
Życie wywrócone do góry nogami... Pomagamy Arkowi w walce z boreliozą!
Cel zbiórki: Rehabilitacja i leczenie boreliozy, dojazdy, sprzęt rehabilitacyjny
Cel zbiórki: Rehabilitacja i leczenie boreliozy, dojazdy, sprzęt rehabilitacyjny
Aktualizacje
❗️U Arka wykryto boreliozę – trwa dramatyczna walka o jego zdrowie!
Po dwóch latach walki o zdrowie, o lepsze życie, a przede wszystkim o rozwiązanie zagadki dlaczego mój stan zdrowia wciąż się pogarsza, nareszcie mam diagnozę: przewlekła borelioza... Niestety już bardzo zaawansowana. Jest praktycznie wszędzie – w układzie nerwowym, układzie krwionośnym, w stawach i mięśniach... Prawdopodobnie była ze mną od dawna, być może jeszcze przed wypadkiem i wylewem.
Wiele pobytów w szpitalach, mnóstwo badań, m.in. zdjęcia rentgenowskie, rezonansy magnetyczne, tomografie komputerowe, punkcje lędźwiowe, bolesne badania mięśni (EMG) i układu nerwowego (ENG), holtery EEG, RR, EKG, badania USG, badania wzroku, słuchu, konsultacje psychologiczne, logopedyczne, badania psychiatryczne, badania przeciwciał onko- i antyneuralnych, badania na obecność narkotyków, badania moczu, kilkanaście pobrań krwi, testy na COVID, w końcu przebyty SARS-CoV-2, którym zarażony zostałem prawdopodobnie na jednym z oddziałów, a nawet badanie na boreliozę metodą Elisa w lipcu 2020 roku nie dało żadnej odpowiedzi... Tyle czasu minęło, a lekarze nadal nie wiedzieli co mi jest. Już od jakiegoś czasu wiele osób w moim otoczeniu mówiło, że mogę mieć boreliozę, ale na początku nie brałem tego pod uwagę, bo przecież testy w szpitalu wyszły negatywne.
Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że boreliozę bardzo trudno wykryć, a testy są często fałszywie negatywne. Miesiąc temu, po wielu podpowiedziach przyjaciół, znajomych i nieznajomych ludzi postanowiłem nie czekać już na kolejny pobyt w szpitalu, kolejne badania, kolejne rozczarowanie. Wziąłem sprawy w swoje ręce. Zrobiłem prywatnie testy na boreliozę i wyszły pozytywne. Teraz już wszystko jasne. Cały ten ból, strach i niemoc spowodowane są przez bakterie... Aż nie chce się wierzyć.
Już teraz wiem, że leczenie będzie bardzo długie i kosztowne. Do tego muszę jakoś potem stanąć na nogi, więc konieczna będzie długa i intensywna rehabilitacja. A zaczynać muszę niemalże od zera, bo jestem już bardzo przez chorobę zniszczony. Nie umiem mówić, nie umiem się sam ruszać, nie potrafię przełykać bez problemów, zwłaszcza niezmiksowanych potraw, nie potrafię pić niezagęszczonych płynów, mam bolesne zwyrodnienia kręgosłupa, bolesne skurcze mięśni, problemy z pęcherzem moczowym, ponieważ przez niedowład nie opróżnia się on całkowicie, mam zaburzenia nastroju, problemy z krążeniem, zwiotczałe wszystkie mięśnie, w pozycji siedzącej nie potrafię utrzymać głowy w pionie. Walka będzie długa i trudna, ale nie mogę się poddać. Muszę walczyć. Dla siebie, dla rodziny.
Nadal bardzo Was proszę o wsparcie finansowe. Pieniądze, które udało się do tej pory uzbierać umożliwiły mi rozwiązanie zagadki mojej choroby i pomogły poprawić komfort życia. Dzięki Wam stać mnie było na pokrycie wkładów własnych do wniosków do PCPRu o dofinansowanie zakupu łóżka rehabilitacyjnego, wózka inwalidzkiego specjalnego oraz podnośnika do przenoszenia mnie z łóżka na wózek. Także zakup drogich leków, witamin i minerałów, bez których nie pokonam boreliozy, nie byłoby bez Was możliwe. Do tego dochodzą koszty rehabilitacji, opieki, środków higienicznych i mnóstwa innych rzeczy. Tylko dzięki Wam mam możliwość i środki, aby podjąć tę nierówną walkę. Wierzę, że wreszcie jestem na dobrej drodze do zdrowia, wśród dobrych ludzi i teraz już wszystko pójdzie w dobrą stronę! Oby tak było i tego mi życzcie.
Arek
Leczenie Arka
Po kilku pobytach w różnych szpitalach oraz wielu badaniach diagnoza nadal jest zagadką. Wszystkie wykonane przez lekarzy testy i badania nie wskazują na żadną znaną chorobę. Na razie jestem w domu pod opieką żony i opiekunki. Obecne leczenie i rehabilitacja są objawowe i zachowawcze, ponieważ nie wiemy, z czym walczymy i jak dokładnie przeprowadzić rehabilitację, żeby nie zrobić mi jeszcze większej krzywdy, aby nieznana choroba przez nieodpowiednią rehabilitację nie postępowała. A ja jestem coraz słabszy...

Całymi dniami leżę w łóżku, bo nie mam siły siedzieć na wózku. Już nawet oddychanie sprawia mi trudności... Mamy jeszcze kilka pomysłów na dodatkowe badania, które miejmy nadzieję dadzą nam jakoś odpowiedź. Pobyt w Klinice Rehabilitacji musimy odsunąć w czasie. Musimy się dowiedzieć, na jaką chorobę choruję, dlaczego niknę w oczach z dnia na dzień. Nadal potrzebujemy pomocy finansowej.
Rehabilitacja domowa, leki, środki higieniczne, usługi opiekunki, prywatne badania... to wszystko kosztuje bardzo dużo. No i wciąż mam nadzieję, że po znalezieniu diagnozy będę mógł wrócić do Kliniki rehabilitacji i chociaż w jakimś stopniu odzyskać sprawność i samodzielność. Dlatego nadal prosimy o wsparcie. Serdecznie dziękujemy za już okazaną pomoc, modlitwę oraz każde słowo otuchy i wsparcia. Bez Was nie dalibyśmy rady...
Pogarsza się stan Arka!
Po miesiącu pobytu w Centrum Rehabilitacji w Katowicach i ciężkiej pracy z rehabilitantami niestety mój stan się nie poprawia. Jestem coraz słabszy... Lekarze mówią, że prawdopodobnie męczy mnie jakaś choroba neurodegeneracyjna.
W związku z tym trafiłem do szpitala na diagnostykę. Leżę tu już drugi tydzień, zrobiono mi badania i czekam na diagnozę, która jest nie lada zagadką.
Niedowład jest coraz mocniejszy. Działa mi już tylko prawa ręka i to też coraz gorzej. Nie potrafię nawet zadzwonić do rodziny. Mowa jest tak słaba, że ciężko mi cokolwiek powiedzieć i trudno mnie zrozumieć. Szybko się męczę.
Powoli staję się człowiekiem zamkniętym we własnym ciele. Nie wiem co będzie dalej... Strach ogarnia mnie i moją rodzinę na myśl o mojej przyszłości. Na razie czekam na diagnozę. Oby była łaskawa...
Arek
Opis zbiórki
Jedna chwila nieuwagi zdecydowała o tym, że od trzech lat nie jestem już zdrowym człowiekiem. Trzy lata temu miałem nieszczęśliwy wypadek. W wyniku upadku uderzyłem tyłem głowy o podłogę i doznałem urazu czaszkowo-mózgowego – pęknięcia czaszki i obszernego wylewu krwi do mózgu...
Do wypadku doszło w Niemczech, gdzie w tamtym czasie pracowałem jako budowlaniec we własnej firmie. Po przebytej rehabilitacji udało mi się wrócić praktycznie do pełnej sprawności, wróciłem do normalnego życia i do pracy. Jednak po pół roku mój stan zaczął się pogarszać. Coraz trudniej mi się chodziło, lewa ręka odmawiała posłuszeństwa, pojawiła się spastyka i niedowład w lewej ręce i nodze. Postanowiłem zamknąć firmę i wrócić do Polski, do rodziny (mam żonę i dwójkę dzieci), i w kraju zacząć ponowną rehabilitację, żeby zatrzymać postęp choroby. Jednak nie było to takie proste...
Zaczęły się wizyty u wielu lekarzy, neurologów, rehabilitantów, którzy robili co mogli, ale mój stan zdrowia nadal dramatycznie się pogarszał. Zacząłem chodzić o lasce, bo miałem problemy z równowagą, po pół roku potrzebowałem już balkonika, aż w końcu musiałem usiąść na wózku inwalidzkim. Lekarze nie umieli odpowiedzieć na pytanie dlaczego mój stan ciągle się pogarsza. Ponieważ pourazową rehabilitację przeszedłem w Niemczech, w Polsce kwalifikuję się tylko na rehabilitację przewlekłą, na którą są długie kolejki.

Covid, który pojawił się w międzyczasie też niczego nie ułatwia – przez wirus trzeba na wszystko czekać jeszcze dłużej. Czekałem, nadal czekam, cierpliwie. Ale już dłużej nie mogę... Rehabilitacja domowa nie przynosi skutków.
Przeszedłem szereg badań diagnostycznych podczas kilku pobytów w szpitalach. Zalecenia lekarzy są takie same – konieczna jest natychmiastowa intensywna rehabilitacja w ośrodku rehabilitacyjnym. Po ostatniej wizycie w szpitalu niestety już całkowicie zaległem w łóżku. Jestem teraz osobą niemalże całkowicie leżącą oraz całkowicie zależną od osób trzecich.Mam czterokończynowe porażenie spastyczne. Nie potrafię nic zrobić sam. Spastyka nie daje mi spać w nocy. Mam bardzo bolesne skurcze i przykurcze głównie nóg, ale i całego ciała. Z dnia na dzień jest coraz gorzej, a jeszcze rok temu chodziłem na własnych nogach.
Nie mogę już dłużej czekać, muszę działać. Rozwiązaniem dla mnie jest rehabilitacja w prywatnym centrum rehabilitacji w Katowicach. Jednak moje fundusze nie pozwalają mi, aby z własnych pieniędzy opłacić tam pobyt. To koszt około 25 tys. zł miesięcznie – kwota, której nie jesteśmy w stanie sami uzbierać, bo koszty życia, mojego leczenia i rehabilitacji są zbyt wysokie. Jak na razie utrzymujemy się tylko z jednej pensji mojej żony, a ja czekam na decyzję o przyznaniu renty z tytułu niezdolności do pracy, która pewnie i tak nie będzie wysoka z racji mojego wieku i przepracowanych lat.
Dlatego zwracam się z prośbą do wszystkich osób o dobrym sercu, aby pomogli mi zebrać te pieniądze. Tylko w tym jest nadzieja, że wstanę z łóżka i będę samodzielny, że wrócę do mojego życia. Nigdy nie należałem do osób łatwo poddających się, ale niestety teraz ta sytuacja dobija mnie bardzo mocno i wiem, że nie potrafię sobie sam z tym poradzić. Każda złotówka jest dla mnie naprawdę na wagę złota. Mam nadzieję, że będzie mi dane kiedyś się odwdzięczyć. Dziękuję za każde wsparcie...
Arek
- Wpłata anonimowa10 zł
- Karola G.150 zł
Licytacja tortu
- Sabina30 zł
Licytacja pierogów
- Kasia Kozak31 zł
Licytacja. Toster
- Ilona60 zł
- Justyna80 zł
Licytacja serniczki