
Mama trójki dzieci walczy z agresywnym NOWOTWOREM❗️Ratuj życie Janiny❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
1 monthly supporterYour Recurring Donations may appear here.
Donate every month- Anonymousstarted monthly donation
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Mam na imię Janina i jestem mamą trójki dzieci. Mój najmłodszy synek ma tylko 3 latka... Przeszłam w życiu bardzo wiele i zawsze radziłam sobie sama. Nie umiem prosić o pomoc i długo nie chciałam tego robić. Ale dziś stoję w miejscu, gdzie sama już nie dam rady. Walczę o życie z najgorszym możliwym przeciwnikiem. Z NOWOTWOREM z przerzutami.
W 2025 roku wyczułam małego guzka nad piersią. Myślałam, że to od wysiłku, od ciężkiej pracy. Uznałam, że skoro nie boli, to nie ma się czym przejmować. Ale nagle guz zaczął rosnąć w zastraszającym tempie. Pierś zaczęła się zmieniać, a sutek zrobił się wklęsły. W krótkim czasie zmiana objęła niemal całą pierś.

Po serii badań w marcu 2026 roku usłyszałam diagnozę: złośliwy nowotwór piersi. Rozpoczęłam leczenie w Gliwicach. Po badaniu PET okazało się, że mam rozległe przerzuty. Rak zajął wątrobę, płuca, kości, śródpiersie i węzły chłonne. Operacja na ten moment nie wchodzi w grę. Lekarze podjęli decyzję o chemioterapii i immunoterapii.
Pierwszą dawkę chemii otrzymałam 21 kwietnia – kilka kroplówek jedna po drugiej. Przede mną 6–8 cykli chemii, a potem dalsze leczenie. Do tego sterydy, leki na mdłości i cała garść tabletek każdego dnia. Nowa rzeczywistość, w której się znalazłam, jest przerażająca.

Na razie moje ciało jeszcze daje radę. Ale wiem, że to kwestia czasu, aż silne skutki uboczne zaczną dawać o sobie znać. Przyjdzie wszystko to, o czym czytałam i czego się boję. Długo udawałam, że nic mnie nie boli, że dam radę. Jestem mamą i muszę być silna. Muszę żyć, bo moje dzieci mnie potrzebują.
Mam przy sobie dobrych ludzi – partnera, znajomych z pracy, przyjaciół. Dzwonią, pytają, jak się czuję. To koleżanka z pracy zmusiła mnie do badań i zawiozła do szpitala, kiedy sama bym jeszcze czekała. Jestem wdzięczna za każde słowo wsparcia.
Koszty dojazdów do Gliwic, konsultacji lekarskich, badań i leków są bardzo wysokie, a ja pracuję tylko na pół etatu. Nie proszę o litość. Proszę o pomoc w walce, której nie wybierałam, ale którą zamierzam wygrać. Każda złotówka to dla mnie ratunek i szansa na życie. Dziękuję za każdą formę wsparcia i za to, że jesteście.
Janina