Tatusiu, wróć do nas! Tak bardzo tęsknimy...

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 241 osób
9 895,22 zł (9,11%)
Brakuje jeszcze 98 615,78 zł
Wesprzyj Wesprzyj
Zbiórka na cel
Półroczny pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym - jedyna szansa dla Pawła

Paweł Idźkowski , 35 lat

Łapy, podlaskie

Śpiączka, niedowład spastyczny czterokończynowy po przebytym ciężkim uszkodzeniu mózgu i pnia mózgu

Rozpoczęcie: 17 Stycznia 2020
Zakończenie: 14 Maja 2020

Upadek na beton z kilku metrów, na głowę… Wypadek w pracy skończył się dla Pawła tragicznie… Mój mąż umierał, a lekarze mówili, że nic się nie da zrobić. Nie mogłam na to pozwolić, nie mogłam w to uwierzyć! Paweł jednak się nie poddał i nadal walczy! Jest jednak uwięziony w swoim ciele… Każdego dnia dzieci pytają, kiedy tatuś się obudzi i znów będzie jak dawniej. Nie wiem, co mam im powiedzieć… Proszę z całego serca, pomóżcie Pawłowi.

Paweł Idźkowski

Wystarczyła chwila, ułamek sekundy, by całe życie legło w gruzach… Dramat wydarzył się 2 sierpnia 2018 roku. Mieszkaliśmy już wtedy w Belgii kilka lat, Paweł pracował na budowie. Legalnie, miał ubezpieczenie. Z niewiadomych przyczyn spadł z rusztowania z wysokości kilku metrów. Prosto na beton, uderzając głową… Był jeszcze przez chwilę przytomny. Podobno krzyczał imiona: moje i swojego brata. Jakby wzywał pomocy, naszej pomocy… Gdy pojawiła się karetka, mąż był już nieprzytomny. Umierał. W drodze do szpitala toczyła się walka o życie. Serce Pawła przestało bić...

Gdy dojechali do szpitala, mąż od razu trafił na stół operacyjny. 6 kolejnych godzin trwała rozpaczliwa walka. Każda minuta rozciągała się w nieskończoność… To był czas wypełniony łzami, niepewnością i modlitwą o to, by Paweł tu został! Miał przecież rodzinę, dwoje maleńkich dzieci, które jeszcze nie były świadome tego, co się stało! Choć mąż przetrwał operację, najgorsze przyszło potem…

Nie minęła doba po operacji, gdy przyszedł do mnie lekarz z papierami oznaczającymi zgodę na pobranie organów. Nie mogłam się zgodzić. Paweł przecież nadal żył, miał w sobie ogromną wolę walki! Udowodnił to, gdy sam zaczął oddychać. Choć nie odzyskał przytomności, wiedziałam, że muszę zrobić wszystko i pomóc mu za wszelką cenę, aby do nas wrócił!

Paweł Idźkowski

Znaleźliśmy ratunek w Polsce, u wybitnego prof. Talara. Zgodził się zająć Pawłem. Pojechaliśmy do ośrodka rehabilitacyjnego pod Iławą z całą rodziną. Nawet nasze dzieciaki uczestniczyły w zajęciach stymulacji! Rehabilitacja trwała całymi dniami, a my już po pierwszym miesiącu widzieliśmy ogromne postępy! W Belgii lekarze powiedzieli, że nawet jeśli Pawełek przeżyje, będzie jak “roślinka” - nie ruszy nawet ręką. Tymczasem mąż dzisiaj samodzielnie potrafi jeść i napić się z kubka, poprawnie wskazuje kolory na kartkach, uśmiecha się, gdy do niego mówię. Potrafi poprawnie pokazać odpowiedź na pytania zadane we wszystkich językach, jakie znał. Podnosi lekko ręce, a kiedy do niego mówimy, rozpoznaje nasze głosy. Umie liczyć pokazując cyfry na palcach. To znak, że jest z nami! Choć uwięziony we własnym ciele…

Wciąż jednak nie otwiera oczu, mimo że miał wykonany zabieg podciągający powieki… Przyklejamy mu je, by mógł cokolwiek widzieć. Paweł nadal jednak nie mówi, nie chodzi...

Niestety, w listopadzie skończyły nam się pieniądze na dalszy pobyt, musieliśmy wrócić do domu. Pobyt u profesora to ponad 20 000 zł miesięcznie. Do tego dochodzą koszty rehabilitacji i stymulacji. Bez nich Paweł nie będzie w stanie normalnie funkcjonować. Zauważyliśmy już, że następuje regres… To przez brak rehabilitacji. Mamy zapewnione tylko kilka godzin w tygodniu, a to zdecydowanie za mało. Dlatego z całego serca proszę o pomoc. Tylko u prof. Talara Pawełek ma szansę, by do nas wrócić!

Paweł Idźkowski

Emilka ma dopiero 4 latka, Sebastian niecałe 2. Bardzo tęsknią za swoim kochanym tatusiem. Pytają ciągle, kiedy się obudzi, kiedy do nich wróci… Sebuś nie pamięta już chyba taty sprzed wypadku… Widzę, jak Paweł walczy o każdy dzień, najmniejszy nawet postęp. Sam jednak, bez pomocy, nie da rady wrócić. Serce mi pęka gdy patrzę, jak nasze dzieci cierpią. Widzę, że tatusiowie innych dzieci odprowadzają ich do przedszkola, bawią się z nimi, rozmawiają. A Paweł nadal tkwi w więzieniu swojego ciała… Proszę, pomóżcie mu się uwolnić.

Wioletta, żona Pawła

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
Wsparło 241 osób
9 895,22 zł (9,11%)
Brakuje jeszcze 98 615,78 zł
Wesprzyj Wesprzyj