
Tragiczny wypadek odebrał mu zdrowie. Walczymy o powrót do życia mojego taty! Nie pozwólmy runąć jego marzeniom...
Cel zbiórki: Leczenie, rehabilitacja, pobyt w ośrodku
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiącCel zbiórki: Leczenie, rehabilitacja, pobyt w ośrodku
Opis zbiórki
Maj tego roku zmienił wszystko w jednej sekundzie. Mój tata wyjechał na krótką, rutynową przejażdżkę swoim ukochanym motocyklem. Chwilę później moja mama postanowiła do niego zadzwonić. Telefon się odebrał... ale zamiast głosu taty, w słuchawce usłyszeliśmy koszmar, który zostanie z nami na zawsze. Dźwięki syren ratunkowych, głosy ratowników medycznych mówiących do taty i jego słaby, ledwo słyszalny, gasnący głos. W tamtym momencie nasze życie nagle stanęło w miejscu.
Niedługo potem, gdy tata po wypadku dojechał do szpitala, zdołał do nas zadzwonić. Moimi pierwszymi, wypowiedzianymi przez łzy słowami były: „Tato, Ty żyjesz! Jedziemy do Ciebie...”.
Tata ledwo uszedł z życiem. Przez wiele dni drżeliśmy o każdy jego oddech. Każdego dnia, kiedy jechaliśmy do szpitala, umieraliśmy ze strachu. Baliśmy się tego, co zastaniemy, gdy wejdziemy na oddział. Lista obrażeń, z jakimi trafił do szpitala, brzmiała jak wyrok: stan po obwodowej zatorowości płucnej, złamanie kręgów odcinak piersiowego kręgosłupa, porażenie kończyn dolnych, stan po udarze lewej półkuli mózgu, stan po usunięciu krwiaki z prawej jamy opłucnowej, wieloodłamowe złamania kości. To cud, że dzisiaj w ogóle jest z nami.
Mimo tego, jak potwornie cierpiał na szpitalnym łóżku, od samego początku walczył z całych sił. Nie poddał się ani na moment. My, jako rodzina, również nie zamierzaliśmy bezczynnie patrzeć na jego ból. Robiliśmy absolutnie wszystko, żeby choć trochę mu pomóc, jakkolwiek ćwiczyć, masować i pobudzać jego ciało jeszcze na oddziale.
W tym całym dramacie łapaliśmy się każdej iskierki nadziei. Cieszyliśmy się z każdego, nawet najmniejszego postępu w szpitalu. Płakaliśmy ze szczęścia na widok powolnego powrotu czucia w nogach i każdego, najdrobniejszego drgnięcia stopy. Te małe sukcesy dały nam wiarę, że ta mordercza walka ma sens. Dzisiaj jednak wiemy, że to dopiero kropla w morzu potrzeb. Sam powrót czucia nie wystarczy – do tego, by tata mógł samodzielnie stanąć na nogi, potrzebne są jeszcze setki godzin twardej, systematycznej pracy pod okiem specjalistów.

Mój tata to człowiek czynu, właściciel firmy. Przez 18 lat ciężko i uczciwie pracował, budując wszystko od zera. Zawsze był dla ludzi. Nikomu, nigdy nie odmówił pomocy. Kiedy ktoś potrzebował wsparcia, tata potrafił rzucić wszystko i pomóc.
Mój tata jest niezwykle dumnym i honorowym człowiekiem. Nigdy nie chciał tej zbiórki. Do samego końca powtarzał, że poradzi sobie sam, że sfinansuje wszystko z własnych oszczędności, które odkładał przez lata ciężkiej pracy. Niestety, brutalna rzeczywistość zweryfikowała nasze plany. Koszty walki o jego zdrowie okazały się barierą nie do przebicia. Lekarze i fizjoterapeuci jasno podkreślają: to właśnie te pierwsze miesiące są najważniejsze. To kluczowy, bezcenny czas na pobudzenie mięśni do pracy i walkę o powrót impulsów nerwowych. Jeśli teraz odpuścimy, tata już nigdy nie odzyska sprawności.
Gdy tata walczył o życie w szpitalu, jego firma zaczęła wisieć na włosku. Wszystko by przepadło, gdyby nie mój 18-letni brat. Ten młody chłopak, zamiast cieszyć się końcem szkoły i wkraczaniem w dorosłość, natychmiast przejął obowiązki taty i zajął się pracą, by uratować dzieło życia naszego ojca. Zrobił to, by tata po powrocie ze szpitala nie zastał ruin tego, czemu oddał całe serce.
Sytuacja jest bardzo skomplikowana, ponieważ wieloodłamowe złamanie ręki zostało zoperowane dopiero po 7 tygodniach od wypadku. Jakiś czas temu tata miał także rozpocząć rehabilitację w specjalnej placówce, jednak w ostatniej chwili okazało się to niemożliwe. Straciliśmy dużo cennego czasu, którego już nie odzyskamy. Dziś sprawność tej ręki stoi pod wielkim znakiem zapytania i może już nigdy nie wrócić do dawnego stanu.
Tata potrzebuje intensywnej, kilkugodzinnej pracy każdego dnia, a nie bezczynnego leżenia. Chce walczyć! Pragnie odzyskać swoje dawne życie, stanąć na nogi, wrócić do pracy i – co dla niego najważniejsze – móc biegać za swoim ukochanym wnukiem.
Od dnia wypadku z własnych kieszeni wydaliśmy już blisko 100 tysięcy złotych na leki, dojazdy, badania i prywatną opiekę. Efekty są widoczne, ale koszty nas po prostu miażdżą. Jeden miesiąc takiego pobytu i specjalistycznych ćwiczeń to koszt rzędu 30 tysięcy złotych, plus ogromne wydatki na leki i dalsze leczenie. Nasze prywatne oszczędności, z których tata tak bardzo chciał wszystko opłacić, po prostu się skończyły.
Dlatego proszę Was o pomoc. Wierzę, że wspólnymi siłami uda się postawić tatę na nogi. Że jeszcze odzyska zdrowie i dawne życie, które tak bardzo kochał.
Córka oraz rodzina
- Wpłata anonimowaX zł
- Daniel.G500 zł
Trzymam kciuki Adam
- Wpłata anonimowa200 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa2000 zł
Damy radę 💪 głowa do góry 🫡