Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

We use cookies and similar techniques on this site to enhance your user experience and ensure security, stability and performance of this website. Read more Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Privacy Policy .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

"Najlepsze, co mogę dla niego zrobić, to przeżyć!" – Paulina walczy z rakiem!

Paulina Mazur
Zbiórka zakończona

"Najlepsze, co mogę dla niego zrobić, to przeżyć!" – Paulina walczy z rakiem!

187 797,43 zł ( 57.68% )
4325 donors
Goal:

Zakup leku Cabometyx - szansa na uratowanie życia

Fundraising organizer: Jesteśmy Blisko
Paulina Mazur, 34 years
Brzeziny, świętokrzyskie
Złośliwy nowotwór nerki
Starts at: 16 May 2019
Ends at: 01 March 2020

Description

Dokładnie w Dzień Matki dowiedziałam się, że mam raka – nowotwór nerki. Kiedy lekarz przekazał mi wynik badań, nie uwierzyłam mu. Słuchałam i czułam się tak, jakby wcale nie mówił o mnie. Przecież nie mogę być teraz chora. Mam małe dziecko. Oskar ma dopiero 3 latka!

Terapia immunologiczna nierefundowanym lekiem Cabometyx to dla mnie jedyny ratunek. Jestem w trakcie leczenia, które teraz staje pod znakiem zapytania. Z przerażeniem patrzę na mijające dni, bo jeśli zabraknie pieniędzy na kolejne dawki, będę musiała przerwać terapię, a to będzie oznaczało już tylko jedno...

Paulina Mazur

Mam na imię Paulina. Nigdy nie sądziłam, że znajdę się w takim momencie życia, kiedy będę musiała poprosić o pomoc obcych ludzi. Teraz nie mam wyjścia – mam synka i męża. Nie mogę odejść, nie mogę im tego zrobić.

Wszystko zaczęło się dokładnie dwa lata temu. Wtedy właśnie rak zaczął wysyłać pierwsze niepokojące sygnały. Któregoś dnia w moczu zauważyłam krew. Założyłam, że to jakieś zapalenie, więc poszłam do lekarza po antybiotyk. Z lekami od razu wróciłam do domu, bo przecież tam czekał mój 1,5-roczny wtedy synek. Zamiast poprawiać, mój stan jednak się pogarszał. W nocy zwijałam się z bólu. Promieniowało na kręgosłup i brzuch. To, co się wydarzyło później było jak lawina. 26 maja 2017, w Dzień Matki, usłyszałam diagnozę – nowotwór nerki. W ciągu kilku chwil stałam się pacjentką oddziału onkologii. Mamą z oddziału onkologii...

Lekarze natychmiast zdecydowali się na operację. Usunięto mi nerkę, ponieważ guz miała aż 7,5 centymetra! Po operacji czułam się tragicznie. Dodatkowo badanie histopatologiczne wyciętego guza wykazało, że nowotwór osiągnął trzeci stopień złośliwości w czterostopniowej skali.

Paulina Mazur

Kiedy po 10 dniach w szpitalu, wróciłam do domu, mój synek nie odstępował mnie na krok. Tak, jakby bał się, że znowu mogę go zostawić. Stało się to dużo wcześniej, niż ktokolwiek mógłby podejrzewać. Po trzech miesiącach okazało się, że mam przerzuty do jamy brzusznej. Usunięto mi węzły chłonne przy kręgosłupie. Rak rozpanoszył się po moim organizmie, atakując coraz więcej i więcej. Niedługo później wyszło na jaw, że dał przerzuty również do płuca. Rósł w siłę, a ja stawałam się coraz słabsza. Odbierał mnie mojemu dziecku, które przecież tak bardzo potrzebowało mamy.

Znowu musiałam wrócić do szpitala, żeby lekarze wycięli guzy z płuca. Dodatkowo usunięto węzły chłonne w śródpiersiu. W październiku zaczęłam przyjmować chemię, która miała zatrzymać nowotwór. Niestety – wszystko na nic. Uderzyłam głową w mur. Dwie chemie nic nie dały. Sprawiły tylko, że byłam tak słaba, że słaniałam się na nogach. Nie mogłam zajmować się dzieckiem. Mogłam tylko czekać na poprawę… Poprawę, która wciąż nie nadchodziła.

Kolejne przerzuty tylko udowadniały mi, jak silny i bezlitosny jest rak. Komórki nowotworowe dotarły do  wątroby, bioder i żeber. Pomogła dopiero immunoterapia, która pobudziła układ odpornościowy do obrony przed komórkami rakowymi. Część guzów zniknęła. Wreszcie wróciła nadzieja… Niestety na ten moment zastosowana immunoterapia jest już za słaba. Przestała działać.

Paulina Mazur

Zdaniem lekarzy rozwój nowotworu może zatrzymać już tylko dalsze leczenie immunologiczne, ale z wykorzystaniem innego, mocniejszego i – niestety – nierefundowanego leku. Koszt jednej dawki to 30 tysięcy złotych. Na pierwszą dawkę złożyła się moja rodzina, ale na kolejne nie mamy już pieniędzy. Czas ucieka, bo co miesiąc muszę przyjmować jedną. Inaczej rak rozsieje się dalej.

Jestem mamą, a mama powinna być ze swoim dzieckiem! Żeby móc wychować Oskarka, muszę być zdrowa, dlatego z całego serca proszę Cię o pomoc. Bądź ze mną, bym dalej mogła być mamą.

–Paulina

187 797,43 zł ( 57.68% )
4325 donors

Follow important campaigns