
Walczymy o życie Wojtusia❗️Białaczka dała przerzuty do płuc – guz miał 14 cm❗️
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, dobudowanie pokoju dla Wojtusia
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiącCel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, dobudowanie pokoju dla Wojtusia
Aktualizacje
PILNE❗️Białaczka wciąż atakuje organizm Wojtka❗️
Kochani, Wojtuś jest bardzo słaby, a po ostatnim zabiegu zaczął wymiotować. Bolały go też brzuszek i głowa. Guz się zmniejszył, ale to nie koniec walki. Wręcz przeciwnie...
Największe trudności Wojtusiowi sprawia chodzenie. Bolą go kości, mięśnie, często narzeka na ból główki. Jest nam bardzo ciężko. Gdy patrzymy na synka na zdjęciach i nagraniach sprzed choroby, widzimy małego, uśmiechniętego chłopczyka pełnego życia, energii.

Teraz choroba zmieniła życie Wojtusia nie do poznania. Przede wszystkim kiedyś synek mógł bawić się z dziećmi. Dziś nie może jeździć na wycieczki jak dawniej i mieć kontaktu z większą liczbą osób.
Tak ciężko jest patrzeć na własne dziecko, gdy cierpi... Wierzymy w cud modlitwy. Wierzymy, że jeszcze kiedyś wrócimy do wspólnych zabaw, wakacji i wycieczek. Wojtuś jest bardzo dzielnym chłopcem. Pomimo bólu, cierpienia, łez i licznych, bolesnych zabiegów jest silny i zawsze uśmiechnięty.
Jednak sam nie da rady wygrać z tym przeciwnikiem. Dlatego prosimy, jeżeli tylko możecie, wesprzyjcie naszego synka!
Rodzice Wojtusia
Opis zbiórki
Wojtuś zachorował. Bolał go brzuch, miał duszności, silny kaszel i wysoką gorączkę – ponad 39 stopni. Czuliśmy, że dzieje się coś złego… Trafiliśmy na SOR, najpierw w Wieliczce, a później w Krakowie, gdzie lekarze znaleźli podczas badania ogromny guz na płucu!
Guz w płucach Wojtusia miał 14 centymetrów! Byliśmy w szoku, jak taka wielka zmiana urosła w ciele naszego małego dziecka? Wojtuś przeszedł serię kolejnych badań i lekarze przekazali nam diagnozę, która brzmiała jak wyrok: ostra białaczka limfoblastyczna. Okazało się, że choroba rozprzestrzeniła się już po organizmie i guz w płucach jest przerzutem białaczki!

Od listopada 2025 roku Wojtuś przebywa w szpitalu. Przeszedł już liczne bolesne zabiegi i przyjął kilka cykli chemioterapii. Święta Bożego Narodzenia w tym roku były zupełnie inne… Naszego synka na oddziale też odwiedził św. Mikołaj, ale rozpakowywanie prezentów w intensywnym świetle szpitalnej sali, zamiast przy lampkach choinkowych, straciło całą magię.
Intensywne, wycieńczające leczenie sprawiło, że guz jest mniejszy niż kiedyś. Ale wciąż jesteśmy na początku walki o życie! Wojtuś jest już tak bardzo wyczerpany wielomiesięczną terapią, a jego ciało spuchło od sterydów. Nie poznajemy własnego synka! Nasz uśmiechnięty, pełen energii chłopiec zniknął i boimy się, że już nigdy go nie odzyskamy!

Jest coś jeszcze… We wczesnym dzieciństwie u Wojtusia zdiagnozowano autyzm. Przez lata myśleliśmy, że największym wyzwaniem będzie właśnie walka ze skutkami zaburzenia. Terapia była naszą codziennością, a największym zmartwieniem prawidłowy rozwój Wojtusia. Dziś widzimy, jak naiwni byliśmy!
Terapia i zajęcia rozwojowe sprawiły, że dziś Wojtuś potrafi się z nami dobrze komunikować, przekazać co czuje. Jednak przez to jego ból jest jeszcze trudniejszy do zniesienia. Mówi nam, jak bardzo bolą go nóżki po chemii i sterydach, jak bardzo jest zmęczony. Chcemy ulżyć mu w cierpieniu, a jesteśmy bezradni!

Myśleliśmy, że istnieje limit nieszczęść. Że na jedno małe dziecko nie może spaść jeszcze więcej. A teraz obawa o prawidłowy rozwój synka zamieniła się w strach czy nasze dziecko w ogóle przeżyje! Białaczka odebrała Wojtusiowi prawie wszystko – siły, radość i beztroskę dzieciństwa. Zabrała mu też szansę na rozwój!
Chcielibyśmy wierzyć, że miłość rodziców może zwyciężyć wszystko. Robimy co w naszej mocy, by zadbać o Wojtusia i zapewnić mu bezpieczne warunki, gdy wraca między cyklami chemii do domu, jednak koszty leczenia, terapii i dostosowania mieszkania znacznie przekraczają nasze możliwości. Problemem są też warunki mieszkaniowe...
Nasz dom jest niewielki, wymaga gruntownego remontu, a synek nie ma w nim własnego pokoju. Dotychczas nie było to takim problemem, jednak teraz Wojtuś potrzebuje sterylnego i bezpiecznego miejsca, aby móc przebywać tam podczas przerw w leczeniu. Dlatego musimy dobudować z zewnątrz nowe pomieszczenie, które spełni wszystkie standardy bezpieczeństwa,
Boimy się każdego dnia – w dzień i w nocy. Od lęku nie ma przerwy. Wojtuś cierpi i płacze z bólu. A my jesteśmy bezradni! Dlatego prosimy Was z całego serca o wsparcie, o nawet niewielką pomoc. Wasz gest to szansa na życie i przyszłość naszego dziecka!
Wdzięczni rodzice i rodzeństwo Wojtusia
- Bożena50 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Leszek Sierański10 zł
- Wpłata anonimowa20 zł