"Jestem mamą, nie mogę umrzeć..." Pomóżmy Agnieszce wygrać z nowotworem!

Zbiórka zakończona
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 9 075 osób
174 488,72 zł (100,18%)
Zbiórka na cel
protonoterapia w Czechach i podanie leku Avastin

Agnieszka Borkowska, 39 lat

Gniezno, wielkopolskie

guzy mózgu: oponiaki, postać złośliwa, szybko narastająca (III stopień złośliwości)

Rozpoczęcie: 15 Czerwca 2018
Zakończenie: 5 Lipca 2018

Poprzednie zbiórki

209 131,01 zł (102,51%)
terapia protonowa w Czechach

5 602

04.04.2016 - 15.04.2016

terapia protonowa w Czechach

5 602

209 131,01 zł

04.04.2016 - 15.04.2016

30 Października 2018, 13:30
Nowe wieści od Agnieszki!

Właśnie jestem w drodze do Czech! Dwa tygodnie temu miałam pierwszy rezonans po operacji. Nie widziałam jeszcze wyników, ale lekarz przysłał mi wiadomość, że wszystko jest w normie, a mój stan jest stabilny. Przy tym rodzaju nowotworu to świetna wiadomość!

Jadę teraz ze wszystkimi wynikami skonsultować je do Czech, gdzie ma się odbyć protonoterapia. Na ten moment czuję się dobrze, dlatego lekarze jeszcze wstrzymują się z decyzją o leczeniu Avastinem i poddaniu mnie protonoterapii. Jestem nieustannie pod kontrolą i gdyby coś zaczęło się dziać, jestem spokojna - dzięki Wam mam środki na leczenie!

Dziękuję Wam i pozdrawiam wszystkich.

Agnieszka

Pokaż wszystkie aktualizacje

05 Lipca 2018, 11:21
Agnieszka rozpoczyna leczenie - mamy wszystkie środki!

Agnieszka Borkowska

Dobro trwa ponad czasem, jest trwalsze niż życie i zawsze wraca. W tym najtrudniejszym momencie, jakim jest śmierć kogoś bliskiego, myślenie o innych jest najpiękniejszą oznaką dobrego serca...

Dzisiaj możemy zamknąć zbiórkę Agnieszki na 100%, bo mamy całą kwotę, niezbędną na leczenie!

Tomasz Chichłowski KLIK odszedł tam, gdzie nie ma bólu. Byliśmy razem do końca, wspólnie z nim walczyliśmy ramię w ramię, ale rak okazał się silniejszy. Tomek nie zdążył wykorzystać środków na leczenie, które wspólnie zebraliśmy. Dlatego też Iza, żona Tomka, bardzo chciała, by mogły uratować inne istnienia. By mogły być szansą dla tych, którzy ciągle walczą.

Gdy zadzwoniliśmy dzisiaj do Agnieszki, ze wzruszenia odebrało jej mowę. Dziękuje Wam wszystkim za wsparcie, dziękuje rodzinie Tomka. Walka Agnieszki jeszcze trwa i wierzymy, że z takim wsparciem okaże się zwycięska!

Za tydzień czeka ją operacja wycięcia czterech guzów, a potem naświetlanie protonami, by nowotwór nie wrócił. Mocno trzymamy kciuki, bo po tylu latach walki w końcu musi się udać!


Aktualizacja:

19 lipca 2018

Operacja się udała! Teraz można walczyć dalej

Agnieszka Borkowska

Jestem Agnieszka, mam 36 lat, dwoje cudownych dzieci i paskudnego raka… Walczę z nowotworem już od 12 lat. Przeszłam niezliczoną ilość wyniszczających chemii, siedem operacji mózgu, radioterapię i protonoterapię. Wszystko na nic… Kilka dni temu usłyszałam to okropne, znienawidzone słowo - wznowa. Tym razem jest jeszcze trudniej, nowotwór jest jeszcze bardziej niebezpieczny. Moją jedyną szansą są terapia protonami i lek Avastin. Bez tego nie mam szans, moje dzieci zostaną sierotami… Proszę o pomoc, by Maksio i Marysia nie wychowywaly się bez mamy...

Agnieszka Borkowska

Idę odebrać z przedszkola córeczkę, po drodze zabieram synka ze szkoły. Myślę wtedy - ile jeszcze takich wypraw przede mną? Jak długo starczy mi sił? Kiedy rak postanowi, że to już koniec…? Przypominam sobie o początku tej drogi przez nowotworową mękę i że mija już 12 lat, odkąd na nią weszłam. Zaczęło się, gdy byłam w ciąży, a właściwie gdy poroniłam. Rozpacz po straconym dziecku, a potem jeszcze to - diagnoza. Parę dni po poronieniu doznałam paraliżu prawej strony ciała. Gdy zaczęli szukać jego przyczyny, znaleźli w moim mózgu guz. Wtedy jeszcze powiedzieli, że jest łagodny, ale wrażliwy na wszystkie zmiany hormonalne. Został wycięty, a mi powiedziano mi, że nie będę mogła już zajść w ciążę, bo to mnie zabije…

A przecież z mężem tak marzyliśmy o dziecku! Podjęliśmy decyzję, by stać się rodzicami dla maluszka, który bardzo potrzebował rodziców. Adoptowaliśmy Maksia i pokochaliśmy najbardziej na świecie. Miało być już dobrze, jak w bajce… Ale rzeczywistość ponownie pokazała, że nie jest kolorowa.

Agnieszka Borkowska

Trzy lata po pierwszej diagnozie doznałam szoku - łagodny guz zmienił się w nowotwór złośliwy. Kolejne lata to była prawdziwa wojna - wielokrotne operacje na otwartym mózgu, balansowanie na granicy życia i śmierci, a w tym wszystkim szczęście w nieszczęściu - mimo tych wszystkich niebezpiecznych operacji, nadal jestem sobą! Nadal żyję, wszystko pamiętam, jestem...

Mój mąż był dla mnie prawdziwym wsparciem, nie dawał mi się poddać. Miałam dla kogo żyć - był już przecież z nami Maks, który bardzo potrzebował miłości obojga rodziców! I wtedy, gdy spodziewaliśmy się tego jak mniej, jak grom z jasnego nieba spadła na nas informacja - byłam w ciąży! Ogromna nadzieja przyniosła jeszcze większy strach. Lekarze odradzali, mówili, że możemy umrzeć: i ja, i dziecko. Musiałam wybierać, musiałam zdecydować. Widziałam tylko jedną właściwą drogę - zrobię co w mojej mocy, by moje dziecko przeżyło! Ciąża była bardzo ciężka - pojawiły się problemy z mową, z pamięcią. Burza hormonów sprawiła to, czego wszyscy się spodziewali. Rak powrócił. Z córeczką pod sercem trafiłam na stół operacyjny, na kolejną operację mózgu. Udało się, przeżyłyśmy! W 2013 roku urodziłam cudowną Marysię, a zaraz potem znów pod nóż chirurga…

Agnieszka Borkowska

Jednak to nie był happy end. Rak wrócił kolejny raz, dwa lata temu. Nowe ogniska, dramatyczna decyzja o kolejnej operacji i terapii… Jednak tym razem wróg zyskał nowe oblicze. Zapis badania histopatologicznego uległ zmianie – guz wcześniej rozpoznany jako glejak, tym razem przyjął nazwę oponiak w IV stopniu złośliwości… Moją szansą była tylko protonoterapia, na którą dzięki Wam udało mi się zdążyć. Potem przyszła cudowna wiadomość - wyzdrowiałam! Ale szczęście naszej czwórki trwało tylko dwa lata…

W Boże Ciało, 30 maja tego roku, na badaniu kontrolnym dowiedziałam się o wznowie. To był szok! Nikt się nie spodziewał, czułam się przecież coraz lepiej… A tu nagle cztery nowe ogniska, które powiększają się z każdym dniem. Moje życie znowu zależy od drogiego leczenia…

Mimo wszystko nie daję chorobie za wygraną. Za miesiąc (16 lipca) idę do szpitala. Przede mną kolejna, ósma już operacja, na którą czekam ze strachem ale i z wielką nadzieją. Niestety, to nie wszystko. Konieczna jest także radioterapia protonowa, mające olbrzymie znaczenie w przypadku leczenia guzów wewnątrzczaszkowych. W Polsce jednak niedostępna dla chorych z guzami mózgu...

Agnieszka Borkowska

Najbliższym zagranicznym ośrodkiem przeprowadzającym taką terapię jest Proton Therapy Center Czech w Pradze, a koszt takiego leczenia jest ogromny - to ponad 230 tysięcy złotych. Nie mogę liczyć na NFZ, sama zaś nie dysponuję tak ogromną sumą, którą na dodatek powinnam zebrać w ciągu kilku tygodni! Terapia musi rozpocząć się 3 tygodnie po operacji. Mój czas ucieka...

Poza tym, ponieważ w moim przypadku byłoby to już trzecie naświetlanie, istnieje podwyższone ryzyko popromiennej martwicy mózgu, dlatego leczenie powinno dodatkowo uwzględniać podanie leku o nazwie Avastin, co wiąże się z kolejnymi, wysokimi, kosztami.

To leczenie jest moją ostatnią nadzieją. Dziękuję za każdy dzień, który dla mnie i mojej rodziny jest ogromnym darem. Kocham mojego męża, kocham moje dzieci… Nie marzę o niczym innym, tylko po prostu być z nimi, jak najdłużej… Zastanawiam się, czy w końcu wygram tę walkę? Czy pisane mi jest zwycięstwo? Przecież wielu lekarzy dziwi się, że ja nadal żyję! Ale przy życiu trzyma mnie miłość do rodziny i nadzieja, a to jest silniejsze niż śmierć… Proszę, pomóżcie mi… Dzięki Wam jeszcze może być dobrze!

Agnieszka

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 9 075 osób
174 488,72 zł (100,18%)