
Dopóki istnieje nadzieja na utrzymanie minimalnej sprawności, nie ustanę w walce! Pomóż!
Cel zbiórki: Turnusy rehabilitacyjny, leczenie
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiącCel zbiórki: Turnusy rehabilitacyjny, leczenie
Aktualizacje
Dostałam kolejną diagnozę. Nie wiem, ile jeszcze jestem w stanie udźwignąć. Pomocy❗️
Niedawno odwiedziłam Wielkopolskie Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii. Stwierdzono u mnie poważny problem bezdechu, który zagraża mojemu życiu. Nieleczony może nawet doprowadzić do udaru czy zawału serca.
Wskaźnik AHI na poziomie 134,1/h oznacza bardzo ciężką postać obturacyjnego bezdechu sennego (OBS). Tak wysoki wskaźnik prowadzi do drastycznego niedotlenienia organizmu i może skutkować poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi.
Należało więc omówić leczenie i właśnie w tym celu udałam się do poradni. Trzeba natychmiast podjąć odpowiednie kroki. 29 lipca jadę do szpitala. Spędzę tam kilka dni, w trakcie których zostanie mi dopasowana maska do oddychania i do spania.

Konieczne będą także zmiany w moim codziennym funkcjonowaniu – muszę wprowadzić regularne godziny snu oraz zastosować odpowiednią dietę. Rozważana jest operacja bariatryczna.
Po usłyszeniu tych wszystkich informacji załamałam się. Ile jeszcze tego wszystkiego na mnie spadnie? Jak wiele jest w stanie udźwignąć jeden człowiek? Pragnę tylko jednego – być zdrową.
Nie mogę się poddać, choć moja sytuacja jest naprawdę trudna, a sił zaczyna brakować. Chcę walczyć. Wiem też, że są wciąż ludzie, którzy chcą mi pomóc, jak tylko mogą. Wierzę, że z Wami u mojego boku uda się pokonać wszystkie przeszkody. Proszę, nie przestawajcie mnie wspierać.
Aneta
Walka o sprawność wciąż trwa❗️Proszę, pomóż mi utrzymać ją jak najdłużej!
Kochani, wszystko, co dobre, szybko się kończy. Niedawno zakończyłam pierwszy trzytygodniowy turnus w tym roku. To był bardzo intensywny czas, wypełniony ogromem ćwiczeń i wspaniałymi ludźmi.
Jestem wdzięczna za ten turnus. Mam więcej energii i wiem, że nabrałam sił, a moje mięśnie się wzmocniły. Dałam radę wykonać nawet najtrudniejsze zadania.

Niestety, wciąż pojawiają się dni, w których czuję się źle, a problemy zdrowotne dają o sobie znać mocniej niż kiedykolwiek. Mimo to wciąż staram się sprostać wyzwaniom, jakie niesie ze sobą codzienność.
Przede mną kolejne badania oraz zabiegi, kolejne dni walki, która staje się coraz bardziej kosztowna. Dlatego dziś – dziękując za okazane dotychczas wsparcie, proszę Was o to, żebyście zostali ze mną. Będę wdzięczna za każdy, najdrobniejszy nawet gest!
Aneta
Opis zbiórki
Niegdyś, choć zmagałam się z wyniszczającą chorobą, miałam poczucie, że świat stoi przede mną otworem. Ćwiczyłam siłowo, pracowałam, żyłam pełnią szczęścia. Obecnie, jednak gdy niemal całkowicie utraciłam niezależność, ogarnia mnie mrok rozpaczy. Lęk mnie paraliżuje, dokąd jeszcze może doprowadzić to pasmo strat?
Mam 47 lat i tylko 120 cm wzrostu. Od dzieciństwa choruję na achondroplazję. Cierpię również na wrodzoną karłowatość przysadkową, która tylko przykłada się do mojego nieszczęścia. To nieszczęście to niedowład nóg, który kilka lat temu zrzucił mnie na wózek inwalidzki...
W 2006 r. poznałam męża, rok później się pobraliśmy. Znaleźć faceta, który pokocha cię taką, jaką jesteś — bezcenne. Jednak gdy widzę, że opieka nade mną wyniszcza najukochańszą osobę w moim świecie, pęka mi serce… Paweł się nie skarży, ale w jego oczach widać ból i zmęczenie… Jego kręgosłup nie daje już rady dźwigać mojego coraz cięższego ciała. Cierpię, bo on cierpi…
Wszelkie próby ratowania mojego zdrowia okazały się katastrofą… Dzisiaj moim jedynym ratunkiem jest niezwykle kosztowna, intensywna rehabilitacja. Bez niej moje ciało słabnie, a ja codziennie płaczę, dlaczego akurat mnie to spotkało. W tym roku zaplanowano jeszcze jeden turnus rehabilitacyjny w ośrodku w Złotowie, niektórzy żartują, że to już nasz drugi dom, bo tam czujemy się jak w domu.

W tym miejscu jestem codziennie pionizowana, a to dla mnie najważniejsze, bo nie siedzę całe dnie na wózku. Pionizacja jest zbawieniem dla mojego małego ciała i jelit, które potem lepiej pracują, a w konsekwencji zmniejszają się bóle brzucha. Przy tym ćwiczę oraz wykonuje różne ruchy, gdzie całe ciało ciężko pracuje. Udział w turnusach jest dla mnie tak ważny, ponieważ w domu nie mam możliwości pionizacji, ani nie mam możliwości udziału w różnych terapiach.
Wiem, że już nigdy nie wstanę na nogi, jednak jeśli przestanę ćwiczyć, będę mogła jedynie leżeć w łóżku. Tak bardzo tego nie chcę! Jestem załamana! Każdy centymetr mojego ciała, który kiedyś pozwalał mi walczyć o marzenia, teraz stał się więzieniem. Nie chcę tak żyć! Znów zdecydowałam się prosić o pomoc. Chowam do kieszeni wstyd, bo jakie ma on znaczenie, gdy czujesz, że znikasz…?
Choć coraz trudniej jest mi zaakceptować swój los, dopóki istnieje nadzieja na utrzymanie choć minimalnej sprawności, nie ustanę w walce! Jestem w końcu osobą o ogromnej woli życia. Zwracam się z uprzejmą prośbą o Wasze wsparcie finansowe, niezbędne do kontynuacji leczenia i rehabilitacji.
Aneta
- Kasia25 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
Ku pamięci Łukasz Litewka
- Aga100 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
- Wpłata anonimowa45 zł
- Aga licytacja10 zł