Lokalizacja

  • Cała Polska
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Piotruś Morawski
Piotruś Morawski , 4 latka

Piotruś mierzy się z autyzmem! Pomóż zbudować most porozumienia!

Do drugiego roku życia Piotrusia, byliśmy pewni, że naszemu dziecku nic nie dolega. Wydawało się, że rozwój synka przebiega prawidłowo. Wszystko zmieniło się, kiedy usłyszeliśmy diagnozę. Piotruś zmaga się ze spektrum autyzmu! Pierwsze nieprawidłowości w zachowaniu synka zauważyła jego wychowawczyni ze żłobka. Przekazała nam, że Piotruś unika zabaw z innymi dziećmi, nie je i nie chce współpracować. Te rozpoznania skierowały nas do poradni psychologiczno-pedagogicznej, gdzie po serii badań, zdiagnozowano u niego autyzm. Byliśmy wstrząśnięci! W ciągu następnych dwóch lat lista nietypowych zachowań powiększyła się o wybiórczość pokarmową oraz agresję. Piotruś unika kontaktu z rówieśnikami. Szybko nudzi się nowymi aktywnościami. Woli bawić się sam. Mamy problem z komunikacją z synkiem. Wypowiada pojedyncze słowa i nie rozumie większości zdań, które do niego kierujemy. Ma swój świat, w którym najbardziej kocha przytulać pluszowe misie i bawić się samochodzikami.  Postępy przynosi terapia. Zarówno przedszkolna, jak i prywatna. Nasz synek wydaje się rozumieć dużo więcej. To jeszcze wciąż za mało, żebyśmy przestali się niepokoić. Niestety, koszty jego terapeutycznych zajęć znacznie przewyższają nasz domowy budżet. Wszystko to sprawia, że potrzebujemy Waszej pomocy! Widzimy, jak radosnym chłopczykiem jest nasz synek. Chcemy, by było tak przez całe jego życie, dlatego trzeba działać szybko, dopóki jest jeszcze malutki. Marzymy o jego samodzielności i pięknym dzieciństwie. Wasze wsparcie jest tu kluczowe. Prosimy Was o pomoc! Rodzice Piotrusia

83 zł
Artem Padziałowski
Artem Padziałowski , 4 latka

Mój synek umiera – zabija go DMD❗️Błagam, uratuj go❗️

O swojej ciąży dowiedziałam się w grudniu 2018. Do tego ważnego dnia przygotowywaliśmy się, jak tylko potrafiliśmy. Odwiedzaliśmy wszystkich możliwych lekarzy, robiliśmy badania. Dbałam o dietę i zdrowy tryb życia. Nie mogłam doczekać się, kiedy w końcu zobaczę synka. Nie mogłam przeczuwać, że nasza historia będzie tak dramatyczna... To był przepiękny dzień. Artem urodził się 14 sierpnia 2019 roku, jako zdrowy i silny chłopiec. Byłam najszczęśliwszą mamą na świecie. Synek rozwijał się jak większość dzieci w jego wieku. Jedyne co nas niepokoiło to, że w wieku 2 lat jeszcze nie mówił. Lekarze nie widzieli jednak nic niepokojącego, uspokajali nas i mówili, że gdy pójdzie do żłobka sytuacja się poprawi. Po 4 miesiącach w żłobku Artem zaczął mówić. Odetchnęliśmy z ulgą, że rozwija się prawidłowo. Jednak po jakimś czasie zaczęliśmy zauważać, że mało biega, woli spędzać czas w piaskownicy, podczas chodzenia zawsze chce trzymać nas za rękę. Tłumaczyliśmy sobie upodobania syna spokojnym charakterem i temperamentem.  Potem zwróciliśmy uwagę na to, że Artem często się przewraca, łatwo się męczy podczas chodzenia i ma problem z wchodzeniem po schodach. Syn cały czas nas prosił, byśmy trzymali go za rączkę. Pewnego dnia na spacerze poprosiliśmy go, by z nami poskakał. Nie był w stanie. Pomyśleliśmy, że może nie umie. Zaczęliśmy go uczyć. Nie był w stanie nawet tego powtórzyć. Pojawiły się skurcze w nogach. Zwróciliśmy się do lekarzy, ale przekonali nas, że nie ma się czym martwić. Mniej więcej przed świętami w żłobku Artemka odbywała się sesja zdjęciowa. Fotograf poprosił dzieci, by przykucnęły. Wszyscy kucnęli oprócz naszego syna. Okazało się, że prawie całkowicie zatracił ten nawyk. Wtedy wiedzieliśmy już, że dzieje się coś poważnego.  Zaczęliśmy szukać dalej, co jest przyczyną. Konsultacje, badania i poszerzona diagnostyka w końcu dały odpowiedź. W lutym 2024 zapadła straszna diagnoza – dystrofia mięśniowa Duchenne’a.  Kiedy usłyszałam te słowa pomyślałam, że moje serce tego nie wytrzyma. DMD to choroba genetyczna, która podstępnie osłabia mięśnie – najpierw rąk i nóg, aż chory staje się całkowicie niezdolny do poruszania. Potem atakuje mięśnie odpowiedzialne za oddychanie, powodując poważne problemy do tego stopnia, że konieczne staje się wsparcie respiratorem. Z czasem choroba atakuje serce, które może dożyć maksymalnie kilkunastu lat.  Naszą jedyną nadzieją jest kosztowne leczenie w USA – terapia genowa, która może powstrzymać chorobę. Warunek jest jeden – ponad 12.5 MILIONA złotych. Mamy krytycznie mało czasu na zebranie pieniędzy, ponieważ lek można przyjąć wyłącznie wtedy, gdy spełnia się narzuconą z góry granicę wieku – jeśli nie zdążymy, Artem nie otrzyma leczenia, a choroba będzie podstępować dalej. Błagam nasza historia nie może zakończyć się tragedią! Artem może żyć, jak inne dzieci, ale sami nie uzbieramy tak niebotycznej kwoty. Z całego serca proszę Was o pomoc. Ta zbiórka jest naszą jedyną szansą! Rodzice Artema

1 648,00 zł ( 0,01% )
Brakuje: 12 655 607,00 zł
Samuel Niedziałkowski
Samuel Niedziałkowski , 4 latka

Zawalcz z nami o lepsze jutro Samuela! Potrzeba tak niewiele...

Bardzo dziękujemy za Wasze dotychczasowe wsparcie! Dzięki Wam Samuel osiągnął spektakularne efekty! Prosimy, trwajcie przy nas! Nie każdy ma szczęście urodzić się silnym i zdrowym dzieckiem, zwłaszcza wtedy, gdy tak, jak w przypadku Samuela, ciąża kończy się już w 24. tygodniu. Zdawaliśmy sobie sprawę, że przedwczesny poród może doprowadzić do wielu powikłań, jednak nie byliśmy w stanie określić, z jakimi przeciwnościami losu będzie zmagał się Samuel.  Nasz synek w chwili porodu był ważącą zaledwie 650 gramów i mierząca jedynie 28 centymetrów długości kruszynką. Mieścił się w dłoni. Jego rączki i nóżki wyglądały jak okruszki. Czas, który powinien spędzić pod sercem matki, Samuel spędził na walce o życie. Przez pięć miesięcy przebywał na oddziale intensywnej terapii, a gdy w końcu udało nam się wrócić do domu, razem z nami wróciła okrutna diagnoza, która na zawsze zmieniła nie tylko życie naszego syna, ale i całej rodziny…  Wiedzieliśmy już, że przez resztę życia synek będzie się zmagać z dziecięcym porażeniem mózgowym. Szukając informacji, na temat zaburzenia natknęliśmy się na mnóstwo wskazówek. Mogliśmy jedynie marzyć, by naszego maleństwa nie spotkała okrutna tragedia przykucia na zawsze do łóżka, czy wózka inwalidzkiego. Życie naszego dziecka to nieustanne rehabilitacje, ćwiczenia, leczenie, turnusy rehabilitacyjne, na które jeździmy kilka razy w roku. Dają najlepsze efekty. Dzięki nim Samuel zaczął jeść z łyżeczki, potrafi siedzieć w foteliku i zaczyna skupiać wzrok! Może są to malutkie zmiany, ale my jesteśmy z niego bardzo dumni… I pełni nadziei, że dzięki dalszej rehabilitacji będziemy mogli zaobserwować kolejne kroki do przodu w tej trudnej drodze po sprawność. Jednak, aby wszystkie ciężko wypracowane efekty były stałe, synek musi kontynuować rehabilitację! Dopóki jest szansa, będziemy robić wszystko, by przybliżyć synka do zdrowia. Każdy jego uśmiech wynagradza nam trud, który wkładamy w walkę o jego lepsze jutro. Chcemy i robimy wszystko, żeby już zawsze był szczęśliwy. Niestety wszystko, co niezbędne, generuje ogromne koszty. Pokazaliście nam już niejednokrotnie, że nie musimy poruszać nieba i ziemi... Wystarczy dotrzeć do ludzi dobrych serc, których jest na tym świecie niesamowicie dużo! Dziękujemy i bardzo prosimy o dalsze wsparcie! Rodzice Samuela ➡️ Licytacje na Facebooku ➡️ Samuel, Mały Zdobywca Wielkiego Świata

659,00 zł ( 0,82% )
Brakuje: 79 129,00 zł
Lena Bilińska
Lena Bilińska , 4 latka

Szyja córeczki była owinięta pępowiną 4 razy❗️Pomóż Lence w walce ze skutkami dramatycznego porodu...

Lenka robi się coraz starsza, lecz mimo to jej rozwój wciąż jest na poziomie 6-miesięcznego dziecka! Przy każdych kolejnych urodzinach córeczki zastanawiam się, ile uda się nam wypracować? Jak będzie wyglądała jej przyszłość? Czy dramatyczny poród na zawsze przekreślił jej szansę na lepsze jutro? Lenka urodziła się owinięta pępowiną, co spowodowało ciężką zamartwicę i niedotlenienie... Córeczka ma podejrzenie Dziecięcego Porażenia Mózgowego, problemy z sercem, małogłowie... Każdy nasz dzień to dramatyczna walka. Muszę prosić o pomoc, aby dzieciństwo Leny nie było wypełnione tylko bólem! W najgorszych wizjach nie spodziewałam się, że dzień porodu mojej córeczki, zamiast być najpiękniejszą datą w moim życiu, stanie się dniem, który wspominam ze łzami w oczach... Od pierwszych sekund na świecie Lena toczyła pojedynek ze śmiercią – walczyła o każdy oddech, bo pępowina, zamiast zapewniać bezpieczeństwo, utrudniała złapanie tchu... Szyja Lenki była nią owinięta 4 razy! Pamiętam ten strach, stres, niepewność… Te emocje były dla mnie dramatyczną mieszanką… Tego nie da się do niczego porównać! Córeczka nie mogła oddychać... Okazało się, że ma encefalopatię niedotlenieniowo-niedokrwienną. Później lekarze wcale nie mieli dla nas lepszych informacji. U Lenki stwierdzono kolejne wady i choroby, a ich lista wciąż zdawała się wydłużać. Wykryto małogłowie, a w sercu wady - 2 ubytki międzyprzedsionkowe i niezamknięty przewód tętniczy Botalla... Nigdy nie będzie zdrowym dzieckiem... Lenka jest karmiona pozajelitowo. Potrzebuje wsparcia, by rozwijać się ruchowo, ale też umysłowo, by mówić... Nigdy nie przypuszczałam, że Lenka już nigdy nie będzie mogła doświadczać beztroski, a nasz kalendarz będzie dosłownie pękał od zaplanowanych wizyt lekarskich, zajęć z rehabilitantami i turnusów rehabilitacyjnych. Każda z tych cegiełek składa się na ratowanie przyszłości mojej córeczki, a także eliminowanie bólu, który w przypadku Lenki niekiedy uderza z ogromną siłą. Trwamy w tym razem. Chciałabym ją uchronić, znaleźć bezpieczne schronienie z dala od tego wszystkiego. Chciałabym móc powiedzieć z pełnym przekonaniem, że wszystko będzie dobrze. Niestety, to zdanie nie przejdzie mi przez gardło, bo w oczach w sekundę pojawią się łzy… Czasem zadaję sobie pytanie: dlaczego los tak dotkliwie doświadczył moją córeczkę, dlaczego skazano ją na taką traumę? Na to i wiele innych kwestii nie potrafię znaleźć logicznego wyjaśnienia. Wiem jedno: zamiast rozdrapywać rany, muszę skupić się na tym, co teraz najważniejsze: szukaniu pomocy dla mojej córeczki. Dziękuję Wam z całego serca za dotychczasową pomoc. To dzięki Waszemu wsparciu mogła korzystać ze wsparcia specjalistów... Niestety, nasza walka o lepsze jutro ciągle trwa. Lenka jest dzieckiem, które potrzebuje intensywnej i bezterminowej rehabilitacji... Codziennie jestem dla Lenki wsparciem, ale to za mało... Córeczce może pomóc tylko rehabilitacja. Kosztuje ogromne pieniądze, których po prostu nie mam. Czasem brakuje mi sił... Wiem jednak, że nie mogę się poddać. To właśnie teraz, gdy Lenka jest jeszcze małą dziewczynką – możemy wypracować najwięcej. Z całego serca proszę, wyciągnijcie do mojej córeczki pomocną dłoń. Ona tak bardzo tego potrzebuje... Mama Lenki

399,00 zł ( 0,38% )
Brakuje: 104 346,00 zł
Teresa Dakowska
Teresa Dakowska , 64 lata

Udar odebrał mojej mamie sprawność❗️Liczy się czas❗️

Moja kochana mama od zawsze kojarzy mi się z ciepłem i bezpieczeństwem. Bardzo ją kocham i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Wraz z rodzeństwem zawsze mogliśmy na nią liczyć. Była i nadal jest naszą opoką. Tak bardzo chciałabym wyrwać z kalendarza dzień, który odebrał jej zdrowie i sprawność… Na początku kwietnia 2024 roku mama przeszła udar. Jak co poniedziałek, miała zjawić się w szkole na lekcjach. Choć mogłaby być już na emeryturze, wciąż pracuje w podstawówce, gdzie uczy dzieci matematyki, fizyki oraz chemii. Kocha swoją pracę, a dzieci ją uwielbiają. Mama jest osobą sumienną, która zawsze dotrzymuje słowa. Nagła nieobecność zaniepokoiła dyrektor szkoły, która od razu zadzwoniła na policję. Wszyscy przeczuwali, że musiało przytrafić się coś strasznego… Znalazł ją mój brat, który wszedł do mieszkania przez drzwi balkonowe. Mama nie mogła się ruszać, więc natychmiast wezwał pogotowie. W szpitalu okazało się, że przeszła udar. Na szczęście lekarze zadziałali szybko i nie doszło do najgorszego. Spędziła pod ich opieką dwa tygodnie, podczas których codziennie odwiedzaliśmy ją z rodzeństwem i namawialiśmy do wykonywania prostych ćwiczeń. Choć wdrożona po wyjściu ze szpitala rehabilitacja przyniosła postępy, mama wciąż ma problem z mową oraz pamięcią. Często podczas rozmowy zapomina, jak mam na imię. Jest w stanie przejść tylko kilka kroków. Nie potrafi używać prawej ręki, więc wszystkie czynności musi wykonywać lewą. To bardzo trudne widzieć ją w takim stanie… Nic nie wskazywało na to, że grozi jej udar. Była bardzo aktywnym człowiekiem, kochającym kameralne wycieczki i dalekie podróże. Zawsze widziałam w niej społecznika. Pasja, którą wkładała w naukę oraz organizację czasu uczniom, była dla nas wszystkich niezwykle inspirująca. Wcześniej to ona opiekowała się innymi, dziś sama potrzebuje pomocy. Mama jest dla nas bardzo ważna. Jesteśmy ze sobą bardzo blisko. Uwielbia spędzać czas z nami i ze swoimi wnukami. Wszyscy bardzo chcemy, żeby wyzdrowiała. Zapewnienie jej jak najlepszej opieki jest naszym priorytetem. Lekarze mówią, że mama jest w stanie wrócić do stanu sprzed udaru. Na ten moment zmiany są odwracalne, ale bez odpowiedniej pomocy stan może ulec pogorszeniu. Trzeba działać szybko, a koszty rehabilitacji są ogromne. Potrzebna nam pilna pomoc! Córka Dorota z Rodziną

880,00 zł ( 3,3% )
Brakuje: 25 716,00 zł
Iza Marciniec
Iza Marciniec , 5 lat

Potrzebna kolejna operacja❗️Podaruj Izuni normalne życie…

Nasza walka trwa… Pojawiły się trudności, jednak nie zamierzamy się poddawać – musimy działać dalej! Już tak wiele udało się osiągnąć, nie możemy pozwolić na to, by ciężko wypracowane efekty zostały zaprzepaszczone! Za jakiś czas Izunia pójdzie do szkoły. Mamy jedno marzenie – chcemy, by córeczka mogła słyszeć i rozwijać mowę. By mogła normalnie żyć… Izunia urodziła się ze zrośniętym przewodem słuchowym i niewykształconą małżowiną uszną lewego uszka oraz mocno zwężonym przewodem słuchowym prawego uszka. Powiedzieć, że diagnoza była dla nas szokiem, to mało... Izunia jest dziewczynką wyjątkową nie tylko dla nas, ale też dla medycyny… Jest jednym z niewielu dzieci w Polsce i na świecie urodzonych z mikrocją i atrezją uszną – wadami wrodzonymi uszu i przewodu słuchowego. Ogromne nadzieje pokładaliśmy na leczeniu operacyjnym w USA. Początkowo myśleliśmy, że podczas zabiegu uda się zrekonstruować małżowinę z lewej strony, a po półrocznej rehabilitacji – prawej. Niestety, tomografia komputerowa wykazała, że w prawym uszku jest guzowata zmiana – cholesteatoma! Rozwój perlaka mógłby spowodować uszkodzenie ucha wewnętrznego, a bez odpowiedniej ingerencji poważnie zagrozić zdrowiu naszego dziecka! Wtedy stało się jasne, że priorytetem jest operacja prawego ucha. W marcu zeszłego roku udało się wykonać operację odtworzenia przewodów słuchowych i usunąć perlaka.  Nie da się opisać słowami, jak ogromny stres nam towarzyszył… Nieumiejętne przeprowadzenie zabiegu mogło spowodować uszkodzenie nerwu twarzowego! Wiedzieliśmy jednak, że Iza jest w dobrych rękach i ta myśl dodawała nam otuchy.  Przed nami kolejny etap – rekonstrukcja małżowiny usznej. Córka obecnie ma całkowicie odsłonięty przewód słuchowy, który wymaga czyszczenia. Za każdym razem musimy jechać do Warszawy, a zabieg wykonywany jest pod narkozą. Po rozmowie z lekarzem specjalizującym się w rekonstrukcji małżowin usznych metodą MEDPOR  dowiedzieliśmy się, ze Izabela ma mikrocję obustronną. Prawe ucho to mikrocja II stopnia, a lewe mikrocja III stopnia. Na dzień dzisiejszy zdecydowaliśmy się na operację lewej strony i to na nią zbieramy fundusze. Kosztorys zwala z nóg, bo jest to ponad 200 tysięcy złotych. Musimy jednak zrobić wszystko, by operacja była możliwa… To, co udało się osiągnąć do tej pory, to Wasza zasługa. Jednak po raz kolejny znaleźliśmy się w trudnej sytuacji... Nasza córeczka ma szansę na normalną przyszłość. Dzięki walce, którą z nami podejmujecie, może jeszcze mieć szczęśliwe dzieciństwo. Jednak, aby było to możliwe, znów musimy poprosić o wsparcie. Potrzebna jest pełna mobilizacja, by nie stracić tego, co już udało nam się uzyskać! Rodzice Bądź z Izunią na Facebooku - KLIK Izuni możesz pomóc też przez LICYTACJE  

156,00 zł ( 0,06% )
Brakuje: 234 591,00 zł
Anna Górna
Anna Górna , 28 lat

By wreszcie żyć bez bólu❗️ Proszę o POMOC❗️

Mam na imię Anna. Od kiedy tylko pamiętam, mojemu życiu towarzyszy ból. Stał się przyjacielem, który nie odstępuje mnie na krok. Rodzicem, który mnie wychował... Proszę, pomóżcie mi się od niego uwolnić! Cierpię na malformację żył w prawym udzie. To wrodzone, patologiczne zmiany złożone ze skupisk naczyń układu krążenia, które z czasem powiększają swoje rozmiary. Choć choroba jest ze mną od momentu przyjścia na świat, prawidłową diagnozę usłyszałam późno. Malformacje były już bardzo zaawansowane... Przejechałam nasz kraj wzdłuż i wszerz, by uzyskać pomoc. By wreszcie nie bolało! Bez skutku. Wszyscy lekarze rozkładali ręce...  Pragnę, by moja córka miała zdrową mamę. Chciałabym, by razem ze mną mogła odkrywać świat. Tymczasem, przykryta płaszczem BÓLU, nie mogę być mamą ze swoich marzeń... Nie wiem nawet, co to znaczy żyć normalnie... Po operacji, która odbyła się w marcu zeszłego roku, mój stan dramatycznie się pogorszył. To był jej jedyny efekt... Musiałam zrezygnować ukochanego sportu – jazdy rowerem, ponieważ zwiększa ryzyko powstawania śmiertelnie niebezpiecznych skrzepów.  Choroba, kawałek po kawałku odbiera mi to, co dla mnie ważne. Cierpienie staje się NIEZNOŚNE! Budzę się każdego ranka ze strachem! Czy dzisiaj też będzie tak koszmarnie boleć? Na szczęście, pojawiło się dla mnie światełko w tunelu. W Niemczech znalazłam coś, co pozwala mi przetrwać każdy kolejny dzień. NADZIEJĘ! Udało mi się skontaktować z kliniką, która zgodziła się zawalczyć o moje zdrowie i przeprowadzić operację. Tylko jedna, ogromna przeszkoda stoi na mojej drodze do normalnego życia – pieniądze... Dlatego proszę Was o pomoc! Nie stać mnie na taki wydatek... Każda złotówka i udostępnienie przybliżą mnie do tego, o czym marzę już od czasów dzieciństwa – życia bez bólu. Ania

777,00 zł ( 2,02% )
Brakuje: 37 521,00 zł
Antoś Bartyzel
Antoś Bartyzel , 5 lat

Tylko pogłębiona diagnostyka pozwoli na dobranie odpowiedniej terapii dla Antosia! Pomóż!

Antoś jest długo wyczekiwanym dzieckiem. Kiedy się urodził, nasza radość nie miała końca! Chcieliśmy zapewnić mu jak najlepsze, szczęśliwe dzieciństwo i patrzeć, jak się rozwija. Niestety, nasz synek ma jednak trudności ze zrozumieniem otaczającego go świata… Antoś rósł, ale my z upływem czasu zaczęliśmy zauważać pewne niepokojące sygnały w jego zachowaniu. Nie zawsze potrafił nawiązać kontakt wzrokowy, nie reagował też zbytnio na to, co dzieje się wokół niego… Zaczęliśmy szukać powodów i jeździć do różnych lekarzy. W końcu, gdy synek miał 2 lata, zdiagnozowano u niego autyzm! Od tamtego czasu, każdy dzień to walka o jego rozwój! Diagnoza była dla nas zaskoczeniem, jednak wiedzieliśmy, że musimy działać szybko! Rozpoczęliśmy terapię, Antoś został także objęty opieką specjalistów. Synek uczęszcza do specjalnego przedszkola, gdzie ma zapewnione potrzebne zajęcia. Nasze życie zmieniło się w ciężką pracę nad rozwojem synka… A przecież tak bardzo chcieliśmy, by miał beztroskie dzieciństwo!  Dzięki terapii, stale widzimy postępy w zachowaniu Antosia. Wciąż jednak największe problemy sprawia mu mówienie. Nasz synek woli komunikować się za pomocą gestów, ale wraz z logopedą cały czas pracuje też nad mową. Ciągle ćwiczymy też z Antosiem w domu, ale najlepsze rezultaty przynoszą terapie prowadzone przez specjalistów. Chcemy zapewnić synkowi leczenie, jakiego potrzebuje. By dobrać je jak najlepiej, chcielibyśmy wykonać badania genetyczne. Tylko pogłębiona diagnostyka pozwoli na znalezienie odpowiedniej terapii. To dla nas ogromna nadzieja na lepszą przyszłość Antosia!  Wierzymy, że dzięki ciężkiej pracy, nasze dziecko otworzy się na świat i rozwinie skrzydła! Niestety, specjalistyczne badania oraz wizyty u lekarzy są bardzo kosztowne… Robimy wszystko, co w naszej mocy, by Antoś miał to, czego potrzebuje, ale sami nie damy rady! Prosimy, pomóżcie nam w walce o rozwój naszego dziecka! Rodzice Antosia

916 zł
Bartłomiej Dłubak
Bartłomiej Dłubak , 24 lata

Moją codzienność wypełniają ból i kolejne dawki leków... Proszę, pomóż mi pokonać chorobę!

Mam na imię Bartek i jestem młodym chłopakiem, który dopiero niedawno wszedł w dorosłe życie. Miałem wiele planów i marzeń, nie sądziłem, ze cokolwiek będzie mogło stanąć im na drodze… Niestety, półtora roku temu wszystko się zmieniło… To właśnie wtedy poszedłem do urologa z powodu dolegliwości bólowych. Początkowo podejrzewano u mnie zapalenie pęcherza lub prostaty… Pieczenie, parcie i ból w podbrzuszu były tak duże, że uniemożliwiały mi normalne funkcjonowanie… Niestety, wyniki przeprowadzanych badań nie przynosiły jednoznacznej odpowiedzi na to, co mi dolega. Kolejne leki i antybiotyki nie przynosiły ulgi, a lekarze załamywali ręce… Dzięki przeprowadzeniu niezwykle kosztownej diagnostyki udało się w końcu postawić rozpoznanie: przewlekłe zakażenie układu moczowego. Okazało się, ze choroba towarzyszy mi od wielu lat, jednak dopiero teraz przyniosła krytyczne objawy. Przy wsparciu lekarzy leczę się już rok, jednak terapię nadal trzeba kontynuować, a jest to niezwykle kosztowne.  W leczeniu pomaga mi mama i moja dziewczyna, która podaje mi kroplówki. Niestety, choroba bardzo utrudnia mi życie i uniemożliwia mi pracę. W  tej chwili jestem na zwolnieniu lekarskim, ponieważ muszę przyjmować kroplówki 3 razy dziennie. Sytuacja jest wyjątkowo trudna, bo na leczenie wydałem już właściwie wszystkie swoje dotychczasowe oszczędności i brakuje mi środków na dalszą terapię… Jest ona dla mnie jednak jedyną szansą na odzyskanie zdrowia… Jest mi niezwykle ciężko, nie tak powinno wyglądać życie młodego mężczyzny! Tak bardzo chciałbym móc odzyskać sprawność i wrócić do pracy… Proszę, pomóżcie mi wygrać z chorobą i zostawić cały ten koszmar za sobą. Wierzę, że dobro wysłane w świat – wraca z podwójną mocą! Bartek

2 928 zł

Obserwuj ważne zbiórki