

Wykryto u mnie MIĘSAKA o wysokiej złośliwości, a mój synek walczy z padaczką i autyzmem! POMOCY!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, stymulator nerwu błędnego
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, stymulator nerwu błędnego
Fundraiser description
Najgorszy prezent na Święta? Diagnoza, która jednego dnia zmienia całe dotychczasowe życie…
Wszystko zaczęło się w okolicach września 2024 roku. Czułem kłucie w okolicy klatki piersiowej. Niezwłocznie udałem się do lekarza, który po wstępnie stwierdził, że to prawdopodobnie nerwica lub problemy z sercem. Dodatkowe badania nic nie wykazały. Miesiąc później, w październiku zachorowałem na COVID. Przez prawie trzy tygodnie bardzo ciężko znosiłem objawy choroby, pod koniec pojawiło się kołatanie serca, dlatego trafiłem do szpitala!
Przeszedłem dokładną diagnostykę, jednak wyniki badań nie wskazywały na nic niepokojącego. Wróciłem do domu, gdzie dalej dochodziłem do siebie. Pewnego dnia, jakoś 4-5 dni po zakończeniu choroby, poczułem, że koszulka jakoś dziwnie mnie opina w okolicy łopatki. Poprosiłem żonę, aby sprawdziła, czy nic tam nie mam. Jej oczom ukazał się ogromny guz!
Specjalista, do którego trafiłem skierował mnie na rezonans klatki piersiowej. Z racji tego, że jestem honorowym dawcą krwi badanie udało się wykonać w ciągu 4 dni. Szybko otrzymałem wyniki, z którymi udałem się do onkologa. Specjalista na 99% stwierdził, że to naciek wrzecionowatokomórkowego mięsaka! Jednak dla pewności skierował mnie na biopsję.
Zostały mi pobrane 4 próbki, a później musiałem czekać… Zacząłem szukać informacji w Internecie, chyba każdy na moim miejscu by tak zrobił. Byłem przerażony wynikami wyszukiwania i statystyką, która nie wydawała się być optymistyczna. Po 2 tygodniach otrzymałem wyniki, które potwierdziły, że na 100% jest to mięsak i to o wysokiej złośliwości.
Wiedziałem, że będzie źle, przygotowywałem się na to. Ale nie jest łatwo udźwignąć tak trudną wiadomość. Szczególnie kiedy przed oczami miałem mojego jeszcze małego synka i ukochaną żonę. Swoją początkową rozpacz przekułem w siłę do walki – muszę walczyć dla moich najbliższych!
Jestem na początku najtrudniejszej walki w życiu. Konsylium lekarskie podjęło decyzję, że leczenie zaczniemy od radioterapii, aby zmniejszyć guza i doprowadzić do operacji wycięcia go.
Niestety najbliższy czas będzie obfitował nie tylko w strach, ból i trudne momenty, ale również ogromne koszty leków, dojazdów do szpitala, dalszego leczenia i rehabilitacji… Dlatego z całego serca błagam o wsparcie. Pomóżcie mi wygrać walkę, z tym najgorszym przeciwnikiem!
Arek