Pilne!
Anna Zbirańska - zdjęcie główne

Ania, ukochana żona, mama i babcia walczy z rakiem złośliwym❗️Pomóż jej❗️

Cel zbiórki: Leczenie wspomagające walkę z nowotworem

Organizator zbiórki:
Anna Zbirańska, 59 lat
Reguły
Rak gruczołowy dolnego odcinka przewodu pokarmowego z przerzutami do płuc, trzustki i wątroby
Rozpoczęcie: 5 stycznia 2026
Zakończenie: 5 kwietnia 2026
1743 zł
WesprzyjWsparło 58 osób
Wpłać, wysyłając SMS
Numer telefonu
75365
Treść SMS
0885194
Koszt 6,15 zł brutto (w tym VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-mobile

Przekaż mi 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0885194 Anna
Dostępne metody płatności:
BLIK - logo
Apple Pay - logo
Google Pay - logo
Mastercard - logo
Visa - logo
Regularne wsparcie daje Annie poczucie bezpieczeństwa i pomoc w trudnej sytuacji, także po zakończeniu zbiórki.

Cel zbiórki: Leczenie wspomagające walkę z nowotworem

Organizator zbiórki:
Anna Zbirańska, 59 lat
Reguły
Rak gruczołowy dolnego odcinka przewodu pokarmowego z przerzutami do płuc, trzustki i wątroby
Rozpoczęcie: 5 stycznia 2026
Zakończenie: 5 kwietnia 2026

Opis zbiórki

Mam na imię Ania. Codziennie budzę się z bólem, strachem i jedną wielką niewiadomą, ale mimo to wstaję i walczę. Rak z przerzutami chce mnie zatrzymać, odebrać mi przyszłość i nadzieję, a ja mówię mu stanowcze: „Nie”. Mam dla kogo żyć – jestem żoną, mamą i babcią. Dlatego się nie poddaję i zamierzam wygrać tę walkę.

Moja choroba po raz pierwszy dała o sobie znać w 2020 roku. Zaczęło się od krwi w stolcu, więc udałam się do lekarza, a potem na kolonoskopię. Wyniki badań przyniosły druzgocącą diagnozę, która zmieniła wszystko – rak gruczołowy dolnego odcinka przewodu pokarmowego. Przeszłam resekcję guza, a potem przez rok byłam na obserwacji, bo bardzo bałam się stomii. Po czasie okazało się, że guz się powiększył. Operacja nie wchodziła już w grę. 

Lekarze zaproponowali mi chemioterapię i radioterapię. Pod koniec 2022 roku rozpoczęłam leczenie, a cały kolejny rok minął na obserwacji i niepewnej ciszy. Przez długi czas guz nie rósł, wierzyłam, że to już koniec walki. Niestety bardzo się myliłam. Rak zaatakował ze zdwojoną siłą, rozrastając się do ogromnych rozmiarów, mimo leczenia. 

Mój organizm nie źle znosił leczenie. Nie mogłam dostać chemii celowanej, a dodatkowo dwa składniki chemii powodowały u mnie poważne objawy kardiologiczne, drętwienie oraz utratę czucia w rękach i nogach. Lekarze zmieniali leki, dokładali kolejne, łączyli radioterapię z chemią w postaci tabletek. A ja walczyłam i trwałam w nadziei. Każdy dzień był walką o przetrwanie. W październiku 2025 roku usłyszałam kolejny cios: przerzuty do wątroby, płuc i trzustki. Lekarze powiedzieli, że nie ma już dla mnie żadnych opcji leczenia i wręczyli mi skierowanie do hospicjum.

To był moment, w którym mój świat się zawalił. Zwyczajnie się załamałam. Ale tylko na chwilę. Powiedziałam sobie w duchu: „Ja się na drugi świat nie wybieram! Jeszcze chodzę, jeszcze żyję i jeszcze chcę walczyć!". Zaczęłam szukać pomocy u innych specjalistów. Znalazłam lekarza, który zaproponował mi nowoczesne leczenie tabletkami, które hamują tworzenie naczyń krwionośnych w guzie, odcinając go od możliwości rozwoju. Niestety koszty tego typu terapii są ogromne.

Niestety moja codzienność nie jest łatwa. Żyję z bólem, uciskiem, i strachem. Rak zabrał mi poczucie bezpieczeństwa, nie mogę wyjść z domu. Zawsze muszę być pewna, że tak, gdzie pójdę, będzie toaleta. Mam piekącą, opuchniętą skórę i śluzówki jamy ustnej. Zwykłe czynności kosztują mnie ogrom energii. Kiedyś byłam sprawna, aktywna i pełna energii. Pracowałam jako fizjoterapeutka – to była moja ogromna pasja, a zarazem forma pomocy innym. Dziś nie mogę już tego robić, ale odnalazłam wytchnienie i odskocznie od rzeczywistości w szydełkowaniu i robótkach ręcznych.

Na szczęście nie jestem sama. Mój ukochany mąż Andrzej opiekuje się mną każdego dnia. Jest moim największym wsparciem. Nigdy nie daje po sobie poznać, jak bardzo się boi, że mnie straci. Chce być silny, żebym i ja mogła być silna. Mamy wspaniałego syna, dwuletnią wnuczkę, a niedługo powitamy na świecie kolejnego maluszka. To dla nich walczę. Najtrudniejsze są chwile zwątpienia, czarne scenariusze, które przychodzą wraz z narastającym z bólem. Ale ja wiem, że się nie poddam i będę walczyć do końca. Z całego serca proszę o pomoc. Każda złotówka to dla mnie kolejny krok w stronę życia. 

Ania

Wybierz zakładkę
Sortuj według