
To nie może być koniec! Adam walczy o sprawność i potrzebuje Twojej pomocy!
Cel zbiórki: Intensywna rehabilitacja, zakup sprzętu, przystosowanie łazienki
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiącCel zbiórki: Intensywna rehabilitacja, zakup sprzętu, przystosowanie łazienki
Aktualizacje
Nie wiedziałam, czy mój mąż przeżyje noc... POMOCY❗️
Ostatnie tygodnie to dla nas nieustający strach i walka o każdy oddech. Adaś tak bardzo spuchł, a ataki duszności wracały coraz częściej, zmuszając nas do wzywania pogotowia.
Dwa tygodnie temu w piątek mąż stracił przytomność w naszym domu – w panice wezwałam ratowników, którzy natychmiast zabrali go do szpitala. Na SOR-ze przeszliśmy przez serię badań. Dokładnej przyczyny nagłego zasłabnięcia nie znaleziono, ale w lewej opłucnej był płyn.
W sobotę nad ranem Adam trafił na oddział pulmonologiczny. Niedziela dała nam złudną nadzieję – mąż przytulał dzieci, napił się wody, ale odmawiał jedzenia.

W poniedziałek jednak jego stan gwałtownie się załamał. Lekarze musieli podpiąć go pod respirator, a z każdą kolejną godziną było tylko gorzej. Słowa, że nie są w stanie przewidzieć, czy mąż przeżyje noc, odebrały mi dech. Obrzęk płuc... To był koszmar!
Na szczęście stał się cud – organizm podjął walkę. Przez trzy doby Adaś leżał pod respiratorem, podawano mu silne leki, a ja drżałam o każdy jego oddech. Dziś na szczęście Adaś znów oddycha sam i powoli zbiera siły do dalszej walki. Nie przestawajcie go wspierać, proszę!
Joanna, żona Adama
Za Adamem bardzo trudne miesiące... Pomóż mu walczyć dalej!
Kochani, pod koniec października Adaś przeszedł bardzo ciężki atak padaczki, Sytuacja była tak poważna, że konieczna okazała się pilna wizyta na szpitalnym SOR-ze, zmiana leków na znacznie mocniejsze oraz długi czas osłabienia całego organizmu.
Koniec listopada był dla nas wyjątkowo trudny. Adaś bardzo podupadł na siłach, odmawiał jedzenia i picia, konieczne okazały się kroplówki oraz dokarmianie przez PEG. Zostaliśmy także zapisani do poradni żywieniowej, ponieważ domowe, miksowane posiłki nie są w stanie dostarczyć mu wszystkich niezbędnych mikro- i makroskładników.

Od połowy grudnia pojawiło się światełko nadziei. Adaś zaczął ponownie jeść, częściej się uśmiecha, żartuje z dziećmi i wraca do nas, choć niestety nie jest już tak aktywny, jak wcześniej. Nadal regularnie się rehabilituje i ćwiczy tyle, na ile pozwala mu organizm.
My uczymy się cieszyć każdą chwilą, każdym uśmiechem, każdym lepszym dniem, każdą wspólnie spędzoną minutą. Z całego serca dziękujemy za dotychczasowe wsparcie i prosimy: bądźcie z nami dalej. To dzięki Wam mamy siłę, by walczyć każdego dnia.
Żona Adama
Nie poddajemy się – dalej walczymy o sprawność!
Dawno nas tu nie było, ale troszkę się działo!
Zacznijmy od pozytywnych informacji: stan Adaśka jest dobry! Ćwiczy dzielnie, chociaż troszkę nas wyhamowały zimowe miesiące. Antybiotyki, kaszel i ogólne osłabienie organizmu dały się we znaki, jednak nie poddajemy się.

Są dni lepsze i gorsze, ale Adaś dzielnie walczy ze wszelkimi przeciwnościami. Czasami zastanawiam się, skąd on ma w sobie tyle motywacji i siły...
W dalszym ciągu potrzebujemy intensywnej rehabilitacji. Proszę, nie zostawiajcie nas!
Żona Joanna
Opis zbiórki
Kiedy w tym roku wszyscy szykowali się do świąt Wielkiej Nocy, w naszym domu czuć było tylko paraliżujący strach... Poranek 2 kwietnia zapamiętam na zawsze. Mąż zaczął narzekać na potworny ból głowy, którego nie dały radę uśmierzyć leki, bardzo się pocił, a później zaczął wymiotować. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje, a Adam słabł z każdą chwilą. Podjęłam decyzję o szybkim zabraniu męża na SOR.

Kiedy dotarliśmy do szpitala, badanie tomografem wykazało krwawienie międzyczaszkowe. Mąż natychmiast trafił na blok operacyjny. Przez 6 godzin sztab medyków walczył o życie najbliższej mi osoby, a ja nie mogłam nic zrobić! Okazało się, że w głowie Adama pękł tętniak. Nawet nie wiedzieliśmy, że tam jest…
To były chwile, które chciałabym wyrzucić ze swojej głowy, tymczasem wciąż wracają do mnie natłokiem emocji. Pamiętam swój strach, pamiętam, że nie mogłam się na niczym skupić. Mój mąż walczył o życie na szpitalnej sali, a ja błagałam w myślach, żeby udało mu się wyjść z tego wszystkiego cało. Późniejsze słowa lekarzy sprawiły jednak, że ugięły się pode mną kolana.

Chwilę po operacji powiedziano mi, że mam się pożegnać z mężem, bo jego stan jest krytyczny. Nie mogłam się z tym pogodzić! Wiedziałam, że Adam się nie podda, że będziemy walczyć, dopóki starczy nam sił, że mamy jeszcze tyle planów do zrealizowania w przyszłości. Kiedy Adam wybudził się ze śpiączki poczułam się, jakby ktoś zdjął mi z serca ogromny ciężar. Mój ukochany mąż wygrał tę walkę, najtrudniejszą z możliwych i choć wiedziałam, że powrót do sprawności będzie drogą przez ciernie, trwałam przy nadziei, że pokonamy wszystkie przeciwności.

Jeszcze przez długi czas Adam był cieniem samego siebie. Ważył tylko 43 kg! Dziś jest już trochę lepiej, ale przed nami wciąż długa droga. Udało się zdjąć rurkę tracheotomijną, mąż zaczyna już powoli i świadomie mówić. Wciąż jednak utrzymuje się niedowład prawej strony ciała. Noga Adama jest już po tej stronie sprawniejsza, z ręką niestety wciąż jest kiepsko. Mąż podejmuje już pierwsze próby chodzenia, by jednak marzyć o sprawnej przyszłości, potrzebuje intensywnej rehabilitacji. Koszty są ogromne i sami nie damy rady. Pomóż nam, proszę!
Joanna, żona

- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- WŁADYSŁAWA100 zł
- Wpłata anonimowa500 zł
- Wpłata anonimowa100 zł