Lokalizacja

  • Cała Polska
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Anna Hadryś
Anna Hadryś , 25 lat

Nieleczona choroba może prowadzić do kalectwa! Jedyny ratunek to kosztowna operacja... Pomocy!

Cześć, mam na imię Ania i mam 25 lat. Od wielu lat zmagam się z kompleksem nóg, ale rok temu mimo utraty kilogramów zaczęłam dostrzegać, że ich wygląd się nie zmienia, a one same w sobie zaczęły mnie boleć. Całe życie od wielu lekarzy i wśród innych słyszałam, że zapewne zbyt dużo jem i za mało się ruszam. Z czasem gdy zwiększyłam aktywność fizyczną, słyszałam, że za dużo ćwiczę i dlatego nie chudnę. Korzystanie z usług dietetyków, trenerów personalnych na nic się zdało, problem większych nóg pozostał ze mną do dzisiaj. Żadne zalecenia nie przynosiły efektów... W wieku dojrzewania przez bezsilność oraz niemiłe komentarze zachorowałam na zaburzenia odżywiania, ponieważ za wszelką cenę starałam się schudnąć. Od wielu lat terapia oraz leczenie pochłania większość mojej wypłaty. W międzyczasie, kiedy moje zdrowie psychiczne zaczęło się stabilizować, zauważyłam, że mimo utraty kilogramów, moje nogi nadal pozostają większe i zaczynają się robić bolesne.  Po kliku latach poszukiwania przyczyn problemu, niekończących się konsultacjach i badaniach w końcu usłyszałam diagnozę – lipodemia. Niestety, od razu usłyszałam także, że na tę chorobę nie ma lekarstwa – jest nieuleczalna. Lekami i drenażami można zapobiegać pogłębianiu się choroby, ale niestety jej nie cofniemy. Wtedy też pierwszy raz usłyszałam o liposukcji lipodemii. Próbowałam na własną rękę zwalczyć chorobę. Chodziłam na siłownię, uprawiałam dużo sportu, wprowadziłam dietę, uczęszczałam prywatnie na drenaże limfatyczne, ale niestety – to wszystko zdało się na nic. Konsultacje ze specjalistami potwierdziły to, czego tak bardzo się bałam... W moim przypadku pozostaje tylko operacja. Niestety, z czasem padł kolejny cios – nie tylko moje nogi są chore. Ręce również potrzebują zabiegu liposukcji, co dodatkowo komplikuje sprawę.  Tkanka tłuszczowa w lipodemii nie jest możliwa do redukcji, nawet najlepsze dieta czy trening nie pozwolą mi się jej pozbyć. Największym problemem nie jest jednak mój wygląd, a ból, który ta tkanka mi sprawia.  Każda z planowanych operacji jest bardzo kosztowna, ponieważ żadna pomoc w kierunku leczenia lipodemii nie jest w Polsce refundowana. Kobiety takie jak ja, są skazane same na siebie. Niestety, ale sama muszę opłacić operację, rajstopy uciskowe, które pomogą w rekonwalescencji, drenaże, które po operacji są niezbędne. Dlatego zwracam się z prośbą do każdej osoby, która chciałaby mnie wesprzeć w walce z chorobą. Na ten moment choroba jest w stadium drugim, trzecie prowadzi już do kalectwa. Nogi mnie codziennie bolą, boleśnie obcierają się do krwi, puchną i tworzą się bolesne siniaki.  Chcę żyć jak kiedyś. Chcę biegać, spacerować z przyjemnością, zakładać ubrania, które lubię, a przede wszystkim – żyć bez bólu. Sama zawsze chętnie wspieram takie inicjatywy, ale nie sądziłam, że kiedykolwiek samej mi przyjdzie z niej skorzystać, co nadal jest dla mnie trudne… Będę dozgonnie wdzięczna za pomoc. Każda wpłata czy udostępnienie to dla mnie krok w stronę zdrowia i lepszego jutra. Ania

90,00 zł ( 0,07% )
Brakuje: 127 570,00 zł
Miłosz Kamiński
Miłosz Kamiński , 4 latka

Łopatka Miłoszka przyrosła do kręgosłupa❗️To ostatni moment na operację❗️

U naszego synka zdiagnozowano rzadką, wrodzoną chorobę Sprengla. Diagnoza decyduje o tym, jak wygląda dzieciństwo Miłoszka: intensywna rehabilitacja od pierwszych dni życia i operacja, która musi się odbyć, by uratować jego kręgosłup! Nie mamy dużo czasu, dlatego  z serca prosimy o Wasze wsparcie! Łopatka Miłoszka przyrosła do kręgosłupa. Przez 2 lata po przyjściu synka na świat nie mieliśmy o tym pojęcia. Asymetrię w ułożeniu łopatek próbowaliśmy zniwelować intensywną rehabilitacją i terapią z osteopatą. To dzięki tej ciężkiej pracy Miłosz funkcjonuje dzisiaj tak dobrze! Niestety, fizjoterapia nie uratuje go przed postępującą DEFORMACJĄ kręgosłupa i klatki piersiowej! Miłosz na przekór losowi, rozwija wiele pasji. Razem ze swoją starszą siostrą jeździ rowerem, a także na nartach i łyżwach. To prawdziwy wojownik! Niestety, bez operacji będzie mógł jedynie przyglądać się Milence uprawiającej sporty, które oboje tak bardzo kochają! Im większy jest Miłoszek, tym większa powstaje różnica w ułożeniu łopatek i ramion. Syn zaczyna dostrzegać, że wygląda inaczej niż rówieśnicy. Nie jest już w stanie wyprostować lewej ręki… Z czasem jego ruchy będą coraz bardziej ograniczone. Pojawi się BÓL… Rozpłyną się myśli o spełnieniu marzeń… Miłosz jest już zakwalifikowany do operacji. Z góry dziękujemy za każdą pomoc i wsparcie. Rodzice

11 733,00 zł ( 31,51% )
Brakuje: 25 502,00 zł
Antek Juszkiewicz
Antek Juszkiewicz , 16 lat

Walka z SMA trwa – pomóż Antkowi!

SMA – te trzy litery to postrach każdego rodzica! Od lat żyję ze świadomością, że mój syn jest ciężko, nieuleczalnie chory... By jak najbardziej spowolnić postęp choroby, potrzebna jest intensywna rehabilitacja  Antek to uśmiechnięty, pełen życia chłopak. Ma wiele planów i marzeń – uwielbia szkołę, chce w przyszłości zostać programistą. Od rówieśników różni go jedna rzecz – jego organizm zaatakowała okrutna choroba, SMA. To rdzeniowy zanik mięśni, który postępuje z czasem. Im Antek jest starszy, tym trudniej mu się poruszać i oddychać. Syn przyjmuje lek, który pomaga w opóźnieniu rozwoju choroby, jednak to nie wystarcza. Ogromnie ważna jest również rehabilitacja, która wzmacnia ręce i nogi, a dzięki ćwiczeniom mięśni płuc, Antkowi łatwiej się oddycha.  Koszty rehabilitacji niestety przekraczają moje skromne możliwości finansowe. Syn szybko rośnie, dlatego tym bardziej nie możemy zrezygnować z ćwiczeń. Robię wszystko, by przyszłość Antka była jak najłatwiejsza, ale sama nie dam rady. Już raz udowodniliście, jak wielkie są wasze serca! Choć nie jest mi łatwo, ponownie proszę o Waszą pomoc... Proszę, pomóż nam stawić czoła trudnej codzienności. Każda godzina rehabilitacji to ogromne wsparcie w walce Antka z SMA. Z całego serca dziękuję za okazaną pomoc! Mama

374,00 zł ( 2,83% )
Brakuje: 12 818,00 zł
Karolina Bulińska
Karolina Bulińska , 26 lat

„Mamo, ja nic nie widzę!” – Karolina walczy ze stwardnieniem rozsianym❗️

Z początku objawy przypominały przeziębienie. Później doszły wymioty i zawroty głowy. Niestety, zwykłe leki nie pomagały, a stan córki dramatycznie się pogarszał. W najgorszych koszmarach nie podejrzewałam, jaką usłyszymy diagnozę! Karolina jest bardzo obowiązkowa i zaangażowana w pracę. Gdy pojawiły się pierwsze objawy choroby sądziła, że to tylko chwilowe osłabienie. Jednak córka czuła się coraz gorzej – pojawiły się drżenia rąk, zawroty i bóle głowy, bezsenność. Pewnego dnia Karolina obudziła się i krzyczała: „Mamo, ja nic nie widzę!”. Natychmiast pojechałyśmy do szpitala, gdzie wykonano tomograf, rezonans magnetyczny i pobrano płyn mózgowo-rdzeniowy do badań. Wyniki były jednoznaczne – Karolina choruje na stwardnienie rozsiane. Nie mogłam w to uwierzyć… To najstraszniejszy wyrok, który może usłyszeć matka! Trudno mi zrozumieć, że choroba nigdy nas nie opuści. Nie istnieje lek, który mógłby uwolnić moją córkę z sideł stwardnienia rozsianego!  Od połowy kwietnia Karolina przebywa na oddziale rehabilitacji neurologicznej, gdzie walczy, by stanąć na nogi. Niestety, na razie jej organizm jest wycieńczony – pojawił się paraliż lewej strony ciała. Każda chwila spędzona w szpitalnych murach okupiona jest bólem. Lekarze zaznaczają, że już niedługo Karolina zostanie wypisana ze szpitala. To wtedy zacznie się dla nas prawdziwa walka o sprawność. Niestety nasze mieszkanie nie jest na to przygotowane – żyjemy w bloku z wczesnych lat 60-tych. Przejścia między pokojami są zbyt wąskie, by córka mogła przejechać na wózku. Aby Karolina mogła korzystać z łazienki, musimy ją całkowicie zmodernizować i przystosować do rzeczywistości życia z chorobą. Trzeba także zlikwidować wannę i przerobić całą starą instalację wodno-kanalizacyjną. Stwardnienie rozsiane wkroczyło w nasze życie znienacka i dramatycznie je zmieniło. Dotychczas żyłyśmy bardzo skromnie i perspektywa opłat związanych z leczeniem i przystosowaniem mieszkania nas przeraża.  Nie możemy się jednak poddać! Karolina jest dla mnie najważniejsza i zrobię wszystko, żeby ułatwić jej funkcjonowanie i walkę z chorobą. Jako mama, z całego serca proszę Was – pomóżcie mojej córce!  Marzena, mama

1 796,00 zł ( 3,37% )
Brakuje: 51 396,00 zł
Henryk Czechura
Pilne!
Henryk Czechura , 64 lata

KRYTYCZNIE MAŁO CZASU❗️Liczą się już nie dni a godziny – ratujemy życie Henryka❗️

PILNE! Liczą się już nie dni a godziny. W maju zdiagnozowano u Henryka guza mózgu – glejaka IV stopnia. Bez leczenia zostało kilka miesięcy życia, została ostatnia szansa – natychmiastowa operacja! Już w niedzielę 2 czerwca przyjęcie do szpitala – prosimy o pomoc! Mam na imię Henryk, mam 64 lata, jestem emerytowanym górnikiem i chciałbym Wam opowiedzieć moją historię. Całe swoje życie pracowałem fizycznie. Pył, ciężkie warunki pracy spowodowały u mnie pylicę zdiagnozowaną w 2016. Kolejne lata były spokojne, a jako osoba aktywna uwielbiałem przydomowe prace – majsterkowanie, drobne remonty. Niestety jesień 2021 roku przyniosła dla mnie i mojej rodziny straszną  wiadomość. U kochanej żony Stefani zdiagnozowano raka piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Następnie pełna mastektomia i trudna walka ze spustoszeniami w organizmie, jakie zostawiła chemioterapia, radioterapia i immunoterapia. Dodatkowo obecnie ze względu na bóle w klatce piersiowej czekamy na wyniki badań – czy nie ma przerzutów do kości. Przyszedł maj 2024, zaczęło się niewinnie. Początkowo ból głowy, który wydawał się być całkiem normalny. Jednak kolejnego dnia pojawił się niedowład lewej strony twarzy. Życie uratowała mi moja żona, która zadzwoniła na pogotowie widząc jak wyglądam i jak powoli tracę świadomość. Trafiłem na oddział neurologiczny. Tam zaczęło się rozpaczliwe szukanie odpowiedzi na pytanie, co mi dolega. Lekarze na początku podejrzewali udar. Niestety po dalszych, dokładnych badaniach okazało się, że prawda jest dużo gorsza. Wyszło, z czym będę musiał się zmierzyć... W głowie znaleziono guza – glejaka płata czołowego IV stopnia. Jednego z najgorszych i najbardziej agresywnych nowotworów mózgu. Ta wiadomość spadła na nas jak grom z jasnego nieba – kolejny nowotwór w rodzinie. Po spotkaniu z lekarzem dowiedzieliśmy się, że rozmiar guza nie pozwala na jego resekcję. Dalsze konsultacje w różnych placówkach potwierdzały, że guz jest nieoperacyjny, a mi pozostało odliczać dni i czekać na najgorsze...  Dzięki determinacji mojej rodziny – żony, córki, syna – trafiłem do doktora Witolda Libionki, operującego w Kluczborku, który podejmie się operacji. Wycięcie guza to dla mnie JEDYNA szansa na życie! Nowotwór jest agresywny, bardzo szybko rośnie – liczą się godziny! Operacja jest bardzo kosztowna... Dodatkowo potrzebne są także środki na dalsze leczenie onkologiczne, badania, rehabilitację, suplementację. Zamierzam walczyć o swoje życie do końca. Bardzo proszę o wsparcie nie tylko mnie, ale całej mojej rodziny w tym trudnym okresie. Za każde słowo i pomoc z całego serca dziękujemy! Henryk

16 733,00 zł ( 7,86% )
Brakuje: 196 033,00 zł
Krystian Jaśkiewicz
Krystian Jaśkiewicz , 35 lat

POMOCY! Zawalcz z nami o zdrowie i sprawność Krystiana!

Gdybyśmy mogli, najchętniej wyrwalibyśmy ten straszny dzień jak kartkę z kalendarza. Byliśmy przerażeni, gdy znaleźliśmy Krystiana nieprzytomnego przy samochodzie. Od razu zawezwaliśmy pogotowie, jednak obawialiśmy się, czy pomoc dotrze na czas!  To było dokładnie 30 kwietnia 2024 roku. Gdy tylko Krystian dotarł do szpitala, lekarze zlecili szereg badań. Z diagnozą wrócili do nas szybko – udar niedokrwienny mózgu… To brzmiało jak wyrok! A dodatkowo miał sparaliżowaną całą prawą stronę ciała… Krystian odzyskał świadomość dosyć szybko, jednak problemy z mową, pamięcią, poruszaniem ręką czy nogą były ogromne. Dzięki determinacji codziennie walczył o swoją sprawność i wypracowywał kolejne małe sukcesy. Mieliśmy nadzieję, że wszystko idzie ku lepszemu, gdy nagle otrzymaliśmy kolejną druzgoczącą diagnozę! Lekarze wykryli u Krystiana skrzeplinę balotującą w lewej komorze serca! Jeszcze tydzień spędził w szpitalu, a później został wypisany do domu, ale jako pacjent wyłącznie leżący… Dziś Krystian nie może wstać nawet na chwilę, a już tym bardziej być rehabilitowany. Obecnie przyjmuje kosztowne leki i jest przygotowywany do operacji serca. Z dniem tego strasznego zdarzenia zmieniło się życie nie tylko Krystiana, ale również całej naszej rodziny. Koszty każdego dnia rosną i nie dajemy już rady. Zastrzyki, leki, rehabilitacja, specjalistyczny sprzęt… Toniemy w morzu potrzeb! Prosimy – wyciągnij do nas pomocną dłoń! Rodzina Krystiana

7 135 zł
Małgorzata Jurkowska
Małgorzata Jurkowska , 48 lat

Choroba przyniosła ogromny ból i zamknęła Małgosię w czterech ścianach! Pomóż w walce o zdrowie!

Zawsze byłam radosną i chętną do pomocy innym osobą. Miałam głowę pełną marzeń i planów i starałam się z optymizmem patrzeć w przyszłość. Niestety, wraz z rozwojem choroby, moje życie zmieniło się nieodwracalnie, a ja zostałam zamknięta w swoim małym więzieniu... Proszę, pomóż mi się z niego wyrwać! W 1997 roku zaczęłam chorować na kręgosłup – czułam ból, który utrudniał mi chodzenie i wykonywanie wielu czynności. W tym czasie, na skutek bankructwa firmy, utraciłam pracę, a ponieważ stan mojego zdrowia się pogarszał, nie mogłam podjąć kolejnej. Dyskopatia i przepuklina kręgosłupa nadal się pogłębiały. W następnych latach towarzyszyły mi kolejne dolegliwości: jelito drażliwe, ból żołądka, serca i głowy – lekarze nie mogli znaleźć przyczyn! Nie poddawałam się jednak i szukałam źródła swoich problemów. W 2017 roku, po wielu latach badań, zdiagnozowano u mnie dystonię. Obecnie już od lat nie wychodzę z domu, mam kłopot z chodzeniem i wykonywaniem podstawowych, codziennych czynności. Dokucza mi sztywność szyi, karku, tułowia, rąk i stóp oraz napięcie mięśni. Muszę korzystać z pomocy rodziców i opiekunki z MOPR-u. Większość dnia leżę w łóżku, z powodu bólu, który podczas leżenia jest choć trochę mniejszy. Od kilkunastu lat leczę się również na depresję. Korzystam z pomocy psychologa, który przychodzi do mnie do domu. Dzięki Waszej dotychczasowej pomocy udało się zebrać środki na rehabilitację i zakup leków, opłacenie terapii. Bardzo Wam za to dziękuję. Niestety, moja walka z chorobą trwa nadal i po raz kolejny potrzebuję wsparcia... Mój stan zdrowia się pogarsza. Choroba postępuje, a ja strasznie cierpię z powodu usztywnienia głowy, szyi, pleców, z powodu napiętych mięśni i wielu innych dolegliwości. Pomagają mi rodzice, których środki finansowe już nie pozwalają na opłacenie całkowitych kosztów rehabilitacji. Potrzebuję częstych, najlepiej codziennych zabiegów dla rozluźniania mięśni (pole magnetyczne, laser, masaż), a także kosztownych leków... Moim marzeniem jest wyzdrowieć, poczuć się lepiej i wrócić do pracy, móc znowu spacerować i cieszyć się otaczającą przyrodą, choć dziś wydaje się to nieprawdopodobne. Jednak muszę walczyć i próbować, aby nie było gorzej – a może nadejdzie poprawa? Z całego serca proszę Was – wyciągnijcie do mnie pomocną dłoń! Wierzę, że z Waszym wsparciem mogę odzyskać zdrowie i sprawność oraz wrócić do normalnego życia. Każda wpłata to dla mnie ogromna szansa i nadzieja na lepsze jutro! Małgosia

767,00 zł ( 9,01% )
Brakuje: 7 744,00 zł
Kaja Pałgan
Kaja Pałgan , 4 latka

Mała Kaja dołączyła do grona Milczących Aniołów! Trwa walka z zespołem Retta!

Kilka miesięcy przed drugimi urodzinami rozwój Kai zaczął nas bardzo niepokoić. Podczas gdy gubiliśmy się, krążąc bezradnie między gabinetami specjalistów, bezlitosna choroba pustoszyła organizm naszej córeczki. Nie mogliśmy jej pomóc, żyjąc w okrutnej niewiedzy… Dziś znamy już diagnozę i stajemy do walki! Prosimy, pomóżcie nam! Kaja późno postawiła swoje pierwsze kroki. Często upadała. Wydawało nam się, że nie zauważa przeszkód na swojej drodze. Choć potrafiła wypowiedzieć kilka słów, jeść samodzielnie i bawić się, w jej spojrzeniu i uśmiechu było coś, co wzbudzało nasz lęk. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że przyjdzie nam bać się tak bardzo… Rozpoczęliśmy terapię logopedyczną i rehabilitację. Skonsultowaliśmy sytuację Kai z okulistą i neurologiem. Wykonaliśmy badanie EEG. Zapis wskazywał na epilepsję, ale ze względu na brak ataków nie zostało wprowadzone leczenie.  Czekaliśmy na efekty specjalistycznej opieki, którą otoczyliśmy córeczkę. Nie przyszły. Zamiast postępów, do naszego życia wkroczył POTWÓR! Krok po kroku rozgościł się w nim na dobre, choć długo nie chciał pokazać swojej prawdziwej twarzy. Gdy Kaja skończyła 2,5 roku, w jej rozwoju nastąpił ogromny REGRES! Córka zaczęła reagować złością na różne sytuacje. Zaczęła gryźć nas i siebie. Nie mogliśmy jej przytulić, jakby nasz dotyk sprawiał jej cierpienie! Kaja przestała reagować na swoje imię i mówić! Nie utrzymywała kontaktu wzrokowego. Utraciła umiejętności, które już nabyła… Nie poznawaliśmy własnego dziecka. Nie spaliśmy w nocy ze strachu, że gdy się obudzimy, będzie jeszcze gorzej! W międzyczasie słyszeliśmy różne diagnozy. Gdy niemal pogodziliśmy się z jedną, spływała na nas kolejna. W końcu usłyszeliśmy tę ostateczną. Niemal wyrok – zespół Retta… To okrutna choroba, która dotyka wyłącznie dziewczynki… Towarzyszą jej niekontrolowane ruchy rąk, problemy z równowagą, trudności z oddychaniem i napady padaczkowe. Ataki, podczas których Kaja sztywnieje, a potem opada z sił, zdarzają się CODZIENNIE. Raz tylko na chwilę, raz są to serie napadów, które trwają nawet do pół godziny! Po wszystkim córeczka przelewa się nam przez ręce. BOI SIĘ! Kaja mierzy się też z hiperwentylacją, która prowadzi do osłabienia organizmu.  Wreszcie wiemy, z czym musimy walczyć. To daje nam przewagę nad chorobą córeczki. Odpowiednia opieka specjalistów i oddziaływania terapeutyczne owocują poprawą stanu Kai. Im szybciej zaczniemy działać, tym lepsze osiągniemy efekty! Nie brakuje nam determinacji, jednak przeszkodą są finanse... Chcielibyśmy zapewnić naszej dziewczynce intensywną rehabilitację, niezbędne wizyty u specjalistów,  dodatkowe zajęcia z logopedą, terapeutą SI i inne zajęcia, które pomogą Kai w lepszym funkcjonowaniu.  Prosimy, usłyszcie nasze wołanie o pomoc! Bez Was nie mamy szans, by pomóc własnemu dziecku... Z serca dziękujemy za każdą złotówkę! Ewelina i Marcin, rodzice

2 742,00 zł ( 8,59% )
Brakuje: 29 173,00 zł
Remik Komorowski
Remik Komorowski , 8 lat

Choroby genetyczne utrudniają rozwój Remisia! Pomóż w walce o lepsze jutro!

Zwracamy się do Was z prośbą o wsparcie dla naszego syna Remisia, który jest wyjątkowym dzieckiem z niepełnosprawnością. Remiś uczęszcza do przedszkola specjalnego i zmaga się z dwoma chorobami genetycznymi – zespołem Sotosa oraz nefrokalcynozą.  Od urodzenia Remiś jest objęty intensywną rehabilitacją, a od 11. miesiąca życia regularnie uczęszcza na zajęcia logopedyczne, terapię ręki, integrację sensoryczną oraz spotkania z psychologiem. Od dwóch lat korzysta także z terapii behawioralnej. Niestety, Remiś nie mówi werbalnie i komunikuje się za pomocą tabletu z Mówikiem. Dodatkowo cierpi na niedosłuch oraz wadę wzroku. Używa aparatów słuchowych, nosi okulary oraz ortezy na nogi. Posiada orzeczenie o niepełnosprawności i kształceniu specjalnym. Obecnie Remiś wyrósł ze swojego trójkołowego roweru i potrzebuje większego, specjalistycznego roweru, który pomoże mu w codziennej rehabilitacji. Taki rower wzmocni jego mięśnie, zmniejszy przykurcze i, w połączeniu z zaopatrzeniem ortopedycznym, zwiększy jego mobilność. Niestety, koszt specjalistycznego roweru jest dla nas znacznym wydatkiem, którego nie jesteśmy w stanie pokryć sami. Dlatego zwracamy się z prośbą o wsparcie finansowe na zakup tego niezbędnego sprzętu dla Remisia. Każda wpłata to dla nas ogromne wsparcie i szansa na lepszy rozwój synka! Wierzymy, ze dobro wysłane w świat – wraca z podwójną mocą! Rodzice Remisia

785,00 zł ( 16,04% )
Brakuje: 4 109,00 zł

Obserwuj ważne zbiórki