Jolanta Dymidów - zdjęcie główne

Nasza mama doznała udaru! Lekarze powiedzieli, że nie przeżyje, a ona otworzyła oczy!

Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, sprzęt medyczny i opieka długoterminowa

Organizator zbiórki:
Jolanta Dymidów, 53 lata
Zielin, zachodniopomorskie
Stan po krwotoku podpajęczynówkowym, obrzęk mózgu, nadciśnienie, miażdżyca, wodogłowie, niedowład czterokończynowy
Rozpoczęcie: 29 sierpnia 2025
Zakończenie: 28 lutego 2026
93 596 zł(73,32%)
Brakuje 34 064 zł
WesprzyjWsparło 666 osób
Wpłać, wysyłając SMS
Numer telefonu
75365
Treść SMS
0836379
Koszt 6,15 zł brutto (w tym VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-mobile

Przekaż mi 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0836379 Jolanta
Dostępne metody płatności:
BLIK - logo
Apple Pay - logo
Google Pay - logo
Mastercard - logo
Visa - logo
Regularne wsparcie daje Jolancie poczucie bezpieczeństwa i pomoc w trudnej sytuacji, także po zakończeniu zbiórki.

Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, sprzęt medyczny i opieka długoterminowa

Organizator zbiórki:
Jolanta Dymidów, 53 lata
Zielin, zachodniopomorskie
Stan po krwotoku podpajęczynówkowym, obrzęk mózgu, nadciśnienie, miażdżyca, wodogłowie, niedowład czterokończynowy
Rozpoczęcie: 29 sierpnia 2025
Zakończenie: 28 lutego 2026

Aktualizacje

  • PILNE ❗️Mama dostała ataku padaczki! Jest coraz gorzej, a lekarze kazali przygotować się na najgorsze! Pomóżcie!

    Kochani, przychodzimy do Was z nowymi wieściami o stanie zdrowia naszej mamy. Chcielibyśmy, żeby były lepsze... 4 września mama dostała ataku padaczki. Od tego dnia straciliśmy z nią kontakt. Lekarze kazali nam się przygotować na najgorsze. To były słowa, których nigdy nie chcieliśmy usłyszeć.

    Kilka dni później mama trafiła do szpitala, gdzie spędziła trzy tygodnie. Początkowo podejrzewano drugi udar, a tej samej nocy mama została przekazana do szpitala zakaźnego z podejrzeniem infekcji. Ostatecznie wróciła na oddział udarowy, gdzie wykonano liczne badania, w tym punkcję płynu mózgowo-rdzeniowego i posiewy. W wypisie znalazła się informacja o podejrzeniu neuroinfekcji, jednak diagnoza nie jest jednoznaczna. Do dziś nikt nie potrafi powiedzieć, co dokładnie się stało!

    Po trzech tygodniach w szpitalu mama wróciła do ośrodka rehabilitacyjnego. Niestety, nadal nie ma z nią kontaktu. Czasami pojawiają się krótkie momenty, kiedy wydaje się, że nas słyszy i rozumie. To maleńkie przebłyski nadziei, które dają nam siłę. Jej stan jest nadal bardzo ciężki. Ma problemy z oddychaniem, mimo że tlen ustawiony jest już na 5 litrów, saturacja waha się wokół 85%. Mama wymaga ciągłego odsysania, a każda noc to czuwanie i lęk. W ośrodku mówią wprost, że mamy być przygotowani na wszystko… Ale my nie umiemy się na to przygotować!

    Jolanta Dymidów

    Ta sytuacja jest dla nas ogromnie trudna psychicznie, zwłaszcza dla taty. On już nie daje rady. Wygląda jak cień człowieka. To ciągły, wyniszczający stres, nieprzespane noce, bezsilność, strach o każdy kolejny dzień. Czasami po prostu nie mamy siły zaczynać nowego dnia, wiedząc, z jaką sytuacją się budzimy.

    Intensywna rehabilitacja nie jest w tej chwili możliwa. Stan mamy jest zbyt ciężki. Zmiana pozycji wywołuje spadek saturacji. Niedługo ma zostać przewieziona z ośrodka do szpitala bliżej domu, gdzie lekarze założą jej PEG. Tej trasy też się boimy, to aż 3,5 godziny drogi. Po tym wszystkim wróci już do domu. Przejazd między placówkami musimy opłacić sami.

    Przygotowujemy dom na przyjazd mamy najlepiej, jak potrafimy. Kupiliśmy sprzęty medyczne, takie jak ssak, koncentrator tlenu, podkłady, środki pielęgnacyjne i masę innych rzeczy. Zrobiliśmy remont, który również pochłonął ogromną ilość pieniędzy i wysiłku. Wciąż szukamy całodobowej opiekunki, choć to niezwykle trudne. Wszyscy się boimy, jak to będzie, jak pogodzić codzienne życie z całodobową opieką, jak udźwignąć emocjonalnie i finansowo ten ciężar.

    Chcemy dać mamie czas i spokój, by mogła dojść do siebie. Wierzymy, że w domu, wśród bliskich, poczuje się lepiej, może nabierze sił i kiedyś znowu wróci na rehabilitację. Bardzo za nią tęsknimy. Bez niej nasz dom nie jest i nigdy nie będzie już taki sam. Z całego serca prosimy, nie zostawiajcie nas w tej trudnej walce!

    Dzieci i mąż Joli

Opis zbiórki

26 marca 2025 roku życie całej naszej rodziny rozpadło się na kawałki. Nasza ukochana mama, żona i babcia – Jola, doznała bardzo ciężkiego udaru krwotocznego. A jeszcze rano opiekowała się wnuczką, rozmawiała z nami przez telefon! Kilka godzin później walczyła o życie, a my w strachu czekaliśmy na helikopter ratunkowy. Lekarze nie dawali nam nadziei: „Przygotujcie się na najgorsze. Ona nie przeżyje”.

Jak tylko helikopter zabrał mamę do szpitala w Gorzowie Wielkopolskim, od razu ruszyliśmy za nim. Czekaliśmy bardzo długo, aż ktoś powie nam, co dalej, czy mama przeżyje. W końcu oznajmili, żebyśmy wrócili do domu, bo badania będą trwały jeszcze długie godziny. Ale jak wrócić, kiedy mama znika na naszych oczach? To była najstraszniejsza noc, jaką do tej pory przeżyliśmy. Mama została przewieziona do szpitala w Poznaniu. Jechaliśmy do niej w milczeniu, nie wiedzieliśmy nawet, czy mama żyje… 

A jednak mama przeżyła! Wbrew wszystkiemu. Kiedy ją w końcu zobaczyliśmy, byliśmy przeszczęśliwi! Jednak jej widok w takim złym stanie, złamał nam serca. Nie wyglądała już jak dawna mama. Miała zgoloną głowę, z której wystawały rurki, była podłączona do aparatury. Przez trzy tygodnie przebywała w śpiączce na OIOM-ie. Kiedy lekarze powtarzali, że nie słyszy i nie czuje, my wiedzieliśmy, że mama jest z nami. I mieliśmy rację – wybudziła się! Jest świadoma tego, co się wydarzyło, wszystko pamięta, poznaje nas. 

Jolanta Dymidów

Nie może mówić i chodzić, oddycha przez rurkę i jest karmiona przez sondę. Komunikuje się z nami, poruszając bezgłośnie ustami i głową. Jest świadoma, obecna. Patrzy na nas i bezgłośnie pyta: „Czy jeszcze kiedyś będzie normalnie?”. A dla nas już dawno nic nie jest normalne.

Mama była sercem naszego domu. To wokół niej wszystko się kręciło. W każdą niedzielę cała rodzina zjeżdżała się na obiady – obowiązkowo dwa dania i deser. Jej największą pasją było szycie, potrafiła stworzyć coś z niczego. Była prawdziwą duszą towarzystwa, zawsze gotowa do pomocy, zawsze uśmiechnięta. A teraz sama potrzebuje wsparcia. Dom jest pusty, nie ma jej głosu, zapachu pieczonego ciasta, ciepła. 

Jolanta Dymidów

Nasi rodzice mają sześcioro dzieci. Każdy z nas przeżywa najgorsze chwile w życiu. Ale głęboko wierzymy, że to nie jest koniec! Mama dzielnie walczy każdego dnia. Z pomocą rehabilitantów udaje jej się siadać na wózek. Wiemy, że to prawdziwy cud, że jest z nami i każdego dnia jesteśmy za to wdzięczni.

Czas działa przeciwko nam. Po wielu trudach i pobycie w ZOL-u, mama w końcu trafiła do  prywatnego ośrodka rehabilitacyjnego. Niestety NFZ odmówił jego finansowania, bo mama wciąż oddycha przez rurkę. Miesięczny koszt pobytu w tej placówce, to 25–30 tysięcy złotych. Kwota niewyobrażalna dla zwykłej rodziny. Wiemy jednak, że to jedyna szansa, by mama mogła odzyskać mowę i sprawność.

Błagamy Was, pomóżcie nam ratować naszą mamę. Każda wpłata, każde udostępnienie i każde słowo wsparcia mogą postawić ją z powrotem na nogi. Nie pozwólcie, żeby serce naszego domu zamilkło na zawsze!

Dzieci i mąż Joli

Wybierz zakładkę
Sortuj według