
Nie chcę umierać... Potrzebuję drogiego leku, by rak mnie nie pokonał❗️
Cel zbiórki: Nierefundowane leczenie onkologiczne, suplementy, dojazdy, rehabilitacja
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: Nierefundowane leczenie onkologiczne, suplementy, dojazdy, rehabilitacja
Opis zbiórki
Nie chcę umierać. Chcę być wciąż mamą i żoną, nauczycielką – chcę wrócić do szkoły, do dzieci… Tymczasem niedawno dowiedziałam się, że mam złośliwy nowotwór. A miał to być tylko ropień… Teraz moją jedyną nadzieją jest koszmarnie drogi lek, na który sama muszę zebrać środki. Dlatego proszę o pomoc… Ale od początku.
Mam na imię Aneta. Mam 43 lata. Na co dzień jestem żoną Pawła i mamą dwójki dzieci – 14-letniego Mateusza i 10-letniej Hanny. Od 17 marca jestem też nosicielką nieproszonego gościa w moim ciele – potrójnie ujemnego raka piersi.
Jeszcze w listopadzie zeszłego roku na kontrolnym USG piersi wszystko było ok. Kilka miesięcy później zaczęłam czuć ból. Na początku lekarz podejrzewał ropień. Pojechałam na zabieg jego wycięcia. Gdy mnie otworzyli, pobrali tylko biopsję. To nie był ropień… Ale znów byłam uspokajana: to na pewno torbiel. Wiele bym dała, żeby tak było…
Wynik badania histopatologicznego okazał się dla mnie wyrokiem śmierci. Rak. Bardzo złośliwy… Życie runęło w gruzach.
Do tej pory byłam aktywną osobą, kochającą swoją pracę – wykonuję zawód nauczyciela. Choroba odebrała mi możliwość pracy, kontaktu z młodzieżą i dziećmi. Można się załamać, ale dzięki moim najbliższym, kolegom i koleżankom nie poddałam się, podjęłam nierówną walkę z nowotworem.
3 kwietnia rozpoczęłam leczenie. Przyjęłam już trzy agresywne czerwone chemie. Niestety wróg okazał się silniejszy i chemia na niego nie zadziałała... Mało tego – guz urósł o centymetr!

Jedyną dla mnie szansą na życie i powrót do normalności jest immunoterapia, polegająca na podaniu onkologicznego leku, który w moim przypadku jest nierefundowany…
Jego podanie zwiększa szanse wyleczenia o 70%, zmniejsza też ryzyko przerzutów na inne organy. Może uratować to, co najcenniejsze – moje życie. Lek ten powinien być podawany już w trakcie leczenia przedoperacyjnego, razem z chemią oraz pół roku po chemioterapii. Czyli powinnam zacząć brać go jak najszybciej! Koszty leczenia są jednak olbrzymie…
Cena leku to 14 000 zł za jeden wlew. Potrzebuję ich 17, aby terapia przyniosła pożądany efekt. Do tego dochodzą koszty związane z dojazdem do Warszawy i rehabilitacja po operacji.
Do tej pory myślałam, że razem z mężem udźwigniemy ciężar kosztów leczenia. Wydaliśmy już mnóstwo pieniędzy na prywatne wizyty i badania – każdy wie, jak to wygląda na NFZ. Żeby jak najszybciej i jak najlepiej być zdiagnozowanym, trzeba płacić ogromne pieniądze… Samo badanie na chemiowrażliwość nowotworu kosztowało nas 15 tysięcy… Oszczędności się wyczerpują w dramatycznym tempie…
Niestety takie koszty przekraczają nasze możliwości. Nie jest to łatwe, by poprosić o pomoc. Opowiedzieć o swojej chorobie, pokazać swoje zdjęcia bez włosów… Mieszkamy w małym mieście, tu każdy się zna. Ale dziś nie mam innego wyjścia. Nie jesteśmy z rodziną w stanie zdobyć tak dużych środków…
Proszę wszystkich ludzi dobrego serca o pomoc. Będę wdzięczna za każdą złotówkę i każde udostępnienie zbiórki. Nie chcę umierać. Chciałabym zobaczyć, jak rosną moje dzieci. Chcę wrócić do mojej szkolnej rzeczywistości i moich uczniów…
Wpłaty
- Wpłata anonimowa2773 zł
- Wpłata anonimowa8200 zł
- Wpłata anonimowa2282 zł
- Wpłata anonimowa758,69 zł
- Zbiórka nauczycieli i uczniów ZSCKR Zduńska Dąbrowa1700 zł
- II Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja Kopernika w Łowiczu3340 zł