
By nie stracić ostatniej nadziei na życie
Fundraiser goal: Terapia protonowa
Fundraiser goal: Terapia protonowa
Fundraiser description
Nie wiem, co budzi większe przerażenie: pierwsza diagnoza czy informacja, że mimo ogromnego wysiłku i wyczerpującej terapii, nowotwór wciąż próbuje mnie zabić. Nie wiem, jakie mam szanse, ale jedno jest pewne - muszę zrobić wszystko, by wygrać walkę o życie. Mam 60 lat i nie chcę jeszcze umierać…
Żyłam pełnią życia - praca, marzenia, które udało się zrealizować i długa lista tych, które jeszcze przede mną. Wszystko zapowiadało się dobrze, aż do momentu, gdy podczas badań dowiedziałam się, że w mojej głowie rośnie guz - glejak. Brzmi przerażająco, szczególnie w momencie, gdy funkcjonujesz w przekonaniu, że z twoim zdrowiem wszystko jest w najlepszym porządku.
Nigdy, w najczarniejszych myślach nie byłam w stanie przewidzieć, że doświadczę czegoś takiego. Początkowo było przerażenie i rozpacz. Nie mogłam uwierzyć, że życie wystawia mnie na tak ciężką próbę… Lekarze jednak nie załamywali rąk i mówili, że nie wszystko stracone - umiejscowienie guza pozwoliło na przeprowadzenie operacji oraz dalsze leczenie onkologiczne. W grudniu zakończyłam chemioterapię. Wszystko szło w dobrym kierunku… Miałam nadzieję, że w nowym roku zacznę odzyskiwać siły i układać wszystko na nowo po onkologicznym koszmarze.
Niestety, moja nadzieja została brutalnie zdeptana. Choroba znów postanowiła dać o sobie znać - w lutym podczas kontroli wykryto wznowę. Tym razem, przez ograniczenia powodowane koronawirusem, na operację czekałam ponad miesiąc - w tym czasie guz rozlał się i urósł, a to powodowało rosnące zagrożenie.
Operacja nie oznacza, że choroba zniknęła z mojego życia. Wciąż muszę walczyć o to, by guz nie powrócił! Każdy dzień jest dla mnie jednocześnie darem i początkiem nowej walki. Ta niestety nie jest zależna tylko ode mnie, bo terapia, o której mówią lekarze to innowacyjne leczenie, które na ten moment nie jest refundowane. Łączny koszt terapii może wynieść nawet 100 tysięcy złotych! To kwota przerażająco wysoka, a trudno przewidzieć, czy to będzie oznaczało koniec mojej trudnej drogi po zdrowie.
Właśnie dlatego proszę o pomoc i wsparcie. O szansę na życie, które choroba brutalnie próbuje mi odebrać. Ja wiem i wierzę w to, że jeszcze nie wszystko stracone. Niestety, takich środków nie jestem w stanie zdobyć sama.
Chcę żyć. Tylko i aż tyle. Mam po co, mam dla kogo. Pomożesz?
Wiadomość o chorobie była dla mnie potwornym ciosem. Informacja o wznowie to uderzenie, którego zupełnie się nie spodziewałam. Czeka mnie trudna droga, ale jestem gotowa na wiele, by pokazać nowotworowi, że dzięki ludziom dobrej woli można pokonać największe przeciwności!