

Koszmar się nie skończył... BIAŁACZKA WRÓCIŁA i znów chce zabić nasze dziecko! Ratuj Amelkę!
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, środki higieniczne
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż mi 1,5% podatku
Przekaż mi 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, środki higieniczne
Opis zbiórki
Nigdy nie zapomnimy tego dnia, 27 marca 2019 roku. To wtedy na świat przyszła nasza córeczka Amelka. Malutka i krucha, a zarazem bardzo silna istota. Zanim zdążyliśmy ją przytulić i wypowiedzieć do niej pierwsze: "kocham cię", już wtedy los nie był dla niej łaskawy...
Nasza córka urodziła się z wodogłowiem. Diagnozy padały jedna po drugiej jak ciosy wymierzone prosto w ciało naszej ukochanej córeczki... Amelka nie chodzi, nie mówi. Mając zaledwie dziewięć miesięcy, dostała pierwszych napadów padaczki. Wtedy pierwszy raz zobaczyliśmy strach w oczach naszego dziecka i pierwszy raz doświadczyliśmy tej bezradności, której nie sposób opisać słowami.
Myśleliśmy, że już los wystarczająco ją doświadcza. Nie mogliśmy się pogodzić z wszystkim, co ją spotyka. Modliliśmy się o to, by było teraz już tylko lepiej. Ale myliliśmy się, to był dopiero początek tragedii...
W czerwcu 2023 roku Amelka zaczęła gorączkować. To miała być tylko zwykła infekcja lub przeziębienie. Ale gorączka nie mijała, a jej stan pogarszał się z dnia na dzień. Trafiliśmy do szpitala. Pamiętamy tę przeszywającą jak sztylet ciszę po wynikach... Najdłuższy i najboleśniejszy moment zawieszenia, zanim lekarze wypowiedzieli słowa, których nikt nie chciałby usłyszeć: ostra białaczka limfoblastyczna. To był początek koszmaru, jakiego nie da się przewidzieć, ani którego nie da się zrozumieć, zwłaszcza gdy dotyka tak małego dziecka...

Przez dwa długie lata Amelka toczyła walkę. Codzienność córeczki zamieniła się w oddziały szpitalne, chemioterapie, badania, kroplówki i towarzyszący temu strach, który stał się niemal członkiem naszej rodziny. Amelka, mimo tylu cierpień, była dzielna. Uczyła nas odwagi, choć każdy kolejny dzień odbierał jej siły. Najgorsze było to, że widzieliśmy, jak słabła i nic nie mogliśmy zrobić...
Aż nadszedł 23 czerwca 2025 roku, dzień, który miał być zwycięskim końcem tej walki. Ale wtedy, zamiast cieszyć się wygraną z chorobą, wszystko runęło jak domek z kart. Choroba wróciła. 80% szpiku kostnego zostało zajęte przez komórki nowotworowe. Cichy zabójca powrócił, niepostrzeżenie, ukrywając się przed wynikami badań, które przez cały czas wskazywały, że wszystko idzie dobrze. Nie wiemy, co wtedy czuliśmy, bezradność jest zbyt małym słowem do opisania mieszanki uczuć towarzyszących nam od tamtej pory...
Dziś Amelka znowu przebywa w szpitalu. Przyjmuje kolejne cykle chemii, a jej ciało kolejny raz jest wyniszczane. Lekarze mówią o konieczności przeszczepu szpiku, co stanowi nadzieję. Dawcą może być jej starszy brat. To szansa dla Amelki, jedyna nadzieja na wygranie dramatycznej walki o życie.
Codzienność naszego dziecka to nie zabawa ulubionym misiem. To przyjmowanie kolejnych leków, przejście procedur, nowe wydatki, które się nie kończą. Dojazdy do szpitala, suplementy, artykuły higieniczne, żywienie medyczne... Wszystko to toczy się równolegle z cierpieniem, którego świat nie widzi. A my nie mamy prawa się załamać, nie mamy czasu na łzy. Jesteśmy rodzicami. I choć boli nas każdy jej płacz, czujemy każdą kroplówkę wbitą w chudziutką rączkę Amelki, trwamy.
Prosimy jednak Was, pomóżcie nam ratować Amelkę. Prosimy w imieniu dziecka, które nie zna jeszcze życia bez bólu, ale którego serce nadal pełne jest dziecięcej nadziei.
Rodzice Amelki
- 50 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa50 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowaX zł