
Planowaliśmy ślub, wakacje, remont... Aż jego serce po prostu STANĘŁO! Proszę, pomóż mi uratować mojego Marcina!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
5 monthly supportersYour Recurring Donations may appear here.
Donate every month- Krzysiek. Kolega z pracy, Kolega po szalustarted monthly donation
- Agnieszka koleżanka z pracystarted monthly donation
- AniaW.started monthly donation
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
28 kwietnia 2026 roku mój narzeczony Marcin wyszedł do pracy. Niestety, do domu już tego dnia nie wrócił. Niespodziewanie i z nieznanego nam powodu doszło do zatrzymania akcji serca.
Marcin był motorniczym, uwielbiał swoją pracę. Służył ludziom i był bardzo dobrym pracownikiem. Tego dnia nagle stracił przytomność i, co gorsza, upadł na twarz, wskutek czego doszło do urazu twarzoczaszki. Pomocy udzielili mu przechodnie, dzwoniąc pod numer alarmowy.
Gdy zadzwoniła do mnie jego koleżanka z pracy i powiedziała, co się stało, nogi się pode mną ugięły. Nie mogłam ani zrozumieć, ani uwierzyć w to, co słyszałam. Bo przecież Marcin wyszedł do pracy tego dnia tak jak zawsze. Miał wrócić za kilka godzin…
Współpracownicy zaczęli resuscytację w oczekiwaniu na pogotowie. Walka o życie Marcina trwała ok. 45 długich, bolesnych minut. Ostatecznie zostało przywrócone krążenie, ale mózg pozostał niedotleniony.
Marcin wciąż przebywa w szpitalu na intensywnej terapii. Jest przytomny, ale bez kontaktu, podłączony do respiratora. Lekarze nie mówią nam nic pewnego – mózg jest uszkodzony, ale jest w stanie się regenerować, więc jest nadzieja. Na pewno potrzebna będzie bardzo długa i kosztowna rehabilitacja ruchowa oraz stymulująca mózg.
Musimy zatem czekać. I planować. Do tej pory planowaliśmy inne rzeczy – ślub, wakacje, remont… A teraz planujemy jak zapewnić Marcinowi choć cień szansy na to, by odzyskał świadomość i wrócił do nas. Do mnie, do naszego 6-letniego Radzia, który bardzo tęskni za tatą, bo bardzo chce znów pojeździć z nim na rowerze.
To odległa wizja. Na razie staramy się znaleźć miejsce albo w specjalistycznym ośrodku, albo w ZOL-u, gdzie Marcin będzie miał całodobową opiekę i rehabilitacje. Ale koszty pobytu to w skali roki kilkaset tysięcy złotych! Nawet z pomocą najbliższych nie damy rady.
Głęboko wierzę, że kiedy każdego dnia trzymam go za rękę i mówię do niego, Marcin mnie słyszy, a pewnego dnia uśmiechnie się i mi odpowie. Ta wizja trzyma mnie przy zmysłach, ale wiem, że realne koszty to też bardzo realna przeszkoda. Dlatego proszę, pomóżcie nam w walce o zdrowie Marcina.
Anna i Radzio

