Province

  • All Poland
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Antoni Kumoś
14 days left
Antoni Kumoś , 5 years old

Układa zabawki w równym rządku, trudniej natłok myśli i emocji - pomóżmy Antosiowi❗️

Diagnoza nikogo z nas nie zaskoczyła. Była ciosem, ale była też oczywista. Obserwowaliśmy naszego synka i jego zachowanie. Wiedzieliśmy, że trzeba działać — natychmiast!  Pierwsze podejrzenia padły na wadę słuchu. Synek wołany przez nas nie reagował. Często podnosiliśmy głos sprawdzając, czy nas słyszy — często nadal kończyło się to brakiem reakcji.  Wyniki badania słuchu były poprawne. Szukaliśmy dalej i obserwowaliśmy naszego synka. Antoni zaczął bać się nagłych i głośnych dźwięków. Układał zabawki w jednym rzędzie, a kontakt z rówieśnikami nie bywał naturalny.  Nigdy nie usłyszeliśmy jak nasz synek mówi — bo nigdy nie zaczął mówić. Diagnoza była oczywista — autyzm.  Mieszkamy na wsi, jedno z nas musiało zostać w domu, drugie pracuje, a po etacie łapie się wszelkich dodatkowych prac i zajęć. Wszystko robimy po to, by nasz Antoś miał szansę lepiej żyć.  Autyzm zamyka go w innym świecie. Uniemożliwia beztroskie dzieciństwo i zabawy z rówieśnikami. Wiele razy będąc na spacerze czy na wakacjach zwracano nam uwagę, że z naszym dzieckiem dzieje się coś nietypowego. Obserwujemy go codziennie i wiemy, że tam w środku jest nasz mały Antoś. Mimo wszystko uśmiechnięty, mimo wszystko szczęśliwy, ale też bardzo potrzebujący wsparcia w poradzeniu sobie z rzeczywistością.  Stąd nasza prośba! Przedszkole i wszelkie zajęcia, na które uczęszcza nasz chłopiec są oddalone o 20, a nawet 40 kilometrów w jedną stronę. Dojazdy i same koszty za rehabilitacje i specjalistyczne leczenie są ogromne. Często zwyczajnie dla nas za duże!  Jednocześnie są konieczne do tego, aby Antoś radził sobie w przyszłości.  Prosimy o wasze wsparcie. Nawet najmniejsza pomoc kilku osób, skumulowana tutaj na zbiórce, może dać chociaż jedną godzinę terapii więcej, a to dla nas BARDZO WIELE!  Rodzice 

1 140 zł
Igor Małodziński
Igor Małodziński , 3 years old

Pomóżmy postawić Igorkowi jego pierwszy, samodzielny krok!

Nasz synek ma już 3 lata, jednak nadal wiele umiejętności typowych dla jego wieku, jest poza jego zasięgiem. Autyzm oraz opóźniony rozwój psychoruchowy sprawiły, że Igorek potrzebuje dodatkowego wsparcia.  Martwimy się o nasze dziecko. Myślimy o jego przyszłości i zależy nam, aby była dla niego łatwa. Wiemy, że musimy działać jak najszybciej, dlatego już teraz musimy zapewnić Igorkowi specjalistyczną pomoc.  Niskie napięcie mięśniowe sprawia, że synek nie chodzi, a nawet nie potrafi dłużej samodzielnie stać. Po krótkiej chwili chwieje się i po prostu upada. Dlatego zawsze musi podpierać się ściany, mebli lub być trzymany za rączki.  Igorek nadal także nie mówi i nie wskazuje palcem, co sprawia, że komunikacja z nim jest bardzo utrudniona. Perspektywa dotyku trawy, zwierząt lub innych przedmiotów o określonej fakturze, wzbudza w nim niechęć.  Nie ma innego wyjścia, jak stała i intensywna rehabilitacja oraz terapia. Musimy wzmacniać nie tylko osłabione mięśnie brzucha Igorka, ale także oswoić go ze światem, który często jest dla niego niezrozumiały.  Pragniemy uzbierać fundusze na zapewnienie naszemu dziecku rocznej, specjalistycznej opieki. Z autyzmem można nauczyć się żyć, ale tak mały chłopiec potrzebuje po prostu dodatkowej pomocy. Będziemy wdzięczni, jeżeli postanowisz nam pomóc! Rodzice Igorka

1 140,00 zł ( 3.72% )
Still needed: 29 499,00 zł
Konrad Pawlak
Konrad Pawlak , 29 years old

Konrad cudem przeżył! Wesprzyj walkę o powrót do sprawności!

Nie było mi dane mieć szczęśliwego i spokojnego dzieciństwa. Zabawy z rówieśnikami musiałem zamienić na szpitalne sale. Nie wiem ile razy do moich żył podłączone były kroplówki, ile godzin spędziłem zamartwiając się i myśląc o tym co będzie dalej.  Kiedy miałem siedem lat, po raz pierwszy doszło u mnie do wylewu krwotocznego do mózgu. W wieku 18 lat przeszedłem dwie trepanacje czaszki. Stoczyłem długą i trudną walkę – o moje życie.  Gdy wszystko się udało, byłem szczęśliwy, czułem, że urodziłem się na nowo. Niestety, krótko po tym, rezonans magnetyczny wykazał, że mam następnego tętniaka, położonego w miejscu trudno operacyjnym. Lekarze podjęli ryzyko jego wycięcia, ale niestety, nie udało się. Niedowład po prawej stronie ciała pogłębił się, a tętniak nie został całkowicie usunięty. Zdecydowano się na jego embolizację, czyli wprowadzenie cewnika z materiałem zatorowym, by likwidować nieprawidłowości żylne.  Otrzymałem nadzieję na to, że już teraz będzie dobrze, że nic mnie nie zaskoczy. I to właśnie ta nadzieja kolejny raz została mi brutalnie odebrana. Kilka lat po operacji embolizacja puściła i doznałem kolejnego wylewu krwi. Lekarze mówili, że tylko cudem przeżyję. Przeprowadzono kolejną – trzecią trepanację czaszki. Wydarzył się cud! Zaczęła się systematyczna rehabilitacja, ale w międzyczasie zastawka komorowo-otrzewnowa przestała funkcjonować i trzeba było wymienić ją na nową. Wtedy byłem również na krawędzi życia, ale zdążono z wymianą zastawki. W całej tej historii są też pozytywne momenty. 3 czerwca 2022 zostałem tatą, urodził mi się synek – największa radość w moim życiu. To wydarzenie dodało mi sił i motywacji. To w dużej mierze dla niego, jak i dla całej swojej rodziny chce walczyć. Spełniać swoje marzenia i widzieć uśmiech na twarzach bliskich mi osób. Jednym z marzeń jest to, abym mógł wziąć swojego syna na ręce... Potrzebuję pomocy w walce o powrót do sprawności. Przede mną długa i kosztowna rehabilitacja. Muszę zmniejszyć moją spastykę w ręce i nodze, poprawić mobilność w stawie skokowym oraz barku i zmniejszyć dolegliwości bólowe związane z przykurczem mięśni. W walce o zdrowie wspiera mnie cała rodzina. Najwięcej ciepła daje mi moja mama Barbara. Jest moim aniołem. pomaga na każdym kroku. Wiem, że bez niej bym sobie po prostu nie poradził. Jednak to Twoje wsparcie jest mi teraz potrzebne najbardziej. Pamiętaj – dobro powraca! Konrad

1 137 zł
Waldemar Wajsprych
Waldemar Wajsprych , 58 years old

Odzyskał przytomność, gdy jego ciało płonęło! Teraz potrzebuje pomocy!

Nazywam się Waldemar i jestem osobą z orzeczeniem o niepełnosprawności w stopniu znacznym. Jeszcze w latach 90’ uległem poważnemu wypadkowi w miejscu pracy. Naprawiając piecyk, nagle straciłem przytomność. Ostatnie co pamiętam to upadek i lecące w moim kierunku puszki z rozpuszczalnikiem! Potem wszystko stało się czarne. Gdy się obudziłem, widziałem jak moje ciało płonie! Pamiętam tylko jak biegłem w kierunku portierni, rozpaczliwie wołając o pomoc, a potem znowu zapadła ciemność... Nie jestem pewien, ile trwała, ale nade mną nagle pojawiły się jasne, oślepiające światła. Nie wiedziałem, co się dzieje. Od kogoś obok usłyszałem, że miałem wypadek i jestem teraz w szpitalu. Według lekarzy doszło do niego najprawdopodobniej przez atak padaczki, o której wtedy jeszcze nie wiedziałem. Spędziłem dwa miesiące pod aparaturą, czekając, aż rany się zagoją. Potem jednak okazało się, że poparzenia były tak rozległe, że konieczna była amputacja ręki. Inaczej mogła wdać się sepsa. Nie było zatem wyboru.  Po zabiegu spędziłem 6 miesięcy w szpitalu. W tym czasie przechodziłem wiele męczących zabiegów, leczenia i kontroli. Wtedy po konsultacjach neurologicznych w końcu stwierdzono u mnie padaczkę.  Po wyjściu ze szpitala uczyłem się żyć z niepełnosprawnością, korzystając z wszelkiej pomocy, jaką mogłem otrzymać. Świadczeń społecznych, pomocy przyjaciół... Walczyłem mimo trudności i nieprzychylnych diagnoz. Nie chciałem więcej wracać do tej przerażającej ciemności.  Los jednak był głuchy na moje pragnienia. W 2015 roku dostałem nagłego ataku padaczki na ulicy. Znów wszystko zaszło ciemnością i obudziłem się w szpitalu. Nie mogłem się ruszyć, co lekarze nazwali nagłym, chwilowym skurczem i paraliżem mięśni. Stwierdzili również, że w wyniku upadku i uderzenia w mojej głowie pojawiły się krwiaki.  Po raz kolejny potrzebna była operacja, a po niej pojawiły się powikłania – uszkodzenie nerwów i oka. Obecnie nie jestem w stanie sam pracować na swoje utrzymanie i leczenie. Przez szereg dolegliwości moja codzienność stoi pod wielką niewiadomą. Zdarza mi się nagle stracić przytomność w drodze do domu czy w autobusie. Mam wtedy wrażenie, jakby ktoś uderzył mnie w głowę i wszystko wokół po prostu zgasło, jak przy wyłączeniu zasilania.  Dlatego zwracam się do Państwa z prośbą o pomoc i wsparcie w walce z kosztami, które przytłaczają mnie każdego dnia równie mocno co dolegliwości. Koszty rehabilitacji i tlenoterapii normobarycznej przewyższają 100 złotych za jedną sesję. Nawet taka kwota jest dla mnie obciążeniem, a chciałbym w przyszłości zakupić protezę ręki, by umożliwić mi sprawność i okulary ze specjalnym filtrem, by chronić sprawne oko. Za każde wsparcie dziękuję z całego serca! Chcę żyć i walczyć dalej! Waldemar

1 132,00 zł ( 1.06% )
Still needed: 105 251,00 zł
Mirela Pardo
Mirela Pardo , 39 years old

Mirela wkrótce straci palce! Proteza pomoże jej wrócić do dawnego życia! Pomóż!

Mam na imię Mirela. Jestem szczęśliwą mężatką od 10 lat. Wspólnie z mężem wychowujemy dwójkę cudownych dzieci. Nigdy nie podejrzewałabym, że moje jak dotąd spokojne życie tak bardzo się zmieni.  Wszystko zatrzymała choroba, która została zdiagnozowana 14 lutego. Miałam zator tętniczy. Zagrożona amputacją była cała kończyna górna! Lekarze robili, co mogli niestety, niedokrwienie trwało zbyt długo i nie udało się uratować palców.  Jest to sucha martwica, co podobno jest dużo lepsze i bezpieczniejsze. Palce stracę, ale bez interwencji chirurgicznej.  Jak dotąd wiodłam całkiem zwyczajne życie. Pieczenie ciast i gotowanie sprawia mi mnóstwo przyjemności. Lubię ćwiczyć na siłowni i pływać. Od pewnego czasu pasjonuje mnie hodowla kwiatów doniczkowych. Razem z moim mężem Mariuszem mamy też ogródek, w którym hodujemy warzywa i owoce. Chciałabym móc cieszyć się dalej życiem. Chciałabym żyć bez ograniczeń. Po samoistnej amputacji będę potrzebowała rehabilitacji ręki, która niestety nie jest refundowana. Największy koszt to proteza palców. Dlatego pełna nadziei proszę Was wsparcie. Tylko dzięki Wam będę mogła wrócić do życia, które choć trochę będzie przypominało to poprzednie. Z góry dziękuję za każdą pomoc i słowo wsparcia! Mirela Kwota zbiórki jest szacunkowa

1 130,00 zł ( 1.68% )
Still needed: 65 892,00 zł
Agnieszka Sarnacka
Agnieszka Sarnacka , 53 years old

Agnieszka walczy z nowotworem! Pomocy!

Jestem Agnieszka, mam 53 lata. Od 2 lat choruję na ostrą białaczkę szpikową. Bez pomocy ludzi o dobrym sercu, nie wiem, czy dałabym radę  przejść ten wyjątkowo trudny czas choroby. Diagnozę ostrej białaczki szpikowej usłyszałam niespodziewanie pod koniec lutego 2022 r. Miałam 51 lat. Pół roku wcześniej zmieniłam pracę, by wrócić do nauczania w szkole. To było moje marzenie. W szpitalu na samym początku usłyszałam, że już nie wrócę do pracy. Musiałam spisać testament, bo w domu została zupełnie sama moja 16-letnia córka. Musiała nagle zmierzyć się z brutalną rzeczywistością, samotnością i dorosłością. Miesiąc w szpitalu, chemioterapia, remisja choroby, potem kolejne pobyty w szpitalach, chemie, toczenia krwi, w międzyczasie sepsa.  Cała rodzina, w tym moja 80-letnia mama, chorowała ze mną. Nie chciałam ich obarczać, opowiadać, jak mi jest ciężko, ale czasami się po prostu nie da. 10 sierpnia 2022 r. w Katowicach odbył się przeszczep szpiku. Dostałam najlepsze komórki od mojej siostry. Jestem wyjątkową szczęściarą, bo mam tylko jedną siostrę i to w 100% zgodną. Na oddziale przeszczepowym przebywałam 7 tygodni. Ciężka chemia przed przeszczepem, potem powikłania i oczekiwanie, by szpik zaczął pracować. Doświadczyłam wiele dobroci ze strony lekarzy, pielęgniarek i personelu. Wiedziałam, że jestem w najlepszych rękach. Czułam wokół siebie dar ludzi, którzy modlili się o moje zdrowie. Choroba odcisnęła na mnie ogromne piętno. Wszystko, co było przed diagnozą, zamknęłam, jak przeczytaną książkę. Nic już nie jest i nie będzie takie samo. Nowy szpik przyjął się, ale niestety pozostały komórki nowotworowe, dlatego leczenie wciąż trwa. Aby zahamować rozwój niekorzystnej mutacji FLT+, która nie rokuje dobrze, przyjmuję leki o silnym działaniu toksycznym i szeregu uciążliwych działaniach ubocznych. Moje zdrowie i siły nie są na tyle dobre, abym mogła pracować. Otrzymałam tylko na rok rentę chorobową.  Od 1,5 roku jestem pod stałą kontrolą poradni przeszczepowej w Katowicach i lekarza hepatologa, a także onkologa, laryngologa i dermatologa onkologicznego w Białymstoku. Wizyty kontrolne mam obecnie co miesiąc lub 3 miesiące. To 600 km w jedną stronę z ograniczeniem przebywania w miejscach publicznych, z racji osłabionej odporności. Moja córka zdecydowała się przejść na tzw. edukację domową, aby być przy mnie. W tym roku zdaje maturę. Julia jest bardzo zdolna i chciałaby rozpocząć studia. Wierzę, że uda się jej spełnić te marzenia, a ja będę mogła w nich uczestniczyć. Uśmiecham się do każdego nowego dnia i wszystkiego, co się w nim zdarzy – bez względu na to czy będzie to radosne, czy trudne. To moje drugie życie i najważniejsze, że mogę go wciąż doświadczać. Jest we mnie ogromna wdzięczność za bezinteresowną pomoc, moc życzliwości, troski i wsparcia finansowego, które są darem serca wielu przyjaciół i ludzi dobrej woli. Poczucie oparcia w drugim człowieku wspiera mnie przez cały czas i daje nadzieję, wiarę i siłę na pokonanie choroby. Walka z białaczką jest jednak bardzo kosztowna. Dojazdy do Katowic, noclegi, wizyty u lekarzy oraz leki podczas walki z chorobą są ogromnym obciążeniem finansowym. Każda złotówka jest dla mnie wielkim wsparciem. Dziękuję za ogromną wrażliwość, serdeczność i poczucie bezpieczeństwa, że nie jestem sama, mimo iż rzeczy przełomowe przeżywamy zawsze w wewnętrznej samotności. Proszę Was o dalsze wsparcie w chorobie. Tak bardzo chciałabym osiągnąć pełną remisję i móc zostawić cały ten koszmar za sobą. Wierzę, że z Waszą pomocą będzie to możliwe. Każda wpłata to krok w stronę wygranej z białaczką.  Agnieszka

1 130 zł
Antoś Bokała
Antoś Bokała , 7 years old

Choroba już na zawsze będzie kontrolować jego życie❗️Pomagamy Antosiowi❗️

Nasz synek Antoś ma 6 lat. Od 2022 roku choruje na cukrzycę typu I – insulinozależną.  Wszystko zaczęło się pod koniec wakacji, kiedy Antek nagle zaczął chudnąć. Mimo że dużo pił i jadł, wciąż tracił na wadze. Z początku myśleliśmy, że po prostu szybko rośnie. Ale kiedy nagle zaczął wymiotować, a potem przespał niemal cały weekend, zaniepokojeni pojechaliśmy na izbę przyjęć.  Tam usłyszeliśmy wstrząsającą dla nas wiadomość o cukrzycy. Wstępne badanie krwi ją potwierdziło. Okazało się również, że doszło do kwasicy ketonowej. To była kwestia dni, by nasz synek zapadł w śpiączkę… W szpitalu spędził 2 tygodnie, gdzie poinformowano nas o specjalnej diecie i postępowaniu przy cukrzycy. Antoś musi być pod stałą opieką. Ze względu na podatność na infekcje, nawet pozornie niegroźne choroby kończą się u nas wizytami w szpitalu. Cukrzyca insulinozależna sprawia, że organizm zwalcza wyprodukowane przez siebie komórki wytwarzające insulinę. Dlatego Antoś musi regularnie przyjmować zastrzyki insulinowe. Dziennie jest to nawet 15 wkłuć! Zdarzają się momenty, kiedy nasz synek rezygnuje z jedzenia, ponieważ boi się kolejnego zastrzyku.  Każdy dzień to dla nas praca i całodobowa opieka nad naszym synkiem. Monitorujemy jego stan, pilnujemy diety, uczęszczamy z nim na rehabilitacje i leczenie oddalone o 130 kilometrów od naszego miejsca zamieszkania. Do tego dochodzą koszty leków, które będzie musiał przyjmować do końca życia. Tak ciężko prosić nam o pomoc finansową… Ale kiedy chodzi o własne dziecko, pragnienie zapewnienia mu jak najlepszego życia jest silniejsze niż wstyd. Antoś mimo choroby jest bardzo dzielnym, wesołym, mądrym i energicznym chłopcem. To dodaje nam sił każdego dnia, ale koszty związane z leczeniem są murem, którego nie przeskoczymy bez wsparcia…  Rodzice

1 127 zł
Wiktoria Marek
14 days left
Wiktoria Marek , 10 years old

Jej choroby nie widać, ona niszczy od środka❗️Pomóżmy Wiktorii uwolnić się od bólu...

Silne bóle i niepokojące oznaki skierowały nas na SOR. Lekarze wzięli Wikę na oddział, zrobili kolonoskopię i okazało się, że ma bakterię. Poza tym przepisali antybiotyk i tak mogłaby zakończyć się ta historia! Niestety, ciągnie się do dziś…    Objawy nie znikały, więc dostałyśmy kolejne skierowanie na kolonoskopię od pediatry. Niestety po paru dniach spędzonych w szpitalu, Wiktoria złapała rotawirusa i badanie nie mogło się odbyć. Do terminu następnej wizyty nie dotrwaliśmy — znów trafiłyśmy na SOR. Okazało się, że Wiktoria kolejny raz ma rotawirusa. Zrobiono jej rektoskopię, jelito miała bardzo kruche i bali się, że je przebiją, więc nie można było zrobić pełnego badania. Zrobiono gastroskopię i wyszło, że ma Helicobacter…  Diagnoza była dość oczywista — wrzodziejące zapalenie jelita grubego.  Wiktoria jest odwodniona, niedożywiona, słaba. Codziennie płacze z bólu brzucha, wymiotuje, ledwo wstaje do łazienki. Ma zastoje wody w organizmie, dostaje zastrzyki przeciwzakrzepowe. Bardzo cierpi!  Na dalsze trasy zabieramy wózek, bo nie jest w stanie ustać nawet 2 sekundy. Lekarze zdecydowali się włączyć żywienie pozajelitowe. Ponadto organizm Wiktorii stopniowo pozbywa się wszelkich witamin, żelaza i potasu… Stan zrobił się naprawdę poważny!  Wiki tak bardzo cierpiała i nie radziła sobie z bólem, z tęsknotą za najbliższymi, z przebywaniem w szpitalu, że psychiatra okazał się konieczny.   Stomii na razie udało się uniknąć dzięki sterydom i mnóstwie innych leków. Jelito zostało uratowane, ale wszystkie podawane środki mogą zrobić spustoszenie w innych organach.  Spędziłyśmy w szpitalu długich 36 dni. W bólu, w zamknięciu (izolatka), w niepewności i płaczu.  W końcu 20.02.2023r. udało nam się wrócić do domu. Z receptą na ogromną ilość leków, z restrykcyjnymi zaleceniami żywieniowymi, z "przymusem" indywidualnego nauczania.  Leki to konieczność. Wiktoria zbyt często miała ból, który zwijał ją w kłębek. Moja mała córka ma stany zaostrzeń i remisji. Od momentu trafienia do szpitala schudła 12 kilogramów. Uczy się w domu, a program zapewnia jej 6 godzin nauki tygodniowo. Reszta jest w naszym zakresie... Może jak zobaczysz Wiktorię, to nie zobaczysz jej niepełnosprawności. Choroba ukrywa się w niej, zabiera siły i możliwości.  To młoda dziewczyna, przed którą całe życie! Prosimy o wsparcie w przywróceniu jej radości!  Mama

1 127 zł
Antoś Glasmann
Antoś Glasmann , 10 months old

Antoś przyszedł na świat z wadą wrodzoną stópek... Podaruj mu szansę na sprawność!

O tym, że Antoś urodzi się z chorymi nóżkami, dowiedzieliśmy się już w 2. trymestrze ciąży. Ostateczne potwierdzenie diagnozy przyszło tuż po porodzie. To właśnie wtedy mieliśmy już pewność, że o sprawność synka będziemy musieli zawalczyć… Przez pierwsze 3 miesiące po urodzeniu Antek musiał mieć założony gips na nóżkach. Niezbędne okazało się także podcięcie ścięgien. Mimo tego, że wiele dzieci potrzebuje powtarzania zabiegu, mamy głęboką nadzieję, że u Antka nie będzie takiej potrzeby. Aktualnie nasz syn jest leczony za pomocą metody Mitchella (Ponsetiego). Polega ona na zakładaniu na nogi specjalnych szyn, które pomagają w korekcji wady.  Choroba nóżek sprawia, że rozwój ruchowy Antosia jest utrudniony. Wierzymy jednak, że dzięki odpowiedniej opiece, jesteśmy w stanie dać mu szansę na sprawność.  Antoś potrzebuje regularnych wizyt u ortopedy oraz zakupu specjalistycznego obuwia. Niestety, buty muszą być wymieniane przynajmniej dwa razy do roku, a każda para to koszt ok. 1100 zł.  Prosimy o pomoc dla naszego synka. Wspólnie możemy podarować mu szansę na zdrowie i lepszą przyszłość.  Rodzice Antosia  

1 125 zł

Follow important fundraisers