

Gdy słyszymy jego płacz, pękają nam serca! Prosimy, pomóż naszemu synkowi!
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż mi 1,5% podatku
Przekaż mi 1,5% podatku
3 Stałych Pomagaczy
Dołącz- Wiolazaczyna wspierać co miesiąc
- Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc
- Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Opis zbiórki
Antoś wniósł do naszego życia wiele światła. Byliśmy przeszczęśliwi, że nasza rodzina się powiększyła. Przez pierwsze miesiące nie zakładaliśmy, że może się wydarzyć coś złego. Nie byliśmy przygotowani na problemy, z którymi przyjdzie się nam zmierzyć.
Tuż na początku grudnia 2025 r. nasz synek zaczął strasznie wymiotować. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Nic nie działało. Mijały godziny, a stan Antosia się nie poprawiał. Byliśmy przerażeni. Postanowiliśmy szukać ratunku w nocnym ambulatorium. Uspokojono nas, że muszą to być tylko problemy żołądkowe, ponieważ nie ma innych objawów. Dostaliśmy leki i mogliśmy wrócić do domu. Jednak podświadomie czuliśmy, że coś jest nie tak.
Nasze obawy potwierdziły się rano następnego dnia. Antoś obudził się z ciężkim oddechem. Natychmiast udaliśmy się do lekarza rodzinnego. Początkowo podejrzewano zapalenie płuc, ale skierowano nas do szpitala na dalsze badania. W szpitalu lekarze odrzucili hipotezę o zapaleniu płuc, ponieważ saturacja wyszła w normie. Zbadali za to cukier. Był ekstremalnie wysoki – 700 mg/dl. Antoś był odwodniony i miał kwasicę ketonową. Natychmiast przekierowano nas na OIOM, gdzie spędziliśmy dwie doby. Tak właśnie dowiedzieliśmy się, że nasz synek choruje na cukrzycę typu I.

To był bardzo trudny czas, zarówno dla nas, jak i dla Antosia. Pobyt w szpitalu wiązał się dla niego z ciągłymi badaniami, kłuciami, przebywaniem wśród obcych. Nasze serca rozdzierały się za każdym razem, gdy słyszeliśmy jego płacz i krzyk. Czuliśmy się rozdarci między chęcią zabrania Antosia do bezpiecznego domu a myślą, że przecież wszystko, co się dzieje, jest dla jego dobra.
Wróciliśmy do domu na dzień przed Wigilią. Mimo że powinniśmy się wtedy szykować do radosnych Świąt, czuliśmy ciężar sytuacji, która na nas spadła. Było nam trudno odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nagle doszło nam wiele niespodziewanych obowiązków.
Musimy liczyć posiłki, ważyć, przeliczać na węglowodany, ile insuliny podać. Jeśli już cukier jest wysoki, musimy liczyć, ile dodatkowej dawki podać Antosiowi, żeby go zbić. Co trzy dni robimy nowe wkłucia i wymieniamy sensory. Antoś płacze, nie chce… To tak strasznie boli! Mamy łzy w oczach za każdym razem. Musimy się jednak do tego przyzwyczaić, ponieważ to dla dobra naszego dziecka. Poza tym Antoś nigdy nie wyzdrowieje. Będzie musiał mierzyć się z cukrzycą do końca życia.

Insulina jest refundowana, lecz cały potrzebny do pompy osprzęt już nie. Antoś musi pozostawać pod stałą opieką lekarzy. Mamy też zalecenie, aby udać się do kolejnych specjalistów, ponieważ cukrzyca może rzutować na inne organy.
Antoś jest jeszcze mały. Pompa jest niekomfortowa, zwłaszcza podczas snu. Synek potrzebuje całodobowej opieki. Ja musiałam zrezygnować z pracy, aby się nim opiekować. Pogodziłam się z tym, ponieważ dziecko jest najważniejsze. Jednak koszty związane z leczeniem Antosia zaczynają nas przerastać. Dlatego musimy poprosić o pomoc.
Nasz synek od początku życia ma nałożone ograniczenia. Już zawsze będzie musiał na siebie uważać. Na razie jeszcze tego nie rozumie, ale gdy pójdzie do szkoły, zauważy, że inne dzieci nie muszą się martwić tym, co jedzą, nie muszą monitorować stanu cukru we krwi.
Jedyne, co my jako rodzice możemy w tej sytuacji zrobić, to zapewnić mu opiekę specjalistów oraz potrzebny sprzęt, by choć trochę ułatwić jego życie. Prosimy, wesprzyjcie nas.
Wiktoria i Paweł, rodzice
- Wpłata anonimowa2 zł
- Beata100 zł
- Roksana50 zł
Jesteś silny 🩷
- Wpłata anonimowaX zł
- Marta20 zł
- Wpłata anonimowa50 zł