
Zwykły kaszel i gorączka przyniosły diagnozę OSTREJ BIAŁACZKI❗️Emilka swoje 2. urodzinki świętowała na onkologii... RATUJ to maleńkie życie❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, środki higieniczne, diety, sprzęt specjalistyczny
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, środki higieniczne, diety, sprzęt specjalistyczny
Fundraiser description
Jeszcze niedawno nasze życie było jak z bajki. Ja, mąż i nasze dwie cudowne córeczki – 3-letnia Zosia i 2-letnia Emilka. Budowaliśmy wymarzoną rodzinę, a dziewczynki chciały spędzać każdą chwilę razem – na wspólnej zabawie. Wydawało się, że nic nie mogło zburzyć naszego szczęścia…
Gdy u Emilki pojawiła się gorączka i kaszel byliśmy przekonani, że to zwykłe przeziębienie. Takie objawy zdarzają się czasem u każdego maluszka, prawda? Może to po prostu jakaś infekcja przyniesiona z placu zabaw? Następnego dnia udaliśmy się do lekarza rodzinnego. Usłyszeliśmy, że Emila jest osłuchowo czysta i zalecane są inhalacje oraz leki na gorączkę. Niestety, po 2 dniach gorączka nie zaczęła ustępować, a kaszel się nasilał. Czuliśmy, że COŚ jest nie tak! Poszliśmy do innego lekarza, który zalecił podtrzymanie inhalacji i antybiotyk. Poprosiliśmy także o zlecenie testu CRP oraz testów na wirusy.
Z laboratorium otrzymaliśmy wynik CRP -137. Wysoki stan zapalny, szczególnie alarmujący u tak maleńkiego dziecka... Szok. Strach. Uczucie jak to, gdy schodząc po schodach nieoczekiwanie przegapisz stopień. Patrzyliśmy na naszą drobną Kruszynkę i wiedzieliśmy, jak poważna jest sytuacja. Od razu dostaliśmy skierowanie do szpitala, a tuż po przyjęciu Emilce została pobrana krew. Wyniki bardzo złe. Dożylny antybiotyk. Kroplówki nawadniające.

5 kwietnia miał być dla nas wyjątkowym dniem – w tę niedzielę przypadała nie tylko Wielkanoc, ale i urodziny naszej Emilci. Miała świętować je w domu, jednak nie było na to szans. Spędziła je w szpitalnym łóżku, a my – choć pękały nam serca – próbowaliśmy wnieść w ten dzień choć trochę dziecięcej beztroski. Tak bardzo chcieliśmy, by kolejny poranek przyniósł jakąkolwiek dobrą wieść…
Tak się jednak nie stało. Z samego rana usłyszeliśmy, że stan Emilki się pogarsza, a możliwości leczenia w tym miejscu się kończą. Trafiliśmy pilnie na oddział onkologiczny w Poznaniu z podejrzeniem białaczki. W międzyczasie pojawiły się kolejne objawy: krwotoki z nosa, siniaki na delikatnym ciele naszej 2-letniej córeczki… Strach narastał z każdą godziną. Pobranie szpiku, rezonans głowy, przetaczanie płytek i w końcu diagnoza… Druzgocąca i bezlitosna: ostra białaczka szpikowa.
Póki była „jedynie” podejrzeniem, staraliśmy się być silni. Może to pomyłka? Może to nie to? Jednak nie było już wątpliwości. Był szok, rozpacz, wściekłość i łzy, które nie chciały przestać płynąć. Rozpoczął się wyścig o życie naszej Emilki. Wyścig, którego nie mogliśmy przegrać. Wyścig o nasze wszystko.

Natychmiast zlecono chemioterapię: dożylną, jak i w tabletkach. Nasza córeczka nie mogła jednak otrzymywać chemii doustnej tak, jak inne chore dzieci. Była za mała. Zbyt malutka, aby zrozumieć, że musi połknąć tabletki… Nasze gardła zaciskały się z bólu i rozpaczy. Musiała mieć założoną sondę.
Po diagnozie świat naszej rodziny zatrzymał się na chwilę. Z dnia na dzień znaleźliśmy się w rzeczywistości, której nikt nie jest gotowy przyjąć. Od tego momentu jesteśmy pod opieką specjalistów, w tym psychologa, i uczymy się żyć na nowo – z chorobą naszej córeczki Emilki.
W domu Emilka jest radosnym, pogodnym dzieckiem. Dużo się śmieje, próbuje mówić i z ogromną ciekawością poznaje świat. W dużej mierze to zasługa jej trzyletniej siostry Zosi, którą Emilka naśladuje na każdym kroku. Niestety w szpitalu wszystko się zmienia. Strach i stres sprawiają, że Emilka zamyka się w sobie – reaguje płaczem, przestaje mówić, traci swoją dziecięcą radość. To dla nas, jako rodziców, najtrudniejsze chwile. Po kilku dniach powoli wraca do siebie, zaczyna znów się komunikować i odzyskuje odrobinę spokoju. Każdy taki moment jest dla nas ogromną nadzieją.

W domu czeka na nią Zosia, siostra, która bardzo tęskni i każdego dnia pyta o Emilkę. Rozłąka jest trudna dla nas wszystkich. Staramy się dzielić opieką, jak tylko potrafimy, ale najbardziej boli nas to, że nie możemy być razem – w komplecie, jako rodzina. Ogromnym wsparciem są dla nas najbliżsi – szczególnie babcia i prababcia dziewczynek, które pomagają nam w opiece nad Zosią. Dzięki nim możemy być przy Emilce wtedy, gdy najbardziej nas potrzebuje.
Prosimy, pomóżcie nam znów być razem. Pomóżcie ocalić Emilkę. To maleńka, niewinna dziewczynka, która musi stawiać czoła śmiertelnej chorobie, której nie jest w stanie nawet zrozumieć... Z całego serca dziękujemy wszystkim, którzy są z nami – za wsparcie, dobre słowo, modlitwę i każdą myśl skierowaną w stronę naszej Emilki. To daje nam siłę, by walczyć każdego dnia...
Rodzice