
Walczymy o życie Wojtusia❗️Białaczka dała przerzuty do płuc – guz miał 14 cm❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Wojtuś zachorował. Bolał go brzuch, miał duszności, silny kaszel i wysoką gorączkę – ponad 39 stopni. Czuliśmy, że dzieje się coś złego… Trafiliśmy na SOR, najpierw w Wieliczce, a później w Krakowie, gdzie lekarze znaleźli podczas badania ogromny guz na płucu!
Guz w płucach Wojtusia miał 14 centymetrów! Byliśmy w szoku, jak taka wielka zmiana urosła w ciele naszego małego dziecka? Wojtuś przeszedł serię kolejnych badań i lekarze przekazali nam diagnozę, która brzmiała jak wyrok: ostra białaczka limfoblastyczna. Okazało się, że choroba rozprzestrzeniła się już po organizmie i guz w płucach jest przerzutem białaczki!

Od listopada 2025 roku Wojtuś przebywa w szpitalu. Przeszedł już liczne bolesne zabiegi i przyjął kilka cykli chemioterapii. Święta Bożego Narodzenia w tym roku były zupełnie inne… Naszego synka na oddziale też odwiedził św. Mikołaj, ale rozpakowywanie prezentów w intensywnym świetle szpitalnej sali, zamiast przy lampkach choinkowych, straciło całą magię.
Intensywne, wycieńczające leczenie sprawiło, że guz jest mniejszy niż kiedyś. Ale wciąż jesteśmy na początku walki o życie! Wojtuś jest już tak bardzo wyczerpany wielomiesięczną terapią, a jego ciało spuchło od sterydów. Nie poznajemy własnego synka! Nasz uśmiechnięty, pełen energii chłopiec zniknął i boimy się, że już nigdy go nie odzyskamy!

Jest coś jeszcze… We wczesnym dzieciństwie u Wojtusia zdiagnozowano autyzm. Przez lata myśleliśmy, że największym wyzwaniem będzie właśnie walka ze skutkami zaburzenia. Terapia była naszą codziennością, a największym zmartwieniem prawidłowy rozwój Wojtusia. Dziś widzimy, jak naiwni byliśmy!
Terapia i zajęcia rozwojowe sprawiły, że dziś Wojtuś potrafi się z nami dobrze komunikować, przekazać co czuje. Jednak przez to jego ból jest jeszcze trudniejszy do zniesienia. Mówi nam, jak bardzo bolą go nóżki po chemii i sterydach, jak bardzo jest zmęczony. Chcemy ulżyć mu w cierpieniu, a jesteśmy bezradni!

Myśleliśmy, że istnieje limit nieszczęść. Że na jedno małe dziecko nie może spaść jeszcze więcej. A teraz obawa o prawidłowy rozwój synka zamieniła się w strach czy nasze dziecko w ogóle przeżyje! Białaczka odebrała Wojtusiowi prawie wszystko – siły, radość i beztroskę dzieciństwa. Zabrała mu też szansę na rozwój!
Chcielibyśmy wierzyć, że miłość rodziców może zwyciężyć wszystko. Robimy co w naszej mocy, by zadbać o Wojtusia i zapewnić mu bezpieczne warunki, gdy wraca między cyklami chemii do domu, jednak koszty leczenia, terapii i dostosowania mieszkania znacznie przekraczają nasze możliwości.
Boimy się każdego dnia – w dzień i w nocy. Od lęku nie ma przerwy. Wojtuś cierpi i płacze z bólu. A my jesteśmy bezradni! Dlatego prosimy Was z całego serca o wsparcie, o nawet niewielką pomoc. Wasz gest to szansa na życie i przyszłość naszego dziecka!
Wdzięczni rodzice i rodzeństwo Wojtusia