Zbiórka zakończona
Agnieszka Borkowska - zdjęcie główne

Mama z onkologii potrzebuje pomocy

Cel zbiórki: terapia protonowa w Czechach

Organizator zbiórki:
Agnieszka Borkowska, 44 lata
Gniezno, wielkopolskie
guzy mózgu: oponiaki, postać złośliwa, szybko narastająca (III stopień złośliwości)
Rozpoczęcie: 4 kwietnia 2016
Zakończenie: 15 kwietnia 2016
209 131 zł(102,52%)
Wsparły 5602 osoby

Cel zbiórki: terapia protonowa w Czechach

Organizator zbiórki:
Agnieszka Borkowska, 44 lata
Gniezno, wielkopolskie
guzy mózgu: oponiaki, postać złośliwa, szybko narastająca (III stopień złośliwości)
Rozpoczęcie: 4 kwietnia 2016
Zakończenie: 15 kwietnia 2016

Rezultat zbiórki

Cześć, to ja - Aga :)

W Pradze jestem już kolejny (6) tydzeń, terapię rozpoczęłam dokładnie 1 czerwca. Jutro będę miała 25 naświetlanie z 33 zaplanowanych. Pojawiły się wprawdzie różne objawy niepożądane związane z radioterapią, m.in. wypadanie włosów i kłopoty ze skórą w miejscu poddawanym naświetlaniom, tęsknię też ogromnie za najbliższymi, ale generalnie czuję się dość dobrze, nie tracę wigoru i wiary w terapię. Na dowód tego przesyłam takie oto zdjęcie, zrobione w świetnie dopasowanej peruce i w pełnym makijażu w pierwszych tygodniach leczenia :) (zdjęcie zrobione w budynku PTC przy jednym z tzw. roll-upów rekalmujących terapię protonową).

Prowadzę tutaj raczej oszczędzający tryb życia, dużo przebywam na świeżym powietrzu, spaceruję.

Terapia kończy się 20 lipca. Od samego początku mam tutaj w Proton Therapy Center przemiłego lekarza prowadzącego (Stepan Vinakurau), który czuwa nad cotygodniowymi badaniami kontrolnymi i przebiegiem całego leczenia. 

Nikt z nas nie wie, jaka będzie przyszłość. Nie wiem i ja. Dlatego jestem dobrej myśli. Bo skoro wszystko może się zdarzyć, to przecież mi też może się udać, prawda? Dzięki Wam jeszcze będzie dobrze. Dziękuję :)

 

Agnieszka Borkowska

 

Opis zbiórki

Podobno marzenia uskrzydlają, nie zabijają. Ona pragnęła dziecka. Niestety, gdy zaszła w ciążę, zaczęło dziać się źle. Zmiany hormonalne sprawiły, że zamiast wypatrywanego maleństwa, w życiu pojawił się nowotwór. Marzenie odeszło. Nie miało na tyle sił, by się spełnić. Ona, wsparta opiekuńczym ramieniem męża, stanęła do walki.. Tak było kilka lat temu. Dzisiaj, wspólnymi siłami, będziemy ratować mamę dwójki małych dzieci. Człowieka, dla którego życie nie było łaskawe, a nowotwór odebrał część sił, zahaczając też o te przeznaczone na walkę. Agnieszkę – 35-latkę, dla której jest zbyt wcześnie, by umierać.

 

Agnieszka Borkowska

 

Kilka dni po poronieniu Agnieszka przeżyła atak paraliżu, który doprowadził do niedowładu prawostronnego. Wykryto i wycięto po raz pierwszy „łagodnego guza mózgu”. Jego ogromna wrażliwość na wszelkiego rodzaju zmiany hormonalne sprawiła, że Agnieszce stanowczo odradzano planowanie kolejnej ciąży.

 

Półtora roku od pierwszych, nieśmiałych rozmów podjęli decyzję. Aga i jej mąż byli pewni, że są gotowi zostać rodzicami. Postanowili zaopiekować się maluszkiem, który już przyszedł na świat i bardzo potrzebował ludzi gotowych go pokochać. Tak oto 3-miesięczny Maks stał się ich synkiem.

 

Normalność i szczęście nie trwały jednak długo. Trzy lata po wycięciu guza świat Agnieszki ponownie legł w gruzach. Szczęśliwe życie rodzinne pękło jak bańka mydlana. Łagodny guz zmienił nazwę na „nowotwór złośliwy”.

 

Agnieszka Borkowska

 

Spokój został bezpowrotnie utracony. W czasie kilku kolejnych lat guz Agnieszki operowany był czterokrotnie. Włączono wyczerpującą chemioterapię oraz leczenie antyangiogenne. Znów był czas walki.

 

W 2012 wydarzył się nieplanowany cud. Ciąża. Razem z nadzieją przyniosła ze sobą strach. Wiele osób odradzało, wątpiło. Mogła nie przeżyć ona. Mogło nie przeżyć dziecko. Ale był też cień szansy na to, że się uda. Agnieszka musiała podjąć decyzję. Widziała tylko jedną właściwą drogę. Postanowiła chronić malutkie życie. Związane z ciążą zmiany hormonalne szybko doprowadziły do pogorszenia stanu zdrowia – już w trzecim miesiącu pojawiły się zaniki pamięci oraz problemy z mową. Z czasem poza zasięgiem stało się podpisanie dokumentów własnym nazwiskiem, wypowiedzenie imienia. Lekarze nie dawali szans na szczęśliwy poród. Uważali, że dziecko umrze. Na szczęście nie ma ludzi nieomylnych. W 2013 roku Agnieszka urodziła zdrową, śliczną córeczkę. W tym czasie guz został zoperowany dwukrotnie – w czasie ciąży oraz bezpośrednio po porodzie. Cud ma na imię Marysia, a z Agnieszką dopiero co skończyłam rozmawiać przez telefon.

 

W zeszłym roku pojawiły się dwa nowe ogniska. Lekarze z trudem zdecydowali się przeprowadzić siódmą operację głowy. Zapowiedzieli jednak, że jeśli guz się odrodzi, to jego ponowne zoperowanie w przyszłości nie będzie możliwe… Po czterech miesiącach nowotwór i strach powróciły.

 

Agnieszka Borkowska

 

Zapis badania histopatologicznego uległ zmianie – guz wcześniej rozpoznawany jako glejak tym razem przyjął nazwę oponiak. Może i by to coś zmieniło, dało większe szanse, gdyby nie stadium zaawansowania choroby. IV stopień, zmusza do najbardziej radykalnych posunięć. W przypadku Agnieszki to bardzo droga terapia protonowa umożliwiająca lepszą kontrolę zmienionego chorobowo miejsca. Wiązka promieniowania protonowego dociera do guza precyzyjnie i głęboko, dzięki czemu prawdopodobieństwo zniszczenia zmian nowotworowych jest wysokie. Wraz z nowymi ogniskami pojawiły się towarzyszące im ataki padaczkowe, postępujące jąkanie, uciążliwe cierpnięcie kończyn… jest coraz gorzej.

 

To już dziesiąta rocznica życia z nowotworem. Partnerem, który choć na co dzień spokojny, w dłoni zawsze trzyma wycelowany nóż. Ona – mama, ona –pacjent, ona – człowiek – Agnieszka potrzebuje pomocy…

Wybierz zakładkę
Sortuj według

Ta zbiórka jest już zakończona. Zobacz innych Podopiecznych, którzy czekają na Twoją pomoc.

WesprzyjWesprzyj