
To nie ciąża, to nowotwór... Walczę o życie i proszę o wsparcie!
Cel zbiórki: Leki, rehabilitacja, koszty dojazdu, wizyty lekarskie
Cel zbiórki: Leki, rehabilitacja, koszty dojazdu, wizyty lekarskie
Opis zbiórki
Wiele osób może myśleć, że jestem w zaawansowanej ciąży. Mój duży brzuch nie jest jednak zwiastunem nowego życia, a śmierci… Mam nowotwór, nieoperacyjny, niewyleczalny. Jeszcze niedawno sądziłam, że pozostaje mi już tylko czekać na najgorsze, żegnać się z synkiem i mężem… Jednak nagle pojawiła się nadzieja! Lekarz powiedział mi, że jest jeden lek, nierefundowany, ale który może mi pomóc!
Dzięki Waszej pomocy zebrałam na półtoraroczne leczenie, które jest moją jedyną szansą. Koszty walki z rakiem są jednak bardzo duże – to także dodatkowe leki wspomagające, koszty dojazdu do szpitala, prywatne wizyty lekarskie. Dlatego rusza nowa zbiórka, a ja wciąż bardzo proszę o pomoc, bym mogła jak najdłużej walczyć z tym potworem i ukraść mu jak najwięcej czasu!
Poznaj moją historię:
Mam na imię Beata, mam 31 lat, cudownego męża i ukochanego synka. To dla nich i dla siebie muszę walczyć z chorobą, z nowotworem żołądka, który odbiera resztki nadziei...
Może już powinnam już zacząć pisać listy, które mój synek będzie mógł przeczytać, kiedy dorośnie, a mnie przy nim nie będzie. Może powinnam się poddać i pogodzić z losem. Jednak jeszcze nie teraz, to jeszcze nie pora! Nie mogę odejść, ale nowotwór zdaje się, ma inny plan… Ja będę walczyć, do końca. Cena mojego życia jest jednak bardzo wysoka...

Myślałam, że to zwyczajny ból brzucha, który minie. Dwa ostre ataki bólowe jednak sprawiły, że wymiotując krwią, jechałam karetką do szpitala. Ale nie tam poznałam diagnozę… Prywatnie zrobione USG też niczego nie wykazało. Poszłam na gastroskopię. Podczas badania na tylnej ścianie żołądka lekarz zauważył guza. Tomografia potwierdziła przypuszczenia, a na mnie spadł wyrok – guz z przerzutami! Złośliwy nowotwór bardzo długo nie dawał objawów. A potem zaczęła się walka o życie...
Rozpoczęłam leczenie, które nie przynosiło pożądanych skutków, a jedynie coraz bardziej osłabiało mój organizm. Ostatecznie trzeba było wyciąć cały żołądek, by ratować moje życie. I to nie pomogło pokonać choroby…
W zeszłym roku dostałam się na badania kliniczne, które trwały od września do marca tego roku. I to nie pomogło. Mój stan tylko się pogorszył, guzy urosły… Mam dramatycznie niskie płytki krwi. U zdrowego człowieka są w granicach 150 000. U mnie w krytycznym momencie było ich zaledwie 7000… To dyskwalifikuje mnie ze wszystkich form leczenia. Lekarze rozkładali ręce, a ja sądziłam, że już nie ma dla mnie szansy...

Guzy rosną, jest ich coraz więcej. Gdy nie wierzyłam już, że coś się zmieni, trafiam na lekarza, dzięki któremu odżyła nadzieja! Rozpoczęłam leczenie, na pierwsze rezultaty muszę jednak jeszcze poczekać, ale wierzę, że mi pomoże!
Walczę o życie, by mieć jak więcej czasu na bycie z synkiem i mężem. Niestety, koszty leczenia są ogromne. Proszę, pomóż mi walczyć do samego końca - o życie, o nadzieję, o wiarę w to, że mój synek nie straci mamy. Jeszcze nie teraz...
- Wpłata anonimowa20 zł
- 10 zł
- filcu10 zł
- Wpłata anonimowa5 zł
- Anonimowy PomagaczX zł
- Anonim100 zł