
Henia zaatakował chłoniak Burkitta – jeden z najgroźniejszych NOWOTWORÓW na świecie❗️Pomóż❗️
Fundraiser goal: Leczenie i stała rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
1 monthly supporterYour Recurring Donations may appear here.
Donate every month- Robertstarted monthly donation
Fundraiser goal: Leczenie i stała rehabilitacja
Fundraiser description
Nasz synek Henio miał tylko 8 lat, gdy zdiagnozowano u niego jeden z najbardziej agresywnych nowotworów świata – chłoniaka Burkitta. Potrafi on podwoić swoją objętość w ciągu jednej doby, a nieleczony zabija w kilka tygodni. Choroba wdarła się w życie naszego syna nagle i zamieniła jego dzieciństwo w walkę o przetrwanie. A nasz Henio już od pierwszych chwil życia i tak miał pod górę...
Przyszedł na świat jako wcześniak w 31. tygodniu ciąży. Od samego początku walczy z hipotonią, astmą, niedoborem XII czynnika krzepnięcia (Hagemana), skoliozą, koślawością stóp i problemami z mową. Mimo to nigdy się nie poddawał. Był zawsze uśmiechnięty. Dzielnie znosił liczne terapie i rehabilitację, bo wiedział, że są ważne.

Prawdziwy koszmar zaczął się w październiku 2025 roku, kiedy Henio był akurat w trakcie intensywnego turnusu rehabilitacyjnego. Nagle obudził się z bólu i krzyczał, żeby zabrać go do szpitala, ale chwilę później zachowywał zupełnie normalnie. Intuicja podpowiadała nam, że trzeba zgłębić temat, więc 11 października odbyło się badanie USG. Wynik był niejasny, ale widać było rozlane, naciekające zmiany. Potem wykonano tomografię, która skończyła się dramatem – kontrast wylał się do ręki, która spuchła do granic możliwości. A Henio nawet nie zapłakał. Zacisnął zęby jak zawsze. Nie padła jednak ostateczna diagnoza.
3 dni później rozpętało się piekło. Nasz synek zaczął wymiotować na zielono, pojawiła się niedrożność układu pokarmowego. Diagnoza: wgłobienie jelita. Henio został natychmiast przewieziony karetką do szpitala, gdzie przeszedł operację ratującą życie. Miała trwać godzinę, a trwała cztery. Jelito było martwe. Sytuacja była tak tragiczna, że konieczne było otwarcie jamy brzusznej i usunięcie martwicy. 2 centymetry – tyle dzieliło Henia od stomii. Udało się, ale to był dopiero początek koszmaru.

Po 10 dniach mieliśmy wracać do domu, ale zatrzymał nas wynik histopatologii. To wtedy dowiedzieliśmy się, z czym walczymy. Bardzo złośliwy nowotwór. Chłoniak Burkitta. Nie mogliśmy w to uwierzyć, wcześniej o nowotworach słyszeliśmy tylko z opowieści. Nasz świat się zatrzymał. Trafiliśmy do szpitala w Gdańsku, gdzie na Henia czekała chemia ratunkowa. Lekarze powiedzieli wprost, gdybyśmy przyjechali tydzień później, nasz syn by nie przeżył.
Henio przeszedł 6 cykli intensywnej chemioterapii i immunoterapii. Pierwszą dawkę otrzymał w nocy. Musiałam go pilnować, żeby silna, wyniszczająca chemia nie rozlała się, jak wcześniej kontrast. To skończyłoby się amputacją. Później na szczęście założono mu cewnik. Był moment, kiedy Henio tak cierpiał z bólu, że nawet dotyk skarpetek był nie do zniesienia. Krzyczał, płakał, nie chciał wstać z łóżka… a my patrzyliśmy na to bezsilni, z rozdartymi sercami.

Pobyt na onkologii bardzo zmienił Henia – dojrzał szybciej niż powinien. Pewnego dnia powiedział nam, że chce zgolić głowę, że to już ten czas. Nauczył się nawet swojego numeru PESEL i sam podawał go pielęgniarkom. Rozmawiał z innymi dziećmi o nowotworach i chemii, wspierał je, jakby sam był dorosły… Święta Bożego Narodzenia spędziliśmy razem na oddziale – całą rodziną. Próbowaliśmy stworzyć namiastkę domu w miejscu, gdzie dzieci przeżywają największy koszmar w życiu.

Dziś nasz dzielny Henio czuje się lepiej, a nowotwór jest w remisji! To brzmi jak cud, ale to nie koniec walki. Jego ciało jest wyniszczone. Każde wkłucie to ogromna trauma, każda blizna ciągnie i boli. Nasz syn potrzebuje stałej, intensywnej rehabilitacji, turnusów, terapii i wsparcia wielu specjalistów, żeby znów stanąć na nogi. Regularnie jeździmy także na kontrolne badania, by w razie wznowy, zareagować na czas. Nasze życie to radość przeplatana strachem.
Z całego serca prosimy, pomóżcie nam zawalczyć o przyszłość naszego dziecka. O to, by piekło onkologii było już tylko wspomnieniem. By Henio mógł w końcu po prostu być szczęśliwym dzieckiem. Dziękujemy za każdą wpłatę, udostępnienie i dobre słowo. To wiele dla nas znaczy.
Anna i Józef, rodzice Henia