
PILNE: Chłoniak Burkitta zaatakował 9-letniego piłkarza❗️Nowotwór zajął już brzuch, wątrobę i szpik kostny – ratuj życie Sławcia❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
„Mamo, boli mnie brzuszek” – cały koszmar zaczął się od tego jednego, niepozornego zdania. W połowie lipca synek po raz pierwszy poskarżył się nam, że źle się czuje. Nie chciał jednak jechać do lekarza, a po odpoczynku poczuł się lepiej. Niestety, gdy z czasem ból brzucha pojawiał się coraz częściej i dołączył do niego brak apetytu – wiedzieliśmy, że nie możemy zwlekać już ani chwili dłużej.
Pojechaliśmy do lekarza, który wystawił skierowanie na USG – na cito. Początkowo padły podejrzenia bąblowicy, dlatego synek trafił na oddział zakaźny. W oczekiwaniu na wyniki w kierunku chorób zakaźnych, lekarze zdecydowali o dodatkowych badaniach, by wykluczyć nowotwór. I właśnie wtedy cały nasz świat się załamał.
Chłoniak Burkitta stadium IV. W ciągu zaledwie 4 dni od poprzedniego USG doszło do zajęcia jamy brzusznej, szpiku kostnego oraz wątroby. Szok, rozpacz… Czuliśmy, jakby słońce za oknem nagle zgasło. Nasz synek, nasz jedyny synek…
Nie było czasu do stracenia. Sławcio rozpoczął chemioterapię we wlewach – prosto do szpiku. Dziś jest już po 3 cyklach z 8 zaplanowanych. Pomimo ogromnego ducha walki, skutki uboczne są okrutne: mdłości, bóle, wypadanie włosków, pancytopenia, rozległe nadżerki w buzi. Serca pękają nam, gdy widzimy, co dzieje się z naszym dzieckiem. Nie ma jednak innego wyjścia. To jego jedyna szansa na życie.

Od połowy lipca synek prawie cały czas leżał w szpitalu. Spędził w domu zaledwie 5 dni. W piątek najpewniej znowu trafi do szpitala, żeby rozpocząć kolejny cykl wyniszczającej chemii – jeśli stan jego zdrowia na to pozwoli. Na jego powrót będziemy czekać my i jego dwie młodsze siostrzyczki.
Trudno nam uwierzyć, że to wszystko potoczyło się w ten sposób. Sławcio zawsze był tak pełen życia, aktywny, uwielbiał grać w piłkę nożną w swoim klubie. Zawsze radosny, wesoły. Nawet teraz, gdy walczy o życie, nie daje złamać swojego ducha. Gdy otrzymał laurki od dzieci z klasy, nie tylko odpowiedział im odręcznie wypisaną kartką. Uparł się także, że wydrukuje im swoje uśmiechnięte zdjęcie i dołączy po cukierku dla każdego.
Niestety, koszty związane z leczeniem, opieką specjalistów oraz dojazdami są ogromne… Tak potwornie boimy się, że nie damy rady. Nie chcemy nawet wypowiadać najciemniejszych myśli. Pomóż nam wywalczyć życie dla Sławcia. On ma zaledwie 9 lat… Dziękujemy za każdy grosz i wsparcie!
Rodzice
