
Mama dwójki dzieci walczy o życie❗️Pomóż pokonać raka!
Cel zbiórki: Kilkuletnie nierefundowane leczenie onkologiczne
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
10 wspierających co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Anonimowy Pomagaczwspiera już 4 miesiące
- Magdawspiera już 4 miesiące
- Anonimowy Pomagaczwspiera już 4 miesiące
Cel zbiórki: Kilkuletnie nierefundowane leczenie onkologiczne
Aktualizacje
Jestem Olka i walczę z rakiem. A Twoja pomoc naprawdę ratuje mi życie!
Chwilę się nie odzywałam, ale wciąż tu jestem i żyję. I to dzięki Wam. To Wy pomagacie mi opłacać leczenie, które ratuje moje życie.
Jestem po wizycie u lekarza i wedle najnowszych zaleceń mam przyjmować lek aż do października 2027 roku. Postanowiłam zwiększyć pasek zbiórki, by móc uzbierać na ten konieczny czas leczenia. Wierzę, że z Waszym wsparciem ten cel jest możliwy do zrealizowania.
Z dobrych wieści – duża zmiana w biodrze, która powodowała ogromny ból i konieczność przyjmowania niezliczonych ilości środków przeciwbólowych, uległa znacznej regresji. Tym samym ból, który czasem nie pozwalał mi nawet oddychać, minął.

Niestety pojawiła się kolejna ogromna zmiana, prawdopodobnie jest to zmiana martwicza po wielokrotnym napromienianiu jednej partii ciała (miednicy), tzw martwica popromienna. Obecnie rozpoczęłam dodatkową terapię, która jest stosowana w tego typu zmianach, aby pomóc dotlenić martwe tkanki i zbudować nowe połączenia krwionośne, czyli krótko mówiąc– ożywić martwą tkankę.

Przede mną dalsze wlewy leku. Dziękuje Wam. Jesteście naprawdę wspaniali, że dajecie mi taką możliwość. Dzięki Wam mogę nadal być, towarzyszyć moim dzieciom, prowadzić niezliczone rozmowy o kwiatach, zwierzętach i gwiazdach z moją ukochaną Kają, patrzeć jak mój syn się rozwija, jak wchodzi w dorosłość. Obserwować kolejną nadchodzącą wiosnę, która budzi do życia wszystko, a we mnie budzi wielką nadzieję i ogromny apetyt na ten rok i na wiele kolejnych lat.
Dziękuję. I proszę z całego serca – bądźcie ze mną dalej.
Olka
Jesteś moją jedyną nadzieją... Błagam, pomóż mi ŻYĆ!
Strach, że nie zdążę opłacić leczenia jest ogromny. Co miesiąc przeżywam to samo... Dzięki Waszej natychmiastowej reakcji udało się opłacić ostatni wlew. Ale przede mną kolejne. I znów muszę błagać, by móc je opłacić...
Bez pomocy nie mam szans, by żyć...

Bardzo długo bałam się opowiedzieć na głos swoją historię. Ale wiem, że muszę zrobić wszystko, by zdobyć te pieniądze. Nie mogę zostawić mojej córeczki...
Proszę zobacz ten filmik, to dla Ciebie niecała minuta. Dla mnie to życie...
Dziękuję, że tu jesteś i mnie wspierasz. I z całego serca proszę – nie zostawiaj mnie.
Olka
Skończyły się pieniądze na leczenie Oli! Ratuj!
Kochani,
Piszę do Was z ogromnym lękiem, ale i nadzieją. W piątek muszę przyjąć kolejny wlew, który jest dla mnie kluczowy po niedawno zakończonej radioterapii. Niestety ciągle brakuje środków, a czasu jest coraz mniej. Bardzo się martwię, że nie zdążę…
Ostatnie wyniki pokazały, że markery po radioterapii znów poszły w górę. Ten wlew jest dla mnie jedyną szansą, żeby zatrzymać postęp choroby. Boję się, że jeśli nie przyjmę leku, rak znowu zacznie się rozprzestrzeniać…
Nasze własne środki wyczerpały się całkowicie. Każdą złotówkę odkładaliśmy z myślą o dalszym leczeniu, ale dziś jesteśmy na końcu możliwości.

Dlatego z całego serca proszę – jeśli możecie, pomóżcie mi dotrwać do piątku i nie przerywać terapii.
Każda najmniejsza kwota przybliża mnie do wlewu, a tym samym do szansy na dalszą walkę o życie.
Dziękuję, że jesteście.
Olka
Opis zbiórki
Na pewno znacie wiele takich historii: młoda kobieta, małe dziecko, codzienne sprawy i nagła diagnoza, która zmienia wszystko... Chcę Wam opowiedzieć taką właśnie historię o sobie. Proszę, poświęć chwilę, przeczytaj i pomóż mi w walce o życie!
Mam na imię Olka, mam 41 lat, dwójkę dzieci: 6-letnią córeczkę Kaję i 22-letniego syna Mateusza, świetnego partnera oraz mój zwierzyniec: 2 owce kameruńskie wykupione z mięsnej hodowli, kozę Piankę i 2 psy Milę i Krakersa. Kocham życie nad życie.
Od 3,5 roku nieustannie walczę z agresywnym i bardzo rzadkim gruczolakorakiem szyjki macicy w 4 stadium, pomimo regularnych kontroli i cytologii. Operacja, następnie badania dawały nadzieję, że nowotwór nie zdążył się rozprzestrzenić i jest szansa na wyleczenie. Niestety, wyniki badań PET nie pozostawiły złudzeń. Nowotwór w 4 stadium zaawansowania, liczne przerzuty, łącznie około 11 guzów!

Niedowierzanie, zwątpienie, złość, żal, wściekłość, rozpacz... Tak zaawansowany nowotwór często uznaje się za nieuleczalny… A dalej było tylko gorzej. Po zastosowaniu intensywnej radioterapii nastąpiła kolejna progresja choroby, która rozprzestrzeniła się w całym organizmie… Dalsza chemioterapia nie przyniosła żadnych efektów, a jedynie błyskawiczną progresję choroby i pogorszenie stanu zdrowia, kilkadziesiąt guzów od szyi aż po pachwiny, przerzuty do kości.
Ośrodek zadecydował o zakończeniu leczenia i skierowaniu mnie do hospicjum. Ja wciąż jednak szukałam szansy i możliwości operacyjnego usunięcia guzów. Mój stan był bardzo ciężki... Udało mi się jednak znaleźć zespół wspaniałych lekarzy, którzy podjęli się wielogodzinnej operacji i usunęli wiele zmian, w tym największy guz – 15 cm, usuwając także mięśnie, otrzewną, wyłaniając ileostomię.
Po 2 miesiącach nauki chodzenia, jedzenia, w zasadzie wszystkiego, kolejne badanie wykazało nowe zmiany w obrębie trzustki oraz kilka innych w drogach żółciowych, węzłach chłonnych...

Pomimo ogromnych trudności udało się znaleźć placówkę, która zdecydowała się podać mi chemioterapię. Rozpoczęłam także terapię nierefundowanym lekiem, która daje mi ogromne nadzieje i pomogła niezliczonej ilości pacjentów na całym świecie, w bardzo zaawansowanych stadiach choroby.
To moja 6. linia leczenia:
Za mną kilkadziesiąt nieskutecznych chemioterapii, kilkadziesiąt radioterapii, leczenie immunoterapią, 3 operacje. Obecnie z powodu braku innych możliwości w ramach NFZ moją jedyną szansą jest nierefundowane leczenie substancja pembrolizumab, ostatni skan wykazał ze leczenie jest bardzo skuteczne. Według protokołu muszę je kontynuować przez kolejne dwa lata. Ale nie mam takich pieniędzy...
Nie boję się cierpienia, bólu, najbardziej boję się, że zostawię po sobie pustkę nie do wypełnienia w życiu moich dzieci, w życiu mojej malutkiej córeczki. Boję się, że kiedy mnie zabraknie, pęknie jej serduszko.
Nigdy nie musiałam o nic nikogo prosić, całe życie ciężko pracowałam, byłam niezależna. A teraz bez Waszej pomocy niestety nie dam rady... Z całego serca proszę o wsparcie i dziękuję za każde dobre słowo, za każdą wpłaconą złotówkę. Głęboko wierze w to, że dobro powraca i życzę Wam samego dobra.
Olka
- Kasia100 zł
Przytulam 🤗 i życzę powrotu do zdrowia
- Wpłata anonimowa20 zł
- 100 zł
- Aga20 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowaX zł