Joanna Bojek - zdjęcie główne

By nie stracić ostatniej nadziei na życie

Cel zbiórki: Terapia protonowa

Zgłaszający zbiórkę:
Fundacja Kolorowe Motyle (nieaktywna organizacja)
Joanna Bojek, 61 lat
Ostrowiec Świętokrzyski, świętokrzyskie
Guz lewego płata skroniowego - glejak
Rozpoczęcie: 30 marca 2021
Zakończenie: 1 października 2021
2235 zł
Wsparły 74 osoby
Spoczywaj w pokoju

Cel zbiórki: Terapia protonowa

Zgłaszający zbiórkę:
Fundacja Kolorowe Motyle (nieaktywna organizacja)
Joanna Bojek, 61 lat
Ostrowiec Świętokrzyski, świętokrzyskie
Guz lewego płata skroniowego - glejak
Rozpoczęcie: 30 marca 2021
Zakończenie: 1 października 2021

Opis zbiórki

Nie wiem, co budzi większe przerażenie: pierwsza diagnoza czy informacja, że mimo ogromnego wysiłku i wyczerpującej terapii, nowotwór wciąż próbuje mnie zabić. Nie wiem, jakie mam szanse, ale jedno jest pewne - muszę zrobić wszystko, by wygrać walkę o życie. Mam 60 lat i nie chcę jeszcze umierać… 

Żyłam pełnią życia - praca, marzenia, które udało się zrealizować i długa lista tych, które jeszcze przede mną. Wszystko zapowiadało się dobrze, aż do momentu, gdy podczas badań dowiedziałam się, że w mojej głowie rośnie guz - glejak. Brzmi przerażająco, szczególnie w momencie, gdy funkcjonujesz w przekonaniu, że z twoim zdrowiem wszystko jest w najlepszym porządku. 

Nigdy, w najczarniejszych myślach nie byłam w stanie przewidzieć, że doświadczę czegoś takiego. Początkowo było przerażenie i rozpacz. Nie mogłam uwierzyć, że życie wystawia mnie na tak ciężką próbę… Lekarze jednak nie załamywali rąk i mówili, że nie wszystko stracone - umiejscowienie guza pozwoliło na przeprowadzenie operacji oraz  dalsze leczenie onkologiczne. W grudniu zakończyłam chemioterapię. Wszystko szło w dobrym kierunku… Miałam nadzieję, że w nowym roku zacznę odzyskiwać siły i układać wszystko na nowo po onkologicznym koszmarze. 

Niestety, moja nadzieja została brutalnie zdeptana. Choroba znów postanowiła dać o sobie znać - w lutym podczas kontroli wykryto wznowę. Tym razem, przez ograniczenia powodowane koronawirusem, na operację czekałam ponad miesiąc - w tym czasie guz rozlał się i urósł, a to powodowało rosnące zagrożenie. 

Operacja nie oznacza, że choroba zniknęła z mojego życia. Wciąż muszę walczyć o to, by guz nie powrócił! Każdy dzień jest dla mnie jednocześnie darem i początkiem nowej walki. Ta niestety nie jest zależna tylko ode mnie, bo terapia, o której mówią lekarze to innowacyjne leczenie, które na ten moment nie jest refundowane. Łączny koszt terapii może wynieść nawet 100 tysięcy złotych! To kwota przerażająco wysoka, a trudno przewidzieć, czy to będzie oznaczało koniec mojej trudnej drogi po zdrowie. 

Właśnie dlatego proszę o pomoc i wsparcie. O szansę na życie, które choroba brutalnie próbuje mi odebrać. Ja wiem i wierzę w to, że jeszcze nie wszystko stracone. Niestety, takich środków nie jestem w stanie zdobyć sama. 

Chcę żyć. Tylko i aż tyle. Mam po co, mam dla kogo. Pomożesz?

Wiadomość o chorobie była dla mnie potwornym ciosem. Informacja o wznowie to uderzenie, którego zupełnie się nie spodziewałam. Czeka mnie trudna droga, ale jestem gotowa na wiele, by pokazać nowotworowi, że dzięki ludziom dobrej woli można pokonać największe przeciwności!

Wpłaty

Sortuj według