Lokalizacja

  • Cała Polska
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Damian Zakrzewski
Damian Zakrzewski , 13 lat

,,Chcę chodzić, ale nie mam jak…" – razem zawalczmy o sprawność Damiana!

Serca nam pękają, gdy Damian pyta: ,,Dlaczego moje nóżki mnie nie słuchają? Co mam zrobić, żebym mógł chodzić? Ćwiczę, ale one ciągle nie są posłuszne…”  Nasz synek urodził się jako wcześniak, w 24. tygodniu ciąży. Lekarze cudem go uratowali. Był taki maleńki i kruchy… Niedługo później, jak grom z jasnego nieba spadła na nas diagnoza – mózgowe porażenie dziecięce. Byliśmy w szoku, nie wierzyliśmy, że to spotkało właśnie nasze dziecko! Ciężko nam było się z tym pogodzić. Wiedzieliśmy jednak, że trzeba działać szybko, by dać Damiankowi szansę na jak najlepszy rozwój!  Od razu rozpoczęliśmy wizyty u wielu specjalistów, regularnie jeździmy do logopedy. Dzięki temu Damian mówi i możemy łatwiej się z nim porozumiewać. Konieczne są też zajęcia z fizjoterapeutą. Mimo że niektóre ćwiczenia bolą naszego synka, stale przełamuje swoje bariery, cały czas widzimy w nim wolę walki. Lewa strona jego ciała funkcjonuje gorzej niż prawa. Wspieramy go najlepiej jak możemy, jego siostry także bardzo mobilizują Damianka do pracy. Wszyscy staramy się być silni dla niego. Damian musi mierzyć się nie tylko ze skutkami dziecięcego porażenia mózgowego, ale również z padaczką. To jednak nie wszystko, klatka piersiowa naszego synka jest zniekształcona, co jest dla nas kolejnym źródłem stresu. Przez to każda, nawet najmniejsza aktywność fizyczna jest dla Damiana dużym wyzwaniem. Nasze dziecko jest bardzo zdeterminowane, a ból i zmęczenie nie zatrzymują go w ciągłej pracy i ćwiczeniach.  Damianek tak jak wszyscy, ma swoje marzenia. Tak bardzo chciałby chodzić, skakać, poznawać świat… Porusza się na wózku elektrycznym, co daje mu sporą samodzielność. Wcześniej był zdany tylko na nas. Uczęszcza do szkoły specjalnej, jest pogodnym, uśmiechniętym chłopcem, tętni życiem.   Rehabilitacja jest jedyną szansą na ulżenie Damianowi w bólu oraz poprawę jego sprawności. Z dnia na dzień potrzeb przybywa, niezbędne są także kolejne sprzęty do rehabilitacji.  Damianek dzięki zajęciom czyni coraz większe postępy, a my robimy wszystko, by dalej się rozwijał. Każdy rodzic zrobiłby to dla swojego dziecka! Musimy jednak mierzyć się ze sporymi kosztami, dlatego każde wsparcie będzie dla nas nieocenione. Prosimy, pomóżcie nam w tej walce o sprawność Damiana! Rodzice

471 zł
Nikodem Borowski i Dżeremi Ciureja
Nikodem Borowski i Dżeremi Ciureja , 8 lat

Trwa walka o zdrowie i sprawność dwóch braci❗️Nie przechodź obojętnie...

Choroba jednego dziecka to ogromne obciążenie i ból dla rodzica. Sytuacja jest jeszcze trudniejsza, gdy każdego dnia trzeba patrzeć na cierpienie dwójki ukochanych dzieci… Tak niestety wygląda moja rzeczywistość… Proszę, zapoznaj się z naszą historią. Mój starszy synek, Dżeremi cierpi na autyzm, ma opóźniony rozwój mowy, zespoły bólu głowy, włókniaka niekostniejącego trzonu ramienia, nieprawidłowości chodu i chorobę oczu.  Synek uczęszcza do placówki terapeutycznej, w której ma 3 godziny zajęć z logopedą, psychologiem i grupowe. Od września Dżeremi zacznie naukę w szkole z nauczycielem wspomagającym. Chciałabym zapewnić mu wszystko, co daje szansę na rozwój, szczęśliwą przyszłość, beztroskie dzieciństwo. Niezbędne są dalsze badania, specjalistyczna opieka, rehabilitacja i terapie. Niestety wszystko, co niezbędne, znacząco wykracza poza moje możliwości finansowe. Dżeremi ma coraz większe ataki agresji, problemy z emocjami, jest bardzo nerwowy, dlatego tak ważne jest dalsze, specjalistyczne leczenie. W ciąży z drugim synkiem mierzyłam się z toksoplazmozą, przez co konieczna była kuracja antybiotykiem. Nikodem przyszedł na świat w 38. tygodniu ciąży w wyniku stanu przedrzucawkowego. Synek cierpi na wrodzoną toksoplazmozę, skośnogłowie i refluks żołądkowo-jelitowy. Ma też zaburzenia napięcia mięśniowego. Nikoś wymaga stałej rehabilitacji, wsparcia, specjalistycznego sprzętu rehabilitacyjnego. Koszt kasku korekcyjnego, który również muszę mu zakupić, to aż 9-10 tysięcy! Zrobiłabym wszystko, by chłopcy mieli szansę na beztroskie dzieciństwo. Bym mogła obserwować ich rozwój i wspierać ich na każdym etapie. Obawiam się, że sama nie dam rady... Uchyliłabym dzieciom nieba, ale sama nie będę w stanie zapewnić im wszystkiego, czego potrzebują. Bardzo proszę o pomoc… Każda złotówka jest dla mnie niezwykle cenna.  Mama

386,00 zł ( 2,03% )
Brakuje: 18 561,00 zł
Maciej Augustyniak
Maciej Augustyniak , 50 lat

Chociaż tata leży w szpitalu, gdy słyszę kroki za drzwiami mam nadzieję, że to on... Pomocy❗️

W kwietniu 2021 roku mój mąż zachorował na chłoniaka DLBCL – chłoniak rozlany z dużych komórek B. Po szybkiej diagnozie i cyklach chemioterapii w okresie pandemii musiał sam mierzyć się z chorobą, jedynie przy wsparciu personelu medycznego. Po cyklach chemioterapii pojawiła się informacja o całkowitej odpowiedzi metabolicznej na skutek leczenia. Od tamtego momentu mąż przebywa pod kontrolą w Poradni Hematologicznej. Najbliższa wizyta miała być 24 kwietnia 2024. Niestety los bywa okrutny i niektórym nie odpuszcza. 3 kwietnia Maciek miał wypadek samochodowy, który w kilka sekund zmienił całe nasze życie. Mąż doznał szerokich obrażeń, z których najpoważniejszy jest bardzo mocny uraz głowy. Doszło do rozlanych uszkodzeń aksonalnych, które są najbardziej zaawansowaną postacią urazu zamkniętego. Gdy Maciek chorował na chłoniaka, nasza córcia Ola była w podstawówce. Dziś jest już licealistką. I sama chciałaby napisać coś od siebie: Jako córka też chciałabym dodać kilka słów. Tak jak kilka tygodni temu myślałam o nowym laptopie albo o tym, jakim autem będę jeździć w przyszłości, tak teraz marzę tylko o tym, aby mój tata do nas wrócił. Cały i zdrowy. Marzę o tym, żebym mogła cofnąć się do tamtego jednego dnia i powiedzieć, żeby został w domu, zrobić cokolwiek, byle po prostu ten wypadek się nie wydarzył. Chciałabym usiąść z nim i obejrzeć ulubioną bajkę, którą zawsze oglądał ze mną, jak byłam mała. Mimo że mam świadomość tego, że leży w szpitalu, codziennie gdy słyszę kroki na klatce naszego bloku, gdy słyszę otwierające się drzwi do naszego mieszkania, mam nadzieje, że to właśnie mój tata, który wrócił do domu, aby uściskać swoją córkę. W tej chwili Maciek potrzebuje intensywnej rehabilitacji i docelowo pobytu w specjalistycznym ośrodku rehabilitacyjnym. Maciek walczy, przetrwał dwie pierwsze krytyczne doby, 12 kwietnia wybudził się ze śpiączki po dziewięciu dobach i tu zaczyna się jego i nasza dalsza walka o powrót do zdrowia, rodziny i funkcjonowania w społeczeństwie.  Prosimy o pomoc. Żona Anna i córka Ola

8 260 zł
Sławomir Tyczyński
Sławomir Tyczyński , 60 lat

Mój brat był na granicy życia i śmierci❗️ Pomóż Sławkowi zawalczyć o sprawność!

Codzienna rehabilitacja, karmienie dorosłego mężczyzny słoiczkami dla dzieci, walka o każde wypowiedziane słowo… Nigdy nie spodziewaliśmy się, że taki los stanie się udziałem Sławka! Sławek zawsze był bardzo aktywny i towarzyski. Prowadził swoją firmę i utrzymywał rodzinę. Pod koniec października w zeszłym roku zadzwonił do mnie, mówiąc, że źle się czuje. Podejrzewał, że to atak rwy kulszowej – ciężko było mu się ruszyć, miał osłabione mięśnie. Nie sądziłem, że gdy zobaczę go następnym razem będzie leżał w murach szpitala, w śpiączce, podłączony pod aparaturę. Okazało się, że to, co Sławek wziął za rwę kulszową było tak naprawdę zapaleniem opon mózgowych, do którego doszło zapalenie płuc.  Brat był na granicy życia i śmierci!  By zwiększyć szansę na uratowanie Sławka, lekarze wprowadzili go w śpiączkę farmakologiczną. Cała rodzina z niecierpliwością czekała, aż Sławek się wybudzi i znowu będziemy wszyscy razem. Niestety, gdy po 10 dniach brat otworzył oczy, okazało się, że ze względu na porażenie układu nerwowego, nie jest w stanie wykonać prawie żadnego ruchu. Potrafił jedynie wskazać coś jednym palcem! Minęło już pół roku od tragicznego dnia! Dzięki intensywnej rehabilitacji Sławek odzyskał część władzy w ciele, ale nadal jest leżący i karmiony dojelitowo. Ma problemy z mową, które są pokłosiem przebytego kilka lat temu nowotworu krtani. Śpiączka spowodowała, że teraz porozumiewa się tylko szeptem. Staramy się ćwiczyć jego aparat mowy i podajemy mu słoiczki dla dzieci, żeby na nowo nauczył się przełykać i lepiej artykułować słowa. Szczęściem w nieszczęściu jest fakt, że Sławek jest przytomny i w pełni świadomy swojej sytuacji. Jednak dla tak aktywnego człowieka, uwięzienie w szpitalnym łóżku i we własnym ciele jest torturą. Błagamy Was o pomoc w leczeniu i intensywnej rehabilitacji naszego Sławka. Za każde wsparcie będziemy ogromnie wdzięczni! Brat Bohdan i bliscy Sławka

40 zł
Kamila Wojdyła
Kamila Wojdyła , 39 lat

Pomóż mi uwolnić się od bólu! Potrzebuję operacji!

Z chorobą żyję od wielu lat. Pomimo bólu i cierpienia zawsze starałam się radzić sobie sama. Tym razem wiem jednak, że nie dam rady bez Waszego wsparcia. Każdego dnia ból odbiera mi wszystko… Moja jedyna nadzieja to operacja. Wszystko zaczęło się w 2010 roku. To wtedy otrzymałam diagnozę i dowiedziałam się, że choruję na endometriozę. Dzielnie znosiłam towarzyszące mi dolegliwości, zażywałam leki, które pozwalały mi funkcjonować. Jednak  pod koniec ubiegłego roku wszystko się zmieniło… Ból był tak ogromny, że zupełnie wyłączył mnie z codziennych zadań. Nie potrafię opisać słowami ogromu tego cierpienia. Stan mojego zdrowia odebrał mi możliwość aktywności zawodowej. Niezwłocznie udałam się do lekarza specjalisty. Wieści, które otrzymałam, zwaliły mnie z nóg… Okazało się, że choroba jest już tak rozległa, że zajęła lewy moczowód, co powoduje niewydolność nerki! Jedyną nadzieją na poprawę mojego stanu zdrowia jest nierefundowana operacja. Musi się ona odbyć pilnie, ze względu na wodonercze. Boję się, że jeśli nie uzbieram koniecznych środków na czas, stracę nerkę!  Moje życie jest uzależnione od leków i środków przeciwbólowych. Wszystkie plany muszę uzależniać od poziomu bólu… Nie wyobrażam sobie dłużej znosić tak ogromnego cierpienia. Termin operacji został wyznaczony na maj. Proszę, pomóżcie mi zebrać potrzebne środki! Dziękuję z całego serca wszystkim Dobrym Aniołom wspierającym moją zbiórkę! Kamila

3 020,00 zł ( 6,3% )
Brakuje: 44 853,00 zł
Ania Misiarz
Ania Misiarz , 7 lat

Bez rehabilitacji Ania nie ma szansy na samodzielność... Pomóż!

Moja córeczka od urodzenia zmaga się z wieloma problemami zdrowotnymi. Niemalże bez przerwy pojawiają się kolejne dolegliwości. Czym sobie zasłużyła na taki los? Dlaczego moja mała Ania nie może cieszyć się dzieciństwem tak, jak jej rówieśnicy? Serce matki pęka, widząc cierpienie dziecka… To nie tak miało być… Córeczka urodziła się zdrową i silną dziewczynką. Przyznano jej 10 punktów w skali Apgar. Niestety niedługo potem zaczęły pojawiać się pierwsze nieprawidłowości. Ania bardzo mało jadła i często chorowała. Infekcje przyjmowały tak silną postać, że nie pomagała nawet antybiotykoterapia i konieczne było podawanie zastrzyków.  Później pojawiły się trudności z mową. Czekałam ponad 3 lata, nim Ania po raz pierwszy powiedziała słowo „mama”. Córeczka nie rozumiała też wielu rzeczy, które ja do niej mówiłam. Pękało mi serce – nie mogłam nawet porozmawiać z własnym dzieckiem! Konsultowałam się w tym kwestiach z wieloma specjalistami. Podejrzewano u córki niedosłuch, który mógł być źródłem problemów z nauką mowy oraz z przetwarzaniem słuchowym. Laryngolog wykluczył jednak taką możliwość. Wykonujemy więc kolejne badania. Nadal czekamy na diagnozę...  Obecnie Ania uczęszcza na regularne konsultacje z psychiatrą, psychologiem i logopedą, a także zajęcia pedagogiczne i integrację sensoryczną. Nie rozwiązuje to jednak w pełni problemów córeczki. Ania napotyka bardzo duże trudności w szkole. Nie potrafi swobodnie się wypowiadać, często myli słowa lub wypowiada je fragmentarycznie, ma spore problemy z koncentracją, czytaniem, pisaniem i zapamiętywaniem nowych rzeczy. Zdarza się, że nawet po kilkudniowej nieobecności w szkole córeczka całkiem zapomina literek i cyferek… Szereg intensywnych terapii jest więc niezbędny, aby wspomóc ją w rozwoju. Bardzo chcę, by była w przyszłości samodzielna.  Boję się, co będzie, gdy mnie zabraknie… Niestety pokrycie kosztów zajęć, dodatkowych badań oraz specjalistycznego sprzętu do rehabilitacji jest dla mnie ogromnym wyzwaniem. To ciężar finansowy, którego jako matka nie jestem w stanie udźwignąć sama. Każde więc wsparcie będzie miało dla nas ogromne znaczenie. Mama

136,00 zł ( 0,22% )
Brakuje: 61 141,00 zł
Przemek Grząba
Przemek Grząba , 50 lat

Przemek otarł się o ŚMIERĆ! Pomocy!

Nie tak wyobrażaliśmy sobie tegoroczne Święta Wielkanocne. Cieszyliśmy się na wspólnie spędzony czas. Zaplanowaliśmy rodzinne śniadanie, spacery… Los miał jednak dla nas inne plany… Przemek rozpoczął WALKĘ O ŻYCIE! Nagle podczas rozmowy z mężem zauważyłam, że niepokojąco zmienia się jego mimika twarzy, tak, jakby zupełnie nad nią nie panował. W moment zamilkł, nie było z nim kontaktu. Moja pierwsza myśl – udar mózgu. Musimy jak najszybciej udać się do szpitala! Natychmiast zadzwoniłam po karetkę. Każda minuta oczekiwania na medyków zdawała się wydłużać w nieskończoność. W mojej głowie pojawiała się tylko jedna myśl – błagam, Przemku, nie zostawiaj mnie! Złych wiadomości nie było końca. Lekarze poinformowali, że rzeczywiście doszło do udaru i że stan Przemka był bardzo poważny. Kazali przygotować się na najgorsze. Ból i strach, jaki wtedy czułam, jest nie do opisania. Widmo utraty miłości mojego życia było najgorszym koszmarem. Modliłam się, by jego organizm się nie poddał. Modliłam się i czekałam… Jeszcze na SORze rozpoczęto leczenie trombolityczne, które miało udrożnić naczynia krwionośne. Niestety stan męża się nie poprawiał. Konieczne było przewiezienie go na oddział udarowy w innym szpitalu. Tam doszło do wylewu. Sytuacja była coraz gorsza. Mąż przestał samodzielnie oddychać. Każda minuta była walką o życie! Lekarze informowali, że najbliższe godziny będą decydujące. Powiedzieli, że stan Przemka jest bardzo ciężki i że jeśli się nie podda to i tak prawdopodobnie nigdy już nie odzyska sprawności… Wtedy zdarzył się cud. Stan męża powoli zaczął się stabilizować. Na mojej twarzy w końcu popłynęły łzy radości. Z dnia na dzień było tylko lepiej. Medycy stwierdzili, że po rozległym udarze, jaki przeszedł mąż, nie widzieli jeszcze tak szybkiego powrotu do zdrowia. Odzyskaliśmy nadzieję, że wszystko się ułoży. Paraliż ciała ustąpił. Dziś Przemek jest już w stanie poruszać się samodzielnie, choć nadal występują u niego zaburzenia czucia. Największym jednak problemem jest utrzymująca się afazja – mąż nie mówi, nie jest w stanie komunikować się z rodziną w żaden sposób. Jedyną nadzieją na powrót do pełni sprawności jest intensywna rehabilitacja oraz terapia neuropsychologiczna i neurologopedyczna. Wiem, że najgorsze już za nami, jednak ze skutkami udaru będziemy mierzyć się jeszcze długo. Pęka mi serce, gdy widzę, jak mąż z dnia na dzień coraz silniej uświadamia sobie, że jest więźniem własnego ciała. Staram się jednak, jak tylko mogę, by cały czas przy nim być i by wspierać go w procesie rekonwalescencji. Wierzę, że dzięki intensywnej rehabilitacji niedługo to wszystko, cały ten ból i strach, stanie się tylko wspomnieniem – z całego serca proszę jednocześnie o wsparcie. Życie Przemka zmieniło się z dnia na dzień. Stracił coś bezcennego – zdrowie… Proszę, pomóż mu je odzyskać! Ewa, żona

3 230,00 zł ( 3,79% )
Brakuje: 81 877,00 zł
Andrii Kovtun
Andrii Kovtun , 33 lata

Przeszczep pozwoli mi w końcu wrócić do córki... Pomocy❗️

Andrii i jego żona wychowują razem czteroletnią córeczkę. Ula codziennie pyta, dlaczego tata nie może już być z nimi… Tak bardzo tęskni. Przez ponad dwa lata Andrii bronił swojego kraju w Ukrainie. Ale 10 marca los postawił przed nim kolejne przerażające wyzwanie. Do szpitala trafił z zapaleniem płuc, a po szeregu badań krwi w Kijowie i Monachium otrzymał diagnozę – białaczka. Obecnie Andrii przechodzi pierwszy cykl chemioterapii, stopniowo wchodząc w remisję. Niestety po leczeniu czuje się gorzej. Ale przed nim jeszcze drugi cykl, a pod koniec kwietnia przeszczep szpiku, który może uratować mu życie. Operacja ma się odbyć w Turcji. Koszt takiej operacji w Turcji wynosi prawie 4 800 000 hrywien, co przekłada się na około 120 000 dolarów. Z pomocą wolontariuszy udało się zebrać część pieniędzy, ale wciąż brakuje ponad 100 000 złotych. To kwota nieosiągalna dla przeciętnej rodziny i właśnie dlatego chcielibyśmy poprosić o pomoc. Od dwóch lat mała Ula widywała swojego tatę raz na kilka miesięcy przez okrucieństwo wojny. Teraz Andii walczy z chorobą i marzy o tym magicznym momencie, kiedy znów nabierze sił, by przytulić swoje najcenniejsze skarby i podziękować wszystkim za wsparcie, którego tak bardzo teraz potrzebuje. Rodzina

238,00 zł ( 0,14% )
Brakuje: 159 337,00 zł
Maja Dąbrowska
Maja Dąbrowska , 3 latka

Potrzeba niewiele, aby uczynić życie Mai lepszym! POMÓŻ!

Nasza córeczka od samego początku nie miała łatwo. Maja przyszła na świat w 33. tygodniu ciąży przez pilne cesarskie cięcie. Ten ciężki start spowodował duże uszkodzenia w jej mózgu. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby jej pomóc. Niestety z pewnymi skutkami Majeczka będzie musiała się mierzyć aż końca życia! Swoje pierwsze tygodnie Maja spędziła sama na OIOMie... Sepsa, zapalenie bakteryjne płuc, problemy z sercem i nerkami. Okrutny los nie chciał odpuścić naszej małej wojowniczce. Doszło do momentu, gdy córka przestała samodzielnie oddychać! Lekarze walczyli o jej życie! Ten najgorszy czas trwał aż 2 miesiące. Na szczęście najważniejszą batalię udało się wygrać. Ale na skutek braku oddechu doszło u naszej córki do niedotlenienia i nieodwracalnych zmian w mózgu. Żaden rodzic nie jest gotowy na taką diagnozę. Maja ma dziecięce porażenie mózgowe. Córeczka wymaga stałej rehabilitacji, sprzętów medycznych oraz ortopedycznych. Chcemy również zabrać Maję na turnusy rehabilitacyjne. Są one niesamowicie skuteczne, ale również przerażająco drogie. Koszt jednego turnusu przekracza kwotę 12 000 złotych! A to niestety nie koniec potrzeb naszego dziecka. Podczas ostatnich badań kontrolnych okazało się, że biodra Majki zagrożone są podwichnięciem. Aby uniknąć operacji, córka potrzebuje dodatkowych ćwiczeń o innej specyfice. Turnusy, na które zbieramy muszą być cykliczne, żeby zapobiec postępowaniu choroby.  Dodatkowo w związku z postępującą spastyką mięśni, potrzebny jest zakup specjalistycznego kombinezonu Molli oraz kombinezonu TheraTogs. Koszty każdego dnia rosną i nie dają nam nawet chwili wytchnienia. Dlatego zmuszeni jesteśmy ponownie prosić o pomoc! Z całych sił walczymy o lepsze funkcjonowanie córki. Staramy się, aby mimo tak napiętego grafiku terapii, córka miała też jak najbardziej wesołe dzieciństwo. To jeszcze małe dziecko, ale musi ciężko pracować mimo bólu, łez i zmęczenia. Jeśli możesz – prosimy, Wesprzyj nas! Każda złotówka, jest dla nas na wagę złota! Rodzice Mai

901,00 zł ( 1,4% )
Brakuje: 63 407,00 zł

Obserwuj ważne zbiórki