalny. Zaczęłam ciężko pracować, żeby stanąć na nogi. 

W zaledwie trzy miesiące obudziłam swoje mięśnie i zaczęłam naukę chodzenia na nowo. Zwykle zajmuje to pacjentom nawet 1,5 roku. Początkowo nie umiałam zaakceptować swojego nowego wyglądu. Ciało się zmieniło, a strata włosów była dużym ciosem. W domu wciąż mam mój warkocz. Szybko przestałam się tym przejmować. Moim celem była wygrana walka o życie! Wszystko szło dobrze, ale były też złe momenty, kiedy traciłam nadzieję.

Oprócz problemów z chodzeniem, źle wypłukiwałam się z chemii i miałam stany przedzawałowe. Konieczne było modyfikowanie chemii. Ale w czerwcu 2019 roku usłyszałam upragnioną wiadomość. Szpik był czysty i po ponad półrocznym pobycie w szpitalu mogłam wreszcie wrócić do domu. 

Dominika Grześko

Zapalenie płuc i liczne powikłania... 

W lutym tego roku znów trafiłam do szpitala. Wtedy pojawił się ból pleców, przepony i problemy z oddychaniem. Objawy przypominały nieco jelitówkę, dlatego byłam pewna, że to zwykły wirus. Ale kiedy objawy zaczęły się nasilać, trafiłam na SOR w Nysie. W opłucnej wojowniczki znajdowała się woda, a w krwi podejrzewano obecność blastów. Byłam pewna, że białaczka wróciła. Szybko trafiłam do Przylądka, gdzie znów czekała mnie masa badań i leków. Podawano mi tlen i morfinę. Wkrótce jednak okazało się, że przyplątała się kolejna infekcja grzybicza płuc, a szpik po prostu się odbudowuje. Konieczna była terapia lekami przeciwgrzybiczymi, które odbiły się na żołądku…

Białaczka pokonana, czas ratować serce, wątrobę i płuca. Przyjęłam już ostatnią tabletkę chemii i oficjalnie zakończyłam walkę z białaczką, która mocno odbiła się na moim zdrowiu. Wciąż jestem pod stałą opieką pulmunologa, ortopedy i okulisty. Pilnego ratunku potrzebuje jednak moja wątroba, serce i płuca.  Z powodu wielokrotnych transfuzji krwi, na mojej wątrobie odłożyło się dużo żelaza, przez co wciąż są konieczne wizyty w szpitalu, żeby je wypłukać. Nadmiar żelaza na wątrobie zagraża jej i mojemu sercu. Konieczna jest terapia nierefundowanym lekiem. Koszt miesięcznej kuracji to około 6 000 zł, a leczenie potrwa około roku. Mojej rodziny nie stać na takie koszty, dlatego proszę Was o pomoc!

––––––––––––––––––––––

LICYTACJE DLA DOMINIKI –> KLIK

79 560,85 zł ( 103.87% )
Wsparło 2739 osób

Follow important campaigns