
Wzięłam ślub i myślałam, że wygrałam z RAKIEM. Niestety choroba wróciła❗️POMOCY❗️
Fundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, terapie i turnusy
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, terapie i turnusy
Fundraiser description
Nigdy bym nie pomyślała, że pewnego wrześniowego dnia będąc w pracy, otworzę maila z wynikiem biopsji, który mnie zmrozi. ZŁOŚLIWY RAK PIERSI G3... Nie pamiętam nic z tego dnia, oprócz tego, że dużo płakałam. Bo czułam, że właśnie rozpadł mi się świat...
Mimo łez wzięłam do ręki telefon z myślą o pilnej wizycie u onkologa. Niestety, był to czas pandemii i nie mogłam znaleźć żadnego terminu. Wtedy pojawiły się strach i ta jedna myśl: "mam raka i panuje covid, czy ja umrę?".
Na szczęście mój przełożony w pracy pomógł mi z umówieniem się na wizytę u chirurga onkologa. Przyjęłam 16 dawek chemioterapii, która bardzo mnie osłabiła, ale przetrwałam. Później była mastektomia i radioterapia. Otrzymałam wynik histopatologiczny z całkowitą odpowiedzią na leczenie i informacją o braku komórek nowotworowych. Moja radość nie znała końca. Płakałam i śmiałam się, bo w końcu osiągnęłam spokój.

Kolejnym etapem było profilaktyczne usunięcie lewej piersi. Przy leczeniu raka hormonozależnego po całym systemowym leczeniu przyszedł czas na blokadę pracy jajników. W każdym miesiącu przyjmowałam zastrzyk i codziennie specjalny lek. Czułam się dobrze i postanowiłam, że teraz czas na odbudowanie swojego życia zawodowego.
Przekwalifikowałam się, kończąc różne szkolenia i kursy, po których otrzymałam bardzo dobrą pracę. Czułam, że zawodowo to mój najlepszy czas z całego dotychczasowego życia. Tak bardzo się cieszyłam i byłam wdzięczna.
8 czerwca 2024 roku wyszłam za mąż, tak aby świętować wtedy rocznicę ślubu, a nie mastektomii. Tak bardzo chciałam odczarować tę datę. Jednak skutki uboczne leczenia onkologicznego nie dawały zapomnieć o wszystkim, co przeszłam. Mimo to cieszyłam się, że żyję i że jestem zdrowa.

Niestety, równo 5 lat od daty zachorowania nagle zaczęłam gorzej widzieć na prawe oko. Wzrok z dnia na dzień się pogarszał i doszły dolegliwości bólowe oka i głowy. Nie mogłam już pracować, nie mogłam spać i funkcjonować. W końcu trafiłam na wizytę prywatną do lekarza chorób oczu, który przeprowadził u mnie szereg badań.
Okazało się, że to przerzut raka... Zaczęłam krzyczeć i płakać. Lekarz mnie przeprosił, ale musiał mi to powiedzieć. Niestety on nie mógł mi wystawić diagnozy, bo nie zajmuje się przerzutami raka do oczu. Przesłał moje dokumenty do Warszawy i do Krakowa, gdzie są jedyne w Polsce Szpitale Onkologii Okulistycznej.
Z Wojskowego Instytutu Onkologii Okulistycznej w Warszawie odezwali się jako pierwsi i tam bardzo szybko miałam termin wizyty, gdzie potwierdzeniem przerzutu była tylko formalność. W międzyczasie w sierpniu wykonałam tomograf klatki piersiowej. Na wizycie u mojej onkolog klinicznej w Instytucie Matki Polki w Łodzi dowiedziałam się o kolejnych zmianach – przerzutach do płuca, wątroby i kości...

Świat znowu się zawalił. Wszystko, co budowałam przez ostatnie lata, nagle się rozpadło. Płacz, ból, rozpacz i wieczne pytania w głowie, dlaczego znów ja, dlaczego mam to przechodzić. Nie mogłam się podnieść. Dzięki mojej szefowej z pracy udało się skontaktować z psychoterapeutą onkologicznym, który dodał mi siły.
Lekarze zdecydowali o wycięciu największej zmiany w płucu i opłucnej, gdzie z pomocą mojej onkolog szybko trafiłam w dobre ręce. Wynik histopatologiczny, który otrzymałam po wycięciu guza z płuca, wykazał, że jest to przerzut raka piersi, natomiast zmienił się podtyp z hormonozależnego na potrójnie ujemnego.
Musiałam na nowo rozpocząć pierwszą linię chemioterapii. Załamałam się. Wszystkie wspomnienia o tym, co musiałam przeżywać, wróciły. Mimo to za namową psychologa oraz rodziny zdecydowałam się na podjęcie leczenia. Od 27 października 2025 roku przyjmuję chemioterapię w cyklu 3-dniowym, co 21 dni. Nie jest to łatwe leczenie, ale się nie poddaję.
Muszę walczyć. Dla siebie i bliskich. Mam dla kogo żyć i nie mogę się poddać! Niestety, aby to było możliwe, potrzebuję Waszej pomocy. Proszę, jeżeli tylko możecie, wesprzyjcie mnie choćby drobną wpłatą. Będę też bardzo wdzięczna za udostępnienie zbiórki. Każda forma pomocy to dla mnie realna szansa na wygranie z tym potworem...
Edyta