Province

  • All Poland
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Krzysztof Stefański
Urgent!
Krzysztof Stefański , 55 years old

Bez leczenia trafię do hospicjum❗️Złośliwy nowotwór mnie zabija❗️

2021 rok odmienił moje życie na zawsze. To wtedy rozpoczęła się walka z nowotworem, której niestety do dziś nie udało mi się wygrać. Nie zamierzam się jednak poddać. Nie, gdy na szali jest moje życie. Wszystko zaczęło się od badania – kolonoskopii. To wtedy padły pierwsze podejrzenia. Przerażony czekałem na rozpoznanie histopatologiczne. Wyniki potwierdziły nowotwór złośliwy jelita grubego. Tego dnia nie zapomnę nigdy. Czułem, jak ziemia osuwa mi się spod nóg. Rozpocząłem leczenie. Radioterapia i chemioterapia były wycieńczające, jednak wyniki dały mi nadzieję, że uda się pokonać chorobę. Wydawało mi się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Niestety, niedawno choroba powróciła ze zdwojoną siłą. Nowotwór zaatakował moją wątrobę. Nie mogłem w to uwierzyć… Musiałem pogodzić się z myślą, że znów czeka mnie chemioterapia. Jestem wykończony. Rak każdego dnia dosłownie zjada moje ciało. W chwili obecnej ważę już tylko 55 kg. Nie jestem w stanie podnieść się z łóżka, pokonanie kilku kroków to dla mnie ogromny wysiłek. Osłabienie mojego organizmu jest tak duże, że lekarze zdecydowali o przerwaniu chemii. Oddali mnie w zamian pod opiekę hospicjum domowego i zasugerowali pobyt stacjonarny w takiej placówce.  Czuje się, jakby odebrano mi prawo do życia. A ja ponad wszystko chcę żyć. Muszę chwytać się wszelkich dostępnych opcji. Postanowiłem podjąć leczenie wzmacniającymi kroplówkami. Niestety, nie jest to refundowane. Lekarze w prywatnej klinice opracowali plan leczenia, jednak koszt tej kuracji jest zatrważający… Całe życie pracowałem. Obecnie nie jestem w stanie wykonywać czynności zawodowych. Próbowałem… Niestety, jestem za słaby. Moje nogi i brzuch są napuchnięte i utrudniają mi codzienne funkcjonowanie. Każdego dnia patrzę na skierowanie na pobyt w hospicjum. I każdego dnia błagam, żeby tam nie trafić. Zrobię wszystko, aby wyzdrowieć i znów normalnie żyć. Zwracam się do Was z prośbą o wsparcie i z góry dziękuję za każdą, nawet najmniejszą wpłatę. To dla mnie nieoceniona pomoc. Krzysztof

28 239,00 zł ( 31.22% )
Still needed: 62 187,00 zł
Czaruś Sobczak
Urgent!
Czaruś Sobczak , 2 years old

URGENT! Our beloved son has a DEADLY CHILDHOOD CANCER!

February 13, 2024, 9:25 am Straight from the cancer unit, we are begging for help!  We are here again. Today, Czarek will start another treatment - radiation therapy, which will take several weeks and will be performed under general anesthesia.  Although we know that it will contribute to improving our son’s health and might save his LIFE, we’re scared of its side effects.  There's no guarantee that the treatment will prevent Czarek from cancer recurrence and more suffering. We are about to experience difficult moments - we have no idea what to expect from therapy or what toll it will take on Czarek!  The doctors have warned us about many hardships that we can face along the way - weakness or cancer recurrence due to the gene mutation. Recurrent neuroblastoma is very common and deadly due to its drug resistance. If it happens, we’ll lose a chance to save our child!       There’s only one solution to avoid recurrence - a cancer vaccine in the USA. Unfortunately, we still need over one million zlotys, and we’re running out of time! Czarek currently undergoes the last but one cycle of radiation therapy in Poland. If we don't raise the required amount, we’ll lose our son. For now, the green progress bar shows almost 50%. A vision of possible failure has been at the back of our minds. What if we don’t raise funds on time and miss a chance to save our son?  That is why we are asking you to stay with us! We will be grateful for your support! Any donation or share counts! You give us hope, which is precious when fighting for the beloved and only child. 

936 374,00 zł ( 53.06% )
Still needed: 828 146,00 zł
Kuba Stankiewicz
Urgent!
Kuba Stankiewicz , 8 years old

PILNE❗️Guz mózgu zabija naszego synka - przed Kubusiem leczenie ostatniej szansy, RATUNKU!

KRYTYCZNIE PILNE❗️Kubuś, nasz synek, ma zaledwie 8 lat. Od ponad 2 lat walczy z jednym z najgorszych i najbardziej zabójczych nowotworów - Medulloblastomą IV stopnia! Wydawało się, że jesteśmy na dobrej drodze do zwycięstwa... Badanie kontrolne w październiku pokazywało jeszcze, że jest czysto. Niestety, 2 miesiące później dramatyczne wieści... W główce Kubusia są 4 nowe guzy, które rosną! Przed nami leczenie ostatniej szansy... Jak najszybciej musimy uzyskać pomoc, by ratować życie naszego synka! 27 lipca 2021 roku - dokładnie 2,5 roku temu - Kubuś stoczył pierwszą walkę o swoje życie. Od 2 tygodni synek kiepsko się czuł... Bolała go głowa, gdy próbował coś jeść, wymiotował... Gdy lekarze rodzinni zawiedli, zabraliśmy synka na SOR. Tam zbadano mu główkę... Guz - usłyszeliśmy i zrobiło się ciemno i bardzo cicho. Później okazało się, że to był dopiero przedsionek piekła... Guz okazał się zmianą do leczenia onkologicznego - okazało się, że jest bardzo złośliwy i życie synka jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie! Kubuś przeszedł bardzo ciężką operację wycięcia guza mózgu. Przez półtora roku leczony był chemioterapią i radioterapią. Guz położony był w bardzo trudnym miejscu, a wycięcie go wiązało się z powikłaniami... Kubuś - wtedy 6-letni - stracił niemal wszystkie umiejętności, jakich do tej pory się nauczył... Kiwał tylko główką na "tak" lub "nie". Przestał jeść, karmiliśmy go strzykawką, nie mówił, nie siedział, nie chodził... Stał się z powrotem jak noworodek, całkowicie zależny od opieki drugiego człowieka. Wszystkiego musiał uczyć się od początku... Miesiące bardzo ciężkiej, intensywnej rehabilitacji przyniosły niesamowitą poprawę. Lekarze, którzy nie widzieli Kubusia kilka miesięcy, nie wierzyli, że to samo dziecko. Choć Kubuś nadal ma problemy z chodzeniem oraz niedosłuch, a także porażenie twarzy, udało mu się wyjść na prostą i funkcjonuje tak jak inne dzieci. Synek dzielnie zniósł leczenie, pomimo przeciwności losu uczył się dzielnie i rehabilitował, żeby kiedyś spełnić swoje marzenie - pójść do szkoły. Marzenie to spełniło się we wrześniu 2023 roku. Kubuś z plecaczkiem i nowymi przyborami usiadł po raz pierwszy w szkolnej ławce wraz ze zdrowymi dziećmi. Niestety, upragniona normalność nie trwała długo... Kontrolny rezonans w październiku pokazał to, co poprzednie - czysto... Lekarze zaczęli napomykać o tym, że walka w zasadzie zbliża się do upragnionego końca. Stało się jednak inaczej. 10 grudnia Kubuś obchodził swoje ósme urodziny. Kolejny rezonans odbywał się dzień później. Niestety, jego wynik okazał się dramatyczny! W głowie Kuby pojawiły się aż CZTERY nowe guzy! Każdy z nich ma wielkość około pół centymetra... Kubuś znajduje się pod opieką oddziału onkologicznego. Przechodzi badania i znowu podawana zostanie mu chemia. Poprosiliśmy lekarzy, żeby utrzymali go przy życiu jak najdłużej...  Konsultujemy się z klinikami po obu stronach oceanu. Rzym, Stany... Chcemy zabrać naszego synka za granicę, żeby umożliwić mu leczenie ostatniej szansy. Koszty mogą być jednak ogromne. Niestety to nasza jedyna nadzieja, leczenie w Polsce już nie działa, kupi mu tylko cenny czas... Liczymy na wsparcie wszystkich ludzi dobrej woli. Musimy zebrać te pieniądze, żeby ratować życie naszego dziecka! Kubuś powiedział, że chce walczyć dalej z chorobą. Że zniesie wszystkie przeciwności, żeby tylko być zdrowy i znów wrócić do szkolnej ławki... Będziemy walczyć o jego życie, póki starczy nam sił. Nie poddamy się, bo synkowi grozi najgorsze... Bardzo prosimy o pomoc. Rodzice

645 005,00 zł ( 44.91% )
Still needed: 791 165,00 zł
Anna Cieślewicz-Greń
Urgent!
Anna Cieślewicz-Greń , 43 years old

Rak chce wyrwać Anię z objęć 4-letniej córeczki i ukochanego męża❗️Nie pozwólmy na to❗️

Oboje z mężem marzyliśmy o dziecku. Starania trwały pięć lat i w końcu się udało. Od czterech lat jest z nami Sara, cudowna dziewczynka. Nasza codzienność była zwyczajna i szczęśliwa do czasu rutynowego badania USG jamy brzusznej… Dziś walczę o życie i boję się, że moja córeczka będzie musiała wychowywać się bez matki. Pomocy! Rzeczywistość potrafi okrutnie sprowadzić człowiek na ziemię. Żyjemy, mając nadzieję, że nic złego nas nie spotka, a nawet jeśli to problemy jakoś uda się rozwiązać. Po czym nagle słyszy się słowa, które zwalają z nóg – „niestety ma pani złośliwego raka dróg żółciowych i dużego guza w prawym płacie wątroby”. Co można robić po takich słowach? W głowie głębi się tysiąc myśli, w tym jedna najstraszniejsza. Myśl, że osierocę swoją córkę, moją ukochaną malutką dziewczynkę, że nie będzie mnie nawet pamiętać. To, co jest najtrudniejsze, może nam dać jednak motywację do walki. Zrobię wszystko, żeby to przetrwać! Dla mojej rodziny! Kolejne wieści były niestety jeszcze gorsze. Guza nie można zoperować. Mój stan jest zbyt poważny. Złośliwy nowotwór dał już przerzuty do płuc, kości i węzłów chłonnych. Operacja w takim momencie byłaby dla mnie jak wyrok, ponieważ przez jakiś czas po jej wykonaniu nie mogłabym przyjmować chemii. Rozpoczęłam więc agresywną chemioterapię. Jestem po pierwszym podaniu. Okazuje się, że terapią zwiększającą szansę na przeżycie jest immunoterapia. Niestety jej miesięczny koszt to nawet 30 tysięcy złotych! Szukamy z mężem różnych form leczenia, które pomogłyby mi pokonać tego okropnego przeciwnika, który chce odebrać mi życie. Dowiedzieliśmy się, że klinika w Magdeburgu stosuje radioembolizację. Przybliżone koszty takiej terapii to nawet 150 tysięcy złotych… Póki co wszystko zależy jednak od tego jak mój organizm zareaguje na wdrożone leczenie. Chciałabym napisać, że dzielnie staję naprzeciw rakowi. Mam jednak wiele chwil słabości. To wszystko przyszło tak nagle, a ja mam dopiero 43 lata… Chcę nadal być mamą i żoną! Nie wyobrażam sobie dorastania córki bez mojej obecności.  Łamię mi się serce, kiedy mój malutki skarb pyta mnie, co się dzieje. Widzi, że płaczę i nie wie dlaczego... Tłumaczę jej, że jestem chora, że boli mnie brzuszek… Co jeszcze mogę powiedzieć 4-latce? Że jej mamy może zabraknąć? Bardzo proszę Was o wsparcie! Koszty leczenia są astronomiczne. Staramy się jakoś sobie radzić, ale przy takich wydatkach nasze oszczędności szybko stopnieją do zera. Nie wiem, co wtedy zrobimy… Wierzę jednak, że będziecie ze mną i razem pokonamy chorobę, która chce zabrać mnie z tego świata od mojej ukochanej rodziny. Z góry dziękuję! Anna

63 737,00 zł ( 11.98% )
Still needed: 468 178,00 zł
Antoś Masternak
Antoś Masternak , 3 years old

Antoś potrzebuje BARDZO KOSZTOWNEJ protezy❗️POMÓŻ❗️

Kochani Darczyńcy! Serdecznie dziękujemy za wsparcie, które okazaliście nam w poprzednim etapie zbiórki! Dzięki Wam Antoś miał zapewnione intensywne leczenie i rehabilitację! Niestety nadal potrzebujemy pomocy. Prosimy, zostańcie z nami! Oto nasza historia: Zdrowie dziecka jest dla mamy najważniejsze. Najpierw martwi się o nie – nosząc 9 miesięcy pod sercem. Później do końca życia stara się chronić przed złem i cierpieniem. Niestety w obliczu choroby nawet mama, która dla swojego dziecko zrobi wszystko – jest bezradna. Gdzie ma wtedy szukać wsparcia? Jak ma pomóc swojemu dziecku? Gdy urodził się Antoś – targały mną przeróżne emocje. Z jednej strony byłam najszczęśliwszą kobietą pod słońcem, bo miałam przy sobie swój mały skarb, rodzynka, wśród jego dwóch starszych sióstr. Z drugiej strony, bałam się, że ktoś może mi go odebrać…  Synek urodził się z wrodzoną wadą serca pod postacią ubytku przegrody międzykomorowej PFO I VSD. Oprócz wady serduszka Antoś ma liczne choroby współistniejące i zaburzenia rozwojowe takie jak: napady afektywnego bezdechu (omdlenia bez wyraźnej przyczyny), zaburzenia rozwoju mowy i języka i integracji sensorycznej, uczulenia i związane z działaniem pokarmu zapalenie żołądkowo-jelitowe. Dodatkowo towarzyszy mu autyzm, ADHD i powikłania po porażeniu nerwu twarzowego. To wszystko brzmi strasznie. W rzeczywistości przebiega jeszcze gorzej. Antek w ostatnim czasie przeszedł również operację usunięcia wszystkich górnych zębów i podcięcia wędzidełka. Przeszedł intubację, jego krtań była poszarpana. Musiał przyjmować mnóstwo antybiotyków, inhalacji. Był dotleniany, bo serce nie dawało rady i saturacja mocno spadła. Walczymy dalej, choć na naszej drodze stają kolejne, ogromne koszty. Antoś musi mieć wprowadzoną protezę, aby do czasu pojawienia się stałych ząbków – kość nie zanikła. Protezę trzeba wymieniać raz w roku ze względu na rosnący układ kostny – minimum 4 razy. Koszt jednej takiej protezy to aż 5 TYSIĘCY ZŁOTYCH! Bez Waszej pomocy nie będę w stanie mu tego zagwarantować. Na co dzień, synek wymaga stałej i długotrwałej opieki w związku ze znacznie ograniczoną możliwością samodzielnej egzystencji. Potrzebuje trwałego wsparcia w procesie leczenia, rehabilitacji i edukacji. To wszystko jest niestety bardzo kosztowne. Nie chcemy, aby możliwości finansowe przeszkodziły naszemu synkowi w walce o zdrowie.  Dlatego zwracamy się z prośbą o pomoc do ludzi wielkich serc. Już raz nam udowodniliście, że jesteście w stanie zdziałać cuda. Prosimy, nie odwracajcie się od nas. Wasze wsparcie jest na wagę złota! Mama Antosia "Mam jedną moc, nigdy się nie poddaję" - Antoś (BATMAN)  ➡️ Licytacje dla Antosia 💚

10 008,00 zł ( 47.03% )
Still needed: 11 269,00 zł
Iwona Balsam
Urgent!
Iwona Balsam , 33 years old

"Mom, I can't lose you.." Help save Iwona from cancer.

Iwona is already in Barcelona!!! Help save her life... This is just the beginning of the fight... The road to victory can be very hard and painful. However, we cannot give up... Not now, when Iwona got a very expensive treatment in Barcelona! Iwona is undergoing a series of tests after which the doctors will decide what the further treatment will look like and whether the cost estimate presented on the basis of tests in Poland will not change. Be with us so that together we can save Iwona! We ask for your support... Help! Every little helps, support through prayer and good words that can work wonders in very hard times. Don't leave the young mother! Her son and future husband are waiting for her at home! She has someone to live for... My name is Iwona. I will turn 33 this year. I have a wonderful son, a fiancé with whom I am planning a wedding, a wonderful family and friends. I also have a malignant tumor that is trying to destroy my life in which I have already been through a lot. Please, stop for a moment, read my appeal and give me a chance to live... She is raising her son, Kacper, who is 15 years old. He has always been the most important to me. He lost his dad when he was a few years old ... I can't imagine that I would be missing in his life too. We are so close, we spend a lot of time together. My fiancé helps me take care of Kacper. In June this year we would like to get married… Will I make it? Even though I am quite young, I have suffered a lot in my life. I have been struggling with endometriosis since 2017. It is a terrible disease causing unbearable pain. I was unable to function normally. Suddenly there was hope for a normal life. It was an operation in a private clinic, the cost of which was PLN 25,000. I underwent surgery, thanks to which I started living again - without pain! I regained the meaning of life. I was happy and fulfilled again. It didn't last long... In 2020, I felt that something bad was happening again. My whole body ached and I was sent from doctor to doctor. I fought for two years for a diagnosis that turned out to be tragic! I heard the verdict - a tumor of the right adrenal gland, 16 cm. My world fell apart for me, but I decided to fight anyway. On July 11, 2022, I underwent surgery to remove the tumor, lymph nodes and right adrenal gland. I believed it would only get better. However, histopathological examinations were not kind to me. Lymph node metastases were diagnosed and I heard additional, very bitter words: “Unfortunately, you are very unlucky. It's childhood cancer, neuroblastoma…”. At this point, I know that the whole stomach is infected, we are waiting for information on where exactly the monster is located ... Unfortunately, in Poland, the only method of treatment they offer me is chemotherapy. I decided to look for another treatment and hoped for therapy in Barcelona. It is very effective, but beyond my financial capabilities. And I really want to live! I am asking for help with all my heart. Each - even the smallest payment - is on the weight of life ... And I have someone to live for! Iwona

6 489 543,00 zł ( 69.86% )
Still needed: 2 799 277,00 zł
Agatka Salamon
Urgent!
6 days left
Agatka Salamon , 4 years old

🚨Serduszko Agatki w każdym momencie może przestać bić... RATUJ❗️

6 września 2019 roku to najpiękniejszy dzień w naszym życiu. Właśnie wtedy na świat przyszła nasza córeczka Agatka. 10 punktów w skali Apgar, spokojna, różowiutka, zalotnie posyłała nam uśmiechy. W dniu wypisu Agatce wykonano profilaktyczne badanie USG serduszka. To wtedy usłyszeliśmy coś paraliżującego…  „Nie mam dla Państwa dobrych wieści” - słowa lekarza, które odbijały się echem… Nieprawidłowe połączenia przedsionkowo komorowe.  Agatkę przetransportowano do specjalistycznego szpitala. Wówczas po dokładnych badaniach postawiono diagnozę: skorygowane przełożenie wielkich pni tętniczych – wada serca, której towarzyszy blok przedsionkowo komorowy, wada która prowadzi do niewydolności serduszka. Był to dla nas szok… Zamiast radości z narodzin ogarnęła nas bezsilność oraz strach o przyszłość.   Od początku, aż do dziś pozostajemy pod opieką poradni kardiologicznej, odbyliśmy długie miesiące rehabilitacji, która przyzwyczajała serduszko do wysiłku. Wykonujemy kontrolne badania holter, co trzy miesiące oraz badania echo serca, EKG. Niestety, strach nie minął – Czy nie śpi za długo? Czy przerwała zabawę bo to zmęczenie, czy może zwolnienie akcji serca?  Po kontrolnym badaniu na początku 2023 roku dostaliśmy telefon od lekarza prowadzącego – „Natychmiast jedzcie do szpitala, serduszko za bardzo zwolniło pracę, wystąpiły zapisy bloku całkowitego”. Sala pod specjalnym nadzorem, kable, monitory, leki, długi pobyt w szpitalu naszej malutkiej córeczki. Tym razem się udało…  Okazało się, że jest nadzieja! Mamy szansę zoperować malutkie serduszko Agatki. Klinika w Bostonie podejmie się dwuetapowej operacji, dzięki, której przywrócone zostaną prawidłowe połączenia komorowo–przedsionkowe. Pierwsza przygotuje lewą komorę serduszka do wyższej pracy i pobudzi ją do uzyskania odpowiedniej masy mięśniowej. Natomiast druga polega na całkowitej korekcji wady. Nie mamy dużo czasu. Agatka skończyła 3 latka i ze względu na specyfikę wady jest to ostateczny moment na poddanie się operacji, która została wyceniona na ponad 1 700 000 złotych, co przekracza to nasze możliwości finansowe… Tylko dzięki Waszej pomocy, Agatka ma szansę, by cieszyć się długim życiem w zdrowiu.  Dla rodziców nie ma nic gorszego, niż bezsilność i patrzenie jak choroba dziecka odbiera radość życia, a życie z taką wadą serca to tykająca bomba. Z każdym dniem serduszko Agatki słabnie. Zdajemy sobie sprawę, że prosimy o wiele, jednak każda wpłata przybliża nas do celu i spokojnego bezpiecznego życia dla Agatki.  Za okazaną pomoc z całego serca serdecznie dziękujemy. Ola i Patryk, rodzice ➤ FB: Agata Salamon - wspólnie po zdrowe serduszko ➤ Wesprzyj zbiórkę poprzez LICYTACJE NA FB

868 677,00 zł ( 74.23% )
Still needed: 301 538,00 zł
Liliana Bilińska
Urgent!
Liliana Bilińska , 3 years old

Maleńka Lilianka zachorowała na złośliwy nowotwór❗️Pomóż w walce o życie!

Na teleporadzie, mimo moich prawie błagań, lekarz odmówił wystawienia skierowania na USG brzuszka albo chociaż badania krwi… Moja córeczka już wtedy umierała…  Gdyby nie matczyne przeczucie i mój upór, dziś Lilianki mogłoby już nie być… Zaczęłyśmy dramatyczną walkę o życie, bo moja córeczka zachorowała na złośliwy nowotwór, który zabiera połowę dzieci! Po zakończeniu leczenia w Polsce koniecznie musimy wyjechać do USA na terapię przeciwko wznowie! Powracający nowotwór i powtórna walka wycieńczonego organizmu zbyt często kończą się śmiercią… Proszę o pomoc dla Lilusi! Ja muszę wierzyć tylko w szczęśliwie zakończenie… Nigdy wcześniej nie pomyślałam nawet, że dzieci mogą tak bardzo cierpieć… Że tak strasznie cierpieć będzie moja córeczka…  Zaczęło się infekcjami – wrzesień, początek przedszkola. Niby standard, musi swoje przechorować. Ale infekcja goniła kolejną. Pediatra stwierdzał zwykłe wirusówki, jednak Lilę zaczął boleć brzuszek. Leki przestawały pomagać… Nadszedł 22 grudnia 2023 roku. Dzień końca wszystkiego, co znałyśmy i początku obcego – walki o życie dziecka…  Przed Świętami trudno było się dostać do lekarza, została teleporada. Mówiłam lekarzowi, że martwię się infekcją, bo jest dziwna. Lilkę za mocno boli brzuszek… Poprosiłam o skierowanie, żeby sprawdzić, co się dzieje. Usłyszałam odmowę…  Ja czułam jednak, że z moją córeczką dzieje się coś złego! Jeszcze tego samego dnia – prywatnie – udało się nam dostać na USG. Mina lekarza nie zapowiadała nic dobrego. Chyba już wiedziałam, że za chwilę padną straszne słowa… Jest guz. Widać było od razu. Nie wiedzieliśmy, jak rozległy, tylko że ulokował się na prawym nadnerczu! Szok, świat w tamtej sekundzie się zatrzymał. A przynajmniej ja chciałam, żeby tak było. Żeby nie nastąpiło nigdy to, co właśnie trwa… Jeszcze tego samego dnia pojechałam z córeczką do szpitala w Warszawie. Nie miałyśmy skierowania, tylko wynik tego badania. Ale przyjęli nas od razu. Od 22 grudnia 2023 do teraz jestem z Lilką w szpitalu. Bez przerwy. Nie wiemy, kiedy uda nam się choć na chwilkę wrócić do domu…  Badania potwierdziły złośliwy nowotwór. Przez świąteczny okres niewiele dało się jednak zrobić, tymczasem guz zaczął uciskać, doszedł ból nóżki! Lilka była przerażona nową rzeczywistością… Dziś już się przyzwyczaiła, tylko nie do igieł. A te czuje codziennie… Dziecko szybko się przyzwyczaja, choć rodzic nigdy by nie chciał, by “mój pokój” maluszek mówił o szpitalnej sali…  Guz okazał się bardzo rozsiany. Sięga kręgosłupa, przesuwa aortę. Zajęty jest też szpik… Jedyny promyk nadziei – nie ma przerzutów w główce… Pierwszą chemię Lila zniosła fatalnie. Wszystkie koszmarne skutki uboczne, ból, cierpienie nie do opisania… Dopiero opioidy były w stanie go zagłuszyć… 2 tygodnie nie wstawała z łóżeczka…  Trwa chemia, kolejne cykle na szczęście nie są tak dramatyczne, jak pierwszy. Ale lekko też nie jest… Na szczęście uszkodzenie organów się zatrzymało. Przed nami jeszcze cały protokół leczenia, łącznie z operacją wycięcia guza, megachemią, przeszczepem komórek, radioterapia, immunoterapia… Może za kilka miesięcy – choć na kilka dni – pozwolą nam wrócić do domu… Jestem z córeczką w szpitalu sama, tatuś nie może za często nas odwiedzać… Lilka ma właściwie zerową odporność. Każdy wirus może być dla niej śmiertelnie niebezpieczny i opóźnić leczenie. A musimy je prowadzić zgodnie z planem – to daje największą szansę na osiągnięcie remisji… A jak już to wywalczymy, musimy wtedy jak najszybciej lecieć do USA na terapię przeciwko wznowie, która… jest kosmicznie droga. Ma jednak bardzo dużą skuteczność! To szansa na powrót do normalnego życia. Może już do przedszkola Lilka nie zdąży wrócić, ale choć do zerówki…  Bardzo proszę każdego, do kogo dotarł mój apel – o każdą możliwą pomoc. Dla mojej córeczki jestem gotowa zrobić wszystko! Ale najgorsza jest ta paraliżująca bezradność… Gdy ona tak strasznie cierpi, a w jej oczach widzę błaganie, bym to zabrała, by to wszystko się skończyło… A ja mogę tylko przytulać, wycierać łezki i obiecywać, że w końcu będzie dobrze… Proszę o pomoc, by tak właśnie było…  Paulina, matka Lilianki   Zachęcamy do wzięcia udziału w licytacjach: ➡️ Lilianka kontra neuroblastoma - licytacje

364 971,00 zł ( 20.18% )
Still needed: 1 443 539,00 zł
Amelka Wieczorek
Amelka Wieczorek , 14 years old

Ile jeszcze cierpień przed Amelką? Pomoc ponownie potrzebna!

Termin operacji wyznaczono na 14 czerwca 2023! Zostało mało czasu! ________________________ Dlaczego tyle cierpienia musiało spotkać moją małą dziewczynkę? Jak długą drogę musimy jeszcze przejść, żeby w naszym życiu zagościł spokój? Ile bólu jeszcze będzie musiało znieść moje dziecko? Sytuacja jest bardzo zła... – lewa noga Amelki jest aż o 17 centymetrów krótsza od prawej! Bez poważnej operacji nie ma nawet mowy o tym, by moja córeczka była kiedykolwiek w pełni sprawna i samodzielna. Wada jest bardzo poważana, a z wiekiem będzie się tylko pogłębiać... Operacja w European Paley Institute miała odbyć się w styczniu. Niestety – nie udało nam się zebrać środków. Kolejny termin może być wyznaczony już na marzec! Jako mama proszę, pomóż nam zapłacić ogromną cenę za zdrowie mojego dziecka!  Piękne są zdjęcia, na których Amelka się uśmiecha. Chciałabym, żeby miała tylko takie... Niestety za radością stoi ból, płacz i cierpienie. Czasem moje serce – serce matki – pęka na pół. Podczas rehabilitacji Amelka prosi mnie o pomoc. Błaga, żebym powiedziała rehabilitantce, żeby przestała. Pragnę wyrwać ją z objęć cierpienia i zabrać daleko stąd. Moja mała córeczka, delikatna, wrażliwa jest rozszarpywana przez ból. Ze łzami w oczach znosimy ból rehabilitacji. Uciec od tego nie możemy...  Pamiętam, kiedy pierwszy raz ją zobaczyłam. Byłam najszczęśliwsza na świecie! Wtedy jednak zobaczyłam jej lewą nóżkę. Zamarłam. Była krótsza, zdeformowana. W głowie kłębiły mi się setki myśli i strach... Co teraz będzie? Jak będzie wyglądało życie Amelki? Czy będzie mogła być kiedyś całkowicie sprawna? Amelka cierpi na PFFD, czyli wrodzoną wadę polegającą na poważnej deformacji kości udowej. Leczenie tej wady jest bardzo skomplikowane i bolesne.... By jednak Amelka mogła być sprawana, trzeba je podjąć. Od razu po usłyszeniu diagnozy rozpoczęłyśmy rehabilitację i poszukiwania ratunku. Pomoc znalazłyśmy dopiero za oceanem – w Paley Institute w USA. Amelka przeszła tam kilka poważnych operacji nóżki prowadzonych przez dr Paley'a – wybitnego specjalistę w ortopedii dziecięcej, ktory uratował już wiele podobnych, a nawet bardziej skomplikowanych przypadków. Wtedy jeszcze operacje były refudnowane. Niestety to się zmieniło, a my musimy wrócić do lekarza, który już raz nam pomógł i który dobrze zna wadę Amelki... Moja córeczka od 11 lat zadziwia mnie swoją siłą. Mimo swojej choroby, dzielnie walczy o samodzielność każdego dnia. Znosi ból, ogromny wysiłek i ograniczenia. Niestety mimo dotychczasowych operacji, różnica w długości nóg to wciąż 17 centymetrów! Amelka rośnie, a wada się poglębia... Mama Amelki ____________ Możesz również pomóc Amelce, biorąc udział w licytacjach na Facebooku

126 287,00 zł ( 25.94% )
Still needed: 360 370,00 zł

Follow important fundraisers