Province

  • All Poland
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Amelia Petryszyn
Urgent!
Amelia Petryszyn , 2 years old

Nie stać mnie na lek, który uratuje moją córeczkę❗️Amelka gaśnie na moich oczach❗️

Pierwszy niepokój poczuliśmy, gdy nasza córeczka miała  8 miesięcy. Nie siadała ani nie raczkowała. Konsultowaliśmy się z wieloma neurologami, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się, gdzie leży źródło jej problemów. Do końca mieliśmy nadzieję, że jej życiu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo... Na początku wielu lekarzy, z którymi rozmawialiśmy, stwierdziło, że to zwykłe obniżone napięcie mięśniowe. My jednak nadal czuliśmy, że coś jest nie tak… Instynkt rodziców kazał nam szukać dalej. Pogłębione badania wykonano, gdy nastąpił ogromny REGRES! Amelka miała wtedy około roku. Przestała mówić, a jej rączki nie mogły już utrzymać zabawki czy nawet jedzenia. Już tak pięknie mówiła „mama” i „tata”, tak bardzo się cieszyliśmy z jej rozwoju.  Teraz funkcjonuje, jakby zapomniała jak to jest mówić! Wykonaliśmy niemal cały dostępny katalog badań – EEG, rezonans magnetyczny głowy, badanie genetyczne WES. Otrzymana diagnoza wydawała się być bezlitosna – Zespół Retta.  To genetyczna, rzadka i niestety nieuleczalna choroba. W większości przypadków choroba ta dotyka dziewczynki. Gdy zaczęliśmy czytać informacje o schorzeniu, jakie komplikacje rozwojowe i niebezpieczeństwa mogą czyhać na naszą córeczkę – załamaliśmy się... W tym momencie nasz grafik po brzegi wypełniony jest rehabilitacjami, wizytami u pedagoga, psychologa i logopedy... Istnieje jednak lek, który może zatrzymać jej postęp i zatrzymać dalszy regres w rozwoju naszego dziecka! Niestety, jest bardzo drogi… Mamy OSTATNI DZWONEK na podanie naszej córeczce leku ze Stanów. Liczy się każdy dzień. Zespół Retta może się pogłębiać, a my nie możemy do tego dopuścić! Dlatego jesteśmy tu i zwracamy się do Was z prośbą o pomoc. Wasze dobre serca działają cuda. Nasza maleńka Amelka takiego cudu właśnie potrzebuje! Już teraz jesteśmy wdzięczni za każdą wpłatę i udostępnienie naszej zbiórki!  Córeczko - dla Ciebie zrobimy wszystko i zbierzemy tak ogromną kwotę... Rodzice Amelki ➡️ Amelka Petryszyn kontra zespół Retta ➡️  Licytacje na Facebooku ➡️ Kurier Opolski ➡️ Radio Doxa ➡️ Radio Park

3 800 058,00 zł ( 91.94% )
Still needed: 333 100,00 zł
Oskar Suchoń
Oskar Suchoń , 17 years old

Kosztowny lek może uratować moje zdrowie! Pomocy!

Mój syn Oskar ma 16 lat. To bardzo pogodny i uśmiechnięty chłopiec. Przed trzecim rokiem życia zdiagnozowano u niego całościowe zaburzenia rozwoju i od tego czasu jest intensywnie leczony i rehabilitowany. Pokonanie choroby mojego dziecka to dla mnie największe i najskrytsze marzenie, dlatego wciąż systematycznie i bardzo uparcie walczę o jego zdrowie. Od wczesnego dzieciństwa Oskar zmaga się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Przebyta sepsa, nieustępujące infekcje, alergie, zapalenia dolnych i górnych dróg oddechowych oraz inne problemy zdrowotne, coraz bardziej wyniszczały jego malutki organizm. Odsyłano nas z jednej placówki do drugiej – alergolog, pulmonolog, hematolog… Wciąż bez konkretnej diagnozy medycznej. Niedobór odporności u syna, brak specjalistycznej i kompleksowej opieki doprowadziły do bardzo poważnych problemów dotyczących jego rozwoju. Całościowe zaburzenia rozwoju oraz niepełnosprawność umysłowa zapoczątkowały szereg działań terapeutycznych. Wszechstronna terapia logopedyczna, sensoryczna, psychologiczna, neurologiczna i biomedyczna finansowana była z prywatnych środków oraz wsparcia z 1,5 % podatku. Jest mi jednak bardzo ciężko, ponieważ Oskar wymaga całodobowej opieki, a walczę o niego jako samotna mama.  Pomimo tego nie poddaje się, wciąż wierzę, że Oskar odzyska zdrowie i nigdy nie przestanę walczyć o poprawę zdrowia mojego dziecka!Po kilkunastu latach wielospecjalistycznych terapii i kosztownych badaniach udało się ustalić przyczynę występujących u Oskara problemów zdrowotnych: AUTOIMMUNOLOGICZNE ZAPALENIE MÓZGU. Jest to bardzo poważna choroba, podczas której dochodzi do zablokowania i uszkodzenia różnego rodzaju białek występujących w obrębie mózgu. Zaburzenia w ich funkcjonowaniu rozwijają się na skutek nadmiernej aktywności układu odpornościowego, który własne cząsteczki „uważa” za cząsteczki obce, dlatego produkuje przeciwko nim przeciwciała. Prowadzi to do problemów z pamięcią, uczeniem się, myśleniem, poznawaniem i zachowaniem. Trafnie postawiona diagnoza stworzyła szansę na odzyskanie utraconego zdrowia. Lek niestety jest bardzo drogi. Jego cena przekracza moje możliwości finansowe. Podanie jego pierwszej sesji w postaci trzech niezbędnych wlewów to koszt: 270.000,00 PLN, Leki, leczenie, zabiegi oraz badania nie są refundowane. Kwota podania immunoglobulin pozostaje poza moim zasięgiem, dlatego bardzo Was wszystkich proszę o pomoc i wsparcie. Codziennie marzę o tym, by Oskar był samodzielny, by nauczył się mówić, czytać i pisać. By tak, jak jego rówieśnicy mógł spełniać swoje marzenia. Iskierką nadziei na jego normalne życie jest dalsza praca i specjalistyczne leczenie. Istnieje duża szansa, żeby był zdrowy, jednak wymaga to bardzo kosztownego leczenia, pracy, wyrzeczeń oraz Waszej hojności. Karolina, mama Oskara ➡️ Przeczytaj artykuł o Oskarze ➡️ Express Ilustrowany – Potrzebny lek za pół miliona złotych ratujący zdrowie i życie 17- letniego Oskara z Łodzi.➡️ Se: Łódź: Jej syn czekał na diagnozę 13 lat! ➡️ Artykuł o Oskarze w TVP3 Łódź ➡️ Przeczytaj artykuł o Oskarze ➡️ Artykuł o Oskarze na Onet.pl ➡️ Licytacje dla Oskara 🩵 ➡️ Walka o zdrowie Oskara - Licytacje Zobacz filmiki, które wzruszają!

283 222,00 zł ( 45.68% )
Still needed: 336 715,00 zł
Karolina Stachowiak
Karolina Stachowiak , 36 years old

Po użądleniu osy Karolina zapadła w śpiączkę! Pomóż w walce o zdrowie!

Karolina 15 sierpnia 2023 r. w wieku 36 lat została użądlona przez osę. Ani ona, ani nikt z nas bliskich nie był świadomy, że jest uczulona na jad tego owada. W ciągu 3 minut od użądlenia straciła przytomność, nastąpił wstrząs anafilaktyczny i niedotlenienie mózgu. Karolina zapadła w śpiączkę. Przed zdarzeniem Karolina była bardzo energiczną i pogodną kobietą, zawsze chętną do udzielenia pomocy potrzebującym i wrażliwą na krzywdę innych. Z Wojtkiem, jej narzeczonym planowali pobrać się w grudniu, mieć dzieci…  Od 26 października 2023 r. moja córka jest rehabilitowana w ramach programu zdrowotnego „Leczenie Dorosłych Chorych ze Śpiączką”. Leczenie w ramach programu trwać będzie maksymalnie 15 miesięcy. Później Karolina będzie wypisana do innego ośrodka oferującego jednak o wiele mniejszy zakres rehabilitacji lub gdy jej stan zdrowia na to pozwoli – powróci do domu. W każdym z tych przypadków niezbędne będzie dalsze kosztowne leczenie  i rehabilitacja. Pojawią się wyzwania, których zakresu i kosztu nie jesteśmy w tej chwili w stanie oszacować. Do grudnia Karolina była w stanie śpiączki – głębokiego zaburzenia świadomości i przytomności związanego z rozpadem cyklu czuwania i wzbudzenia objawiające się brakiem reakcji na nawet silne bodźce oraz uogólnionym bezruchem. W chwili obecnej budzi i śmieje się, choć nie zawsze świadomie. Karolina nadal wymaga całodobowej opieki i pielęgnacji przy wszystkich czynnościach dnia codziennego, jest całkowicie zależna od drugiej osoby. Nie jest w stanie funkcjonować samodzielnie. Oddycha poprzez rurkę tracheostomijną, a żywiona jest dojelitowo. Dlatego to my – bliscy Karoliny –  przy dużym wsparciu lekarzy, rehabilitantów i pielęgniarek prowadzimy walkę o to, by wróciła do nas, do domu. By choć częściowo odzyskała dawną sprawność i by uśmiechnęła się do nas tak, jak kiedyś. Wiemy, że leczenie i rehabilitacja będą kosztowne, dlatego każda, nawet najmniejsza kwota, stanowi ogromny wkład w proces zdrowienia Karoliny. Wasza ofiarność pozwoli kontynuować terapię, zakupić niezbędny sprzęt rehabilitacyjny i ułatwić funkcjonowanie. Wierzymy, że wspólnymi siłami możemy sprawić, że stan Karoliny się poprawi. Bardzo dziękujemy. Bliscy Karoliny

35 838 zł
Stanisław Zonik
Stanisław Zonik , 54 years old

Stasiek idzie na wojnę z rakiem❗️Właśnie Ty możesz pomóc mu ją wygrać❗️

Najlepszy mąż, tata, dziadek, jakiego można sobie wyobrazić. Człowiek o złotym sercu, który nigdy nie wybierał drogi na skróty. Po prostu nasz Stasiek. Staje przed największym wyzwaniem w swoim życiu – walką z nowotworem złośliwym mózgu! Jako rodzina cały czas będziemy z nim blisko. Dołącz do nas i razem pomóżmy mu pokonać tego strasznego przeciwnika! Potrzebujemy każdej złotówki, którą jesteście w stanie przekazać, żeby opłacić operację. Pomoże nam ona w uzyskaniu bezcennego czasu, który będziemy mogli spędzić razem. Przeczytaj historię Staśka i wspomóż naszą zbiórkę. Każdy z nas ma momenty, kiedy potrzebuje wsparcia od innych. Dzisiaj zwracam się do Was z prośbą o pomoc dla mojego wspaniałego męża Stanisława, człowieka, który całe życie poświęcił zdrowiu, aktywności fizycznej i byciu wsparciem dla innych. Stanisław, pasjonat brazylijskiego jujitsu, trener, oddany pracownik, kochający mąż, tata, przyjaciel i dziadek. Diagnoza przyszła do nas nagle i bez ostrzeżenia. Wszystko zaczęło się od pozornie zwykłego bólu głowy i drobnych problemów z mową. Pierwsze objawy zinterpretowaliśmy jako wynik zmęczenia – Stasiek przecież na co dzień dawał z siebie wszystko zarówno w pracy, jak i w naszym prywatnym życiu. To, co wydawało się błahe, szybko jednak przerodziło się w walkę o życie. Już po kilku dniach od bólu głowy Stasiek nagle stracił świadomość! Byliśmy zszokowani i przerażeni! Dalej sytuacja potoczyła się szybko – wezwanie karetki, oddział ratunkowy i tomograf, który ujawnił guza mózgu...  Teraz przed Stanisławem stoi wyzwanie, które wymaga nie tylko ogromnej siły ducha (a tego mu nie brakuje!), ale również wsparcia finansowego. Szansą dla Stanisława na pokonanie choroby jest operacja usunięcia guza, a następnie poddanie się innowacyjnej metodzie leczenia – nanotherm.  Niestety, koszt takiego leczenia szacowany jest na ponad 200 tysięcy złotych – kwota ta jest ogromnym obciążeniem dla naszej rodziny, która pomimo wielkiego serca i chęci walki, nie jest w stanie samodzielnie zgromadzić potrzebnych środków. Dlatego dzisiaj zwracam się do Was – ludzi dobrego serca, którzy wielokrotnie udowodnili, że mogą tworzyć cuda. Każda złotówka, którą możecie przekazać na leczenie Stanisława, przybliża go do zdrowia i daje szansę na więcej szczęśliwych dni spędzonych z rodziną, przyjaciółmi, na cieszenie się każdym dniem. Pozwólmy cieszyć mu się chwilami z ukochanym wnukiem, któremu może przekazać swoją pasję i siłę. Nie pozwólmy, aby finanse decydowały o życiu i zdrowiu mojego męża i jednocześnie przyjaciela. Prosimy Was o wsparcie Stanisława w jego walce z rakiem mózgu. Każdy gest, każda przekazana złotówka, każde udostępnienie informacji o zbiórce, to krok bliżej do celu – zdrowia i szczęścia Stanisława i jednocześnie całej naszej rodziny. Mój mąż jest niezwykle ważnym i spajającym ją elementem. Serce kroi mi się na myśl, że mógłby nie mieć szansy oglądać, jak rośnie jego ukochany wnuczek, że moglibyśmy nie dożyć wspólnej starości. Razem możemy więcej. Pokażmy, że w obliczu trudności potrafimy się zjednoczyć i pomagać. Dziękuję każdemu z Was za wsparcie, za serce i za to, że nie zostawiacie mojego męża w potrzebie. Wspólnie damy Stanisławowi szansę na nowe, zdrowe życie, a nam – rodzinie – szansę spędzania życia u boku człowieka, który dodajemy mu kolorów i nadaje sens. Żona Edyta z rodziną Grupa licytacyjna na Facebooku

30 905,00 zł ( 11.62% )
Still needed: 235 053,00 zł
Martynka Stasiak
Urgent!
16:41:59  left
Martynka Stasiak , 3 years old

Dramat Martynki❗️Straszna choroba zabiera ją na naszych oczach!

Martynka cierpi na ciężki zespół genetyczny – Zespół Retta. Ta straszna choroba powoli kradnie nam nasze dziecko. Odbiera jej władzę nad własnym ciałem, bo choć bardzo chce, nie może mówić, wyrażać swoich uczuć, nie może przytulić swojego ulubionego misia, czy przełożyć stron w książeczkach, które tak bardzo lubi oglądać, a jeszcze niedawno było to dla niej możliwe. Choroba z biegiem czasu postępuje, dlatego czas jest dla nas bardzo ważny!   Wraz z diagnozą pojawiło się dla nas światełko w tunelu, w USA został zatwierdzony pierwszy lek dedykowany zespołowi Retta, który daje nadzieję na lepsze jutro. Leczenie jest bardzo kosztowne, ale wierzymy, że wspólnie damy radę i uratujemy naszą córeczkę, naszego Aniołka, bo tak właśnie nazywane są dziewczynki cierpiące na zespół Retta  - Milczące Anioły.   Martynka urodziła się 18.10.2020 r. Był to najpiękniejszy dzień w naszym życiu, oboje bardzo przygotowywaliśmy się na przyjście naszego pierwszego dziecka. Na początku wszystko było idealnie, nic nie wskazywało na to, że Martynka jest ciężko chora. Pierwsze 8 miesięcy naszego rodzicielstwa było dla nas wspaniałym okresem, bo nasza córeczka prawidłowo się rozwijała.   Z dnia na dzień obserwowaliśmy, jak rośnie i nabiera nowych umiejętności, usłyszeliśmy pierwsze słowa: mama, tata i były to dla nas najpiękniejsze chwile w życiu. Nie mogliśmy się doczekać pierwszych zabaw w chowanego, nauki jazdy na rowerze, a dzisiaj już wiemy, że nasze marzenia stają się nieosiągalne. Po 8 miesiącu rozpoczęliśmy rehabilitację, Martynka nie osiągała wyższych pozycji, wszyscy specjaliści zapewniali nas, że to tylko obniżone napięcie mięśniowe, ma czas i nadrobi. Jednak kiedy zbliżały się jej pierwsze urodziny, a ona mimo intensywnej rehabilitacji, wciąż nie była w stanie samodzielnie usiąść, zaczęliśmy pogłębiać diagnostykę. Zostaliśmy skierowani na różne badania m.in. pod kątem SMA, czy badania metaboliczne. Jednak wszystkie wyniki wychodziły prawidłowo, Martynka w niedługim czasie zaczęła samodzielnie siadać i wstawać przy meblach, więc znowu usłyszeliśmy, że mamy zdrowe dziecko. Po takich wizytach zawsze kamień spadał nam z serca, ale w głębi duszy czuliśmy, że coś jest nie tak i szukaliśmy dalej. Sierpień 2022 był dla nas najgorszym okresem w naszym życiu, Martynka weszła w regres, zaczęła tracić władzę w rączkach, pojawiły się stereotypie ruchowe, padaczka i zaburzenia snu. Nasza córeczka była nerwowa, czasami płakała tak, że nie byliśmy w stanie jej uspokoić. Przestała mówić: mama, tata, baba… byliśmy tym przerażeni i nie wiedzieliśmy, co dzieje się z naszym dzieckiem. Po przeprowadzeniu badań i wprowadzeniu odpowiedniego leczenia było troszkę lepiej, jednak na jesieni objawy padaczkowe znowu się nasiliły i trafiliśmy do szpitala. Kiedy w szpitalu usłyszeliśmy o podejrzeniu Zespołu Retta, świat się dla nas zawalił, niestety badania genetyczne potwierdziły tę straszną diagnozę. Zespół Retta jest to zaburzenie neurorozwojowe, które wynika z uszkodzenia funkcji genu MECP2 położonego na chromosomie żeńskim X. Do typowych objawów zalicza się: utratę sprawności manualnej i zdolności mówienia, zaburzenia koordynacji ruchowej ciała, stereotypowe ruchy rąk, zgrzytanie zębami, problemy z kontaktami społecznymi, napady padaczkowe, problemy żołądkowe jelitowe i oddechowe, w późniejszym okresie skoliozy i przykurcze mięśniowe, mogą także wystąpić problemy kardiologiczne. Postanowiliśmy działać, zrobimy wszystko, aby Martynka była szczęśliwa, mogła samodzielnie funkcjonować i czerpać radość z życia. W USA dostępny jest lek, który poprawia funkcjonowanie dziewczynek z Zespołem Retta. Jednak jego cena jest dla nas nieosiągalna, dlatego bez waszego wsparcia nie jesteśmy w stanie pomóc naszemu dziecku. Mamy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości zostanie zatwierdzona terapia genowa, która pozwoli dziewczynkom chorym na Zespół Retta wrócić do pełni zdrowia. Jednak na dzień dzisiejszy musimy walczyć o to, aby utrzymać Martynkę w jak najlepszej sprawności. Leczenie poprawia komunikację, koordynację ruchową, ogólny nastrój, zmniejsza stereotypie ruchowe rąk i problemy z oddychaniem. Dzięki leczeniu będziemy mogli na nowo usłyszeć tak wyczekiwane przez nas słowa – mama i tata. Martynka będzie mogła komunikować swoje potrzeby, powiedzieć, że chce jej się pić, jeść i jak się czuje. Będzie mogła na nowo pobawić się zabawkami i manipulować nimi w rączkach. Wierzymy, że z Waszą pomocą jesteśmy w stanie uzbierać tak dużą kwotę i pomóc naszemu dziecku, a tym samym dać jej szansę na lepsze życie. Dziękujemy za każdą okazaną nam pomoc i wsparcie. –––––––––– GRUPA LICYTACYJNA – KLIKFANPAGE Martynki – KLIK TVP ŁÓDŹ – > KLIK

3 077 520,00 zł ( 87.35% )
Still needed: 445 506,00 zł
Marcelina Macura
Urgent!
Marcelina Macura , 19 months old

RAK zabiera ją z naszych ramion❗️Prosimy, uratuj Marcelinkę - dramatyczna walka trwa!

Marcysia w sierpniu skończyła 12 miesięcy, a już musi toczyć walkę ze śmiertelnie niebezpiecznie przeciwnikiem - nowotworem złośliwym! Rak zaatakował oczy maleństwa - trwa nie tylko walka o ocalenie wzroku, ale też życia i zdrowia! Nowotwór zajął prawe oczko, którym Marcysia już nie widzi. Rozprzestrzenia się też w oczku lewym. Trwa rozpaczliwa walka! Dzięki wsparciu tysięcy osób o dobrych sercach, których wzruszył los tej malutkiej, ciężko chorej dziewczynki, Marcysia trafiła do szpitala w Nowym Jorku. Tam dzieci z najcięższymi postaciami siatkówczaka leczy doktor Abramson, światowy specjalista, zajmujący się tym rodzajem nowotworu. Niestety nowotwór to trudny przeciwnik, leczenie zapowiada się na bardzo długie i pochłania ogromne koszty. Ta zbiórka to droga odsłona walki z rakiem - prosimy Was o pomoc! Po raz kolejny potrzebujemy zrywu dobrych serc, by ratować Marcysię! Rodzice Marcysi: Jesteśmy w szpitalu w Nowym Jorku, miejscu, w którym - głęboko w to wierzymy - uda się wyleczyć naszą córeczkę. Jesteśmy u najlepszego lekarza, lepszego już nie ma i czekamy na dzień, w którym usłyszymy, że guzy obumarły... Kurczowo trzymamy się nadziei, że nasza księżniczka wygra tę walkę i będzie mogła spokojnie żyć... Chociaż ona, bo my, rodzice, już nigdy. Zawsze będziemy już żyć w strachu przed rakiem. Kilka tygodni temu zostawiliśmy wszystko, całe dotychczasowe życie i przylecieliśmy tutaj, by ratować naszą córeczkę. Gdy Marcysia przyszła na świat, w najgorszych koszmarach nie sądziliśmy, że za chwilę zaatakuje ją nowotwór, a my, umierający ze strachu, znajdziemy się na oddziale onkologii, w dodatku na drugim końcu świata... Nic nie zapowiadało tragedii, aż do pierwszych wspólnych rodzinnych wakacji... W ciemnej łazience w oczku córeczki zauważyliśmy jasny odblask. Kilka lat temu wspieraliśmy na Siepomaga chorą dziewczynkę, cierpiała na siatkówczaka - rzadki nowotwór złośliwy oczu... Pierwszym objawem tej choroby był właśnie taki odblask. Ogarnęła nas panika, że nasza córeczka też choruje na raka. Jak się okazało, mieliśmy rację. To nasza determinacja i poczucie, że coś jest nie tak, doprowadziła do tego, że udało się postawić diagnozę. Niektórzy lekarze uważali, że jesteśmy nadwrażliwi. 1 sierpnia, usłyszeliśmy to, czego tak bardzo się baliśmy. Marcelinka choruje na siatkówczaka, nowotwór złośliwy, postać genetyczną obuoczną. Guz w prawym oczku córeczki zajął 1/3 oczka, doszło do odwarstwienia siatkówki, Marcysia przestała widzieć. W lewym znaleziono kolejne guzy. Świat runął w posadach.  Wiedzieliśmy, że zrobimy wszystko, by uratować naszą jedyną córeczkę. Kiedy pojawiło się światło nadziei na leczenie w USA, poruszyliśmy niebo i ziemię, by Marcysia mogła skorzystać z tej szansy. Dziękujemy wszystkim, dzięki którym stało się to możliwe. W USA małe życie Marcysi nie jest zatruwane chemią ogólną, ale dostanie chemię dotętniczą bezpośrednio do chorych oczek, mają też wieloletnie doświadczenia w leczeniu najcięższych przypadków siatkówczaka. Dziś wiemy już, że Marcela ma szanse na wyleczenie. Aby tak się stało, potrzebujemy Waszej pomocy! Córeczka dostała dwie chemie ogólne w Polsce i dwie chemie dotętnicze w USA. W lewym oku guzy są mniejsze i trzy z nich zareagowały bardzo dobrze, stad decyzja doktora Abramsona, że chemii więcej tam nie zastosują, a spróbuje wyniszczyć je laserami. Prawe oko niestety jest w gorszym stanie, były lasery i druga chemia, przed nami jeszcze trzecia i być może czwarta chemia oraz wiele innych zabiegów wyniszczających nowotwór. Generuje to kolejne ogromne koszty.  Niestety środków z pierwszej zbiórki nie wystarczy na leczenie Marcysi. Koszta nas przerosły... Ledwo przylecieliśmy, a z subkonta Marceliny na leczenie wydaliśmy już prawie 900 tysięcy złotych, nie licząc kosztów pobocznych. To dopiero początek, a gdzie jeszcze pozostałe długoletnie leczenie, rehabilitacja, przeloty do USA... Same kontrole, na które będziemy musieli przylatywać, generują ogromne koszty, a Marcysia będzie musiała być pod opieką doktora Abramsona do 7. roku życia! Niestety potwór, który zagościł w oczach Marceli, jest nieprzewidywalny i może wrócić. Jesteśmy załamani tymi kosztami, ale wiemy, że nie mamy wyjścia. Cieszymy się ogromnie, że są cudowne osoby, które postanowiły stanąć do walki razem z nami. Jeżeli możemy prosić Was kolejny raz o pomoc, wesprzyjcie nasza Marcelkę. Jest taka malutka, a tak musi cierpieć... Chcemy tylko tego, by wyzdrowiała. By zniknął strach, że rak zabierze Marcelince wzrok, a co najgorsze, że zabierze ją nam raz na zawsze... Prosimy o Waszą pomoc. ➡️ Marcysi możesz pomóc też przez udział w LICYTACJACH - klik!

336 023,00 zł ( 63.17% )
Still needed: 195 892,00 zł
Natalka Czuma
Natalka Czuma , 11 years old

Choroba prawie zabrała mojej córce życie❗️ Proszę, pomóż Natalce❗️

Na co dzień wraz z córką mieszkamy w Wielkiej Brytanii. Latem udałyśmy się do Polski na wakacje. Natalka była taka szczęśliwa, że zobaczy się z bliskimi. Nawet w najgorszych snach nie mogłabym przewidzieć, że urlop zamieni się w walkę o życie mojej córeczki! Natalka miała powiększone węzły chłonne. Poszłyśmy do lekarza pierwszego kontaktu, który stwierdził, że to zwykła infekcja. Niestety przez następne dni sytuacja się nie polepszała. Węzły były ogromne i bardzo tkliwe. Zaniepokojona umówiłam córkę na kolejną wizytę, aby zaczerpnąć drugiej opinii. Doktor wstępnie przebadał Natalię i stwierdził, że w jej organizmie dzieje się co niedobrego. Zalecił specjalistyczną diagnostykę – byłam przerażona, nie wiedziałam co się dzieje! Badania jednoznacznie wskazywały na białaczkę, to był jak cios wymierzony prosto w moje matczyne serce. Stanęłam na rozstaju dróg, nie wiedziałam, czy lepiej szybko wrócić z dzieckiem do Wielkiej Brytanii, czy rozpocząć leczenie na miejscu. Wtedy lekarze powiedzieli mi, że nowotwór jest bardzo zaawansowany – jeśli Natalka nie zostanie poddana natychmiastowemu leczeniu, to w ciągu trzech tygodni umrze!  W głowie ciągle zadawałam sobie jedno pytanie: „dlaczego to spotyka moje dziecko?!”. Natalka rozpoczęła leczenie w Krakowie. Kiedy wprowadzałam córeczkę na oddział onkologiczny, ręce drżały mi z rozpaczy. Czułam się, jakbym była w innym wymiarze. Widok malutkich dzieci, z łysymi główkami, często z wystającymi rurkami – łamał moje serce. Kiedy Natalka patrzyła na mnie z załzawionymi oczami, mówiłam jej, że te dzieci są bardziej chore, że z nią nie jest tak źle. Nie umiałam przygotować mojego dziecka na wojnę, którą za chwilę miała sama przejść.  Chemioterapia i terapia sterydami była bardzo agresywna. Moja córeczka szybko straciła swoje piękne, długie, złote włosy. Była już nastolatką, coraz bardziej świadomą tego co się dzieje. Koleżanki dzwoniły i cieszyły się z powrotu do szkoły, a o tym moje dziecko mogło jedynie pomarzyć w chłodnej, szpitalnej sali. Chwilę po rozpoczęciu pierwszego etapu terapii, wyjałowiony organizm mojej córeczki, zaatakowała sepsa! Nie sądziłam, ze kiedykolwiek w życiu, będę musiała przygotowywać się na śmierć swojego dziecka. Przecież to najgorsze, co może spotkać rodzica. Stan Natalki był krytyczny! Na OIOMie spędziła prawie cały miesiąc – 2 tygodnie w śpiączce, 3 tygodnie pod respiratorem. Walczyła o swoje życie, a lekarze nie pozostawiali złudzeń. To był najgorszy czas w moim życiu.  Na całe szczęście, ta tragedia, miała szczęśliwe zakończenie. Natalka wygrała walkę o to co najważniejsze. Niestety, powikłania po sepsie były bardzo poważne. Natalka miała czterokończynowy niedowład. Nie chodziła, poruszała się wyłącznie na wózku. To okropne, jak w zaledwie 3 miesiące ze zdrowej, aktywnej dziewczynki, choroba zmieniła ją w inwalidę. Lekarze mówili nam, że Natalka już nie wstanie. Przygotowali nas na to, że do końca życia będzie zależna od innych. Jednak intensywna i niesamowicie bolesna rehabilitacja i determinacja mojego dziecka doprowadziła do stanu obecnego, gdzie Natalia chodzi o własnych siłach. Przed nią jeszcze długa droga, aby wrócić do sprawności, ale widzimy efekty włożonego trudu.  Obecnie przygotowujemy się do kolejnego etapu terapii. Strasznie boję się, że agresywne leczenie znowu doprowadzi moją córeczkę do stanu zagrożenia życia. Nie mogę jej stracić, jest dla mnie najważniejsza. Lekarze nastawiają nas pozytywnie, jednak jak pokazuje nasza historia, jutro nie jest nam obiecane – musimy być gotowe na wszystko! Natalka bardzo cierpi, tęskni za domem, przyjaciółmi i swoim dawnym życiem. Tata przyjeżdża to niej najczęściej jak się da, ale musi pracować, aby wspierać ją w walce. Niestety, terapia, rehabilitacja i dojazdy do szpitala pochłaniają ogromne koszty. Sama od sierpnia nie mogę pracować – nie opuszczam córeczki nawet na minutę. Sytuacja jest naprawdę ciężka.  Dlatego zwracam się z uprzejmą prośbą o wsparcie. Wiem, że wraz z pomocą ludzi dobrych serc, Natalce uda się pokonać raka i wrócić do upragnionej sprawności. Wierzę, że kolejne urodziny czy święta moja córka przeżyje już w domu, z dala od szpitalnych ścian. Proszę, jeśli jesteś w stanie, pomóż Natalce, ona bardzo potrzebuje wsparcia i nadziei na lepsze jutro.  Kasia, mama Natalii. 

34 012,00 zł ( 63.94% )
Still needed: 19 180,00 zł
Iwona Balsam
Urgent!
Iwona Balsam , 33 years old

"Mom, I can't lose you.." Help save Iwona from cancer.

Iwona is already in Barcelona!!! Help save her life... This is just the beginning of the fight... The road to victory can be very hard and painful. However, we cannot give up... Not now, when Iwona got a very expensive treatment in Barcelona! Iwona is undergoing a series of tests after which the doctors will decide what the further treatment will look like and whether the cost estimate presented on the basis of tests in Poland will not change. Be with us so that together we can save Iwona! We ask for your support... Help! Every little helps, support through prayer and good words that can work wonders in very hard times. Don't leave the young mother! Her son and future husband are waiting for her at home! She has someone to live for... My name is Iwona. I will turn 33 this year. I have a wonderful son, a fiancé with whom I am planning a wedding, a wonderful family and friends. I also have a malignant tumor that is trying to destroy my life in which I have already been through a lot. Please, stop for a moment, read my appeal and give me a chance to live... She is raising her son, Kacper, who is 15 years old. He has always been the most important to me. He lost his dad when he was a few years old ... I can't imagine that I would be missing in his life too. We are so close, we spend a lot of time together. My fiancé helps me take care of Kacper. In June this year we would like to get married… Will I make it? Even though I am quite young, I have suffered a lot in my life. I have been struggling with endometriosis since 2017. It is a terrible disease causing unbearable pain. I was unable to function normally. Suddenly there was hope for a normal life. It was an operation in a private clinic, the cost of which was PLN 25,000. I underwent surgery, thanks to which I started living again - without pain! I regained the meaning of life. I was happy and fulfilled again. It didn't last long... In 2020, I felt that something bad was happening again. My whole body ached and I was sent from doctor to doctor. I fought for two years for a diagnosis that turned out to be tragic! I heard the verdict - a tumor of the right adrenal gland, 16 cm. My world fell apart for me, but I decided to fight anyway. On July 11, 2022, I underwent surgery to remove the tumor, lymph nodes and right adrenal gland. I believed it would only get better. However, histopathological examinations were not kind to me. Lymph node metastases were diagnosed and I heard additional, very bitter words: “Unfortunately, you are very unlucky. It's childhood cancer, neuroblastoma…”. At this point, I know that the whole stomach is infected, we are waiting for information on where exactly the monster is located ... Unfortunately, in Poland, the only method of treatment they offer me is chemotherapy. I decided to look for another treatment and hoped for therapy in Barcelona. It is very effective, but beyond my financial capabilities. And I really want to live! I am asking for help with all my heart. Each - even the smallest payment - is on the weight of life ... And I have someone to live for! Iwona

6 509 276,00 zł ( 70.07% )
Still needed: 2 779 544,00 zł
Liliana Bilińska
Urgent!
Liliana Bilińska , 3 years old

Maleńka Lilianka zachorowała na złośliwy nowotwór❗️Pomóż w walce o życie!

Na teleporadzie, mimo moich prawie błagań, lekarz odmówił wystawienia skierowania na USG brzuszka albo chociaż badania krwi… Moja córeczka już wtedy umierała…  Gdyby nie matczyne przeczucie i mój upór, dziś Lilianki mogłoby już nie być… Zaczęłyśmy dramatyczną walkę o życie, bo moja córeczka zachorowała na złośliwy nowotwór, który zabiera połowę dzieci! Po zakończeniu leczenia w Polsce koniecznie musimy wyjechać do USA na terapię przeciwko wznowie! Powracający nowotwór i powtórna walka wycieńczonego organizmu zbyt często kończą się śmiercią… Proszę o pomoc dla Lilusi! Ja muszę wierzyć tylko w szczęśliwie zakończenie… Nigdy wcześniej nie pomyślałam nawet, że dzieci mogą tak bardzo cierpieć… Że tak strasznie cierpieć będzie moja córeczka…  Zaczęło się infekcjami – wrzesień, początek przedszkola. Niby standard, musi swoje przechorować. Ale infekcja goniła kolejną. Pediatra stwierdzał zwykłe wirusówki, jednak Lilę zaczął boleć brzuszek. Leki przestawały pomagać… Nadszedł 22 grudnia 2023 roku. Dzień końca wszystkiego, co znałyśmy i początku obcego – walki o życie dziecka…  Przed Świętami trudno było się dostać do lekarza, została teleporada. Mówiłam lekarzowi, że martwię się infekcją, bo jest dziwna. Lilkę za mocno boli brzuszek… Poprosiłam o skierowanie, żeby sprawdzić, co się dzieje. Usłyszałam odmowę…  Ja czułam jednak, że z moją córeczką dzieje się coś złego! Jeszcze tego samego dnia – prywatnie – udało się nam dostać na USG. Mina lekarza nie zapowiadała nic dobrego. Chyba już wiedziałam, że za chwilę padną straszne słowa… Jest guz. Widać było od razu. Nie wiedzieliśmy, jak rozległy, tylko że ulokował się na prawym nadnerczu! Szok, świat w tamtej sekundzie się zatrzymał. A przynajmniej ja chciałam, żeby tak było. Żeby nie nastąpiło nigdy to, co właśnie trwa… Jeszcze tego samego dnia pojechałam z córeczką do szpitala w Warszawie. Nie miałyśmy skierowania, tylko wynik tego badania. Ale przyjęli nas od razu. Od 22 grudnia 2023 do teraz jestem z Lilką w szpitalu. Bez przerwy. Nie wiemy, kiedy uda nam się choć na chwilkę wrócić do domu…  Badania potwierdziły złośliwy nowotwór. Przez świąteczny okres niewiele dało się jednak zrobić, tymczasem guz zaczął uciskać, doszedł ból nóżki! Lilka była przerażona nową rzeczywistością… Dziś już się przyzwyczaiła, tylko nie do igieł. A te czuje codziennie… Dziecko szybko się przyzwyczaja, choć rodzic nigdy by nie chciał, by “mój pokój” maluszek mówił o szpitalnej sali…  Guz okazał się bardzo rozsiany. Sięga kręgosłupa, przesuwa aortę. Zajęty jest też szpik… Jedyny promyk nadziei – nie ma przerzutów w główce… Pierwszą chemię Lila zniosła fatalnie. Wszystkie koszmarne skutki uboczne, ból, cierpienie nie do opisania… Dopiero opioidy były w stanie go zagłuszyć… 2 tygodnie nie wstawała z łóżeczka…  Trwa chemia, kolejne cykle na szczęście nie są tak dramatyczne, jak pierwszy. Ale lekko też nie jest… Na szczęście uszkodzenie organów się zatrzymało. Przed nami jeszcze cały protokół leczenia, łącznie z operacją wycięcia guza, megachemią, przeszczepem komórek, radioterapia, immunoterapia… Może za kilka miesięcy – choć na kilka dni – pozwolą nam wrócić do domu… Jestem z córeczką w szpitalu sama, tatuś nie może za często nas odwiedzać… Lilka ma właściwie zerową odporność. Każdy wirus może być dla niej śmiertelnie niebezpieczny i opóźnić leczenie. A musimy je prowadzić zgodnie z planem – to daje największą szansę na osiągnięcie remisji… A jak już to wywalczymy, musimy wtedy jak najszybciej lecieć do USA na terapię przeciwko wznowie, która… jest kosmicznie droga. Ma jednak bardzo dużą skuteczność! To szansa na powrót do normalnego życia. Może już do przedszkola Lilka nie zdąży wrócić, ale choć do zerówki…  Bardzo proszę każdego, do kogo dotarł mój apel – o każdą możliwą pomoc. Dla mojej córeczki jestem gotowa zrobić wszystko! Ale najgorsza jest ta paraliżująca bezradność… Gdy ona tak strasznie cierpi, a w jej oczach widzę błaganie, bym to zabrała, by to wszystko się skończyło… A ja mogę tylko przytulać, wycierać łezki i obiecywać, że w końcu będzie dobrze… Proszę o pomoc, by tak właśnie było…  Paulina, matka Lilianki   Zachęcamy do wzięcia udziału w licytacjach: ➡️ Lilianka kontra neuroblastoma - licytacje

385 072,00 zł ( 21.29% )
Still needed: 1 423 438,00 zł

Follow important fundraisers