Province

  • All Poland
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Tymek Stefanowicz
Tymek Stefanowicz , 13 years old

Tymek przyjmuje pokarm dożylnie! Pomóż zatrzymać chorobę!

Tymek jest wspaniałym, radosnym, bardzo inteligentnym i wrażliwym chłopcem, który mimo swojej choroby, bardzo optymistycznie podchodzi do życia. Syn od zawsze miał zaparcia i wzdęcia, ale od 2017 roku nastąpiło pogorszenie. Doszły bóle brzucha i ogromne wzdęcia – brzuch był jak bębenek. Przy ogromnym wzdęciu pojawiały się też wymioty… Badania pokazują, że jelita syna są bardzo rozdęte, jest ich dużo i są bardzo pokręcone. Stwierdzono niedokonany zwrot jelit i konieczne było założenie stomii. 17.01.2024 odbyła się pierwsza operacja syna i wyłonienie ileostomii. Pobrano wycinki z jelit i okazało się, że syn ma zaburzenia unerwienia jelita grubego i cienkiego. Jest to bardzo rzadkie schorzenie. Nie ma anatomicznej przeszkody, która blokowałaby przepływ jedzenia, jednak z powodu bardzo powolnej perystaltyki, jedzenie zatrzymuje sie w jelitach, co powoduje niedrożność.  Nerwy w jelitach nie są prawidłowo ukształtowane. Syn dostaje leki, które mają przyspieszyć pracę jelit i czekamy, aż jelito sie obkurczy i zacznie pracować. Wiemy, że zaburzenia unerwienia jelita cienkiego zdarzają się bardzo rzadko... Tego schorzenia nie da się wyleczyć. Dlatego błagamy o pomoc! Chcemy skonsultować Tymka ze specjalistami w USA, którzy chociaż w jakimś stopniu będą w stanie mu pomóc. Niestety nie stać nas na opłacenie wyjazdu i procesu leczenia… Obecnie Tymek ma żywienie pozajelitowe, które jest podawane dożylnie. Tak ma być przez następne 3 miesiące... Mamy nadzieję, że w tym czasie jelita się obkurczą, odpoczną i będą mogły podjąć pracę. Syn nadal przebywa w szpitalu. Jest słaby i bardzo schudł. W ciągu 6 tygodni przeszedł 4 poważne operacje!  Chcemy mieć pewność, że zrobiliśmy wszystko, co tylko możliwe, aby pomóc naszemu dziecku! Cena za zdrowie Tymoteusza jest wysoka, ale musimy podjąć się tego wyzwania! Prosimy o pomoc! Rodzice

11 910 zł
Mateusz Podolak
Mateusz Podolak , 29 years old

Z Twoją pomocą Mateusz otrzyma szansę na zdrowie i szczęśliwe życie...❗️

Moje problemy zdrowotne zaczęły się od z pozoru niegroźnego bólu głowy. Niestety ten z czasem zamienił się w nieznośne migreny – wielokrotnie musiałem wzywać pogotowie, bo ból był nie do wytrzymania… Dopiero po wielu badaniach poznałem powód – diagnozę, która odwróciła moje życie do góry nogami… Przeprowadzono tomograf, który wykazał, że w mojej głowie znajduje się coś niepokojącego. Lekarze zatrzymali mnie na obserwacji i już następnego dnia, po wykonaniu rezonansu okazało się, że cierpię na nowotwór mózgu… W mojej głowie znajdował się guz, który bardzo szybko rósł. Poddałem się operacji usunięcia, jednak guza niestety nie udało się pozbyć w całości. Pewna część była już nieoperacyjna. Po paru dniach miałem wyjść do domu, ale lekarz po konsultacji stwierdził również zbieranie płynu mózgowo – rdzeniowego. Podłączyli mnie pod drenaż lędźwiowy. Niestety, jakby problemów było mało, niedługo później zdiagnozowano również zapalenie otrzewnej. Konieczne było usunięcie wyrostka. Lekarze przeprowadzili operację, która uratowała moje życie… Cierpię również na padaczkę, przez którą nie mogę przebywać sam. Potrzebuję stałej opieki, wsparcia, kontroli… Na co dzień jest przy mnie babcia, która towarzyszy mi podczas wszystkich wizyt lekarskich i na miarę swoich możliwości – opiekuje się mną. Niestety muszę na stałe przyjmować leki i kontrolować swój stan zdrowia. Nie czuję się najlepiej… Na najbliższe miesiące mam zaplanowane badanie rezonansem i wizyty u neurochirurga i neurologa… Bardzo potrzebuję wsparcia. Leczenie i rehabilitacja są niezwykle drogie, lecz tylko to daje mi szansę na zdrowie i powrót do sprawności. Już jedną poważną chorobę udało mi się pokonać. Proszę, pomóż sprawić, że wygram szansę na życie po raz drugi… Mateusz Facebook 🩵 Instagram 💚

23 154,00 zł ( 87.05% )
Still needed: 3 442,00 zł
Miłosz Garsztkowiak
1 day left
Miłosz Garsztkowiak , 10 years old

Bezsilność odbiera nadzieję... Samotna mama walczy o chorego synka! Pomocy!

Za nami lata ciężkiej codziennej walki. Setki godzin na sali rehabilitacyjnej i tyle samo spędzonych w lekarskich gabinetach... Szpitale Miłoszek zna lepiej niż własny pokój, a lekarzy bardziej niż rodzinę. Synek jest skrajnym wcześniakiem, ma Mózgowe Porażenie Dziecięce, padaczkę… Nie widzi świata i mojej twarzy. Dostrzega tylko światło. Wychowuję go sama i każdego dnia walczę, by jego życie było choć trochę lepsze. Chwilami jest bardzo ciężko… Nie ma czasu jednak się załamywać, muszę wstać, zająć się synkiem. I walczyć bez wytchnienia o to, by było mu lepiej, bo nikt inny tego za mnie nie zrobi...  Miłosz pomylił pory roku. Miał urodzić się latem, ale postanowił poznać mnie jeszcze wiosną. 26 tygodni - tyle czasu rozwijał się w moim brzuchu. Zdecydowanie zbyt krótko. Wszystko wydarzyło się niespodziewanie. Nagle poczułam skurcze, odeszły mi wody i odwrotu już nie było. Moje maleńkie 820 gramów szczęścia… i strachu.  Są dwa typy wcześniaków. Siła niektórych maluszków wprawia w osłupienie. Mimo zbyt wczesnej daty urodzin i niskiej wagi wychodzą bez szwanku. Druga grupa to dzieci, które nie miały tyle szczęścia. Ich dzieciństwo to historia walki o zdrowie, o namiastkę normalności, walka z konsekwencjami przedwczesnego przyjścia na świat. Niestety - Miłosz jest w grupie "pechowców". U skrajnych wcześniaków wiele narządów nie jest wykształconych prawidłowo… A to powoduje problemy do końca życia. Miłosz miał problem z serduszkiem, przeszedł operację czyszczenia jelitek z martwicy, laserowe zabiegi oczu, zabieg zamknięcia przepukliny mosznowej... To tylko część ciężkich chwil, jakie spotkały moje maleństwo. Walczył o życie. Mimo starań lekarzy oraz moich żarliwych modlitw, nie udało się uchronić go przed niepełnosprawnością. Wylewy IV stopnia pozostawiły ślady w jego małej główce. Miłosz cierpi na wodogłowie, ma uszkodzony nerw wzrokowy, problemy z płucami oraz wzmożone napięcie. Synek niedowidzi, jego oczka reagują tylko na światło. Mimo że nie widzi światła, poznaje go słuchem, węchem, dotykiem. Pomimo swoich ograniczeń, każdy dzień wita z ogromnym uśmiechem, jakby chciał powiedzieć: „Nie martw się, mamusiu, wszystko będzie dobrze”. Jego uśmiech to lekarstwo na całe zło. Cieszę się, że choć tego nie zabrała mu choroba…  Rehabilitacja to jedyny sposób na poprawę stanu zdrowia Miłoszka. Bez ćwiczeń i ciężkiej pracy synek nie ma szansy na bycie sprawnym. Miłoszek z pomocą fizjoterapeuty obraca się, podpiera na łokciach, siedzi, stoi… Niestety ciągle nie chodzi. To moje największe marzenie, by zobaczyć, jak stawia samodzielnie pierwsze kroki.  Mój synek nie powie mi, czego chce i nie pokaże, czego potrzebuje. Robię, co mogę, by jego życie, choć trudne, mogło być piękne, ale ostatnio brakuje mi już sił, a czasem i wiary w to, że jeszcze będzie dobrze... Czasem zupełnie bezsilna patrzę na cierpienie mojego dziecka i nie mogę mu pomóc, nie jestem w stanie zdjąć z jego barków choroby, która będzie z nim już na zawsze. Nie uleczę go miłością, chociaż tak bardzo bym chciała.  W kwietniu synka czeka kolejna operacja - wyciągniecia blaszek po poprzedniej. Miłosz musi też kontynuować rehabilitację. Wszystko to jednak bardzo dużo kosztuje. Choć przychyliłabym synkowi nieba, nie stać mnie na to… Jestem samotną matką. Jest ciężko. Jednego tylko mojemu synkowi nie zabraknie nigdy. Miłości… Żałuję, że nie mogę dać mu jeszcze czegoś – zdrowia… Przed nami bardzo długa droga, ale wierzę, że się uda. Bez Ciebie nigdy jednak nie będzie to możliwe… Dla synka zrobię wszystko, dlatego proszę o pomoc, choć jest to trudne…  Miłosz powinien regularnie wyjeżdżać na turnusy rehabilitacyjne,  to jedyny lek, który może mu pomóc w walce o lepsze życie. Proszę o pomoc, o wsparcie, dzięki któremu codzienność, choć trudna, będzie piękniejsza! Jeśli po raz kolejny pochylisz się nad losem mojego dziecka, jeśli zdecydujesz się dać mu szansę… Moja wdzięczność nie będzie mieć granic. Paulina, mama Miłosza

26 205,00 zł ( 28.41% )
Still needed: 66 030,00 zł
Nadia Wójcik
11 days left
Nadia Wójcik , 15 months old

Paluszki Nadusi są zrośnięte❗️Operacje to jedyna szansa! POMÓŻ❗️

Życie czasami jest bardzo niesprawiedliwe. Myślałam, że moje macierzyństwo będzie wiązało się z nieprzespanymi nocami, kolkami i stosem pieluch. Tymczasem przyszło mi się mierzyć z problemami, o których nawet nie śniłam w najgorszych koszmarach...  Nadusia urodziła się z zespołem Aperta. Jest to bardzo rzadka choroba genetyczna, która sprawiła, że moja córeczka ma zrośnięte paluszki u rąk i nóg, zwężone nozdrza i przedwcześnie zrośnięte szwy czaszkowe… Tak bardzo bałam się czy damy sobie radę. Czułam, jak wiele wyzwań jest przed nami. Najtrudniejsze była świadomość, że za tym wszystkim, co było widać, kryją się ograniczenia, trudności, ból, cierpienie, a nawet zagrożenie życia. Ale wiedziałam, że choć Nadusia wygląda inaczej, choć los nie był dla niej łaskawy, pokocham ją najmocniej. I tak było. Pokochałam od pierwszych chwil, gdy tylko ją ujrzałam. I wiem, że będę walczyć o nią do końca. Nadusia to najwspanialszy dar, jaki otrzymaliśmy od losu. Jako rodzice zrobimy dla niej wszystko. Przed nami bardzo trudna i wyboista droga – czeka nas wiele operacji i długich rehabilitacji, które są jedyną szansą na w miarę normalne życie. Choć Nadia ma zaledwie rok przeszła już dwie, bardzo poważne operacje głowy. Wiemy, że to nie koniec – będzie ich jeszcze co najmniej kilka. Nadusia, jak każde dziecko w jej wieku zaczyna być ciekawa świata. Interesuje się zabawkami, często próbuje za coś złapać. Niestety, zrośnięte paluszki bardzo jej w tym przeszkadzają.  Dlatego kolejnym bardzo ważnym etapem będą skomplikowane operacje rozdzielenia paluszków u rączek. W sumie będzie ich pięć, każda co pół roku. Wszystkie odbędą się w Hamburgu. Ich koszt przekracza nasze możliwości finansowe. To ogromna suma, której nie bylibyśmy w stanie sami zebrać. Dlatego proszę Was z całego serca o pomoc, o każdą złotówkę.  Nadusia bardzo cierpi, a my temu cierpieniu przyglądamy się każdego dnia...  Mama Nadii

248 190,00 zł ( 93.31% )
Still needed: 17 768,00 zł
Wojtek Mikos
Wojtek Mikos , 26 years old

Mój brat płonął żywcem! Został podpalony przez znajomych❗

Wciąż ciężko mi w to uwierzyć! 16 stycznia Wojtek wyszedł z domu, ale już do niego nie wrócił, bo… ZOSTAŁ PODPALONY! Takie rzeczy się nie zdarzają! Nie mają prawa… A jednak taka tragedia spotkała mojego brata… Jego znajomi napadli na niego, oblali łatwopalną cieczą i podpalili! Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jaki to zapach, gdy twoja własna skóra się na tobie topi… Jaki to musi być ból… Jaki musiał być krzyk i cierpienia Wojtka! Sprawcy zostali zatrzymani i postawieni przed sądem, ale nic nie jest w stanie zrekompensować katuszy, jakie każdego dnia musi przeżywać mój starszy brat… Wojtek zawsze miał duszę wojownika, ale nigdy nie sądziłem, że będzie zmuszony do tak trudnej walki – o własne życie… Od ponad dwóch miesięcy mój brat leży na Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii w Łęcznej z oparzeniami termicznymi, które obejmuje 40-49% powierzchni ciała. Większość z nich to poparzenia II i III stopnia! Wojtek jest w stanie bardzo ciężkim i każdego dnia walczy o życie.  Cały czas przechodzi mnóstwo zabiegów m.in. usuwanie martwicy z ran. Przebywał w komorze hiperbarycznej i regularnie ma zmieniane opatrunki, podczas których bardzo cierpi. Niestety pomimo wysiłku lekarzy, którzy nieustannie walczą o jego życie, wciąż pojawiają się następne problemy: zakażenia organizmu, wysypka na poparzonym ciele, gorączka... Podawane ma bardzo silne leki, jednak te nie zawsze są w stanie powstrzymać kolejnych fal bólu... Już nie zliczę, ile razy miał podawane osocze oraz przetaczaną krew. Wojtek będzie musiał mieć podłączony dializator, bo nerki zaczynają być niewydolne. Zamiast coraz lepiej robi się coraz gorzej… Co jeszcze przed nim? Ile potrwa to najgorsze cierpienie, zanim stan się ustabilizuje i zagrożenie życia minie? Nie wiadomo…  Najgorsze jest to oczekiwanie, bo nie wiemy, co będzie dalej… Wojtek słabnie nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Od ponad dwóch miesięcy jest w szpitalu całkiem sam. W ciągłym zagrożeniu życia i oddzielony od rodziny. Całe ciało wciąż pali żywym ogniem. Poza bólem czuje tylko pustkę.  Zawsze ciężko pracował, by odciążyć rodzinę, a teraz sam wymaga opieki. Ciężko człowiekowi się z tym pogodzić… Tata jest na rencie chorobowej, a mamy jeszcze niepełnoletnie rodzeństwo. Najmłodsza – Wiktoria chodzi do II klasy podstawówki. W tej chwili brakuje nam pieniędzy nawet na dojazdy do Wojtka, bo to ponad godzina w jedną stronę. Pożyczam od kolegi samochód, żebyśmy mogli odwiedzić Wojtka, ale koszty benzyny są zbyt wysokie jak dla nas… Wojtek musi się czuć fatalnie. Opuszczony i pozbawiony nadziei… Kiedyś Wojtkowi nigdy nie schodził uśmiech z ust. Zawsze pełen optymizmu parł naprzód, mimo że od najmłodszych lat musiał pracować sam na siebie. Wspierał rodzinę w potrzebie, a nawet obcym nie odmawiał wsparcia. Teraz dochodzi do niego, co się stało i że już nigdy nie będzie taki jak kiedyś… Wojtek potrzebuje natychmiastowej pomocy psychologa, bo już traci siły. To, z czym on się mierzy to zbyt wiele dla człowieka. Musimy działać TERAZ!  Po wyjściu ze szpitala będziemy musieli mu zapewnić odpowiednią opiekę, na którą brakuje nam środków. Czeka nas opłacenie rachunków za leczenie, przeszczepy, rehabilitację i opatrunki. Zdajemy sobie sprawę, że po takiej traumie niezbędna będzie także terapia psychologiczna. Mój brat jest dla mnie bardzo ważny, dlatego zdecydowałem, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby mu pomóc. Niestety moje możliwości są ograniczone… Dlatego proszę! Dajcie Wojtkowi szansę na powrót do zdrowia! Sebastian - młodszy brat

12 753 zł
Dorota Wąsowicz
Urgent!
Dorota Wąsowicz , 39 years old

Guz znowu zaczął rosnąć❗️Proszę o pomoc❗️

Każdego dnia staram się pokonać chorobę. Jednak ta walka jest niezwykle trudna. Znalazłam się w sytuacji, w której liczy się każdy gest wsparcia.  Dziękuję, że jesteście ze mną. Wasza pomoc naprawdę wiele dla mnie znaczy! Moja historia:  W grudniu 2019 r. zdiagnozowano u mnie guza, który uciskał na pień mózgu. W styczniu 2020 r. zostałam przyjęta do szpitala, w lutym przeprowadzono operację.  Guza nie udało się wyciąć w całości. Po opuszczeniu szpitala powinnam była rozpocząć intensywną rehabilitację. Okazało się to niemożliwe ze względu na pandemię COVID-19. Mimo tego starałam się samodzielnie pionizować, ćwiczyć i rehabilitować. Po operacji mam jednostronną głuchotę, porażenie nerwu twarzowego, problemy z pamięcią i koncentracją oraz zaburzenia równowagi. Moja lewa strona ciała jest słabsza niż prawa. Jestem na rencie, mam umiarkowany stopień niepełnosprawności. Znacznie pogorszył się mój stan psychiczny. W październiku 2022 r. okazało się, że guz zaczął rosnąć. Poddałam się radioterapii w Warszawie. Rokowania są dobre, ale ciągle czekam na potwierdzenie, że naświetlanie zadziałało w pełni tak, jak miało zadziałać.  Cały czas muszę być pod opieką specjalistów: fizjoterapeutów, neurochirurga, neurologa, logopedy, psychiatry, psychologa. Nie brakuje mi niezłomności w walce o powrót do zdrowia. Jednak koszty wizyt i badań stały się dla mnie nie do udźwignięcia, przerastają mnie. Dlatego proszę o pomoc. Dorota

19 210 zł
Justyna Trzeciak-Gorzelanna
Urgent!
Justyna Trzeciak-Gorzelanna , 37 years old

Muszę pokonać nowotwór dla moich dzieci❗️Muszę zrobić wszystko, by być ZDROWA!

Mam na imię Justyna, mam 37 lat, kochającego męża i troje małych dzieci. Jestem młodą mamą, która zachorowała na raka piersi. W życiu nie spodziewałam się, że będę musiała wypowiadać takie słowa — mam raka! Całe życie dbałam o siebie, uważałam na to, co jem, uprawiałam sport... To przerażające, a jednocześnie nie ma u mnie miejsca na chwilę strachu, czy zwątpienia. Muszę działać od razu i zrobić wszystko, by pokonać potwora! Muszę jak najszybciej wyzdrowieć! Mam dla kogo! Nie chcę, by dzieci pamiętały mnie tylko ze zdjęć...  Do tej pory żyliśmy jak każda rodzina. Dom, praca, zabawa z dziećmi, wspólne spacery — to była nasza codzienność... Najstarsza Lenka ma 10, Borys 8, a najmłodsza Julka zaledwie 6 lat... Dzieci są całym moim światem. Niestety jedna wiadomość zniszczyła naszą szczęśliwa codzienność. Dowiedziałam się, że mam naciekowego guza na piersi, który szybko rośnie. Rak jest agresywny, a ból nie daje mi spać, funkcjonować, nawet się śmiać... W marcu bieżącego roku wyczułam w mojej piersi maleńki guzek... Na początku myślałam, że to zwykła zmiana hormonalna, która doskwierała mi tylko w okresie napięcia przedmiesiączkowego. Jednak z czasem delikatny ból zmienił się w na tyle silny, że budził mnie z głębokiego snu i uniemożliwiał dalszy odpoczynek...  W lipcu udałam się na pierwsze badanie USG piersi, aby sprawdzić, co się dzieje. Pierwsze przypuszczenia padły na podejrzaną zmianą, którą na cito trzeba skonsultować z chirurgiem onkologiem... Wyszłam z gabinetu przerażona i natychmiast zaczęłam takowego szukać. Tydzień później dostałam się do dobrego chirurga onkologicznego.  Lekarz nazwał zmianę "raczej nowotworową", zalecił na cito zrobić rezonans magnetyczny z kontrastem i ewentualnie biopsję.  Badanie rezonansu, które miałam 25.08, potwierdziło wcześniejsze przypuszczenie — rak piersi. Dzieci widzą mnie wiecznie smutną, cierpiącą i zapłakaną. Nie chcę, aby mnie taką pamiętały... Żyję w nieustannym stresie i powracającym lęku o moje zdrowie i życie. Staram się jakoś funkcjonować, ponieważ wiem, że moje dzieci czują się wtedy spokojniejsze. Kiedy jednak zapada noc i zostaję sama z moimi myślami, płaczę ze strachu i bezradności...  Brutalnie przekonałam się, że nowotwór nie patrzy na wiek. Dzieci, nastolatkowie, czy dorośli. Każde życie jest ważne i każde może nagle się rozsypać na kawałki... Wierzę, że wszystko zależy od nastawienia — a moje jest takie, że muszę wyzdrowieć, muszę żyć, bo mam dla kogo! Przede mną dalsze badania, żeby ocenić, jak agresywny jest rak i czy zdążył dać już przerzuty... Czeka mnie na pewno operacja, potem chemia i dalsze leczenie. Wiem, że droga nie będzie łatwa, wiem, że może okazać się trudna psychicznie, fizycznie, ale również finansowo. Muszę skorzystać z każdej dostępnej metody leczenia, żeby wzmocnić organizm, żeby dać sobie radę, żeby pokonać raka i wyzdrowieć... Specjalna dieta dla chorych onkologicznie, wlewy witaminowe, suplementacja, spotkania z psychoonkologiem - to wszystko kosztuje. Już dziś trudno mi funkcjonować, a przecież mam troje dzieci, muszę być dla nich jak najdłużej i jak najbardziej sprawna... Z trudnościami fizycznymi i z odpowiednim nastawieniem dam sobie radę, pomocna będzie moja rodzina i najbliżsi. Niestety, o wsparcie finansowe muszę prosić Państwa...  Pomóżcie mi wyzdrowieć i być przy dzieciach! Pomóżcie mi towarzyszyć im w dorastaniu! Nie pozwólcie, aby rak piersi zabrał im mamę... Są jeszcze takie malutkie! Błagam!Justyna   ➡️ Grupa licytacyjna Justyny

475 891,00 zł ( 96.82% )
Still needed: 15 599,00 zł
Czaruś Sobczak
Urgent!
Czaruś Sobczak , 2 years old

URGENT! Our beloved son has a DEADLY CHILDHOOD CANCER!

February 13, 2024, 9:25 am Straight from the cancer unit, we are begging for help!  We are here again. Today, Czarek will start another treatment - radiation therapy, which will take several weeks and will be performed under general anesthesia.  Although we know that it will contribute to improving our son’s health and might save his LIFE, we’re scared of its side effects.  There's no guarantee that the treatment will prevent Czarek from cancer recurrence and more suffering. We are about to experience difficult moments - we have no idea what to expect from therapy or what toll it will take on Czarek!  The doctors have warned us about many hardships that we can face along the way - weakness or cancer recurrence due to the gene mutation. Recurrent neuroblastoma is very common and deadly due to its drug resistance. If it happens, we’ll lose a chance to save our child!       There’s only one solution to avoid recurrence - a cancer vaccine in the USA. Unfortunately, we still need over one million zlotys, and we’re running out of time! Czarek currently undergoes the last but one cycle of radiation therapy in Poland. If we don't raise the required amount, we’ll lose our son. For now, the green progress bar shows almost 50%. A vision of possible failure has been at the back of our minds. What if we don’t raise funds on time and miss a chance to save our son?  That is why we are asking you to stay with us! We will be grateful for your support! Any donation or share counts! You give us hope, which is precious when fighting for the beloved and only child. 

945 815,00 zł ( 53.6% )
Still needed: 818 705,00 zł
Rotysław Rudnicki
Urgent!
Rotysław Rudnicki , 6 years old

POMOCY❗️Pochłania go piekło nowotworu❗️Desperacka walka o życie dziecka!

Jesteśmy zrozpaczeni – mamy przerażającą wiadomość! Na kontrolnym badaniu w Barcelonie okazało się, że jest wznowa, nowotwór wrócił! Jest nowe ognisko w kości udowej! Ból, strach, łzy – emocje wróciły ze zdwojoną mocą, bo są już tak dobrze znane… Znów trafiliśmy do onkologicznego piekła, walka zaczyna się od nowa! W środku mój mały synek i ja, mogąca tylko błagać Was o pomoc, o ratunek… Było już tak dobrze… Minęły prawie 2 lata od zakończenia leczenia, odkąd przerażająca choroba opuściła nasze życie. Rostek był taki wesoły, szczęśliwy! Zaczął chodzić do przedszkola, a jesienią tego roku miał iść już do pierwszej klasy. Wszystko było dobrze i nic nie zwiastowało tego, czego wkrótce się dowiemy… Nowotwór znów postanowił odebrać dzieciństwo mojemu synkowi! Znów czyha na jego życie! Rostek nie zdążył jeszcze zapomnieć o szpitalnych murach, nie miał czasu zapomnieć o bólu, który musiał znosić podczas leczenia… Łzy w  jego oczach jeszcze dobrze nie wyschły, a my znów musiał wrócić do tej strasznej rzeczywistości! Nie ma słów, które są w stanie oddać naszą rozpacz. Wracamy do tego przerażającego świata, stajemy ponownie na początku tej samej drogi! Tym razem jest jeszcze trudniej… Mój synek jest starszy, bardziej świadomy. Strach jest większy, a w przypadku wznowy leczenie cięższe… Terapia będzie długa i kosztowna. Wstępnie została oszacowana na blisko 300 tysięcy euro! Nie mam takich pieniędzy… Nie mogliśmy czekać. Wydaliśmy wszystkie oszczędności, Rostek rozpoczął pierwszy cykl chemioterapii. Ale nie mamy z czego opłacić dalszego leczenia, chociaż od niego zależy życie Rostka! Znów staję przed Wami i błagam o pomoc… Sytuacja w naszym rodzinnym kraju, w Ukrainie, jest krytyczna – każdy o tym wie. Nie mamy szans tam zebrać tak ogromnych środków. Dlatego ponownie zwracamy się do naszych przyjaciół z Polski z błaganiem o pomoc, z prośbą o wsparcie wierząc, że i tym razem się uda. Proszę, nie omijajcie mojego synka… Nie pozwólcie mu umrzeć… Za wszystko z całego serca dziękuję.  Mama Alina ➡️ Armia Rostka - Licytacje Charytatywne ➡️ Rostek kontra neuroblastoma 

2 986 270,00 zł ( 78.38% )
Still needed: 823 315,00 zł

Follow important fundraisers