Lokalizacja

  • Cała Polska
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Ignacy Prucnal
Ignacy Prucnal , 15 lat

Ignacy stracił nogę przez nowotwór! Ratunku!

Życie mojego syna już nigdy nie będzie takie samo. W ciągu kilku miesięcy wszystko się zmieniło… Ignacy z pełnego życia, aktywnego chłopaka stał się cieniem samego siebie, walcząc o życie! Wszystko zaczęło się od niewinnego upadku podczas gry w piłkę. Syn skarżył się na ból lewej nogi. Udaliśmy się więc na konsultację z chirurgiem. Wtedy wykonano również prześwietlenie. Nie zauważono jednak nieprawidłowości. Uspokojeni wróciliśmy do domu. Niestety miesiąc później znów nastąpiła mała kontuzja, po której noga zaczęła puchnąć. Kolejne prześwietlenie – wykryto torbiel. To już nie brzmiało dobrze. Wtedy jednak nie wiedziałam, że od kolejnej informacji od lekarzy zacznie sypać się całe nasze życie... Robiono kolejne badania, powtarzano rezonans i tomografię. Coś było nie tak. Medycy podejrzewali nowotwór! Nie mogłam w to uwierzyć. Jak to?! Mój syn to młody, silny, zdrowy chłopak! To niemożliwe! Błagałam, żeby to wszystko okazało się pomyłką. Błagałam, żeby to nie była prawda… Niestety wyniki biopsji potwierdziły wcześniejsze założenia. Stwierdzono guz nasady bliższej kości strzałkowej lewej – osteosarcoma, bardzo agresywna postać. Moje serce rozpadło się na milion kawałków. Strach, jaki wtedy czułam, był nie do opisania. Jednak wiedziałam, że muszę być silna. Muszę wspierać mojego syna. W kolejnych dniach lekarze podjęli decyzję o podaniu wyczerpującej chemii. Była ona zaplanowana na prawie 3 miesiące. Po tym czasie stało się jednak najgorsze... Leczenie okazało się zbyt słabe! Do dziś w mojej głowie wybrzmiewają słowa lekarzy: "życie Ignacego jest zagrożone, konieczna jest amputacja". Łzy rozpaczy i strachu płynęły nam bez końca. Na szczęście operacja udała. Jednak to nie koniec walki. Obecnie Ignacy przyjmuje chemioterapię podtrzymującą, by zapobiec nawrotom i przerzutom choroby. Jest też w trakcie rehabilitacji. Musi nauczyć się chodzić i funkcjonować od nowa.  Przed moim synem całe życie. Nowotwór w tak wczesnym wieku okaleczył go na zawsze… Wierzę jednak, że z odpowiednią protezą, rehabilitacją i leczeniem Ignacy może odzyskać sprawność i dawne życie. Niestety nie stać mnie, by zapłacić tak ogromną kwotę! Błagam, pomóżcie nam zebrać potrzebną sumę. Błagam, pomóżcie mojemu synowi odzyskać nadzieję! Mama Ignacego

1 855,00 zł ( 1,16% )
Brakuje: 157 720,00 zł
Ignaś Maciejewski
Ignaś Maciejewski , 2 latka

Kosztowna operacja ratunkiem dla Ignasia! Potrzebna pilna pomoc 🚨

Nasz Ignaś urodził się pod koniec 2021. roku. Wtedy wydawało nam się, że rozwija się prawidłowo, jednak w pewnym momencie zauważyliśmy, że jego nóżka jest delikatnie zakrzywiona. Rozpoczęliśmy intensywną diagnostykę, która na początku uśpiła naszą czujność… Po badaniu bioderek lekarz poinformował nas, że skrzywiona kość wyprostuje się do drugiego roku życia. Obserwowaliśmy rozwój synka w nadziei, że jego słowa mają słuszność i że Ignaś będzie rozwijał się prawidłowo. Przez pewien czas mieliśmy wrażenie, że nóżka faktycznie się prostuje. Niestety... Gdy nasz synek skończył dwa latka, badanie na podstawie obrazu RTG wykazało, że kość strzałkowa jest złamana! Po kilku wizytach u specjalistów straciliśmy nadzieję, że ktokolwiek pomoże naszemu dziecku. Byliśmy odsyłani z gabinetu do gabinetu, lekarze rozkładali ręce, bo nie byli w stanie nam pomóc. Okazało się, że Ignaś ma bardzo rzadką chorobę: wrodzone zniekształcenie zmniejszające kończyny dolnej, które pojawia się już w okresie prenatalnym… Objawia się tym, że kość samoistnie się łamie i w tym miejscu pojawia się staw rzekomy. W przypadku tego schorzenia wczesna diagnoza jest niezwykle ważna. Im dziecko jest starsze, tym nie tylko staw rzekomy kości ma bardziej uciążliwe objawy, ale także zwiększa się ryzyko, że leczenie okaże się nieskuteczne. Może to spowodować m.in. konieczność amputacji kończyny. Zaczęliśmy szukać nadziei, gdzie to tylko możliwe. W końcu znaleźliśmy ratunek! Lekarze z kliniki doktora Palley’a zapewnili, że Ignaś będzie mógł chodzić, biegać, że będzie zdrowy! Jest tylko jedno „ale” – kosztowna operacja, której sami nigdy nie będziemy w stanie opłacić... Specjaliści zapewniają, że Ignaś będzie musiał przejść maksymalnie 2/3 operacje w życiu. Wcześniej, podczas innych konsultacji słyszeliśmy, że będzie musiał przechodzić zabiegi co dwa lata! To ogromna różnica i jedyna nadzieja, by uratować przyszłość naszego synka. Nie możemy pozwolić, by pieniądze stanęły nam na drodze. Podjęliśmy decyzję, by poprosić o pomoc... Nie jest to dla nas łatwe, ale wiemy, że jesteście naszą jedyną nadzieją. Bardzo prosimy o pomoc. Ignaś jest radosnym, wesołym chłopcem, który chciałby bawić się, biegać, skakać – bez przeszkód, jak inne dzieci. Jeszcze nie mówi pełnych zdań, ale wymawia pojedyncze słowa. Cieszymy się każdym jego postępem w rozwoju, nawet tym najmniejszym! Chcielibyśmy, żeby ta walka w przyszłości była dla nas jedynie przykrym wspomnieniem. Wiemy, że musimy zrobić wszystko, bo chodzi o sprawność i samodzielność naszego ukochanego synka. Pomożecie? Liczymy, że otworzycie dla nas swoje serca... Rodzice

6 955,00 zł ( 6,53% )
Brakuje: 99 428,00 zł
Leon Nowak
Leon Nowak , 8 lat

Leonek walczy o każdy oddech! Ratunku!

Mukowiscydoza jest nieprzewidywalną chorobą. Odbiera wszystko, co dobre. Nie pyta o pozwolenie, nie widać jej z zewnątrz, a robi spustoszenie w całym organizmie. Atakuje wszystkie narządy. To nieuleczalne i śmiertelne zagrożenie! Nasz synek to wojownik. Każdego dnia walczy o zdrowie. Każdego dnia nosi na swoich barkach ciężar tak strasznej choroby… Leon usłyszał diagnozę, gdy miał zaledwie 3 latka. Nasz świat rozpadł się wtedy na milion kawałków. Tak bardzo baliśmy się o naszego synka! Matczyne serce pęka, widząc łzy dziecka... Wiedzieliśmy jednak, że mimo strachu i ogromnego bólu musimy ponownie stanąć na nogi i walczyć. Walczyć o Leonka. Było niesamowicie trudno… I nadal jest. Z roku na rok przybywa chorób współistniejących, infekcji, leków, pobytów w szpitalu. To nie tak miało być… Każdego dnia zadajemy sobie pytanie – dlaczego Leoś? Dlaczego on? Dlaczego nasz synek, zamiast cieszyć się dzieciństwem, codziennie musi walczyć o oddech?! Wiedzieliśmy, że choroba postępuje, ale nie sądziliśmy, że stan Leona będzie pogarszał się tak szybko… Synek od listopada zeszłego roku nie chodzi do szkoły. Konieczne było przejście na nauczanie indywidualne, ponieważ jego zdrowie uniemożliwiało mu już normalne funkcjonowanie. Jeszcze nigdy nie było tak źle! W dodatku… Nasz synek z powodu wieku jest wykluczony z refundacji do podania leku przyczynowego. Jest jeszcze za mały na jego przyjęcie. Jedyną szansą na poprawienie stanu Leosia jest obecnie rehabilitacja z pomocą maszyny SIMEOX. To właśnie praca z rehabilitantem i odpowiedni sprzęt jest podstawą w walce z mukowiscydozą. To wszystko może odmienić nasze życie.  Koszty zakupu takiej maszyny są jednak zbyt duże, byśmy mogli pokryć je samodzielnie – potrzebujemy Waszego wsparcia. Z całego serca prosimy, pomóżcie naszemu małemu wojownikowi! Nie zostawiajcie nas w tej walce... Patrycja i Michał, rodzice Leona

1 965,00 zł ( 10,66% )
Brakuje: 16 465,00 zł
Nazary Nacholuk
Nazary Nacholuk , 8 lat

Jedyna szansa, by nasz synek wyrwał się ze szponów autyzmu!

Każdego dnia widzę, jak mój mały synek próbuje wyrwać się ze szponów autyzmu. Samotność, brak zrozumienia, zamknięcie w swoim świecie… Pęka mi serce, widząc jak wiele trudności Nazarek napotyka codziennie w obszarach, które dla innych dzieci zdają się być bezproblemowe… Już gdy synek był w wieku niemowlęcym zauważyłam, że nie patrzy w oczy i nie reaguje na swoje imię. Z miesiąca na miesiąc było tylko trudniej. Bardzo opóźniał się u niego rozwój mowy. Wiedziałam, że konieczna jest natychmiastowa konsultacja ze specjalistą! Udaliśmy się więc do neuropatologa, który stwierdził, że występuje u Nazarka niewielkie opóźnienie w rozwoju. Jednak uspokajał nas, że każde dziecko rozwija się w innym tempie. Poczułam ulgę. Niestety spokój nie trwał długo… Zaobserwowane wcześniej objawy nie mijały, a wręcz przeciwnie... Szukałam pomocy u kolejnych lekarzy. Dopiero pół roku później usłyszałam, z czym zmaga się moje dziecko – autyzm dziecięcy. Gdy poznałam diagnozę, w pierwszej chwili załamałam się. Dziś widzę, jak bardzo bycie w spektrum utrudnia mojemu synkowi życie. Dla Nazarka bardzo dużym kłopotem jest bariera językowa. I choć tak mocno się stara, nie jest w stanie wypowiedzieć nawet najprostszych słów. Widzę, jak wiele stresu go to kosztuje. Jak przez to łzy kolejny raz płyną strumieniem po jego policzkach… Synek staje się coraz bardziej samotny i ma coraz większe problemy z nawiązywaniem relacji. Obecnie jego największym przyjacielem jest pies...  Patrzenie na cierpienie dziecka to największy ból rodzica. Poczucie bezradności i niesprawiedliwości, a także ogromna frustracja... Robię jednak wszystko, co w mojej mocy, by odmienić życie Nazarka. Konieczne jest zapewnienie mu miejsca w szkole integracyjnej. Niezwykle ważne jest także ponowne wykonanie MRI mózgu, by sprawdzić, jak funkcjonuje organizm synka. Dodatkowo niezbędne są częste konsultacje z neuropatologiem, psychiatrą, psychologiem, defektologiem oraz regularne przeprowadzanie badań hormonalnych. Niestety koszty potrzebnej opieki medycznej są ogromne. Nie jestem w stanie pokryć ich samodzielnie. Bardzo boję się, że życie mojego synka pogorszy się, przez moje ograniczone możliwości finansowe… Dlatego proszę Was – pomóżcie nam! Jesteście dla Nazarka jedyną szansą!  Mama

115 zł
Krzysztof Łyczak
Krzysztof Łyczak , 49 lat

Straciłem obie nogi... Pomóż mi zebrać środki na protezy!

Mimo że życie od lat mnie doświadcza, nie poddaje się. Przeszedłem dwukrotnie przez to samo piekło. Cierpienie, którego doświadczyłem było ogromne… Dziś po raz kolejny staję do walki o sprawność. Wierzę, że z Waszą pomocą ją wygram! Moje nieszczęście zaczęło się w 2010 roku – złamałem prawą nogę. Przez osiem miesięcy byłem unieruchomiony w gipsie, aż  po sam pas. Stan nogi się jednak nie poprawiał… W czasie leczenia zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy i cukrzycę typu 2. Na szczęście po kilku zabiegach operacyjnych noga się zrosła. Cieszyłem się, że najgorsze już za mną, bardzo chciałem wrócić do pracy. Jednak podczas kontrolnego badania okazało się, że w nodze nie ma krążenia! Natychmiast udałem się na wizytę do chirurga naczyniowego. Na miejscu nie czekały na mnie dobre informacje: doszło do miażdżycy! Zaczęła się walka o moją nogę – przeszedłem zabieg, który dał mi nadzieję, że będzie dobrze. Szwy się zrastały, jednak po pewnym czasie rana otworzyła się… Próby ratowania nogi trwały 3 lata. Niestety, w pewnym momencie już nic nie dało się zrobić i konieczna była amputacja. Mimo że było to niezwykle trudne, starałem się nie załamywać. Gdy rana się wygoiła, rozpocząłem nowy etap – życie z protezą. Nauczyłem się chodzić o kulach i robiłem wszystko, by móc normalnie funkcjonować. Podjąłem pracę, w końcu moje życie zaczęło się układać… W 2022 roku zraniłem się w zdrową nogę. Rana była niewielka, jednak nie chciała się zagoić. Nie mogłem uwierzyć, że ten koszmar znów się powtarza. Nie spodziewałem się jednak, że ponownie dojdzie do takiej tragedii… Doszło do miażdżycy i po wielu próbach leczenia, podjęto decyzję o amputacji mojej drugiej nogi. Wycierpiałem już naprawdę wiele. Nie chcę spędzić reszty życia na wózku inwalidzkim… Ponad wszystko pragnę być osobą sprawną i samodzielną. Pomóż mi zebrać środki konieczne na protezy. Z całego serca dziękuje za każde wsparcie. Krzysztof

1 422,00 zł ( 0,44% )
Brakuje: 317 727,00 zł
Ewa Markowska
Ewa Markowska , 52 lata

Moja mama walczy ze skutkami potwornego nowotworu! POMÓŻ❗️

Pierwszą bitwę z nowotworem złośliwym wygraliśmy ponad 7 lat temu. Rokowania były optymistyczne – po pięciu latach mama usłyszała, że jest duża szansa na dalsze szczęśliwe życie, bez widma choroby. Niestety, w zeszłym roku nasz koszmar powrócił… Mięsak pojawił się pierwszy raz w postaci niewielkiego guza na plecach. Mamę bardzo szybko zdiagnozowano, wycięto zmianę i po rekonwalescencji mogła wrócić do codziennych obowiązków. Mieliśmy ogromną nadzieję, że nowotwór nie powróci i pozwoli mamie żyć w spokoju. Mięsak nie dał jednak za wygraną… W zeszłym roku mama wyczuła zgrubienie na plecach. Mimo szybkiego zgłoszenia się do lekarza, guz zdążył rozwinąć się na tyle, że potrzebna była bardzo rozległa operacja. Zmianę nowotworową wycięto razem z 4. żebrami, dużym odcinkiem mięśnia i częścią łopatki. Wznowa zamieniła życie mamy w koszmar! Od czasu operacji mama boryka się z niedowładem ręki, jak również z zainfekowanymi ranami, które nie chcą się zagoić. Ponadto na plecach mamy ciągle powstają nowe zranienia. Niedawno pękła jedna z ran i z pleców wystawał kawałek żebra! Stan po operacji wymaga częstego zmieniania opatrunków, odkażania, wizyt u specjalistów. Serce mi pęka, gdy patrzę na cierpienie, jakiego doświadcza moja ukochana mama...  Każdego dnia towarzyszę mamie w walce z chorobą. Jako jej syn chcę być oparciem, którego tak bardzo potrzebuje. Niestety, ta okrutna i wyczerpująca choroba odebrała mojej mamie radość z życia, a przede wszystkim samodzielność. Mama została pozbawiona możliwości pracy, a walka z mięsakiem wymaga dużego nakładu środków finansowych. Do niedawna dawaliśmy sobie radę sami, ale jest coraz ciężej. Mama potrzebuje opieki całodobowej, a jej zdrowie jest dla mnie najważniejsze! Dlatego dziś zwracam się do Was z prośbą o wsparcie finansowe dla mojej mamy Ewy. Nawet najmniejsza kwota może pomóc w jej walce.  Wspólnymi siłami możemy zapewnić jej lepszą opiekę medyczną, dostęp do niezbędnych leków i środków do codziennego życia. Każda dobra myśl i każda modlitwa przynoszą nam nadzieję i wsparcie. Proszę, pomóżcie mojej mamie odzyskać sprawność! Syn Krystian

4 658 zł
Marcin Dzięgielewski
Marcin Dzięgielewski , 40 lat

Stwardnienie rozsiane nie może zawładnąć nad moim życiem! Potrzebna pomoc!

Kiedyś wiodłem normalne, szczęśliwe życie. Pracowałem, byłem szczęśliwym mężem i ojcem. Nagle, zupełnie niespodziewanie mój świat się zmienił. Teraz ja i moja rodzina wszystko musimy podporządkować postępującej chorobie… Bardzo proszę, zapoznaj się z moją historią. Mam 40 lat i choruję na stwardnienie rozsiane. Choroba sprawiła, że nie mogę pracować, tracę sprawność i staję się coraz bardziej zależny od innych osób… Jest silniejsza ode mnie. Staram się walczyć, lecz pomimo podjętego leczenia stałem się jej więźniem… Moim światem stały się cztery ściany… Nogi i całe ciało odmawiają posłuszeństwa, proste czynności sprawiają mi trudności. Nie mogę się samodzielnie poruszać, przebrać, skorzystać z toalety… Mam 10-letniego syna, z którym chciałbym grać w piłkę, aktywnie spędzać czas, uczestniczyć w jego życiu. Potwornie się boję, że choroba mi to uniemożliwi… Gdy już powoli traciłem nadzieję i godziłem się z myślą, że już nigdy nie będę sprawny, że zostanę przykuty do wózka i skazany na pomoc innych ludzi – pojawiła się nadzieja… Trafiłem do ośrodka, w którym mogłem przetestować nowoczesny kombinezon, który za pomocą impulsów elektrycznych rozluźnia napięte mięśnie i aktywuje te słabsze, jednocześnie zmniejszając odczuwanie bólu.  Już po pierwszej stymulacji kombinezonem poczułem różnicę – mogłem samodzielnie wstać. Poczułem, że znów jestem silny, że znów chcę o siebie zawalczyć. Niestety jest przeszkoda, której sam nie pokonam –  zakup kombinezonu. Koszt to około 31 tysięcy złotych! To dla mnie kwota zupełnie nieosiągalna.  Jestem zmuszony poprosić Państwa o pomoc. Marzę, by choć w jakimś stopniu wrócić do swojego normalnego życia… Chciałbym móc zagrać z synem w piłkę, pójść z rodziną na spacer... Bez Państwa pomocy niestety to nie będzie możliwe… Wiem, że to ogromna kwota, ale jesteście Państwo moją jedyną nadzieją. Za okazane serca serdecznie DZIĘKUJĘ! Marcin APEL MARCINA

9 782,00 zł ( 29,66% )
Brakuje: 23 197,00 zł
Maria Macoszek
Maria Macoszek , 56 lat

Nowotwór mnie nie zabił, ale odebrał mi normalne życie! POMOCY!

Kiedy rozpoznano u mnie nowotwór piersi, moje życie w jednej sekundzie rozpadło się na miliony drobnych kawałeczków. W mojej głowie rozbrzmiewało niczym echo, nieustannie, tylko jedno pytanie. Nie rozumiałam, dlaczego to spotkało akurat mnie? Diagnoza brzmiała jak wyrok, który musiałam przyjąć, chociaż nie byłam winna…  Na początku odczuwałam ogromne zmęczenie. Zaniepokojona tym faktem udałam się do lekarza, który skierował mnie na dalszą diagnostykę. Kiedy przyszły wyniki zawalił mi się świat. Nowotwór złośliwy piersi – tak brzmiała diagnoza, która nieodwracalnie zmieniła całe moje życie.  Później było leczenie, mastektomia, chemioterapia uzupełniająca, a przez okres pięciu lat przyjmowałam też hormonoterapię uzupełniającą… Mój organizm musiał tak wiele przejść. Skutkiem ubocznym leczenia było osłabienie kości, przez co mój kręgosłup również potrzebował pomocy... Cały czas zmagam się z nieustającym bólem. Dotychczas nosiłam tylko protezę, ale zaistniały wskazania do rekonstrukcji i symetryzacji drugiej piersi. Jest ona konieczna ze względu na utrzymujący się ból kręgosłupa oraz dużą asymetrię. W maju 2023 roku przeszłam rekonstrukcję prawej piersi (założenie ekspandera). Ale to był dopiero początek. W lipcu 2024 roku zaplanowana jest operacja założenia implantu.  Następnie, w okresie rekonwalescencji, konieczna będzie rehabilitacja oraz całodobowe stosowanie odzieży pooperacyjnej.  To wszystko będzie wymagało ode mnie ogromnych nakładów finansowych. Niestety sama nie jestem w stanie im sprostać, dlatego z całego serca proszę o pomoc!  Nowotwór odebrał mi nie tylko nerwy, czas czy zdrowie, ale również pewność siebie. Od czasu operacji zmagam się z niską samooceną i brakiem poczucia własnej wartości, przez co często trudno mi nawet wyjść z domu. Nowotwór mnie nie zabił, ale odbierał mi normalne życie.  Proszę, pomóż mi o nie zawalczyć!  Maria

371,00 zł ( 1,74% )
Brakuje: 20 906,00 zł
Hania Szcześnik
Hania Szcześnik , 6 lat

Okrutny los utrudnia Hani walkę o sprawność❗️

Czasem nie mamy wpływu na to, jaki scenariusz napisze dla nas los. Jedyne czego pragnęliśmy, to by nasza córeczka urodziła się zdrowa. Tymczasem musieliśmy szybko przygotować się na walkę, która zaczęła się już w chwili jej narodzin.   Hania przyszła na świat jako skrajny wcześniak w 26. tygodniu ciąży. W jej maleńkiej główce doszło do wylewów krwi do mózgu IV stopnia, lekarze stwierdzili również wodogłowie pokrwotoczne, które wymagało wszczepienia zastawki komorowo-otrzewnowej oraz epilepsję.  Wszystkie problemy zdrowotne przełożyły się na nieustającą walkę o sprawność Hani. Córka od samego początku jest intensywnie rehabilitowana. Robimy co w naszej mocy, aby miała szansę na jak najlepszy rozwój i spokojną przyszłość. Nie jest to jednak łatwe. Systematyczna rehabilitacja wiąże się z ogromnymi kosztami, które przerastają nasze możliwości finansowe, a ponieważ na szali leży przyszłość naszego dziecka, nie możemy się poddać.  A to niestety nie wszystko… Jesienią 2023 roku, doszło u Hani do zakażenia układu zastawkowego, w związku z tym córeczka musiała przejść długie i intensywne leczenie. Córeczka miała usunięty cały układ zastawkowy i podłączony drenaż zewnętrzny. Przez blisko miesiąc musiała leżeć na płasko, bez ruchu, w szpitalnym łóżku. Była pozbawiona możliwości wstania nawet na chwilę… Ta sytuacja miała bardzo negatywny wpływ na rozwój ruchowy Hani. Wszystkie umiejętności, które nabyła już wcześniej, cofnęły się. Córka przestała chodzić! Po powrocie ze szpitala natychmiast wdrożyliśmy intensywną rehabilitację, aby Hania wróciła do sprawności. Częściowo udało nam się to uzyskać, ale nasza dzielna wojowniczka w dalszym ciągu wymaga bardzo intensywnej terapii ruchowej.  Do końca 2024 roku mamy zaplanowanych jeszcze 5 turnusów rehabilitacyjnych. Każdy z nich jest niestety bardzo drogi. Ponadto Hania ma zapewnioną stałą, codzienną regularną rehabilitację, zajęcia z psychologiem i pedagogiem. To wszystko generuje olbrzymie koszty. Zależy nam na tym, by Hania miała zapewnioną jak najlepszą opiekę wielu specjalistów. Niestety sami nie dajemy już rady. Dziękujemy za dotychczasowe wsparcie i z całego serca prosimy o dalszą pomoc! Będziemy wdzięczni za nawet najdrobniejsze wpłaty. Umożliwią one Hani dalszą walkę o sprawność i samodzielność!  Rodzice Hani Odwiedź również stronę na Facebooku:  ➡️ Hania - Nasz Wojownik

301,00 zł ( 1,41% )
Brakuje: 20 976,00 zł

Obserwuj ważne zbiórki