
Złośliwy rak, chemia, radioterapia i... WZNOWA❗️Pomocy, mój tata umiera❗️
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
1 wspierający co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja
Opis zbiórki
Nasz tata, Arek, zawsze był dla nas oparciem. Silny, pracowity, odpowiedzialny. Mężczyzna nie do zdarcia. Dziś to my próbujemy być jego siłą, choć serca pękają nam każdego dnia, gdy patrzymy, jak złośliwy rak odbiera mu wszystko: głos, oddech, samodzielność, spokój i nadzieję.
Cała historia choroby zaczęła się niewinnie, od operacji przegrody nosowej i wycięcia migdałka. Tata skarżył się na ból gardła i trudności z przełykaniem. Lekarze pobrali wycinek do badań, przeprowadzili serię badań, wykonali tomograf i badanie PET. Zapadł wyrok: złośliwy nowotwór prawego migdałka z przerzutami na węzły chłonne. Ciężko mi to wspominać. Chciałbym o tym zapomnieć, ale nie potrafię. To za bardzo boli.
Tata przeszedł długą i wyniszczającą chemioterapię i radioterapię. W maju 2025 roku myśleliśmy, że już po wszystkim. Wierzyliśmy się, że tata wreszcie odzyska siły i będzie mógł znów cieszyć się życiem. Niestety nasza radość została szybko i brutalnie stłumiona. W sierpniu nastąpiła wznowa! Rak wrócił silniejszy, bardziej agresywny, a my stanęliśmy przed dramatycznym wyborem: operacja, wiążąca się z wycięciem ponad połowy szczęki, bez gwarancji powodzenia albo chemia, która tylko przedłuża życie.
To była trudna decyzja, ale ponownie wybraliśmy chemię. Chcieliśmy dać tacie czas i godność, na jaką zasługuje. Lekarze powiedzieli wprost, że szanse na pokonanie raka są niewielkie. Tych słów nie da się zapomnieć. Od tamtej pory każda wizyta w szpitalu to obezwładniający strach, każda chemia to walka o przetrwanie kolejnego tygodnia. Tata nie może już jeść, ma założonego PEG-a. Zmaga się z wymiotami, dusznościami, zawrotami głowy, krwotokami i omdleniami. Ból bywa tak silny, że nawet morfina nie pomaga, a my bezradnie patrzymy, jak cierpi.

Jest wyniszczony nowotworem, a do tego ma nadciśnienie, torbiele nerek, zwyrodnienie kręgosłupa i odleżyny. Porusza się na wózku inwalidzkim, nie ma siły stać, a każdy oddech jest niczym wielkie zwycięstwo. A mimo to poprosił, żeby zawieźć go do Częstochowy. Chciał jeszcze raz uwierzyć, że nie wszystko stracone. Tak bardzo chce żyć...
Tata był pracownikiem gazowni, całe życie ciężko pracował. Teraz jest na rencie i ma zakaz jakiejkolwiek pracy. My, jego synowie wraz z mamą, robimy wszystko, by nie był sam w tej ciężkiej, nierównej i niesprawiedliwej walce. Jest pod opieką hospicjum domowego i ma wsparcie psychologa. Są jednak dni, gdy po prostu się załamuje, płacze i nie ma siły dłużej walczyć. My też płaczemy. Po cichu. Żeby nie widział, bo musimy być dla niego silni.
Nigdy nie sądziliśmy, że przyjdzie nam stanąć oko w oko z tak bezlitosnym przeciwnikiem, jakim jest rak. Do takiej walki nie da się przygotować. Wiemy jednak, że będziemy walczyć o tatę do końca. Potrzebujemy środków na leki, rehabilitację, niezbędną opiekę, sprzęt, dojazdy, wszystko, co może choć trochę ulżyć tacie w bólu i dać mu odrobinę godności.
Nie prosimy o cud. Prosimy o szansę dla naszego taty na życie bez lęku i cierpienia. Ta zbiórka to nasza ostatnia deska ratunku. Każda wpłata, nawet ta najmniejsza, jest dla nas bezcenna. Dzięki niej nasz tata ma szansę być tu z nami i dalej walczyć. W imieniu całej rodziny dziękuję każdemu, kto zdecyduje się nas wesprzeć.
Tomek, syn Arka wraz z rodziną
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa10 zł