
W ciągu roku DWUKROTNIE trafił na OIOM w stanie śpiączki❗️Błagam, pomóż mi zapewnić synowi bezpieczeństwo❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, sprzęt specjalistyczny
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, sprzęt specjalistyczny
Fundraiser description
Jeszcze rok temu życie moje i cudownego syna było całkowicie zwyczajne...
Na kilka dni przed początkiem naszego koszmaru Mykyta źle się poczuł. Skarżył się, że bolą go serce i nogi. Pojawiło się też ogromne zmęczenie – syn wciąż spał. Z kolei kiedy się budził, natychmiast wymiotował. Nie miał też w ogóle apetytu. Choć syn był bardzo słaby, miałam nadzieję, że to zwykła infekcja...
Dopiero gdy bardzo pobladł i przestał praktycznie na mnie reagować, zrozumiałam, że to coś poważnego. Nie grypa, ani mocne zatrucie żołądkowe. Natychmiast wezwałam karetkę.

Gdy przyjechała pomoc, ratownicy powiedzieli, że wyczuwają od niego oddech acetonowy. Wtedy jeszcze nie rozumiałam, co to znaczy. Teraz już wiem, że to klasyczny objaw u cukrzyków...
Ratownicy zabrali go do szpitala praktycznie nieprzytomnego. Pamiętam do dziś, że był to dzień poświęcony pamięci zmarłych. Tak bardzo starałam się o tym nie myśleć, kiedy na oddziale intensywnej terapii lekarze toczyli walkę o jego życie...
Kiedy to wspominam, łzy same lecą mi na klawiaturę. Nigdy nie bałam się tak, jak wtedy. Przeszłam piekło, gdy syn leżał w śpiączce, podłączony do tej całej aparatury. Jeszcze chwilę wcześniej był po prostu moim uśmiechniętym chłopcem, a teraz leżał w szpitalu, nieruchomo... Każda minuta ciągnęła się w nieskończoność, a ja czekałam tylko na jedną wiadomość – że mój syn do mnie wróci.
Stan syna na szczęście powoli zaczął się polepszać. Lekarze postawili diagnozę – cukrzyca I typu. Można więc było wdrożyć odpowiednie leczenie. Tamtego dnia jednak życie moje i syna zmieniło się nieodwracalnie...

W ciągu dnia spadki cukru zdarzają się nawet 5-6 razy. Syn od tej pory trafił na OIOM już dwa razy! Stale kontrolujemy poziom cukru, ale jest to dla nas wciąż nowe i skomplikowane. W dodatku uzupełnianie jego poziomu kilka razy dziennie jest zwyczajnie bardzo kosztowne...

Każdego dnia robię wszystko, co w mojej mocy, aby zapewnić synowi bezpieczeństwo. Walczę o jego zdrowie i o to, żeby mógł po prostu być nastolatkiem. Jednak z każdym kolejnym dniem ta walka staje się coraz trudniejsza. W wyniku choroby u Mukyty pojawiły się choćby problemy ze wzrokiem i nerkami! Syn też bardzo schudł...
Są chwile, kiedy mam wrażenie, że nie mam już siły. Strach o własne dziecko nie pozwala wtedy spokojnie zasnąć, a bezradność odbiera oddech. Chciałabym móc zrobić dla niego wszystko, dać mu poczucie bezpieczeństwa i dostęp do tego, co może pomóc mu żyć spokojniej, ale moje możliwości po prostu się kończą.

Każdy dzień to konieczność zapewnienia odpowiedniego leczenia, specjalistycznego wsparcia oraz niezbędnego sprzętu medycznego. Jako mama nie potrafię pogodzić się z myślą, że mogłabym nie być w stanie dać swojemu dziecku tego, czego potrzebuje.
Dlatego z całego serca proszę o pomoc. Państwa wsparcie to nadzieja na to, że syn będzie żył bezpiecznie. Dziękuję każdej osobie, która zechce być częścią tej walki i otworzy przed nami swoje serce.
mama, Alla