
19 lat i wznowa❗️Rak kości zabrał mi już nogę, teraz zabiera mi życie... RATUNKU❗️
Cel zbiórki: Leczenie onkologiczne, zakup protezy, dopłata do wózka inwalidzkiego
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
3 wspierających co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc
- Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc
- Anonimowy Pomagaczzaczyna wspierać co miesiąc
Cel zbiórki: Leczenie onkologiczne, zakup protezy, dopłata do wózka inwalidzkiego
Opis zbiórki
Mam na imię Denis, mam 19 lat i z całych sił pragnę żyć. Zwracam się do Ciebie z ogromną prośbą - przeczytaj moją historię. Rak zabrał mi nogę, ale nie pozwolę, by zabrał mi życie. Ciągle tutaj jestem... Wznowa - usłyszałem niestety niedawno i świat znowu rozpadł się na kawałki. Walczę, ale sam dłużej nie dam rady.
Wszystko zaczęło się rok temu od zwykłego upadku... To były wakacje przed maturą. Spędzałem je u babci. Upadłem podczas jazdy na hulajnodze w parku... Nic wielkiego, prawda? Też mi się tak wydawało, dlatego jak bolało mnie kolano, początkowo się nie przejąłem...
Wróciłem do domu, wakacje się skończyły, a ból nie. Przeciwnie, stał się nie do wytrzymania... Mama zaniepokoiła się zabrała mnie do lekarza. Tam przeżyliśmy pierwszy szok... Zamiast stłuczeń po upadku zdjęcie rentgenowskie pokazało dużego guza.

Nowotwór - usłyszałem, a było to tak nierealne jak wyprawa na księżyc... Jakby dotyczyło kogoś innego. Lekarze pocieszyli mnie wtedy, że nowotwór jest łagodny i na pewno nie będę mieć chemioterapii. Biopsja potwierdziła, że to kostniak zarodkowy - łagodny, niezłośliwy nowotwór kości. Niestety, wkrótce miało okazać się, że to nieprawda...
Przeszedłem dwie operacje, przeszczep tkanki kostnej, 5 biopsji i wycieńczające rehabilitacje. Aż nagle, tuż przed końcem ćwiczeń, na kolanie pojawił się ogromny krwiak. Noga spuchła, ból stał się nie do zniesienia, a ja nie mogłem nią ruszać. Nigdy nie zapomnę twarzy lekarza, który zbladł na wieść, że od 8 miesięcy nie mogę zgiąć nogi.
Wykonano MRI z kontrastem. Guz znowu tam był… W trybie pilnym zrobiono dalsze badania. Wtedy przyszła odpowiedź, że lekarze spodziewają się najgorszego – złośliwego raka kości. Nie mogłem w to uwierzyć! JAK? NO JAK?! 5 biopsji potwierdziło, że to kostniak zarodkowy. Jak to możliwe, że teraz to rak?
Przyjechaliśm do szpitala we Wrocławiu. Tam pierwszy raz padło słowo - "przerzuty"... Niezłośliwy nowotwór przecież ich nie daje… Biopsja w Warszawie ostatecznie pokazała brutalną prawdę: kostniakomięsak – złośliwy, agresywny rak kości...

Wtedy po raz pierwszy płakałem. Nie wiedziałem, co mam robić! Diagnoza przeszła z niezłośliwej na wyrok śmierci, a ja nie miałem wtedy jeszcze nawet 18 lat... Zaczęła się chemia, której nigdy miałem nie dostać. Pierwszy cykl okazał się koszmarem – guz rósł błyskawicznie. Nie można było podjąc innej decyzji... 30 grudnia lekarze amputowali mi nogę, my ratować mi życie.
Rok 2026 witałem półprzytomny, otumaniony lekami... Za oknem szalały fajerwerki, ludzie cieszyli się z nowego roku, a ja opłakiwałem życie, które bezpowrotnie straciłem. Dziesięć dni później, w szpitalnym łóżku, bez jednej nogi, obchodziłem swoje 18. urodziny. Nie tak wyobrażałem sobie wejście w dorosłość. Ale żyłem i bardzo chciałem wierzyć mamie, gdy ze łzami w oczach obiecywała mi, że będzie dobrze.
Kiedy usłyszeliśmy o remisji, odetchnęliśmy z ulgą. Niestety, spokój trwał zaledwie dwa miesiące. Ostatnie badania kontrolne w Warszawie przyniosły kolejny potężny cios – przerzuty w płucach. Przeszedłem ciężką operację, podczas której chirurdzy wycięli z moich płuc aż trzy guzy.
Zanim zdążyłem dojść do siebie, lekarze wdrożyli kolejną chemioterapię. Czułem się, jakbym wrócił do piekła...

Co poniedziałek pokonujemy z mamą trasę z Wrocławia do Warszawy – to aż 5 godzin drogi w jedną stronę. Dla kogoś po amputacji nogi i ze świeżo rozciętymi płucami taka podróż to czyste cierpienie. W poniedziałki przechodzę badania krwi. Jeśli wyniki są złe, nie wpuszczają mnie na oddział i musimy czekać. Szpital nie oferuje noclegów pacjentom czekającym na kwalifikację, więc moja mama na własną rękę opłaca hotele w Warszawie.
Do tego wszystkiego doszły potężne komplikacje... W kikucie zaczął zbierać się płyn i lekarze musieli znowu czyścić nogę. Przez cięcia, zabiegi i opuchliznę mój dawny silikonowy lejek do protezy stał się za mały. Obecnie nie mam możliwości noszenia protezy. Poruszam się tylko na jednej nodze, co dla chłopaka w moim wieku oznacza ogromny ból i utratę wszelkiej samodzielności.
Sama chemia w szpitalu jest na szczęście refundowana, ale koszty towarzyszące walce o moje życie dosłownie nas dobijają. Pilnie potrzebujemy środków na nową protezę, ortopedę, ciągłe dojazdy i noclegi w Warszawie, nierefundowane leki pooperacyjne i osłonowe.
Moja mama jest skrajnie wyczerpana, ale wiem, że mnie kocha i w walce o mnie nie poddaje się ani na chwilę. Robi wszystko, by mnie ocalić, ale sama nie zdobędzie takich pieniędzy. Patrzę w jej zapłakane oczy i serce pęka mi bardziej niż od fizycznego bólu.
Błagam Was o pomoc. Jestem tu, żyję i chcę walczyć o swoje życie... Chcę wrócić do szkoły, zdać maturę, iść na studia, zrobić prawo jazdy, zakochać się, podróżować, żyć... po prostu chcę żyć.
Bardzo proszę o pomoc. Wierzę, że razem nie przegramy tej walki.
Denis
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa10 zł
- Wpłata anonimowa200 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowaX zł