
Nasz synek UMIERA... Ratunku❗️
Cel zbiórki: Ratowanie życia: transplantacja szpiku, leczenie onkologiczne
Cel zbiórki: Ratowanie życia: transplantacja szpiku, leczenie onkologiczne
Aktualizacje
Nowotwór nie ma litości❗️Zobacz, jak zmienił się nasz synek...
Niestety, nie mamy dla Was dobrych informacji... U naszego Abusia nadal spada saturacja… Lekarze wykonali wszystkie możliwe badania, wykluczyli przyczyny wewnętrzne. Doszli do wniosku, że to skutki uboczne chemioterapii, naświetlań i bardzo silnych leków, które nasz synek przyjmował i nadal przyjmuje.
Jesteśmy zagubieni, przerażeni… Każdego dnia walczymy o życie Abusia, wydajemy ogromne sumy, popadamy w długi… Ale uwierzcie, dziś problem nie leży wyłącznie w pieniądzach.
Nasz chłopczyk jest bardzo zmęczony. Jego maleńkie ciało jest wycieńczone i w ciągłym stresie. On wszystko rozumie, ale od ostatniego nawrotu choroby już do nas nie mówi. Zamilkł. Nasze serca pękają na milion kawałków — nie możemy nawet usłyszeć od niego, gdzie i co boli go najbardziej…

Tak choroba zniszczyła naszego synka...
Abuś nie może już się poruszać. Tylko rączki jeszcze są posłuszne. Leży. Tylko leży. A my możemy jedynie trzymać go za rączkę i mieć nadzieję… Lekarze robią, co w ich mocy, ale nam coraz częściej brakuje sił. Czasem ręce nam opadają ze strachu i bezsilności…
Nadal bardzo, bardzo potrzebujemy Waszej pomocy. Musimy kontynuować leczenie, bo nie mamy innego wyboru, ale nie mamy pieniędzy, by je opłacić...
Błagamy — pomóżcie nam ocalić naszego synka… 💔 Tylko dzięki Wam wciąż mamy nadzieję...
Rodzice Abusia
PILNE❗️Mamy krytycznie mało czasu na ratunek. Błagam o pomoc❗️
Nasz maleńki synek… już nigdy nie będzie chodzić. Guzy zaczęły już wrastać w kości. Mocno, bezlitośnie. Lekarze powiedzieli, że nie ma prawie żadnej nadziei. Szanse na to, że jeszcze kiedykolwiek zrobi choć jeden krok, są niemal zerowe! Jesteśmy zrozpaczeni!
Nasz synek o tym nie wie. Siedzi w wózku, patrzy na dzieci, które biegają, skaczą, śmieją się beztrosko i wyciąga do mnie swoje malutkie rączki… W jego oczach jest czekanie. Nadzieja.
On wierzy, że zaraz wstanie. Że pobiegnie za nimi. Że będzie się bawić tak, jak kiedyś. A ja… ja nie mam siły, by powiedzieć mu prawdę...
Nie potrafię mu powiedzieć, że nigdy… już nigdy…

Nie wiem, jak z tym żyć. Nie wiem, jak unieść ten ból. Modlę się tylko o jedno – żeby mój synek się nie poddał i to przetrwał. Żeby lekarze stali się rękami Boga i dali mu szansę na życie!
Niestety Abuś już zawsze będzie niepełnosprawny.
Jeszcze dwa miesiące temu biegał, a dziś jest przykuty do wózka. Dziś nie może nawet stanąć na nogach. Dziś… jest inwalidą. To jest przerażające, to rzeczywistość, która rozdziera mnie od środka. Ale teraz jest coś jeszcze ważniejszego – dalsza walka o jego życie.
Każdego dnia wydajemy od 500 do 1500 dolarów na leczenie. Nasze środki się kończą. A jak długo jeszcze potrwa ta walka? Nikt nie potrafi nam odpowiedzieć...
Trzymamy się, walczymy, uśmiechamy się przy synku. A potem, gdy tylko zaśnie, płaczemy... Płaczemy i szlochamy, dławiąc się tym bólem, tą bezsilnością, tą niesprawiedliwością.
Wybacz mi, mój synku. Wybacz, że takie jest Twoje dzieciństwo. Wybacz… Będę błagać na kolanach innych ludzi, żeby ocalili Twoje życie. Jeśli odejdziesz, nigdy sobie nie wybaczę...
Twoja mama
PILNE: Musimy zwiększyć pasek zbiórki❗️Prosimy o pomoc❗️
Kochani, niestety nie mamy dla Was dobrych informacji... Nasze serca pękają z bólu, ale ponownie musimy błagać Was o pomoc...
Kiedy rok temu prosiliśmy o otwarcie zbiórki, mieliśmy nadzieję, że zebrana kwota wystarczy, by wyrwać naszego syna z objęć tej strasznej choroby. Ale niestety, dziś tych pieniędzy dramatycznie brakuje. Stoimy nad przepaścią…
Nie możemy przerwać leczenia, bo wtedy cały ten trud, cały ból, każda łza – wszystko pójdzie na marne. A nasz synuś nie przeżyje...
Musimy zwiększyć kwotę zbiórki o kolejne 138 tysięcy dolarów i zostać w szpitalu jeszcze przez minimum 6 miesięcy...

Lekarze niestety nie potrafią powiedzieć, co będzie dalej. Szpik kostny jest teraz czysty, ale pojawiły się dwa nowe guzy – w biodrze i w kręgosłupie. W ciągu najbliższego pół roku lekarze podejmą próbę ich usunięcia. Czeka nas kolejny koszmar – wyniszczająca chemioterapia, niekończące się kroplówki…
Abuś codziennie walczy o życie. To jest dla nas najstraszniejsze – widzieć, jak synek traci siły… Jego oczy już nie błyszczą, on się nie uśmiecha, nie chodzi, tylko leży... Chemia brutalnie spaliła jego mięśnie, zostawiając go słabym i bezbronnym…
Jedyne, co może go teraz uratować – to Wasza pomoc. Jeśli nie uzbieramy potrzebnej kwoty, będziemy musieli opuścić klinikę, a wtedy szanse na wyleczenie znikną. Nie możemy do tego dopuścić…
Błagamy, pomóżcie nam... Każda złotówka to jeszcze jeden dzień walki, jeszcze jedna nadzieja, że nasz syn dostanie szansę na życie. Że minie ból, strach i łzy...
Rodzice
Opis zbiórki
Nasz koszmar zaczął się, gdy synek miał zaledwie osiem miesięcy... To właśnie wtedy lekarze powiedzieli nam, że jest śmiertelnie chory. Nie dawali nam żadnej nadziei i kazali przygotować się na najgorsze. Mimo naszej rozpaczy nie załamaliśmy się – sprzedaliśmy wszystko, co mieliśmy wartościowego i rozpoczęliśmy poszukiwanie ratunku za granicą.
W trakcie lotu do kliniki, tysiące metrów nad ziemią, stan synka dramatycznie się pogorszył. Gdy tylko wylądowaliśmy, zostaliśmy pilnie hospitalizowani na oddziale intensywnej terapii. To tam czekała na nas wstrząsająca diagnoza – ostra białaczka limfoblastyczna. Rozpoczął się wyścig z czasem o życie naszego dziecka.

Synek leżał na łóżku podłączony pod kroplówkę z chemioterapią, a my mogliśmy tylko ocierać jego łzy. Taki maleńki, bezbronny i niewinny… Dlaczego?
Niestety, gdy myśleliśmy, że nic gorszego nie może się stać, lekarz przekazał nam najgorsze możliwe wieści. Komórki nowotworowe były zbyt silne, chemioterapia nie pomagała… Niezbędny był natychmiastowy przeszczep szpiku! Musieliśmy zadłużyć się, by ratować nasze dziecko!
Z wielką nadzieją walczyliśmy o jego życie. Przeszczep odbył się pomyślnie i przez pół roku byliśmy pod stałą opieką lekarzy. Gdy wydawało się, że najgorsze jest już za nami – koszmar powrócił na nowo. Po miesiącu od powrotu do domu u synka pojawił się guz pod lewym okiem. Nasz świat zawalił się po raz kolejny.

Całe piekło, przez które przeszliśmy, zaczęło się od nowa: znów leczenie, znów narkozy, badania. Lekarze przepisali cztery bloki chemioterapii. Po czterech miesiącach leczenia synek wszedł w remisję i ponownie zostaliśmy wypisani ze szpitala. Niestety, nie było nam dane cieszyć się szczęściem… Niedługo później zauważyliśmy, że obok ucha pojawił się kolejny guz… Wiedzieliśmy, co to oznacza, lecz nie chcieliśmy w to uwierzyć...
Po przeprowadzeniu badań lekarze powiedzieli nam, że pojawił się guz w jego węzłach chłonnych i trzeba ponownie rozpocząć leczenie. Niezbędne są kolejne dwa bloki chemioterapii i drugi przeszczep szpiku kostnego. Nie jesteśmy w stanie już powstrzymać łez… Na pierwszą operację wydaliśmy już wszystko, co mieliśmy – a także wszystko, co mogliśmy pożyczyć.

Koszt przeszczepu i chemioterapii wynosi ponad 400 tysięcy złotych! Nie jesteśmy w stanie zgromadzić tak ogromnych pieniędzy sami... Taka jednak jest cena życia naszego maleńkiego chłopca i musimy ją zapłacić!
Błagaliśmy lekarzy, żeby przyjęli nas na leczenie na kredyt. Rozpoczęliśmy leczenie, jednak natychmiast musimy uregulować opłaty za pierwsze dawki chemioterapii oraz nadchodzący przeszczep.
My nie prosimy, lecz błagamy o ratunek. Codziennie patrzymy w ufne oczy synka i widzimy, jak powoli gaśnie… Jesteście naszą jedyną nadzieją na ratunek! Bez okrutnie drogiego leczenia nasze dziecko czeka ŚMIERĆ.
Rodzice
- Wpłata anonimowa30 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- 20 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowaX zł