
Bazylek przeszedł operację jeszcze w łonie mamy❗️To cud, że przeżył! Pomóż mu walczyć o sprawność!
Cel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, dojazdy
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiącCel zbiórki: Leczenie i rehabilitacja, dojazdy
Opis zbiórki
Gdy dowiedziałam się, że noszę pod sercem trzecie dziecko, byłam bardzo szczęśliwa. Czułam się dobrze i nic nie zapowiadało problemów. Niestety, badania prenatalne wskazywały u Bazylka na śmiertelną wadę mózgu. Lekarz powiedział, że nasz synek umrze, a w dodatku ciąża zagraża również mojemu życiu.
Pojechałam do Gdańska z myślą, że za chwilę stracę dziecko. Czułam, jak kopie... Łzy leciały mi po policzkach, bo zdałam sobie sprawę, że czuję to już po raz ostatni. Na szczęście w Gdańsku specjaliści przebadali go ponownie. Okazało się, że mózg jest zdrowy! Zauważyli jednak poważny rozszczep kręgosłupa i skierowali mnie do Warszawy na operację fetoskopową. Powiedziano mi, że istnieje ogromne ryzyko, że albo ja, albo mój synek stracimy życie...
Gdy przed wyjazdem żegnałam się z moją rodziną, bałam się, że to nasze ostatnie wspólne chwile. Narzeczony musiał zostać z dwójką dzieci w domu, więc pojechałam sama. Nigdy w życiu nie czułam tak potwornego lęku, jak wtedy. Na szczęście operacja się udała! Przetrwaliśmy.

Przez dwa tygodnie dochodziłam do siebie w nadziei, że najgorsze już za nami. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. W 26. tygodniu ciąży odeszły mi wody. Konieczna była cesarka. Bazylek urodził się jako skrajny wcześniak i ważył zaledwie 860 gramów. Od razu trafił na Oddział Intensywnej Terapii Noworodka. Przez pierwsze tygodnie trwałam przy nim z daleka od domu i reszty rodziny. Dzieliło nas niemal 500 km...
Sytuacja ta mocno odbiła się na zdrowiu naszej 2-letniej córeczki. Nigdy wcześniej nie zostawiałam jej na noc. Nagła, długotrwała rozłąka sprawiła, że dziś wymaga terapii i bardzo zamknęła się w sobie. Jest mi z tym bardzo ciężko, ale przecież musiałam ratować Bazylka...
Gdy sytuacja synka się ustabilizowała, lekarze powiedzieli, że mogę wrócić do domu. Bazylek musiał jednak zostać w inkubatorze jeszcze przez 7 miesięcy. Jeździłam do niego raz na tydzień, przywoziłam mleko i marzyłam o tym, by wreszcie zabrać go do domu. Pewnego dnia zadzwonił telefon. Usłyszałam słowa, które już na zawsze wryły mi się w pamięć: „Proszę natychmiast przyjechać. Bazyli dostał sepsy. Umiera.”.

Nie jestem w stanie opisać emocji, które wtedy mną zawładnęły. Żaden rodzic nie jest gotowy na coś takiego. Na szczęście nasz dzielny synek przetrwał i pokazał, że bardzo chce żyć! Niestety te trudne doświadczenia pozostawiły po sobie poważne konsekwencje. Bazyli jest pod opieką wielu specjalistów w całej Polsce, w szczególności: okulisty, neurologa, gastroenterologa i kardiologa w Gdańsku, neurochirurga w Warszawie, otolaryngologa w Słupsku i urologa w Rzeszowie. Co chwilę przemierzamy setki kilometrów, by nasz syn mógł żyć i normalnie funkcjonować w przyszłości.
Bazylek ma obniżone napięcie mięśniowe, a jego rozwój psychoruchowy jest opóźniony. Ze względu na problemy urologiczne, czeka go cewnikowanie. Leki nie pomagają, a mocz zatrzymuje się w nerkach, powodując ich uszkodzenia. Niebawem spędzimy 1,5 tygodnia w Rzeszowie na badaniach i nauce cewnikowania. To oznacza kolejną rozłąkę z rodziną. Oprócz tego synek zmaga się z potężnym refluksem. Bywają dni, w których jest tak źle, że wymiotuje nawet podczas rehabilitacji. To jednak nie koniec trudności. Specjaliści podejrzewają problemy z sercem i krążeniem. Bazylek często sinieje, dlatego musimy go nieustannie obserwować.
Całe nasze życie kręci się wokół leczenia, rehabilitacji i wyjazdów. Każdego dnia pokonuję z Bazylkiem 60 km autobusem na ćwiczenia. Oprócz tego wożę córeczkę rowerem do przedszkola. Nie mogę pracować, a jedynym żywicielem rodziny jest mój narzeczony, który pracuje od 7:00 do 20:00, żeby nas utrzymać. Mamy jeszcze 12-letniego syna, który również potrzebuje uwagi. Powiedzieć, że jest nam ciężko, to jakby nic nie powiedzieć...
Koszty, które ponosimy, są potwornie wysokie. Wszystkie wizyty i rehabilitacja muszą odbywać się prywatnie, bo terminy na NFZ są bardzo odległe. Bazylek nie może tyle czekać, bo to odbije się na całym jego życiu. Musimy działać teraz, póki ma szansę wypracować jak najwięcej. Dlatego stajemy przed Wami i z całego serca prosimy o pomoc. Wierzymy, że z Waszym wsparciem uda nam się wygrać tę walkę!
Rodzice Bazylka
- Wpłata anonimowa200 zł