
Nowotwór, śmierć ukochanego taty, udar... Ile cierpienia jest w stanie znieść jedno dziecko? POMÓŻ!
Fundraiser goal: Leczenie i koszy związane, pomoc w trudnej sytuacji
Donate via text
Fundraiser goal: Leczenie i koszy związane, pomoc w trudnej sytuacji
Fundraiser description
Dzień 14 urodzin Zuzi pamiętam bardzo dokładnie, niestety nie ze względu na huczne przyjęcie. Swoje urodziny córka spędziła w szpitalu, oczekując na potwierdzenie przerażającej diagnozy. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że oddział onkologiczny stanie się jej drugim domem…
Wszystko zaczęło się w grudniu 2023 roku. Zuzia schudła około 4 kg, co bardzo nas zaniepokoiło. Przeszła kontrolne badania krwi, a po kilku dniach zadzwoniła lekarka. Kazała nam niezwłocznie udać się do najbliższego szpitala. Nie wiedziałam, co się dzieje!
Na miejscu lekarze nie mieli już wątpliwości. Jednak z mężem wierzyliśmy, że to wszystko to jedna wielka pomyłka. Kilkanaście dni czekaliśmy na wynik badania histopatologicznego. Okazało się, że Zuzia choruje na rzadko występujący nowotwór krwi – chłoniak Hodgkina.

Nasz świat w jednej chwili się zawalił. Niedługo po diagnozie musieliśmy już podpisać zgodę na leczenie i Zuzia rozpoczęła chemioterapię, która była bardzo wyczerpująca dla córki. Leczenie chemioterapią na szczęście się zakończyło, Zuzia dochodziła do siebie, cieszyliśmy się, że wszystko, co złe, już za nami. I wtedy wydarzyła się kolejna tragedia…
Mój mąż i ukochany tata naszych dzieci zmarł 8 listopada 2025 roku. Nasz świat się zawalił.
Pod koniec października, gdy mąż wracał do domu z pracy na rowerze, doszło do tragicznego wypadku. Mirek trafił do szpitala w stanie krytycznym, musiał przejść operację, miał połamane kręgi szyjne, był w śpiączce farmakologicznej, nie mógł ruszać rękoma i nogami. Tak strasznie cierpiał, ale dla nas dzielnie walczył do samego końca.

Córce było niesamowicie ciężko psychicznie, a stres wyjątkowo źle działał na jej stan zdrowia. Lekarze bali się, że nowotwór może powrócić, ale stało się coś równie strasznego…
Dokładnie 19 lutego 2026 roku Zuzia o 3 rano zeszła do mnie i powiedziała, że zdrętwiała jej ręka. Powiedziałam, że ma się koło mnie położyć. Zuza wstała o 10, jej ręka zwisała bezwładnie, ślina z buzi ciekła, córka traciła równowagę… Zadzwoniłam do pani doktor prowadzącej z onkologii, ona wezwała karetkę. Okazało się, że Zuza ma udar lewostronny!

Dziś córka nie rusza rączką, a jej lewa nóżka jest skręcona do środka. Badają cały czas, nie wiedzą, przez co doszło do udaru… Po wyjściu ze szpitala nie mogę pozwolić sobie, żeby jechać z Zuzią do szpitala rehabilitacyjnego, ponieważ mąż zmarł, mam nastoletniego syna, więc rehabilitacja musi się odbyć u nas w domu… Córka potrzebuje teraz intensywnej rehabilitacji, wsparcia specjalistów, ale jestem z tym wszystkim sama i nie daję rady.
Bardzo proszę o pomoc w zapewnieniu Zuzi dalszego leczenia i terapii ruchowej. Każda wpłata, przekazanie 1,5% podatku, udostępnienie to dla mojej córeczki nie tylko szansa na dalszą walkę, ale również nadzieja, że nie jesteśmy sami… Z góry dziękuję za każdy gest!
Aneta, mama Zuzi