

Nasza mama doznała udaru! Lekarze powiedzieli, że nie przeżyje, a ona otworzyła oczy!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, sprzęt medyczny i opieka długoterminowa
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, sprzęt medyczny i opieka długoterminowa
Fundraiser description
26 marca 2025 roku życie całej naszej rodziny rozpadło się na kawałki. Nasza ukochana mama, żona i babcia – Jola, doznała bardzo ciężkiego udaru krwotocznego. A jeszcze rano opiekowała się wnuczką, rozmawiała z nami przez telefon! Kilka godzin później walczyła o życie, a my w strachu czekaliśmy na helikopter ratunkowy. Lekarze nie dawali nam nadziei: „Przygotujcie się na najgorsze. Ona nie przeżyje”.
Jak tylko helikopter zabrał mamę do szpitala w Gorzowie Wielkopolskim, od razu ruszyliśmy za nim. Czekaliśmy bardzo długo, aż ktoś powie nam, co dalej, czy mama przeżyje. W końcu oznajmili, żebyśmy wrócili do domu, bo badania będą trwały jeszcze długie godziny. Ale jak wrócić, kiedy mama znika na naszych oczach? To była najstraszniejsza noc, jaką do tej pory przeżyliśmy. Mama została przewieziona do szpitala w Poznaniu. Jechaliśmy do niej w milczeniu, nie wiedzieliśmy nawet, czy mama żyje…
A jednak mama przeżyła! Wbrew wszystkiemu. Kiedy ją w końcu zobaczyliśmy, byliśmy przeszczęśliwi! Jednak jej widok w takim złym stanie, złamał nam serca. Nie wyglądała już jak dawna mama. Miała zgoloną głowę, z której wystawały rurki, była podłączona do aparatury. Przez trzy tygodnie przebywała w śpiączce na OIOM-ie. Kiedy lekarze powtarzali, że nie słyszy i nie czuje, my wiedzieliśmy, że mama jest z nami. I mieliśmy rację – wybudziła się! Jest świadoma tego, co się wydarzyło, wszystko pamięta, poznaje nas.

Nie może mówić i chodzić, oddycha przez rurkę i jest karmiona przez sondę. Komunikuje się z nami, poruszając bezgłośnie ustami i głową. Jest świadoma, obecna. Patrzy na nas i bezgłośnie pyta: „Czy jeszcze kiedyś będzie normalnie?”. A dla nas już dawno nic nie jest normalne.
Mama była sercem naszego domu. To wokół niej wszystko się kręciło. W każdą niedzielę cała rodzina zjeżdżała się na obiady – obowiązkowo dwa dania i deser. Jej największą pasją było szycie, potrafiła stworzyć coś z niczego. Była prawdziwą duszą towarzystwa, zawsze gotowa do pomocy, zawsze uśmiechnięta. A teraz sama potrzebuje wsparcia. Dom jest pusty, nie ma jej głosu, zapachu pieczonego ciasta, ciepła.

Nasi rodzice mają sześcioro dzieci. Każdy z nas przeżywa najgorsze chwile w życiu. Ale głęboko wierzymy, że to nie jest koniec! Mama dzielnie walczy każdego dnia. Z pomocą rehabilitantów udaje jej się siadać na wózek. Wiemy, że to prawdziwy cud, że jest z nami i każdego dnia jesteśmy za to wdzięczni.
Czas działa przeciwko nam. Po wielu trudach i pobycie w ZOL-u, mama w końcu trafiła do prywatnego ośrodka rehabilitacyjnego. Niestety NFZ odmówił jego finansowania, bo mama wciąż oddycha przez rurkę. Miesięczny koszt pobytu w tej placówce, to 25–30 tysięcy złotych. Kwota niewyobrażalna dla zwykłej rodziny. Wiemy jednak, że to jedyna szansa, by mama mogła odzyskać mowę i sprawność.
Błagamy Was, pomóżcie nam ratować naszą mamę. Każda wpłata, każde udostępnienie i każde słowo wsparcia mogą postawić ją z powrotem na nogi. Nie pozwólcie, żeby serce naszego domu zamilkło na zawsze!
Dzieci i mąż Joli